„Historie podniebne” Jakub Małecki ❤️ recenzja

Żyjemy tak jak śnimy – samotnie – mówili bohaterowie Josepha Conrada, a bohaterowie zbioru opowiadań „Historie podniebne” Jakuba Małeckiego wiedzą też, że i śmierć czeka ich w samotności.

Siedem opowiadań. Siedem opowieści. Siedem krótkich form. Każda inna. Każda odmienna. Tylko motyw zawsze ten sam – ulotność życia. Delikatność istnienia. To motyw, który znany jest już wszystkim miłośnikom prozy Małeckiego. Śmierć, umieranie, lęk przed stratą, obawa przed niewiadomą. Co czeka po drugiej stronie? Zdają się pytać jego postacie postawione u progu nadchodzącej ciemności.

To pytanie jest w „Historiach podniebnych” rozgryzane, mielone, przeżuwane na różne sposoby, z odmiennych perspektyw, z różnych horyzontów. Czasami w sposób jak najbardziej dosłowny, gdy umiera ojciec, znany pisarz w „Żaglowcach i samolotach”. Syn musi go pożegnać, więc wspomina, powraca do przeszłości, ale nie zapomina o tym, co tu i teraz – o ostatnich wspólnych chwilach. Albo w opowiadaniu epistolarnym „M. Historia podniebna”, w którym córka pisze listy do zmarłego ojca. Mijają lata, świat wiruje jak w kalejdoskopie, a balonik odfruwa prawie każdego roku. Pamięć ludzka to dziwna rzecz…

„Teraz siedzę w szpitalu, a kilkanaście (kilkadziesiąt?) metrów ode mnie znajduje się ciało ojca, w którym ojca już nie ma, bo ojca nie ma już nigdzie, i to jest tak niedorzeczne, że miałoby się ochotę popukać świat w głowę.”

Pytanie o to, co nadchodzi, co będzie, co czeka pojawia się również w opowiadaniach w sensie metaforycznym. Jakub Małecki rozpruwa szwy rzeczywistości, zapętla czas, budzi potwory. „Idzie niebo” to niesamowita mieszanka sielsko-wiejskiej opowieści z science-fiction z krwi i kości, jakby prosto spod pióra H.G. Wellsa. Tu polska wieś spotyka istoty jak z „Wojny światów”, następuje kolizja, czytelnik nie wierzy, że może się udać, by nagle dostrzec, że to połączenie pasuje jak ulał. Nie inaczej jest w opowiadaniu „Niedaleko”, które ociera się o horror, a nawet horrorem jest. Bohaterowie wędrują, zapominają, umierają i… wędrują od nowa.

„Tam podobno leżał trup Pająka. Olbrzymi, większy niż największy budynek w całej Polsce. Podobno nie miał głowy. Podobno leżał tam od 1920 roku. Podobno w ogóle nie rdzewiał.”

Nie mam pojęcia, jak Jakub Małecki mieści w sobie tyle smutków, tyle rozpaczy, tyle rozterek, tyle tęsknot, tyle wątpliwości swoich bohaterów, samemu nie pogrążając się w ciemnych odmętach… „Historie podniebne” budzą ciche westchnienia, ukłucia w sercu, pobudzają uśpione wspomnienia – to opowieści, które trafiają dokładnie tam, gdzie mają trafić, czyli do serca czytelnika, do naszego serca. I zostają z nami na długo.

„Do końca pozostała radosna – o tyle, o ile można być w życiu radosnym.”

Ten zbiór nie pozostawia wątpliwości – proza Jakuba Małeckiego to nasz skarb narodowy, niezwykły głos, który dociera do najgłębszych zakątków duszy. Takich pisarzy warto znać. Trzeba znać.

O.

* Książka wyszła w ograniczonym nakładzie w serii SQN Originals i dostępna jest na stronie Wydawnictwa: TUTAJ.

** Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN. <3

*** Zapraszam na film!

Komentarze do: “„Historie podniebne” Jakub Małecki ❤️ recenzja

  1. Euklideska napisał(a):

    Nie mam nic przeciwko opowiadaniom, czasem kryją się w nich perełki. Ale w Polsce zbiory opowiadań są z jakiegoś powodu mniej popularne, sama kiedyś o tym mówiłaś. Ciekawe jak będzie z tymi, bo to jednak autor o rosnącej popularności. 🙂 Ja zamierzam sięgnąć, szczególnie po takiej rekomendacji. 🙂

    • Bombeletta napisał(a):

      No niestety 🙁 Nie wiem czemu tak jest, ale chyba nie jesteśmy do opowiadań przyzwyczajeni – w szkole zawsze omawia się powieści, ciężkie tomiszcza, ewentualnie poezję…

Dodaj komentarz