Bezsenne Środy: „GAŁĘZISTE” Artur Urbanowicz – recenzja

Bombla_Gałęziste

„Słyszeć o wielkich, pierwotnych rzeczach to jedno, ale widzieć je na własne oczy, to coś całkiem innego. Życie w nich i poznanie natury przyrody wymagało inicjacji, której żaden inteligentny człowiek nie był w stanie odbyć bez uprzedniego przewartościowania wszystkiego, co dotąd uważał za trwałe, niezmienne i święte.”

Algernon Blackwood

Las. Pierwszy, pierwotny władca Ziemi, którą przez wieki dzielił niezmiennie i jedynie z połaciami wód, piasku i lodu. Las, w którym nie istnieją jeszcze udeptane ludzką stopą ścieżki. Nie ma szlaków, nie ma dróg, tylko drzewa. Bezkresny, falujący ocean zieleni, który ciągnie się w nieskończoność. Taki las ciągle jeszcze istnieje, jego ostatnie oazy, ciche i zaklęte w czasie. W takim lesie wszystko jest możliwe i niczego nie można być pewnym. Dźwięki niosą się niepokojąco, albo ucinają już po chwili, echo raz dźwięczy po jednej stronie, by zaraz odezwać się tuż za plecami. Czasami słychać szepty, ale to tylko podobno wiatr wiruje między liści. Po chwili każde kolejne drzewo wydaje się być takie same, a nadchodzące z czasem cienie dezorientują. Wyjście miało być tuż, za zakrętem, ale… wyjścia już nie ma.

Taka jest wszechwładna potęga lasu, drzew i tych, którzy w nim mieszkają. Taka jest potęga przyrody, której nie sposób ujarzmić. Taka jest siła najczystszej, pierwotnej Natury. I o takiej potędze opowiada debiutancka, fascynująca powieść grozy autorstwa Artura Urbanowicza, czyli „Gałęziste”.

Czytaj dalej

„Jak się nie zakochać” Nina Majewska-Brown – recenzja

Bombla_JakSięNieZakochac

Chick-lit, czyli tzw. literatura kobieca, tworzona zazwyczaj przez kobiety i dla kobiet, podbija światowy rynek literatury popularnej i od lat dominuje na listach bestsellerów topowych księgarni. To intensywnie promowane tytuły, których autorki nie mogą co prawda narzekać na ilość czytelniczek, niemniej jeśli chodzi o krytykę literacką zazwyczaj trafiają do jednego worka z przysłowiowymi harlequinami, erotykami, a także wszystkimi pozostałymi gatunkami zwanymi obraźliwie „literaturą dla kucht”. Co to oznacza? O ile w sercach czytelników jest miejsce na literaturę życiową, opartą o codzienne doświadczenia zwykłych kobiet na całym świecie, to w krytyce literackiej miejsca na te kobiety i ich problemy nie ma, bo… i tutaj pojawia się cały ciąg argumentów, które próbują definiować chick-lit jako gatunek stereotypowy, jako uproszczony w odbiorze i zawsze nakierowany na promocję o szerokiej skali, jakoby kubek i torba dodawane do książki miały skusić te rzesze zadowolonych z lektury czytelniczek. Intrygujące, że sporadycznie w tej krytyce bierze się pod uwagę to, że te powieści zwyczajnie dobrze się czyta, wciągają, śmieszą, wzruszają, nie wymagają zbyt wiele, ale po prostu cieszą docelowego odbiorcę. A to powinno wystarczyć.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Bestia” Guy N. Smith – recenzja

Bombla_Bestia

Legendy o potworach czających się w czeluściach ziemi zdają się dodawać ludzkości skrzydeł. Takie historie, opowiadane przy ogniskach od setek lat, szeptane od wieków i przekazywane z pokolenia na pokolenie działają na masową wyobraźnię, przechodząc płynnie do dzieł kultury. Dinozaury ukryte w amazońskiej dżungli, śnieżny Yeti krążący między górskimi szczytami Himalajów, Chupacabra polująca po meksykańskich pustyniach… To wszystko krąży w naszych żyłach, daje powód, by wierzyć, by szukać, by… bać się, gdy nieznany cień przemknie w ciemnościach za oknem. Czasami to tylko wiatr, czasami spanikowane zwierzę, a czasami to może być POTWÓR, bo czemu nie wierzyć w to, w co wierzy tak wielu z nas?

Tajemniczą istotę, która terroryzuje spokojny region angielskiej prowincji powołał do życia Guy N. Smith w jednej ze swoich ikonicznych powieści, czyli „Bestii” (oryg. „Slime Beast”), z 1974 roku.

Czytaj dalej

„Okrążyć słońce” Paula McLain – recenzja

Bombla_OkrazycSlonce

Kontynent afrykański przez całe wieki stanowił niezbadaną zagadkę. Zagadkę tak wielką i fascynującą, że ściągała sen z powiek największych władców kuli ziemskiej. Gigantyczne połacie ziemi, bogatej w surowce i niezwykłe minerały, pełnej nieznanej zwierzyny, fascynujących ludów, którym niestraszna była ciężka praca w trudnych dla białego człowieka warunkach. Niezbadane horyzonty pustyń, sawann, dżungli, które aż prosiły, by odkryć je raz jeszcze, dla nowego świata.  Takim miejscem była także Kenia, dawno, dawno temu, zanim Kenia tak naprawdę była Kenią… Przyciągnęła biznesmenów i marzycieli, ludzi, którzy nie mieli pomysłu na życie pośród szalenie rozwijającej się cywilizacji, którzy zapragnęli nowego początku w afrykańskim buszu. Miejsce niemal magiczne, dziewicze, które rozkwitło koronkami, automobilami i wieczorkami w klubie dżentelmenów. Kenia łączyła serca i zrodziła niejedną legendę, którą twórcy kultury żyją do dziś…

Taką opowieścią prawdziwą i w jakiś sposób fikcyjną jednocześnie jest „Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen wraz z pamiętnikami skandalistki, awanturniczki i pilotki Beryl Markham „West with the Night”, które posłużyły Pauli McLain za kanwę powieści „Okrążyć słońce”. Na jej kartach ożywa przeszłość, początek Kenii jako państwa, rozbudowa Nairobi, wraz w kolonialnym światem arystokracji, który powoli chyli się ku upadkowi, a także miłość, we wszystkich jej niełatwych odmianach. Powieść oczarowująca atmosferą, naznaczona czerwonym, afrykańskim pyłem.

„… jak powiedziała kiedyś Karen, pięknie się szamoczemy żyjąc.”

Czytaj dalej

„Jańcio Wodnik i inne nowele” Jan Jakub Kolski – recenzja + KONKURS!

Bombla_JancioWodnik

„Wsi spokojna, wsi wesoła!
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć zaraz wszytki?”

Obraz polskiej wsi naszej wyobraźni jawi się jako wiecznie rozkwiecona, umajona łąka. Sady sypiące kwieciem i pachnącymi świeżością owocami. Spulchniona czarna ziemia, wilgotna od płodnych soków. Szumiące łanami pola, mieniące się wszelkimi odcieniami złota, odbijające promienie słońca w ciężkich kłosach. Radośni chłopi ocierający pot z czoła, nucący piosneczki pod nosem, pełni werwy, czy rubasznego humoru. Furczące na wietrze spódnice, fruwające warkocze, męski śmiech i dodawanie sobie animuszu. Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała. To obraz bogaty, szczęśliwy, dający wrażenie, że nad wszystkim czuwa dobra matka ziemia, gdzie nie może przytrafić się nic złego, nic trwożnego, gdzie nie ma tajemnic, tylko małe szczęśliwe chwile dnia codziennego.

I wtedy pojawia się czarna chmura, słychać niepokojący szept pośród łanów, nadciąga Jan Jakub Kolski i jego przejmujący zbiór „Jańcio Wodnik i inne nowele”, by obalić wszystkie możliwe stereotypy, zburzyć wszelkie wiejskie sielanki. Jego wieś to wieś nieszczęśliwa, pełna zabobonu, nienawiści i krzywych spojrzeń. Wieś taka jak wszystkie, ta, której nie chcemy zobaczyć.

Czytaj dalej

„Euforia” Lily King – recenzja

Bombla_Euforia

Aż trudno uwierzyć, że człowiek, który przecież fascynował drugiego człowieka od początku dziejów, stał się jawnym i oczywistym obiektem nauki dopiero w epoce renesansu. To wtedy po raz pierwszy wspomniana została nowa dziedzina, wciąż całkowicie błąkająca się w powijakach wielkich umysłów, niemniej dotycząca człowieka jako jednostki wtłoczonej w kontekst kulturowy – antropologia. Rozrywana pomiędzy przeróżne dyscypliny humanistyczne, przyrodnicze, czy społeczne sama w sobie zyskała na wartości dopiero w XIX wieku, a kolejni badacze i ich odkrycia zapisały się na kartach historii. Złotymi latami tej nauki okazało się być dwudziestolecie międzywojenne, czas kruchy i niezwykły, gdy mężczyźni i kobiety z całego świata podróżowali w najodleglejsze zakątki Ziemi, by badać ostatnie pierwotne, „dzikie” plemiona, sprawiając, że z nauki teoretycznej o przeszłości i ludach wymarłych antropologia stała nauką badającą tych, którzy wciąż żyją, tworzą odrębny od zachodniego model kultury.

Jedną z największych badaczek swoich czasów, feministką i wyjątkową postacią nauki stała się Margaret Mead – amerykańska antropolożka, badaczka kulturowa i skandalistka, której wyjątkowe prace wyniosły antropologię na nowy poziom.  To właśnie ułamek jej życia posłużył pisarce Lily King za kanwę fabularną gorącej, tropikalnej opowieści o kolonializmie, namiętności i niezwykłej pasji – „Euforia”.

Czytaj dalej

Kryminalnie Bezsenne Środy: „Pięć dni ze swastyką” Artur Baniewicz – recenzja

Bombla_PięćDni

Wojna miewa różne oblicza, a jej pełny obraz rysują subiektywne wizje poszczególnych stron. Wojna widziana oczami katów, wojna widziana oczami ofiar. Wojna jako walka o terytorium, wojna jako walka o władzę. Wojna polityczna, wojna ekonomiczna, wojna, która zamienia się w zbrojny konflikt, wprowadza czołgi na spływające krwią ulice. Paradoksalnie nie liczą się w takich okolicznościach ludzie, liczy się efekt końcowy. A to właśnie ludzie stanowią serce konfliktu, to od nich wszystko zależy. Ich sentymenty, animozje, ich miłości, czy nienawiści to jest to, co ostatecznie zaważy w finałowej rozgrywce. Obraz drugiej wojny światowej jest raczej w jednoznaczny sposób ukazywany w kulturze – terror nazizmu, bohaterscy opozycjoniści, potworność Holokaustu… A przecież wystarczy zgłębić niektóre opowieści i z łatwością zobaczyć, że nic nigdy nie jest czarne lub białe, a odcienie szarości są w końcu tym, co tworzy historię.

W tej szarej strefie wojennego cienia kryminalno-sensacyjną fabułę umieścił Artur Baniewicz w najnowszej powieści „Pięć dni ze swastyką”, dając nowe, przewrotne spojrzenie na temat, zdawałoby się, tak szeroko już omówiony w kulturze.

Czytaj dalej

„Strażniczka Książek” Mechthild Gläser – recenzja

Bombla_StrażniczkaKsiążek

Nie ma chyba książkoholika na świecie, który chociaż raz w swoim życiu, podczas lektury ukochanej książki nie pomyślał o tym, by dosłownie zanurzyć się w jej fabule. Przenieść się na jej karty, stać się częścią opowieści i zyskać szansę, by poznać swoich najulubieńszych bohaterów na żywo. Ach, ta wyobraźnia! Taka podróż w głąb ulubionych lektur i interakcja wewnątrz niego to ziszczenie marzeń, bo w końcu książki to miliony nieodkrytych światów, wyjątkowych, misternie wykreowanych, to przygoda, której nie można pozostać obojętnym. Literatura o literaturze to przecież to, czemu nie sposób się oprzeć. Prawda?

Z pewnością wie o tym niemiecka pisarka Mechthild Glaser, która idąc za tradycją tworzenia młodzieżowych opowieści w duchu „Niekończącej się opowieści”, czy „Władcy Księgi” sama wykreowała powieść przygodową zatytułowaną „Strażniczka książek”, gdzie to książki i ich bohaterowie odgrywają najważniejsze role.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „W GÓRACH SZALEŃSTWA” H.P. Lovecraft

Bombla_GórySzaleństwa

„Pokój i bezpieczeństwo całej ludzkości wymagają bezwzględnie, by od niektórych mrocznych, wymarłych zakątków ziemi i niezgłębionych bezdni trzymać się z daleka – by uśpione wynaturzenia nie zbudziły się do życia, a bluźnierczo uchowane koszmary nie wyroiły się i nie wypełzły ze swych czarnych leży na dalsze, jeszcze rozleglejsze podboje.”

Istnieją takie krainy, których lepiej nigdy nie odkrywać. Takie miejsca, których lepiej nigdy nie penetrować bliżej. Światy, od których należy trzymać się z daleka, za wszelką cenę, przeciw naturalnym ludzkim instynktom. Dawno temu, na obrzeżach map zaznaczano te nieznane, tajemnicze rejony jako te, w których mieszkają smoki, śnią istoty, których lepiej nie budzić, nie dawać im szansy na zwrócenie ślepi w kierunku ludzkości. A jednak ciekawość zżera marzycieli od wieków, motywuje do dalekich ekspedycji na krańce Ziemi, gdzie nikt nie powinien się zapuszczać, tam, gdzie być może wszechwieczna czerń pożera światło i nic nie jest takie jak powinno być według praw fizyki i geometrii. Być może to tylko szalone sny pewnego arabskiego myśliciela, być może to tylko obłąkane wizje i majaki zniszczonej duszy dotkniętej mrokiem, a może to przedwieczna przeszłość, sprzed eonów czasu, gdy nasz świat dopiero rodził się i brał pierwszy oddech.

Z tej ciemności, z krainy bez światła, z krańców kontynentów wyłaniają się pasma tytanicznych stożków, monumentalnych piramid i minaretów o niewyobrażalnych kształtach. H.P. Lovecraft śni koszmar o terrorze i śmierci, o Antarktydzie i tym, co krąży na białych pustkowiach, snując opowieść „W górach szaleństwa”.

Czytaj dalej

„Jedenastka Kłapząba” Eduard Bass – recenzja

Bombla_Jedenastka

Globalne sportowe emocje związane z piłką nożną to jest to, co potrafi napędzać całe narody. Jednoczyć ludzi różnych ras i narodowości chociaż na chwilę, sprawić, że zapomną o swojej codzienności, o polityce, o ekonomiczno-społecznych problemach i na dłuższy pogrążą się w snach i marzeniach o zwycięstwach, o awansach reprezentacji, o karnych i spalonych. Piłka nożna to narzędzie, to biznes, to wielkie pieniądze, ale to przede wszystkim pasja i sport, czyli to, co dla niemal każdego jest w zasięgu ręki (w tym przypadku nogi). Sportowa rywalizacja w literaturze jest świetnym elementem uzupełniającym fabuły, jednak sporadycznie pisarze opowiadają o sporcie w sposób otwarty, szczery, czy niewyrafinowany. Różnorodne biografie i autobiografie piłkarzy, ich życiowe poradniki i przewodniki są raczej nakierowane na konkretnego odbiorcę i trudno im trafić do piłkarskich zaczytanych laików, których wciąż po świecie chodzi co niemiara.

„Nie znam się na tym, jestem staroświecką kobietą, ale gdyby nie wygrali do zera, nie wiadomo, co by ten ojciec wymyślił.”

Jednak pośród tych nakierowanych na kibiców publikacji istnieją też małe perełki, książki uniwersalne, ponadczasowe takie, które nie tylko trafią do dorosłych, ale przede wszystkich do młodszego czytelnika, książki takie jak kultowa, czeska „Jedenastka Kłapząba” Eduarda Bassa.

Czytaj dalej