„Wisznia ze słowiańskiej głuszy” Aleksandra Katarzyna Maludy – recenzja

Coś się kończy, a coś zaczyna, czyli między burzliwymi epokami, pośród lasów i borów mieszka „Wisznia ze słowiańskiej głuszy” Aleksandry Katarzyny Maludy.

VII wiek naszej ery, czas leśnych bóstw, żelaznych członków, które dają moc i kobiet-amazonek, których niestraszna walka i krew. Mówią, że piękna Wisznia z grodu Szeligów to córka bogini Mokoszy, ta której Perun pozwolił żyć. Nic więc dziwnego, że w dziewczynie zakochuje się Rua, wódz Hunów, który obserwuje z daleka jej wioskę. Ale Wisznia – choć urodziwa i silna – jest tylko kobietą na służbie mężczyzn swojego grodu. Nic się nie zmienia, gdy na Szeligów napadają Awarowie i biorą wszystkich do niewoli. Rozpoczyna się pełna gwałtu i przemocy tułaczka, a Wisznia będzie musiała spróbować przetrwać. Idą nowe czasy, rodzą się nowi bogowie, a świat zmienia się nieubłaganie…

Dzieje Wiszni to fascynująca podróż do przeszłości, do słowiańskich borów i lasów, w których życie toczy się swoim utartym torem, dni płyną według słońca i księżyca, jedni się rodzą, inni umierają, liczy się tylko przetrwanie. Tutaj życie kobiety to wieczne upodlenie, to niekończąca się służba, to gwałt i przemoc, od których nie sposób uciec. Delikatna młodość szybko ustępuje tu twardej, wypracowanej skórze, a słodka naiwność ustępuje miejsca gorzkiemu doświadczeniu. Jesteś przydatna, jesteś silna, albo znikasz pośród drzew zanim wydasz swój pierwszy krzyk. Nie ma miejsca na miłość, nie ma miejsca na subtelność – ludzie są tak surowi jak krajobraz wokół nich, tak niebezpieczni jak puszcza, która ich otacza, jak plemiona, które napadają na siebie nawzajem. Człowiek człowiekowi wilkiem, nie ma wzruszeń, tylko wędrówka i walka o kolejny dzień.

Opowieść Aleksandry Katarzyny Maludy zaskakuje historycznymi szczegółami, detalami, których czytelnik nie spodziewa się, gdy sięga po książkę. „Wisznia ze słowiańskiej głuszy” to próba uchwycenia czasów brutalnych i nie do końca poznanych, momentów przełomowych dla europejskich i wschodnich ziem. Tutaj Wschód i Zachód spotykają się w bitwie nie pierwszy i nie ostatni raz, dwa światy zderzają się, dwie tak odmienne kultury, rodzą się i umierają religie. To dopiero początek, a jakby już nadchodził koniec. Coś się kończy i coś zaczyna – czytelnik obserwuje te zmiany oczami Wiszni, która ze ślicznej dziewczyny przeradza się w steraną kobietę, która spostrzega, że gdy nadejdzie jej kres, to nic już nie będzie takie jak przedtem, gdy pierwszy raz dostrzegła jeźdźca nad Dnieprem…

Piękny język, kawał niespotykanej historii, kobieca opowieść inna niż wszystkie – „Wisznia ze słowiańskiej głuszy” zaskoczy niejednego czytelnika!

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Szara Godzina. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Wisznia ze słowiańskiej głuszy” Aleksandra Katarzyna Maludy – recenzja

  1. kasjeusz napisał(a):

    No proszę, jak trafiłam – akurat w takiej słowiańskiej tematyce siedzę od dłuższego czasu! 🙂 Widziałam tę książkę w zapowiedziach, ale odstraszyła mnie okładka (trochę też nieznane mi jeszcze wydawnictwo). Język, piszesz, piękny… stylizacja jakaś? To zawsze ryzykowny zabieg, nie wszystkim się udaje. U Brzezińskiej jest majstersztyk językowy, ale z treścią różnie bywa (jak na mój gust, oczywiście; nie twierdzę, że komuś innemu by się nie spodobało).

    • Bombeletta napisał(a):

      Nie, to nie jest tak jak u Brzezińskiej (bez stylizacji), ale po prostu piękna polszczyzna – powieść dopracowana językowo. Co do okładki, no cóż. 😀 Całkowicie zbija z tropu, jak Balladyna i Alina jakieś, ale to mocna historia jest. Polecam bardzo! Podobnie jak Wydawnictwo Szara Godzina – znajdziesz u nich naprawdę świetne opowieści!

Odpowiedz na „BombelettaAnuluj pisanie odpowiedzi