Wywiad z Remigiuszem Mrozem – „Chyłka: Zaginięcie”

Najpopularniejszy polski pisarz w Polsce po raz drugi odwiedza progi Wielkiego Buka, by tym razem opowiedzieć o serialu na podstawie bestsellerowej serii o Chyłce i Zordonie, o pracy na planie i inspiracjach na przyszłość. Przed Wami:

REMIGIUSZ MRÓZ

fot. Agnieszka K. Turyn/TVN; na planie serialu „Chyłka. Zaginięcie”

Olga Kowalska: Jesteśmy kilka dni po oficjalnej premierze dwóch pierwszych odcinków „Chyłki” – zdradź więc proszę, jak to jest widzieć swoje dzieło na srebrnym ekranie?

Remigiusz Mróz: Zupełnie jakbyś stała w oknie i patrzyła na uciekające z domu dziecko, które już nigdy nie zamierza wrócić (śmiech). Moje na szczęście wpadło w dobre towarzystwo, więc zamiast uczucia nostalgii i niepokoju, towarzyszyły mi ciekawość i entuzjazm. A sam pokaz dwóch pierwszych odcinków był absolutnie wyjątkowym przeżyciem – nie tylko dlatego, że te postacie stały się teraz namacalne, ale też ze względu na to, jak wiele detali z książek wiernie oddano w tej produkcji.

Jak pracowało się przy produkcji serialu? Czy miałeś w nim swój aktywny udział?

Wzbraniałem się rękami i nogami, bo scenariusze to nie moje podwórko. Źle pisze mi się w tej formie i nie sprawia mi to takiej przyjemności, jaką czuję przy tworzeniu powieści – zwyczajnie nie dałbym rady włożyć w to całego serca i poświęcić temu tyle czasu, ile powinienem. Może przy którejś innej serii dam się w końcu namówić, a przy okazji zrobię sobie chwilowy odpoczynek od powieści. Na razie jednak mamy na pokładzie trio świetnych scenarzystów, którzy znają się na tym znacznie lepiej ode mnie. I z pewnością oddają książki wierniej, niż ja bym to zrobił – zaraz by mnie kusiło, żeby coś zmienić…

Podobno pojawiasz się w „Chyłce” w pomniejszej roli – czy możesz zdradzić kogo zagrałeś i jak bawiłeś się na planie?

Występuję nawet w dwóch scenach, więc wypatruj, bo mogę powalczyć o Złoty Glob! Pierwsza rola sprowadza się do prawnika stojącego, a druga do opierającego się o kontuar. Obydwie były wymagające, choć nieme. W drugim sezonie Łukasz Palkowski szykuje mi coś kaskaderskiego, więc przypuszczam, że jak tak dalej pójdzie, przy Kontratypie pośle mnie na Annapurnę.

Podejrzewam, że widziałeś już wszystkie odcinki serialu – czy możesz zdradzić, który jest Twoim ulubionym?

Trudno powiedzieć, bo ta historia jest tak scalona, że właściwie stanowi nierozłączną całość. Przypuszczam, że po skończonej emisji, kiedy wszystkie odcinki będą dostępne online, spokojnie będzie można urządzić sobie dzięki temu mały maraton. A ja z największym sentymentem na pewno będę wspominać dwa pierwsze, bo to je widziałem na dużym ekranie w Kinotece.

Serial jest ekranizacją drugiego tomu serii o Chyłce i Zordonie, to dość niestandardowe zaczynać od kontynuacji. Czy to Twój pomysł? I czym był on spowodowany?

Pomysł wyszedł od TVN–u, początkowo jako jedna z koncepcji i delikatne badanie gruntu. Szybko temu przyklasnąłem, bo wydawało mi się, że upieczemy dwie pieczenie przy jednym ogniu – po pierwsze stworzymy coś, co będzie ciekawe także dla tych, którzy już czytali książki, a po drugie za sprawą postaci Piotra Langera będziemy mogli zgrabnie połączyć Kasację i Rewizję w kolejnych sezonach. Było to sporym wyzwaniem dla scenarzystów – wszak Chyłka i Zordon w książkowym Zaginięciu są już przecież po przejściach z Kasacji i ich relacja jest dość rozwinięta – ale wywiązali się z zadania śpiewająco. Wszystko ma ręce i nogi, a w dodatku jest wierne powieściom. Pewne wątki rozwijają się oczywiście szybciej, ale takie są reguły siedmioodcinkowego serialu. W książce mogę przez pięćdziesiąt stron ględzić o tym, co, kto, gdzie i dlaczego, przy obrazie czasem musi wystarczyć jedna scena.

Wiadomo, że twórcy serialu mieli swoje pomysły na kreacje postaci, ukazali je z własnej perspektywy. Czy dzięki serialowi odkryłeś coś nowego w swoich bohaterach?

Przede wszystkim to, że pisałem postać Zordona z myślą o Filipie Pławiaku (śmiech). Tak zdradził w jednym z wywiadów, a mnie nie pozostaje nic innego, jak się pod tym podpisać. Ale mówiąc poważnie, te postacie są tak wiernie odwzorowane zarówno przez scenarzystów, jak i aktorów, że czytelnicy odnajdą nawet niewielkie niuanse, gesty i tiki, które znamy z książek.

Jeśli „Chyłka” odniesie taki sukces jaki wszyscy zakładają, wliczając mnie, to z pewnością twórcy seriali będą walić do Ciebie drzwiami i oknami po nowe pomysły na scenariusze. Czy rozmawiałeś już z kimś na temat następnego projektu filmowego bądź serialowego opartego o Twoją twórczość? Czego możemy się spodziewać?

Na pewno Forsta i W kręgach władzy, bo w obydwu przypadkach prace już postępują. Przypuszczam, że pierwsi na ekranie zjawią się Seyda i Hauer, bo w ich wypadku są już gotowe koncepcje poszczególnych odcinków. Negocjacje dotyczące innych serii na moment zamroziłem, bo wydaje mi się, że nie ma sensu planować więcej seriali, kiedy trzy się zbliżają. Ale to nie znaczy, że nie można zagospodarować jakiegoś stand-alone’u na dużym ekranie…

Praca przy produkcji telewizyjnej, a nawet wgląd w produkcję przysparza nowej wiedzy i nowych doświadczeń. Czy odkryłeś przy okazji tej przygody z telewizją jakiś nowy talent, umiejętność , bądź pomysł, który wykorzystasz w swoich kolejnych powieściach?

Nie pytaj…

Nie wiem dlaczego, ale odkąd tylko usłyszałam o „Chyłce” to chodzi za mną wizja takiego oto ogłoszenia: „Już w przyszłym miesiącu nowa powieść Mroza – „Wizja: morderstwo na planie”, początek Twojej nowej serii. Przyznaj się – taka książka już czeka w Twojej szufladzie!

A zatem masz już odpowiedź (śmiech). Kręcenie się po planie i poznawanie tego środowiska faktycznie sprawia, że w umyśle kryminalisty od razu zaczyna się proces ustalania, jak to zagospodarować w swojej robocie. Chodzi mi po głowie kilka pomysłów – przynajmniej jeden pewnie prędzej czy później wezmę na warsztat.

Nie od dziś wiadomo, że telewizja coraz częściej zastępuje kino w opowiadaniu historii z rozmachem. Seriale coraz bardziej zawiadują naszą wyobraźnią. Wyjaw mi proszę, które produkcje serialowe sam śledzisz i których wyczekujesz?

Bardzo cenię Jeda Mercurio, który obecnie pracuje nad piątym sezonem serialu BBC Line of Duty, a niedawno zaserwował nam na Netflixie Bodyguarda. Zasadniczo łykam jak młody pelikan wszystko od Brytyjczyków, a oprócz tego czekam na powrót Star Trek Discovery i The Orville w styczniu. O nowym, długo wyczekiwanym trzecim sezonie True Detective i piątym Luthera pewnie nie muszę wspominać. Do tego dochodzi jeszcze pewna produkcja na Playerze… którą jeden z recenzentów określił jako polską, mroczniejszą odpowiedź na Suits. I do mnie to porównanie przemawia, szczególnie że sam czekam na powrót Harveya i Donny.

Dziękuję ślicznie za Twój czas!

Dzięki wielkie!

A Was Kochani zapraszam do czytania Chyłkowej serii i oglądania serialu!

Zapraszam na kanał na PIERWSZE WRAŻENIA z serialu!

Komentarze do: “Wywiad z Remigiuszem Mrozem – „Chyłka: Zaginięcie”

  1. Angelika napisał(a):

    Świetny wywiad! 😊 Jestem ciekawa, o jaki serial podobny do „Suits” chodzi. Wiesz może? ☺

  2. Cexor napisał(a):

    To ciekawe, że Mrozowi źle się pisze scenariusze, bo ja bym wręcz powiedział, że jego sposób pisania dialogów jest wybitnie scenariuszowy, taki że nic tylko je do filmów przenosić.

    • Bombeletta napisał(a):

      No właśnie – coś w tym jest. 😀 Chociaż pamiętaj, że dialogi dialogami, ale sam scenariusz to zupełnie odmienna robota i na czym innym trzeba się skupić – jak rok temu prowadziłam spotkanie z Jakubem Żulczykiem to bardzo ciekawie mówił właśnie o pracy scenarzysty i o różnicach. 🙂

  3. Jola O. napisał(a):

    Zapowiada się wielkie wydarzenie. Czasami mam wrażenie, że doba Mroza ma więcej godzin.

  4. Hammurabi napisał(a):

    Dobrze wiedzieć, że Pan Mróz czeka na te same seriale co ja. 😀 Chyba tylko Star Trek Discovery z tych wymienionych mi się nie podoba. 😀

  5. kasso napisał(a):

    A teraz ciekawostka. Patrzcie – virtualo.pl/ebook/umorzenie-i238373/ To miało bestsellera na kilka tygodni przed premierą, ale z tego co pamiętam, to podobnie było ze wszystkimi jego ebookami od mniej więcej roku. Gość ma pojęcie – ludzie różnie go komentują, a ja po prostu lubię jego ebooki. Ich czytanie to czysta przyjemność 😉

    • Bombeletta napisał(a):

      Nie dziwi mnie fenomen opowieści Remigiusza – on po prostu wie jak pisać, żeby się podobało i podoba się. I to jest najważniejsze! 🙂

Dodaj komentarz