„Biały latawiec” Ewelina Matuszkiewicz ❤ PATRONAT

Z małymi miasteczkami nigdy do końca nie wiadomo. Na pierwszy rzut oka, szczególnie letnią porą, kiedy łąki wokół rozkwitają kwieciem, sosny w lesie rozpachnione są żywicą, a urocze domki nachylają się do rozbielonych płotków, wydaje się, że nie ma drugiego tak idyllicznego miejsca na ziemi. Przejezdny zatrzymuje się na chwilkę w miejscowej karczmie, podziwia rękodzieło, smakuje przysmaki, witają go i żegnają słodkie uśmiechy i jedzie dalej oniemiały z zachwytu. A ktoś inny przyjeżdża tutaj na dłużej, zagnieżdża się powolutku i odkrywa to drugie, sekretne oblicze miasteczka. Tajemnice, pradawne układy, obietnice przekazywane z dziada pradziada. Nigdy nic nie wiadomo.

Takim miejscem są Kozienice widziane oczami debiutującej pisarki Eweliny Matuszkiewicz, które odkrywają powoli swoje karty w „Białym latawcu”. Czytaj dalej

„Psiego najlepszego” W. Bruce Cameron – recenzja

Świąteczna atmosfera nieodłącznie kojarzy się z ciepłem rozgrzanego domu, przytulną, kominkową atmosferą, piernikowym zapachem unoszącym się w powietrzu i zapowiedzią rodzinnych chwil. To czas wzruszeń, wspomnień, czas, który poświęcamy najbliższym. Wspólnie pogrążamy się w zadumie, robimy plany, dziękujemy za miniony rok… Tak powinno trochę być, ale nie można ukrywać, że współczesne Święta Bożego Narodzenia to często przede wszystkim zakupowy szał, gorączka przygotowań, kłótnie i wymuszona pora wspólnego posiłku. I prezenty. Im bardziej wyrafinowane tym lepiej, im słodsze, tym bardziej wyczekiwane, a cóż jest bardziej słodkiego dla dziecka od szczeniaczka znalezionego pod choinką? Stop! Warto pomyśleć, zanim weźmie się odpowiedzialność za czyjeś życie, warto pamiętać, że zwierzak to nie zabawka.

Pamiętacie „Był sobie pies” i opowieść o futrzaku, który powraca w wielu wcieleniach, by wykonać swoje zadanie i spełnić swój los? Szykujcie się na kolejną dawkę wzruszeń, tym razem z świątecznym, bożonarodzeniowym wydaniu z przesłaniem prosto od W. Bruce’a Camerona – „Psiego najlepszego”. Czytaj dalej

„Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości” Andrea de La Barre de Nanteuil & Lovisa Burfitt – recenzja

Paryż wciąż jawi się w masowej wyobraźni jako Miasto Świateł, Miasto Zakochanych, stolica, która przyciąga swoją romantyczną aurą, bogatą historią i wyrafinowaniem. Przed oczami wyrastają nam kadry niczym z najbardziej uroczych komedii – piaskowe kamienice, mosty nad Sekwaną i pocałunki w świetle pełni księżyca. W tle rozmigotana Wieża Eiffla, piramida Luwru, Katedra Najświętszej Marii Panny… Paryż to w końcu kafejki, bereciki i papieroski, szeptane francuskie słówka nad talerzami makaroników i kieliszkami wybornego szampana.  To także stolica światowej mody, do której trafić pragną wszyscy projektanci, by stać się kreatorami trendów i oczarowywać stylem kolejne pokolenia. Paryż jest jak odwieczne marzenie, jak piękny sen, w którym mogą rodzić się baśniowe opowieści.

Taką historię magiczną i słodziuchną, dla mniejszych i większych dziewczynek, którym marzy się paryskie życie jak w filmie wykreowała Andrea de La Barre de Nanteuil z pomocą utalentowanej ilustratorki Lovisy Burfitt –  tak narodziła się Mademoiselle Oiseau. Czytaj dalej

„Dwa Oblicza” Agnieszka Bednarska 🖤 PATRONAT & RECENZJA

Nigdy nie ufaj nieznajomym! Nie rozmawiaj z obcymi! Nie daj się wciągnąć w ich pogmatwaną grę! Uczymy się tego od dziecka, pochłaniamy opowieści o złych wilkach, które kryją się za drzewami, łypią wygłodniałymi oczami i szukają ofiar, chowając naostrzone kły za fałszywym uśmiechem. A mimo wszystko, kiedy spoglądamy ufnie w błękitne oczy przyszłego oprawcy, nie widzimy, że za nimi kryje się ciemność absolutna, tak głęboka i pełna wewnętrznego mroku, że nigdy nie chcielibyśmy go przeniknąć. Kiedy te oczy zasuną się mgłą, wychodzą z cienia potwory, przeszłość uśpiona, tajemnice, których nikt nie powinien rozgrzebywać, samotność we własnym nieszczęściu… I wtedy już wiemy, że mama miała rację. Ale jest za późno –wpadliśmy w sidła swojej naiwności.

Tak jak bohaterka fascynującego dreszczowca Agnieszki Bednarskiej, której przyszło stać się ofiarą kogoś, kto sam dawniej walczył o swoje życie. Kobiety o „Dwóch obliczach”. Czytaj dalej

Kryminalnie Bezsenne Środy: „CZAS JEST MORDERCĄ” Michel Bussi – recenzja

Morderstwa, wszelkie zbrodnie i tajemnice w niemal naturalny sposób kojarzą się z mroczną, przejmującą chłodem atmosferą, gdzieś w sercu zimowej Skandynawii, na alaskańskim lądolodzie, pośród górskich, alpejskich krajobrazów, czy zimnych, północnych klifów. Zło ma w sobie coś z odwiecznej wilgoci listopada, z jesiennych mgieł, z siąpiącego deszczu, w którym odbijają się groźne cienie, tańczą ogołocone drzewa i nigdy nie wiadomo, czy w kałużach człowiek nie zniknie, ot tak, że już nigdy nikt go nie odnajdzie. Jakoś trudno pomyśleć o zbrodni pośród śródziemnomorskiej aury wypoczynku, gdzie piękni opaleni ludzie, w kabrioletach i letnich strojach sączą drinki i ucztują w atmosferze wiecznego pikniku. A jednak, zło potrafi zaczaić się nawet w pełnym słońcu, nawet kiedy wokół lazurowa woda i krzyk delfinów.

Przekonała się o tym bohaterka kryminału prosto z korsykańskiego półwyspu Revellata – „Czas jest mordercą” Michela Bussi. Czytaj dalej

„Purezento” Joanna Bator – recenzja

Śmierć przypomina czasami ulatujące zarodniki, toksyczne opary – przy kontakcie z nią, kiedy dotyka nas bezpośrednio, wdychamy jej drobinki, zarażamy się nią, niczym podstępnym wirusem. Śmierć osadza się w nas, przenika do krwioobiegu, pędzi prosto do serca i do umysłu. Spowija nas jak swoista ciemność, hipnotyzuje zmysły, omamia. Potrafi zatruwać myśli, przekształcać codzienność, dobijać zwyczajność. Śmierć staje się częścią naszego jestestwa, czymś, od czego już nie sposób się uwolnić, czego nie można do końca pokonać. Jednak, pomimo jej wszechmocy, można ją uśpić, ukoić, oswoić tak, żeby przestała tak boleć, tak torturować, tak bardzo osaczać w chwilach największego zwątpienia. Trzeba nauczyć się ją rozumieć i dopuścić życie, dopuścić rzeczywistość, by nie zdrętwieć i nie zostać otulonym pozornie kojącym kokonem przeszłości.

O „tu i teraz”, o walce z rekinami ludojadami, o oceanie smutku i życiu po życiu snuje swoją japońską opowieść Joanna Bator. Opowieść, w którą możemy się zasłuchać i jeśli trafi na ten właściwy moment może stać się prawdziwym darem, prawdziwym „Purezento”. Czytaj dalej

„Marilyn na Manhattanie” Elizabeth Winder – recenzja

Norma Jeane Mortenson. Uboga półsierota. Dziewczyna, która przez lata tułała się po domach dziecka i rodzinach zastępczych. Urocza, ładna, chociaż jakby nie z tamtej epoki. Spragniona sławy, krok po kroku pieczołowicie dążyła do celu, po szczeblach kariery, aż na sam szczyt. Została Marilyn Monroe. Tą, która w przyciasnych sweterkach, w krwistoczerwonych ustach z burzą platynowych loków wysyłała całusy i sączyła martini. Tą, która zagrała w ponad dwudziestu produkcjach filmowych i stała się ulubienicą masowej publiczności. Tą, którą swojego czasu uznano za najbardziej kasową aktorkę w Hollywood. Miała dwadzieścia siedem lat i świat u swoich stóp, a mimo wszystko coś było nie tak, jak powinno. Musiała uciec.

Dostała od życia niezwykły rok, który opisała Elizabeth Winder w pasjonującej biografii „Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia.” Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „STRACH” Jozef Karika 🖤 PATRONAT

Las. Las spowity śniegiem. Uśpiony i tajemniczy. Wirujące płatki śniegu, uginające się pod białym ciężarem gałęzie, cisza tak przejmująca, że aż dudni w uszach. W pełnym słońcu skrzy się, niczym pokryty milionami maleńkich diamentów, ciemną nocą wydaje się być skomplikowanym labiryntem, który wciąga w swoje głębiny. Czasami coś odezwie w  tej zimowej głuszy, przetnie ten cichy zakątek. Ptak stęskniony wiosny, samotne wycie wilka, jeleni krzyk… A czasami usłyszeć można śpiew. Odległy, kuszący, przejmujący. Dziecięcy głos, który niesie się pośród leśnej ściany. W takich chwilach las nie jest już tajemniczy, ale potworny, nie ma już urokliwego, migotliwego labiryntu, ale pułapka i rozdziawiona paszcza, która tylko czeka na swoje ofiary. Do takiego lasu nie można wchodzić, nigdy, za wszelką cenę.

W taką zasadzkę, niczym w sieci leśnego Szczurołapa, wpadają bohaterowie powieści grozy, która potrafi spędzić sen z powiek, która przenika do podświadomości, która hipnotyzuje przerażeniem – „Strach” Jozefa Karika. Czytaj dalej

„Jak zawsze” Zygmunt Miłoszewski – recenzja

Historia alternatywna to nieskończony ocean możliwości. Można wymazać przeszłość, wygumkować, napisać dzieje świata zupełnie od nowa. Wykreować inne układy sił, odmienne koleje losu, obrócić wszystko do góry nogami, a ludzi, którzy istnieli posłać w nicość. Może z tego wyjść horror klasy B, może wyjść tania sensacja albo całkiem niezły thriller, a może wyjść niecodzienna komedia – komedia ironiczna, romantyczna, przenikliwa, słodka i gorzka jednocześnie, taka, która obnaży bolączki współczesności, ale też powróci do tego co ważne.

O Polsce dawniej i dziś, o jej alternatywnej wersji z dawnych lat, która wcale nie odbiega od tego, co widzimy dzisiaj snuje z humorem i przymrużeniem oka opowieść Zygmunt Miłoszewski w swoim „Jak zawsze”. Czytaj dalej

„Krwawe morze” Maria Paszyńska – recenzja

Od czasu niezwykle popularnego serialu „Wspaniałe Stulecie” uwielbienie do opowieści rodem z  Imperium Osmańskiego nie słabnie, a nawet narasta z każdą kolejną historią, z każdym kolejnym filmem, serialem, czy książką. Jest coś fascynującego w jego dziejach, szczególnie u szczytu potęgi, za panowania sułtana Sulejmana Wspaniałego. Pachnące kadzidłami, opium i młodymi ciałami seraje i haremy, pałace ociekające legendarnym bogactwem, wonne ogrody, od których nie sposób oderwać wzroku… Pośród barwnych korytarzy, za kotarami snują się szepty, zawiązują spiski, dzieje się historia, której meandrów nie sposób zamknąć w jednej tylko opowieści, w jednym zaledwie tomie.

Dobrze o tym wie Maria Paszyńska, której opowieści zaczynają się tam, gdzie kończy się Wspaniałe Stulecie – śmiercią Sulejmana Wspaniałego w „Cieniu sułtana”, a teraz w kontynuacji, czyli „Krwawym morzu”. Czytaj dalej