Site icon Wielki Buk

„Pieśń o Achillesie” Madeline Miller – recenzja PATRONACKA

Hołd złożony starożytnym i mistrzowski uwspółcześniony retelling opowieści o Wojnie Trojańskiej – historia wojny ludzi, bogów i herosów, a także nieśmiertelnego oddania w „Pieśni o Achillesie” Madeline Miller.

PIEŚŃ O ACHILLESIE

Podobno był synem jednego z argonautów, Peleusa, króla Ftyi. Podobno jego matką była Tetyda, nereida, wodna boginka. Podobno to właśnie ona przypieczętowała jego los, zanurzając chłopca w Styksie, by nadać mu nieśmiertelność przynależną bogom… Imię jego – Achilles. Wielki wojownik, heros, któremu pisane było krótkie życie i sława na wieki. Achilles, który miał tylko jedną słabość. Achilles, którego losy poznajemy z ust tego, który kochał go najmocniej – najdroższego Patroklosa. Razem ruszyli do Troi, by spotkać przeznaczenie.

DROGA KU PRZEZNACZENIU

„Jeśli naprawdę jesteś jego przyjacielem, pomóż mu pozbyć się tego miękkiego serca. Achilles płynie do Troi zabijać ludzi, a nie ich ratować. Jest śmiercionośną bronią, zabójcą. Nie zapominaj o tym. Można używać włóczni jako laski do chodzenia, ale to nie zmieni jej natury.”

Trzeba mieć dużo odwagi, by na nowo opowiadać historie tak zakorzenione kulturowo jak „Iliada”. To wymaga nie tylko warsztatu, ale też wiedzy, doświadczenia, rozeznania w temacie. A Madeline Miller to doświadczenie i wiedzę ma – ukończyła nie tylko filologię klasyczną, nie tylko zgłębia od lat antyczne opowieści, ale zna również łacinę i grekę, dzięki czemu potrafi poruszać się po świecie starożytnych tekstów, czerpiąc nie tylko z przekładów, co z oryginału. „Pieśń o Achillesie” to jej pierwszy hołd złożony starożytnym, debiutancka powieść, która porwała tłumy czytelników i nic w tym dziwnego.

Dzieje Achillesa, Patroklosa i Wojny Trojańskiej opowiadali po Homerze od nowa najwięksi, jak Platon czy Ajschylos. Z czasem ta opowieść stała się częścią mitologicznego, klasycznego kanonu. W końcu mówimy o wojnie ludzi i bogów, wojnie o miłość i skradzione serce. Dzisiaj to już raczej opowieść zaklęta na muzealnych wazach, uśpiona w przedmiotach… Słowami Miller jednak ożywa na nowo, budzi się do życia i trafia do nas, współczesnych. Achilles i Patroklos, Hektor i Parys stają nam jak żywi przed oczami. Z jednej strony to opowieść o zemście. O śmierci najbliższego przyjaciela, tego, którego nazywał Najdroższym. I furii, która zmiażdżyła przeciwnika, ale i samego Achillesa pochłonęła w swoim ogniu. W opowieści Miller to jednak bardziej powieść o przeznaczeniu, od którego nie można uciec. O końcu, który nieuchronnie nadchodzi. W końcu bez Achillesa zwycięstwo nad Troją nie było możliwe – tak przecież mówiła przepowiednia. Oddając głos Patroklosowi autorka celowo zmieniła perspektywę, przeniosła środek ciężkości na emocje, na uczucia – w końcu u boku Patroklosa Achilles (także w eposie Homera) zyskuje to drugie, wrażliwsze oblicze. I wreszcie to oddanie i miłość prowadzą go w ostateczną otchłań.

Chociaż „Pieśń o Achillesie” to uproszczona i uwspółcześniona opowieść o bohaterach Wojnie Trojańskiej, to jednak z szacunkiem spoglądająca w przeszłość, oddająca pokłon tym, którzy snuli ją przed laty. Co ważne – to opowieść napisana pięknym, żywym, dopracowanym językiem, za którym podąża się z przyjemnością. Wreszcie to do bólu wzruszająca opowieść oddania, które stało się przecież legendą samą w sobie. Nie sposób jej zapomnieć.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Exit mobile version