Bezsenne Środy: „Nawiedzenia. Historie prawdziwe” Ed i Lorraine Warren – recenzja PATRONACKA

Duchy i zjawy cmentarne błąkają się po ziemskim padole w opowieściach „Nawiedzenia. Historie prawdziwe” pary najsłynniejszych współczesnych demonologów Eda i Lorraine Warrenów.

Ed i Lorraine Warren. On był jedynym świeckim demonologiem uznanym przez Watykan, ona posiadała pewne niezwykłe zdolności, dzięki którym potrafiła wyczuwać obecność z innego wymiaru. Wielu uznaje tę parę za oszustów, spryciarzy, którzy w erze największego duchowego upadku Stanów Zjednoczonych postanowili zarobić na ludzkim strachu, ale jedno jest pewne – z ich doświadczenia korzystał oficjalnie Kościół Katolicki w Stanach Zjednoczonych, a dowody ich działalności intrygują także dzisiaj.

Polski tytuł „Nawiedzeń. Historii prawdziwych” może być nieco mylący, może obiecywać zbyt wiele, dlatego odniosę się do oryginalnego tytułu – „Graveyard” – czyli dosłownie Cmentarz, a to dlatego, że wszystkie te opowieści dotyczą duchów i zjaw, które pojawiają się właśnie na cmentarzach. I nie są to byle jakie cmentarze, ale mówimy tutaj przede wszystkim o cmentarzu Union, jednym z najstarszych amerykańskich cmentarzy usytuowanym w rodzinnym stanie Warrenów, czyli Connecticut. To miejsce pełne paranormalnych i nienaturalnych zjawisk, które dla Warrenów wiążą się z jego historią, indiańską ziemią, na której został usytuowany, oraz procesami czarownic, jakie miały miejsca w jego okolicach.

przeł. Martyna Plisenko

Czytelnik poznaje historie zbłąkanych dusz, tych dobrych i tych złych, zjaw, które ostrzegają swoich bliskich, a także demonów, które tylko czekają na zagubionych poszukiwaczy przygód. Przewijają się tutaj białe damy, skrzywdzone dziewczęta, osamotnieni wędrowcy, ich dusze wołające o zbawienie, które wciąż nie nadchodzi. To opowieści z przeszłości, sprzed dziesięcioleci, ale także współczesne relacje naocznych świadków dziwnych wydarzeń w okolicy cmentarzy Nowej Anglii. Każda z nich opatrzona jest komentarzem Eda lub Lorraine, próbą wyjaśnienia poszczególnych zjawisk oraz podsumowaniem całości. A wszystko to w ich charakterystycznym nieskomplikowanym i dobrotliwym stylu. Ich opowieści to takie historie, które można by usłyszeć w pubie gdzieś na odludziu nocną porą, albo od starej samotnej ciotki, u której nocujemy raz do roku, a która mieszka niedaleko cmentarnej ziemi. Nie ma tu zbędnych metafor, nie ma zakrętów i zawijasów, ale jest prawda w jaką wierzą nasi demonolodzy. Czyli historie o błąkających się duszach, o nawiedzonych cmentarzach, w których straszy i straszyć zawsze będzie, bez względu na mijający czas, bez względu na świat, który pędzi do przodu.

„Nawiedzenia. Historie prawdziwe” to ten rodzaj historii, które dzieciaki snują przy ognisku wieczorną porą, by nastraszyć się i z krzykiem rozbiec do domu. Uniwersalne w swoim przesłaniu, pozbawione tej new age’owej nuty, która tak drażniła w „Demonologach”. Niegroźne, miejscami niepokojące, ale nie na tyle, by przerazić, czy wybić kogoś z codziennego rytmu. W zamian Ed i Lorraine Warrenowie oferują atmosferę tajemnicy, niedopowiedzeń, snują opowieści jak biaława mgła o świcie, tuż przed wschodem słońca, kiedy jest najstraszniej, najciemniej, ale wiemy, że za chwilę wstanie słońce i znów wszystko wróci do normy.

Dla fanów najsłynniejszej pary demonologów „Nawiedzenia. Historie prawdziwe” to prawdziwa gratka, tym bardziej, że to zaledwie pierwszy tom książek wydanych wspólnie z Robertem Davidem Chasem, a kolejne tomy obiecują jeszcze więcej paranormalnych spotkań.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo biała mgła snuje się przy pobliskim cmentarzu.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. <3

**Zapraszam na filmik!

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Nawiedzenia. Historie prawdziwe” Ed i Lorraine Warren – recenzja PATRONACKA

  1. Oposska napisał(a):

    Super! Pierwsza książka o demonologach strasznie mi przypadła do gustu. no to widzę już, że druga też przypadnie. 🙂 To są takie historie, po których czasem rozglądam się za siebie, np. idąc w dół schodów. 😀

    • Bombeletta napisał(a):

      Dokładnie! 🙂 Co prawda ta nie straszy jak „Demonolodzy”, ale ma ten charakterystyczny klimat. <3

Odpowiedz na „OposskaAnuluj pisanie odpowiedzi