„Eva” Arturo Pérez-Reverte – recenzja

Piękne, niebezpieczne kobiety, twardziele nie do zdarcia i rozgrzany Tanger w Maroku, a to wszystko w kryminale szpiegowskim „Eva” Arturo Pérez-Reverte.

Rok 1937, burzliwy czas w Europie, w Hiszpanii trwa krwawa wojna domowa. Najemnik i szpieg Lorenzo Falcó to mężczyzna, któremu nie oprze się żadna kobieta. Być może z wyjątkiem jednej – tej najbardziej niebezpiecznej, kobiety-szpiega, której Falcó uratował kiedyś życie, a która była jego wielką miłością – Eva. Teraz oboje spotkają się ponownie w rozpalonym do czerwoności marokańskim Tangerze, o statusie międzynarodowego miasta, w którym każdy może się ukryć, każdy może się schować. Falcó i Eva mają misję, nie cofną się przed niczym, by wreszcie stanąć naprzeciw siebie i zyskać to, po co tutaj przybyli.

„Eva” Arturo Pérez-Reverte, przeł. Marzena Chrobak

Pędząca na łeb na szyję akcja, piękne kobiety, niebezpieczni mężczyźni, afery szpiegowskie, a w tle wielka historia i niezapomniane miejsca na mapie. Taka jest ta kryminalna seria Arturo Pérez-Reverte, który dokładnie wie, jak czerpać najlepsze elementy prosto z gatunku retro i dodać mu najciekawsze współczesne ujęcie. Całość jest nieco przerysowana, niemal można wyobrazić sobie czarno-białą ekranizację z jednym z twardzieli starego, dobrego kina. To opowieść o mężczyznach, którzy nie oszczędzają sobie ani gorzały, ani pięści, ani miękkości kobiecego ciała, oraz o kobietach, które potrafią uwodzić w najbardziej ekstremalnych sytuacjach, nawet wtedy, gdy ich życie wisi na włosku, a powodzenie ich misji jest zagrożone. Całość okraszona hiszpańskim temperamentem i opisami rozochoconego Tangeru lat 30. tylko przyciąga wzrok.

Kto jeszcze nie zna kryminalno-szpiegowskiej twarzy twórczości Arturo Pérez-Reverte, ten koniecznie powinien nadrobić zaległości, tym bardziej jeśli ceni sobie sam gatunek. Hiszpański pisarz zdaje się brylować w tej konwencji – jego bohaterowie to postacie o silnie zarysowanych osobowościach, wtłoczeni w burzliwą epokę, rozchybotany czas, który jedynie zbliża się do nieustępliwej kulminacji. Arturo Pérez-Reverte po mistrzowsku bawi się historią, tak jak tylko on potrafi najlepiej. Tym samym sprawił, że „Eva” to kawał dobrej hiszpańskiej literatury, nie tylko gatunkowej. Czyta się jednym tchem, z narastającym zainteresowaniem, przygryzając paznokcie z przejęcia, a w głowie tli się jedna myśl, jedno pytanie – czy to tak wypada polubić tego drania, tego całego Falcó, poddać się jego niejednoznacznemu urokowi?

Doskonała lektura, która ucieszy wszystkich wielbicieli opowieści w najlepszym klasycznym stylu.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem ZNAK. <3

**Zapraszam na film i na wyjątkowy KONKURS! Do wygrania egzemplarz powieści z podpisem autora!

Komentarze do: “„Eva” Arturo Pérez-Reverte – recenzja

  1. Cynamonowy Sztruks napisał(a):

    Boże, dziewczyno, Ty cały czas mnie tutaj szarpiesz dobrymi książkami. 😀 Kolejna w moim stylu powieść. 🙂

    • Ola napisał(a):

      Arturo Pérez-Revelte zapadł mi w pamięć głównie przez powieść „Mężczyzna, który tańczył tango”. Afera szpiegowska, płomienny romans i dwudziestolecie międzywojenne – widzę, że oba utwory mają wiele wspólnego, dlatego chętnie porównam „Evę” z „Mężczyzną, który tańczył tango”. Książka z podpisem autora to dla mnie nie lada gratka, jako że zaczytuję się w literaturze hiszpańskojęzycznej i chętnie zobaczę powieść podpisaną Péreza-Revelte na jednej półce z moimi cennymi hiszpańskojęzycznych egzemplarzami: „Lituma w Andach” z autografem Mario Vargasa Llosy, „Prędkość światła” z podpisem Javiera Cercasa i „Cuba Libre – notatki z Hawany” z dedykacją od Yoani Sánchez.

Odpowiedz na „BombelettaAnuluj pisanie odpowiedzi