Site icon Wielki Buk

„Pobojowisko” Michael Crummey (PREMIEROWO!)

Bombla_Pobojowisko

 

„Nie wiedź mię do tego, abym cię opuścić i od ciebie odejść miała; owszem gdziekolwiek pójdziesz, z tobą pójdę, a gdziekolwiek mieszkać będziesz, z tobą mieszkać będę; lud twój lud mój, a Bóg twój Bóg mój.”

Druga Wojna Światowa pozostawiła po sobie zgliszcza i świat pogrążony w nieskończonej żałobie. Europa jeszcze długo dławiła się swądem palonych ciał w piecach krematoriów. Całe lata echem wciąż odbijały się wywrzaskiwane słowa potwora, przywódcy „nieśmiertelnej” Rzeszy.  Miliony ciał, setki tysięcy zbiorowych mogił… Poświęcenie niezliczonych ilości dusz. Zagubione rodziny, utraceni na zawsze kochankowie. Miasta rozszarpane na strzępy, w gruzach nie do odbudowania. Gdy mówimy o koszmarach tamtej wojny wspominamy obozy zagłady, Normandię, krwawy szlak Sowietów, zbombardowane połacie ziemi, tajne operacje i Berlin. Bardzo rzadko stają nam przed oczami rajskie wysepki porośnięte mroczną dżunglą, lazurowe wody oceanu czy uderzające samobójczym lotem, spadające z nieba samoloty. W naszych książkach od historii zatopienie Floty Pacyfiku i zmiecenie z powierzchni ziemi Hiroszimy i Nagasaki figurują prawie od razu po sobie. Tak jakby wszystko to, co wydarzyło się pomiędzy, cztery lata krwawej, bezkompromisowej walki na wodach Oceanu Spokojnego nie były warte nadmienienia. Jakby tamte działania, które zakończyły się śmiercią setek tysięcy żołnierzy, nuklearnym atakiem i upadkiem bóstwa nie były jednakowo ważne.

Mniej znaną europejskim czytelnikom część historii Drugiej Wojny Światowej przybliża w swojej świeżo wydanej w Polsce powieści zatytułowanej „Pobojowisko” (org. „The Wreckage„) – Michael Crummey. Pisarz znany przede wszystkim ze swojej realistyczno-magicznej umiejętności ukazywania nowofundlandzkich wiosek i ich chłodnych, oddalonych mieszkańców i tym razem powraca na wyspy, by opowiedzieć wielowymiarową historię miłości, żalu i nienawiści. Wspomnienia wojny i niemożności powrotu. Piękną i jednocześnie niezwykle brutalną powieść o pierwszej zakazanej miłości młodziutkiej protestantki Mercedes „Sadie” Parsons i katolika Wisha Fureya, który przybywa do jej rodzinnego Cove, jednej z rybackich osad Nowej Funlandii. Chłopak i dziewczyna pragną poznać się bliżej, pragną po prostu móc się pokochać, ale purytańskie środowisko, w jakim wychowała się Sadie swoją zaściankowością zamyka się na rozkwitające uczucie tych dwojga i doprowadza do ich nagłego rozstania.

Chciałoby się wierzyć, że „Pobojowisko” to przede wszystkim historia o uczuciu dwojga młodych ludzi rozdzielonych przez ślepy los. Chciałoby się zamknąć tę powieść w pojedynczej ramie romansu, skupiając uwagę czytelnika jedynie na fascynującej historii ich wyklętej miłości. Tylko to wcale nie tak. Albo jedynie z jednej najprostszej perspektywy. Ponieważ dzieje tej pary posłużyły tutaj czemuś zupełnie innemu. Crummey pozwala czytelnikowi przywiązać się do tej dwójki naiwnych dzieciaków, pozornie nieskalanych jeszcze do końca złem, które czai się wokół. To oni sami przyciągają nienawiść, niezrozumienie i niejako zmuszeni zostają do podjęcia ostatecznych wyborów, które na zawsze odmienią ich życie. Ona w poszukiwaniu ukochanego ucieka z wyspy, a on nie zdając sobie sprawy z zamiarów Sadie, rzuca się na wielkie wody Pacyfiku i zaciąga do Armii Brytyjskiej, by wyruszyć na wojnę. W obliczu przyszłych wydarzeń konflikt religijny w małej rybackiej wiosce wydaje się już nie mieć znaczenia.

I tak naprawdę dopiero tutaj zaczyna się ta opowieść. W obozie jenieckim Nagasaki #14, do którego trafia Wish po upadku Singapuru. To w tym obozie pozna co oznacza prawdziwe okrucieństwo, spotykając człowieka, który stanowi klucz do znaczenia „Pobojowiska” – japońskiego tłumacza, bezwzględnego i sadystycznego Noburo Nishino, który nosi w sobie smutny sekret z przeszłości. To przez tę postać Michael Crummey przekazał wszystko to, z czym musieli się zmierzyć żołnierze walczący na wodach Oceanu Spokojnego. Dwie różne siły, dwa wojskie, które zderzyły się ze sobą jako dwie zupełnie odrębne cywilizacje. Różnica kultur, jeszcze przed epoką globalizacji, była tak ogromna, że część walczących po amerykańskiej stronie żołnierzy nie potrafiła zrozumieć ich zaślepienia i chorych motywacji. Japończycy okazali się być zdolni do wielkich, ostatecznych poświęceń nie tyle za ojczyznę, ale za swojego jedynego dowódcę, ich najważniejszego boga i wschodzące słońce, czyli cesarza Hirohito. Japoński kodeks i szkolenie wymuszały istnienie samobójczych jednostek kamikadze, ścinania głów mieczem i umiejętności pozbawiania jeńców człowieczeństwa. Byli gotowi na wszystko.

Wish pisze z Nagasaki #14 listy do Mercedes w zabawnym, humorystycznym tonie. Bo w jaki sposób miałby opisać ukochanej dziewczynie potworności jakich stał się świadkiem i uczestnikiem? Tortur, jakich stał się ofiarą? W jaki sposób miałby zobrazować dziewczynie głód jaki odczuwał i chorobę, która go dręczyła? Jak ukazać ból po uderzeniach bambusowego kija na wychudzone, nagie ciało? Jak opisać przyjaciela, który leży obok umierając na dyzenterię, pijąc zakażoną wodę? Zderzenie dwóch cywilizacji doprowadziło do ostatecznych rozwiązań i niezrównanych okrucieństw. Pewne siebie chłopaki, którzy zdecydowali się wyruszyć na wody Pacyfiku już nigdy tak naprawdę nie wrócili. Część zginęła na podjazdowych wojnach prowadzonych na pomniejszych wysepkach, część na japońskich ziemiach, a część już na zawsze utraciła swoją tożsamość. Zostali złamani, uszkodzeni, wewnętrznie zniszczeni tym, czego stali się świadkami. Do kraju powróciły duchy, skorupy mężczyzn, którymi byli dawniej, niczym mityczni Odyseusze, którym przytrafiło się zbyt wiele, by mogli powrócić do rzeczywistości. Do swoich wiecznie wyczekujących Penelop, które tak jak Sadie, pragnęły jedynie wytrwać i doczekać momentu ponownego złączenia.

W ten sposób okazuje się, że powieść Crummeya nie jest wcale historią miłości, ale opowieścią o tym co z tej miłości pozostało po konfrontacji z koszmarem wojny. Całkiem metaforycznie i zupełnie prawdziwie, tak jak cały świat po tym okrutnym konflikcie, miłość Mercedes i Wisha legła w gruzach. Stała się tytułowym „pobojowiskiem”, które nie zna do końca swojego przeznaczenia. Sadie, wkładając nawet całą swoją siłę i pokłady czułości, nigdy nie będzie potrafiła go do końca zrozumieć. Nie będzie mogła za nim podążyć. Ich miłość na zawsze może pozostać zrujnowana, ale może także spróbować odbudować się na nowo. To już nigdy nie będzie to samo uczucie. Nigdy nie będzie ta pierwsza młodzieńcza miłość pełna motyli w brzuchu i skrywanych pieszczot. To będzie uczucie naznaczone mnóstwem blizn, koszmarem, którego nie da się zapomnieć i podbite nienawiścią, która na zawsze zalęgła się w sercu Wisha. Widmem znad Pacyfiku, które do śmierci będzie snuć się za jego żołnierskim duchem. Ale jednak będzie to miłość. I być może mocniejsza, bardziej świadoma, która już nigdy nie pozwoli się pokonać.

* Za egzemplarz recenzencki „Pobojowiska” pięknie dziękuję panu Michałowi Alenowiczowi z wydawnictwa Wiatr od Morza.

** Kto historii bitw na Pacyfiku nie zna, a jest choć trochę zaintrygowany, to polecam bardzo bardzo mocno dziesięcioodcinkowy, cudowny serial produkcji HBO i niezrównanego Stevena Spielberga zatytułowany ” The Pacific”, a na dokładkę prześwietny film w reżyserii Petera Webbera „Cesarz” (org. „Emperor”).

Exit mobile version