Najlepsze książki 2019 (do tej pory)

Moi Drodzy,

Aż trudno mi uwierzyć, że czerwiec dobiega już końca. Dopiero co podsumowałam miniony rok, dopiero co tworzyłam postanowienia noworoczne, dopiero co tworzyłam dalekosiężne plany, a tu już klops, pół roku za nami i za chwilę znowu Święta.

Niemniej, porzucając dramatyzm, zanim faktycznie nadejdą Święta, to muszę przyznać, że ostatnie miesiące miałam prawdziwie zaczytane. Jak dobrze wiecie – śledzę rynek nowości, wybieram najlepsze kąski i serwuję Wam tutaj na Wielkim Buku, czytam dużo, często i gęsto, więc czas już pokazać Wam te najlepsze z najlepszych.

Przed Wami 13 najlepszych książek, 12 tytułów wydanych w tym roku w Polsce i 1 na świecie. I to wcale nie był łatwy wybór!

Od końca!

Na miejscu 12: „The River” Peter Heller

Długo czekałam na nową powieść twórcy zjawiskowego „Gwiazdozbioru psa” i niepokojącego thrillera „The Painter”, ale warto było uzbroić się w czytelniczą cierpliwość. Oj, było warto!

Tym razem Heller zabiera nas w wymarzoną podróż przez kanadyjskie jeziora. Z założenia niespieszną, oszałamiającą czytelnika przyrodą, bogactwem ukrytego życia. Aż nagle pojawia się na horyzoncie strach i śmierć – zdziczały, rozczapierzony ogień, który pochłania kolejne połacie lasu. Dwóch przyjaciół jest gotowych, by stawić mu czoła, ale nie spodziewa się, że to wcale nie ogień będzie ich wrogiem, ale ktoś, kto w sercu dziczy postanowił wyrównać swoje małżeńskie porachunki.

Heller hipnotyzuje opisami przyrody północy – robi to tak, jak na obserwatora i „outdoorowca” przystało, czyli używa kilku słów, nie ubarwia, nie poetyzuje, a mimo wszystko widzimy wszystko, oszołomieni płyniemy z bohaterami, czujemy każdy ból ich mięśni, każde uderzenie serca, każdą myśl, która przelatuje pośród nicości. Woda i ogień. Ziemia i krew. A do tego literackie nawiązania – Poe, Conrad, Frost – pojawiają się znienacka, wstrzymujemy oddech, jesteśmy tam z nimi.

Piękna proza, thriller niethriller, po prostu opowieść o ludziach i ich naturze, która przeraża bardziej niż nieokiełznane siły przyrody. Mogę jedynie liczyć na to, że ten wyjątkowy autor doczeka się kolejnych tłumaczeń w Polsce.

Na miejscu 11: „Kokon” Joanna Lech

Drastycznie bolesna, miejscami obrzydliwa, czasami trudna do pojęcia, bo rzeczywistość i codzienność zamienia się w koszmar. Namacalny, krwawy, cielesny aż do wnętrza flaków i brudu pod paznokciami. To lektura przerażająca i wspaniała jednocześnie, podczas której przebija się i współczucie i obrzydzenie – dziwna mieszanka, ale trafiająca prosto w sedno.

Na miejscu 10: „Historie podniebne” Jakub Małecki

Siedem opowiadań. Siedem opowieści. Siedem krótkich form. Każda inna. Każda odmienna. Tylko motyw zawsze ten sam – ulotność życia. Nie mam pojęcia, jak Jakub Małecki mieści w sobie tyle smutków, tyle rozpaczy, tyle rozterek, tyle tęsknot, tyle wątpliwości swoich bohaterów, samemu nie pogrążając się w ciemnych odmętach… „Historie podniebne” budzą ciche westchnienia, ukłucia w sercu, pobudzają uśpione wspomnienia – to opowieści, które trafiają dokładnie tam, gdzie mają trafić, czyli do serca czytelnika, do naszego serca. I zostają z nami na długo.

Na miejscu 9: „Zmierzch” Osamu Dazai

Zmierzch Japonii, zmierzch kultury, zmierzch narodu – oto „Zmierzch” Osamu Dazai. Japońska melancholia końca II Wojny Światowej, która odmieniła ten kraj na zawsze. Osamu Dazai sam był ofiarą tamtych czasów, śmierci arystokracji japońskiej, której odebrano wszystko i zmuszono do przystosowania, które nie było możliwe. Jest tu smutek za tym, co utracone, tęsknota za dawnym porządkiem i poszukiwanie nowej drogi w całkowitej ciemności. Do bólu nihilistyczna, trudna do przyswojenia w swojej podskórnej rozpaczy mimo wszystko trafia prosto do serca wrażliwego czytelnika. Piękna w swojej prostocie.

Na miejscu 8: „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle” Stuart Turton (Wielkobukowy patronat)

Autor rzuca czytelnikom wyzwanie w swoim niebanalnym kryminale, który umyka wszelkim możliwym schematom gatunku. Ciemne, rozpadające się mury posiadłości Blackheath, przyczajonej w środku lasu, kryją w sobie zagadkę morderstwa. Każdego wieczoru, gdy zegar wybije jedenastą, ginie Evelyn Hardcastle, piękna i dumna córka właścicieli rezydencji. Już dawno nie czytałam powieści o tak ciekawej konstrukcji, o tak hipnotyzującej zagadce, z takim ambitnym i nieszablonowym podejściem do samego gatunku. Turton rozłożył kryminał na łopatki, dokonał intrygującej wiwisekcji i stworzył powieść iście postmodernistyczną, obłąkany melanż gatunkowy, w który wpada się jak do króliczej nory. Tylko czarów brak, a w zamian rozpadająca się, odurzająca smutkiem posiadłość w sercu samotnego lasu.

Na miejscu 7: „Kult” Łukasz Orbitowski

Fikcyjna opowieść o prawdziwych objawieniach maryjnych w Oławie. Polska w pigułce ze słodko-gorzkiej otoczki. To polska rzeczywistość zmieniająca się jak w kalejdoskopie. To lata 80. i 90., to polityczne zawirowania, to czas przemian, to czas cudów i absurdów. Wielkich wzlotów i spektakularnych upadków. To proza męska i czuła jednocześnie – zaskakuje wrażliwością!

Na miejscu 6: „Syrena i Pani Hancock” Imogen Hermes Gowar (Wielkobukowy patronat)

Tętniący życiem XVIII-wieczny Londyn, legendarne stwory i bolesna rzeczywistość w porywającej powieści historycznej w iście dickensowskim stylu. Zachwyca balansowaniem między historią a niesamowitością, rysowaniem namacalnej rzeczywistości i snuciem ulotnej, eterycznej mgiełki obietnicy, która nigdy nie może zostać spełniona. Jest w tej powieści coś melancholijnego, pewien smutek, który wplata się w rozpasane suknie, delikatne halki, migające światełka morskiej groty… Jej piękno urzeka, mami, wciąga w swoje głębiny, ale warto dać się pochłonąć.

Na miejscu 5: „Obcy powiew wiatru” Magdalena Majcher

Jedna z najpiękniejszych wojennych opowieści – cudownie wzruszająca, dopracowana pod każdy względem, doskonale oddająca konflikt podczas II Wojny Światowej na Kresach. O wojnie, o kobietach, o Polsce. Jeśli pokochaliście „Słowika” Kristin Hannah, to pokochacie „Obcy powiew wiatru” i będziecie czekać na kolejne tomy cyklu!

Na miejscu 4: „Serotonina” Michel Houellebecq

Jedni napiszą: to już było! Co ty, Houellebecq, powtarzasz się w nieskończoność! A ja napiszę, że nikt tak jak on nie potrafi wbić szpili w najczulsze miejsce współczesnej dekadencji, nikt tak jak on nie potrafi celnie obnażyć bolączek współczesności. A to może męczyć, może się niektórym nie podobać, tym bardziej, gdy ofiarą jego pióra pada Europa tu i teraz, ten charakterystyczny sposób myślenia, które powoli odchodzi w cień, przygnieciony zgniłym libertynizmem. Jest ostro, boleśnie, niby trochę ironicznie, ale pod tą nutką prześmiewczą witać, że płyną łzy.

Na miejscu 3: „Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward

Przejmująca opowieść o przemocy i skażonej miłości prosto z amerykańskiego Południa, która zachwyca swoim lepkim od upału gotykiem i realizmem magicznym. To Południe skażone narkotykowym uzależnieniem, pełne ludzi, białych i czarnoskórych, którzy snują się jak duchy, ledwie egzystują, bo zapomnieli o tym jak żyć. Jesmyn Ward zachwyca i wzrusza, hipnotyzuje i boleśnie rani czytelnika, nie dając mu ani chwili na oddech, tak jak nie daje swoim bohaterom. Czytając „Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” nie sposób nie poczuć tej ciężkiej, dusznej atmosfery, przygniatającej swoim fetorem, nie sposób nie ujrzeć przed oczami tego mętnego powietrza i równie mętnych oczu spragnionych narkotykowego upojenia, nie sposób nie poczuć tego głodu, jakie czuje dziecko, kiedy wszyscy wokół niego myślą tylko o sobie, zmagają się ze swoim cierpieniem. Całość jawi się niczym bolesna gotycka ballada amerykańskiego Południa, wypełniona całym tym trudnym do wyobrażenia ciężarem – wzruszająca i niepokojąca jednocześnie, czarno-biała w swoim wydźwięku, tętniąca w żyłach wszystkich ludzi, uwikłanych w jej drgający , niestabilny rytm.

Na miejscu 2: „Gambit” Maciej Siembieda

Wojna, miłość, zdrada, tajemnica i prawdziwy skarb, o który i dzisiaj wybuchają konflikty, a wszystko to oparte o prawdziwe wydarzenia! U Macieja Siembiedy rozmywa się granica między powieścią historyczną, pasjonującym dreszczowcem, wojennym dramatem – wszystko to się spójnie łączy, nakłada na siebie, przenika. Po takie powieści sięgać warto, ba, sięgać nawet trzeba – to historia tak fascynująca i tak niesamowita, że aż trudno uwierzyć, że po części wydarzyła się naprawdę. A kiedy zamykamy ostatnią stronę z trudem łapiemy oddech ze wzruszenia i z tęsknoty, że to już koniec, a więcej nie ma już nic.

Na miejscu 1:  „Nazywam się Stephen Florida” Gabe Habash

Pot i krew i ślina. Więcej potu, więcej krwi, więcej śliny. Stephen Florida nie płacze. Tylko ulepsza się w nieskończoność. To jedna z najbardziej inspirujących postaci, nawet wtedy, gdy sięga samej ciemności. Powieść wielka. Majestatyczna. Potężna jak zapaśnik, który nigdy się nie poddaje, który nawet jak upada na matę wstaje, by udowodnić wszystkim wokół, że się da. Gabe Habash między słowami zaklął całą ludzką samotność, cały strach przed zapomnieniem, całą walkę jednostki o samostanowienie. ZACHWYCAJĄCA PROZA! PRAWDZIWY DUŻY BUK.

A na dokładkę BONUS:

BONUS: „Przeszłość jest prologiem” Jacek Bartosiak

W epickich czasach, w dobie wielkich zmian – takich książek jak „Przeszłość jest prologiem” nigdy za wiele! Pozwala lepiej zrozumieć to, co dzieje się wokół nas, wyjść poza bezpieczne granice popkultury i pojąć procesy, które od wieków kierują otaczającą nas rzeczywistością. To idealny wstęp do geopolityki, współczesnej historii, zależności, które zachodzą wokół nas.

Podzielcie się swoimi ulubieńcami tego roku!

Bo warto czytać.

O.

Komentarze do: “Najlepsze książki 2019 (do tej pory)

  1. monweg napisał(a):

    Napisałam i zniknął komentarz 🙁
    Z Twoich wybranych, przeczytałam dwie: Siedem śmierci Evelyn Hardcastle oraz Syrenę i panią Hanckock. Przyznaję Ci rację, że robią wrażenie.
    Oprócz tych dwóch tytułów do najlepszych wytypowałabym (ze swoich przeczytanych): Łaskawe, Stara historia, Okruchy dnia, Światła wojny, Pierwsza osoba, Diabeł Urubu, Umarli, Sofia albo początek wszystkich historii, Asymetria, Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza.
    I niechcący wyszło mi dwanaście 🙂

  2. Cynamonowy Sztruks napisał(a):

    Trzy książki z tej listy przeczytam na pewno: Gambit, Serotonina i Stephena Floridę, skoro tak polecasz. 🙂

  3. Cyliarenka napisał(a):

    Mam nadzieję, że kiedyś zrecenzujesz „Serotoninę” albo napiszesz coś szerzej o Houellebecqu!

  4. Mario Angelino napisał(a):

    Dopiero połowa roku, a już tyle wyjątkowych tytułów… Ciągle dochodzą też nowe. To chyba będzie wyjątkowo dobry rok dla literatury, nie to że poprzedni był jakiś gorszy. 🙂

    • Bombeletta napisał(a):

      To w ogóle są dobre literackie lata – świetne książki pojawiają się na rynku. <3

  5. Anika Bukowicz napisał(a):

    Ten ranking trafia bardzo w moje gusta. 🙂 Najbardziej „Serotonina” i ukochany „Stephan Florida”. 🙂 Natomiast z nowej polskiej prozy czytam teraz „Podzwonne dla Instytutu”, czyli powieść-parabolę jaka w makabryczno-zabawny sposób komentuje naszą obecną, medialną rzeczywistość. Mocna rzecz.

    Dzięki za ranking, na pewno coś z niego czytnę! 🙂

    • Olga Kowalska napisał(a):

      O! Ta parabola brzmi bardzo ciekawie! 🙂 I ogromnie się cieszę, że znalazłaś tu coś dla siebie. 🙂

Odpowiedz na „ZuzaAnuluj pisanie odpowiedzi