„Zakłamani” i „Zastraszeni” Joanna Dulewicz – recenzja PATRONACKA

Jeśli jakiś miłośnik lub miłośniczka polskiego kryminału jeszcze nie słyszeli nazwiska Joanny Dulewicz, to czas nadrobić zaległości! Przed czytelnikiem kłamstwa, zbrodnie, ludzie uwikłani w makabryczne okoliczności, czyli „Zakłamani” i kontynuujący cykl „Zastraszeni”.

Ta opowieść zaczyna się od zaginięcia Marcina Olbrachta, szefa prywatnego szpitala, który od lat prowadził podwójne życie. Jego miejsce w zarządzie przejmuje żona Eryka, która nie zdaje sobie sprawy z mrocznego dziedzictwa, jakie pozostawił za sobą mąż. Pojawiają się pierwsze zwłoki, które odkryją czubek góry lodowej działalności Olbrachta. A to jedynie początek, bo niektóre sprawy sięgają daleko w przeszłość, daleko wstecz, łączą pokolenia i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Na ich trop wpadną jednak początkujący śledczy Patryk Wroński pod czujnym okiem swojej przełożonej Leny Chmiel. Razem przyjdzie im uchylić wrota do prawdziwego ludzkiego piekła.

Joanna Dulewicz stworzyła serię podobną do trylogii Cztery Iks Maxa Czornyja czy Boskiej Proporcji Piotra Borlika – kto nie zna początku, ten zagubi się pośród zależności, jakie łączą kolejne postacie, dlatego przygodę z bohaterami warto rozpocząć od „Zakłamanych”. W „Zastraszonych” natomiast historia kontynuuje się, ukazując perwersyjną, wynaturzoną stronę ludzkiej natury, stronę, jakiej nikt nie chciałby poznać na własnej skórze. Autorka porusza tematy handlu ludźmi, pracy przymusowej, korupcji i układów, które pozwalają ten patologiczny system utrzymywać w ryzach nawet całymi latami. Wszyscy tutaj kłamią i każdy pragnie coś ugrać, nawet, gdy jego pieczołowicie zbudowany świat wali się w posadach, nawet w chwilach skrajnej desperacji.  Trudno w powieściach Dulewicz o uczciwego glinę, o szlachetną duszę, która faktycznie pragnie ukarać zło, bo każdy ma tutaj coś za uszami, każdy jest w jakiś sposób uwikłany i żadne aresztowanie tego nie zmieni.

„Zakłamanych” i „Zastraszonych” pochłania się trochę tak, jak opowieści rodem ze Skandynawii – podskórnie wyczuwa się ich mrok, przenika nas bezlitosny chłód, niepokój sączy się z każdej kolejnej strony.  A zło… No cóż, triumfuje częściej niż byśmy tego chcieli.

Kto ma ochotę na lodowaty podmuch zbrodni, tego powieści Joanny Dulewicz nie mogą ominąć!

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Leave a Reply