Bezsenne Środy: „Szczelina” Jozef Karika – recenzja | Najbardziej przerażająca powieść roku!

Legenda? Mistyfikacja? Spotworniała rzeczywistość? „Szczelina” Jozefa Kariki to najbardziej przerażający horror, jaki przyszło mi przeczytać, bo nosi w sobie znamiona prawdy, a kto pamięta „Strach” (recenzja TUTAJ) tego samego autora,ten odnajdzie w tej opowieści wiele wspólnych motywów…

„Gdy zderzysz się z absurdem, to przeczołga cię, nawet nie będziesz wiedział kiedy. Najgorzej, gdy dodatkowo łączy się on z czymś nieznanym. Taka kombinacja może rozłożyć człowieka na łopatki.”

Ludzie giną. Mamy jako gatunek takie tendencje. A to ktoś wyjdzie z domu po papierosy i nigdy już nie wróci. A to ktoś zejdzie pod klatkę na osiedlu i przepadnie bez wieści. A to pójdzie do lasu na grzyby i zapomni się między drzewami. Raz w miejskim zaułku, raz w listopadowej kałuży, raz na uczęszczanej prostej drodze… Niby takie przypadki zaginięć trafiają się wszędzie i od zawsze, jednak w paśmie górskim Trybecz na Słowacji ludzie giną nieco częściej niż w innych rejonach świata, a ich zniknięcia miewają tragiczne i specyficzne zakończenia. Dla przykładu taki Walter Fischer, który zagubił się w górach, by odnaleźć się po trzech miesiącach pocięty, poparzony, oszalały ze strachu. Gdyby tylko on jeden…

„Fischer pozostawał zatopiony w innej rzeczywistości jak komar w bursztynie, i tylko na chwilkę wrócił do naszego świata.”

Podobno Igor sam chciał spotkać się z Jozefem Kariką, by opowiedzieć mu tę historię i przekazać dalej, ku przestrodze. Podobno wszystko to, co opisał autor w „Szczelinie” wydarzyło się naprawdę. Podobno w górach Trybeczu na Słowacji nie wszystko jest tak jak powinno być. A zaczęło się niewinnie. Igor podjął prace na budowie przy rozbiórce starego szpitala psychiatrycznego.Tam odnalazł pewną dokumentację wraz z nagraniami niejakiego Waltera Fischera,który w 1939 roku zaginął na zboczach Trybeczu, by odnaleźć się trzy miesiące później oszalały ze strachu. Co tak bardzo przeraziło Waltera? To pytanie staje się obsesją Igora, który odkrywa kolejne tajemnice, kolejne zaginięcia, by wreszcie wraz ze swoją dziewczyną i dwojgiem znajomych przekonać się na własnych zmysłach co też czai się w słowackich górach.

Podobno to wszystko wydarzyło się naprawdę. Podobno do Jozefa Kariki naprawdę przyszedł człowiek, który przeżył to wszystko na własnej skórze. Podobno… Dociekliwy czytelnik może trochę poszperać w sieci, by z narastającym zaskoczeniem i niepokojem odkrywać kolejne strony i portale, a w nich artykuły sprzed lat, opowiadające historie o Trójkącie Bermudzkim na Słowacji. To żadna tajemnica, że w rejonie Trybeczu znikają ludzie.

 „…Trybecz jawi się nie jako przeciętny ciąg górek porośniętych lasami, ale jako tajemnicze,nieprzewidywalne miejsce spowite mgłą niewyjaśnionych i tragicznych zdarzeń.”

Po kilku takich artykułach czytelnik jest w stanie uwierzyć przynajmniej w coś niepokojącego, co przytrafia się w tych górach. Ja uwierzyłam. Bo nie ma chyba nic bardziej przerażającego od kosmicznej grozy,która nachodzi znienacka, atakuje ciszą, ciemnością, błyskami świateł,obrazami, których człowiek nie jest w stanie pojąć. Jestem w stanie uwierzyć,że istnieją takie miejsca, które pozwalają dostrzec zwykłemu śmiertelnikowi podszewkę wszechświata i nie jest to wcale przyjemny widok. Oj, nie. To wizja,której nie sposób opisać, ciąg doznań szczególnych, które przepalają człowieka,odbierają mu nadzieję, a tym samym duszę.

„Rozumiesz? Wystarczy jedna szczelinka, cienka jak włosek;jedna jedyna, a to już zaczyna działać – twój żałosny mały świat i osobowość czy poczucie tożsamości legają w gruzach. I rozpad, totalny rozkład, z każdą sekundę jest coraz szybszy.”

Podobne doświadczenia opisywali mistrzowie weird fiction z H.P. Lovecraftem na czele. O ile Samotnik z Providence w ciemności widział ucieleśnione istoty spoza naszego wymiaru, to inni widzieli już nakładanie się owych wymiarów, ożywioną ciemność i ciszę czające się po nieeuklidesowych kątach, przerażające bardziej niż śpiący w głębinach Cthulhu. Bohaterowie „Szczeliny” Jozefa Karika – prawdziwi czy jedynie fikcyjni, Wam pozostawiam decyzję – również zderzyli się z rzeczywistością, która nagle rozeszła się im w szwach. Dostrzegli przestrzeń między nimi i nagle poszczególne elementy świata przestały do siebie pasować, a nie było czym ich wypełnić. Pozostała im czysta groza i ci, którzy

„Patrzą przez szkło, cisza z oczami.”

„Szczelina” zostaje tym samym najbardziej przerażającą opowieścią roku 2018, bo nawet jeśli żadne z tych wydarzeń nie przytrafiło się naprawdę, nawet jeśli nikt się nie zagubił w Trybeczu, a międzywymiarowe dziury nie istnieją i to wszystko to tylko sprytna mistyfikacja,  to ja dobrze wiem, że las potrafi połykać ludzi. Nic mnie od tego nie odwiedzie.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo… jestem przerażona do szpiku kości.

O.

A jaka szykuje się ekranizacja! W styczniu wchodzi do kin na Słowacji!

https://www.youtube.com/watch?v=Wyx15893Qes

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Stara Szkoła. <3

**Zapraszam na film!

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Szczelina” Jozef Karika – recenzja | Najbardziej przerażająca powieść roku!

  1. Ala Płocka napisał(a):

    Karikę poznałam dzieki tobie i muszę ci za to podziękować, bo „Strach” to jedna z moich ulubionych „bezsennych” książek teraz. Trzeba będzie „Szczelinę” też zdobyć.

    • Bombeletta napisał(a):

      Ooo! ❤ Dziękuję za przemiłe słowa! Jestem przeszczęśliwa, że tak polubiłaś Karikę! A „Szczelina” na pewno podbije Twoje serducho! ❤

  2. Gandalf napisał(a):

    Jak zwykle recenzja, która precyzyjnie trafia w punkt. „Szczelina” to książka, która niezależnie od tego czy jest fikcją czy przedstawia prawdę – jest szalenie przerażająca. I „szalenie” to chyba najlepsze określenie. Mamy nadzieję, że w 2019 roku pojawi się znacznie więcej równie fascynujących tytułów (niekoniecznie jedynie z tego gatunku), czego Tobie i sobie życzymy! 🙂

Odpowiedz na „fotografia produktowaAnuluj pisanie odpowiedzi