Tydzień Blogowy #16

Bombla_TydzienBlogowy16

Dzień dobry!

Piękna sobota przed nami, słońce aż skwierczy w mocno afrykańskim stylu, a kto ma ochotę na chwilę cienia, trochę ochłody i orzeźwienia, to ucieszy się z dzisiejszej mini-porcji przepysznych linków blogowo-vlogowych z ostatniego tygodnia i nawet przepis na przecudną kawę mrożoną 🙂

Do poczytania, do oglądania i do polubienia!

Wspaniałego i zaczytanego dnia!

Bo warto czytać.

O.

Czytaj dalej

„Fangirl” Rainbow Rowell – recenzja

Bombla_Fangirl

Ilu z nas zastanawiało się czasami, co by było, gdyby Hermiona zamiast Rona wybrała Harry’ego, Draco, czy Neville’a, a Katniss – Gayle’a? Co by się stało, gdyby Scarlet zamiast trzymać się kurczowo marzenia o Ashleyu, w porę zorientowała się, że to Rhett jest jej przeznaczony? A gdyby Frodo nie wrzucił pierścienia w ogień Góry Przeznaczenia? Większość z nas rozmyśla o tych przeróżnych zmiennych i możliwościach fabularnych zaledwie przez chwilę, do czasu aż pogodzeni z losem ukochanych bohaterów wędrujemy dalej przez kulturowo,-popkulturowe ścieżki. Jednak od lat coraz więcej osób podejmuje wyzwanie, chwyta w rękę pióro, ołówek, klawiaturę i pisze, pisze, pisze do utraty tchu, spełniając swoje najskrytsze marzenia i tworząc nowe rozdziały do znanych już opowieści. Fandom – to słowo klucz do zrozumienia wszystkiego, to pasja i sposób na życie.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Egzorcysta” William Peter Blatty – recenzja

Bombla_Podstawa_BezsenneEgzorcysta

Który miłośnik porządnej grozy i absolutnego straszenia nie zna kultowego już filmu z lat siedemdziesiątych, w których mała dziewczynka imieniem Regan zostaje opętana przez szalonego, perwersyjnego demona pustyni? Który koneser pysznego horroru nie widział jeszcze doskonałego obrotu głowy o sto osiemdziesiąt stopni i fontanny wymiocin z ust demona-dziewczynki? Z pewnością większość z nas, wielbicieli straszydeł wszelakich zna na pamięć klasyczny już horror reżyserii Williama Friedkina zatytułowany „Egzorcysta”, jednak myślę, że nie każdy miał do czynienia jeszcze z literackim pierwowzorem „Egzorcysty” autorstwa Williama Petera Blatty, pod tym samym tytułem, z 1971 roku. A kto nie zna tej powieści, no cóż… musi obowiązkowo nadrobić, bo to najwspanialsza groza w najczystszej postaci, która zostanie z nami na zawsze.

Czytaj dalej

Na skróty przez kanon #1: „Zbrodnia i kara” Fiodor Dostojewski

Bombla_Podstawa_Kanon01

Moi Drodzy,

Powtarzam Wam często i gęsto i przy każdej możliwej okazji – za kanonem literatury stoję murem i będę bronić go zawsze i wszędzie. Kanon to podstawa, to wszystko to, co kreuje współczesnego czytelnika i samą literaturę. Dla mnie kanon to odpowiedź na trzy pytania: skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? I dokąd idziemy? Ale nie będę się Wam powtarzać, bo przecież już kiedyś o tym pisałam, więc wrzucam Wam link do KILKA SŁÓW O KANONIE LITERATURY – tutaj 🙂

Ale… jak widzicie na Wielkim Buku pojawiło się coś nowego! Na Skróty przez Kanon to nowy cykl, który ograniczę do kanału YouTube ze względu na uproszczoną formę przekazu, a który jest nowym mini-cyklem, który ma na celu przybliżyć, przypomnieć bądź odświeżyć te dzieła, które uznane zostały za kanon.

Czytaj dalej

„Cyrk Nocy” Erin Morgenstern – recenzja

Bombla_CyrkNocy

Cyrk to z założenia miejsce dość tajemnicze. Mały, zamknięty świat, rządzący się własnymi prawami. Cyrk pojawia się nagle i równie niespodziewanie odjeżdża zostawiając za sobą opustoszałą przestrzeń i specyficzny zapach siana i waty cukrowej. Cyrk to swojego rodzaju iluzja, to jedno wielkie przedstawienie od początku do końca. Każda cyrkowa rodzina ma swoje tajemnice, swoje sekrety i tajniki cyrkowego fachu. Klauni, akrobaci, kobiety-gumy, iluzjoniści, treserzy zwierząt, miotacze ognia… Cyrk w swojej podstawie ma być jak wejście do krainy magii, do miejsca, gdzie zapomina się o wszystkich smutkach dnia codziennego – idea cyrku to pyszna zabawa i ucieczka od szarej rzeczywistości. Oczywiście każdy cyrk jest inny, ale bywają cyrki naprawdę wyjątkowe. Takie, w którym prawdziwa magia naprawdę istnieje…

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „LOCKE & KEY” tomy 2-5 Joe Hill & Gabriel Rodriguez

Bombla_BezsenneLockeKey25

Pamiętacie wielki dom, w gotyckim stylu, w małym miasteczku odizolowanym od świata, w krainie, która na zawsze już pozostanie symbolem największego horroru, czyli Maine w Stanach Zjednoczonych? Jak by tego było mało miasteczko zwało się Lovecraft, a w nim stał Keyhouse, rezydencja, w której po wielkiej rodzinnej tragedii zamieszkało rodzeństwo – nastoletnia Kinsey, najstarszy Tyler i najmłodszy Bode, wraz z mamą Niną? I jak się okazało, że dom pełen jest tajemniczych kluczy, które przed klucznikami pojawiają się nieskończone możliwości?

Po wspaniałym pierwszym tomie „Locke & Key: Witamy w Lovecraft” (TUTAJ dla przypomnienia) tym razem mam dla Was cztery kolejne tomy tego wspaniałego komiksowego cyklu grozy prosto od Joe Hilla i Gabriela Rodrigueza, czyli LOCKE & KEY: „Łamigłówki”, „Korona cieni”, „Klucze do Królestwa” oraz „Clockworks”.

Czytaj dalej

„Sekretne życie pszczół” Sue Monk Kidd – recenzja

Bombla_SekretneŻyciePszczól

Każdy z nas sięga po książki z różnych powodów – czasami po to, aby się bezpiecznie postraszyć, jak w przypadku grozy, czasami po to, by poczuć skok adrenaliny, jak przy thrillerach i sensacji, czasami po to, by wzruszyć się, zwyczajnie zachwycić, czy  zapomnieć o całym świecie. Istnieją również książki, po lekturze których czytelnik po prostu czuje się lepiej i intensywniej – ich fabuła dostarcza moc pozytywnej energii, wywołuje uśmiech na twarzy, a przeżywana historia, dzięki elementowi katharsis sprawia, że na końcu wychodzimy szczęśliwsi, pełni wiary w dobro i w siłę przeznaczenia. Może brzmi to trochę naiwnie, jednak takie książki, po które naprawdę warto sięgnąć od czasu do czasu, potrafią zdziałać cuda, nadać życiu nowy kierunek, lub sprawić, że będziemy wdzięczni za nasz własny los.

Czytaj dalej

„Jonathan Strange i Pan Norrell” Susanna Clarke – recenzja

Bombla_StrangeNorrell

Kiedy powieść staje się bestsellerem zanim jeszcze trafi na dobre do księgarń, kiedy znamienity autor gatunku (i przyjaciel pisarki) nazywa tę powieść „najwspanialszą angielską powieścią fantastyczną, jaką napisano na przestrzeni ostatnich siedemdziesięciu lat” (wykluczając tym samym np. Tolkiena i jego „Władcę Pierścieni”), a wydawnictwo kreuje jedną z największych kampanii reklamowych jakie kiedykolwiek stworzono do promocji książki, to oznacza, że nie pozostaje nic innego, jak skierować swój wzrok i podążyć za chwytem, za świecidełkiem, które zahipnotyzowało tysiące, nawet jeśli minęło już ponad dziesięć lat od premiery, a sama powieść nie stała się jednak, wbrew przewidywaniom wydawców, hitem na miarę innej powieści, której próbowała dorównać.

Mowa tu o gargantuicznej, magicznej-niemagicznej powieści autorstwa brytyjskiej pisarki Susanny Clarke, czyli „Jonathanie Strange’u i Panu Norrellu”, która miała stać się hitem na miarę cyklu o Harrym Potterze J.K. Rowling, tylko dla dorosłych, z całym zapleczem poparcia od wybitnego Neila Gaimana, wyżej wymienionego jako przyjaciela autorki. Co poszło nie tak? Być może to, że Susanna Clarke wysoko stawia poprzeczkę i wymaga od czytelnika, jednak sama do tej poprzeczki nie do końca dosięga, co więcej, rozdrabnia się już od pierwszych rozdziałów i zamiast przyciągać, odstręcza nadmiarem hiperboli, pastiszem, który sprawdza się przy pamfletach, jednak przy ośmiuset stronicowych dziełach po prostu męczy, i zamaszystym tłem społeczno-obyczajowym, które ściąga na manowce i pozwala zapomnieć, o czym tak naprawdę miała być to historia.

Okładkowy55

A sam zamysł fabularny jest niezwykle prosty. Na początku dziewiętnastego wieku, w Anglii, podczas Wojen Napoleońskich, magia już nie istnieje. Dawno temu, w czasach średniowiecznych czarodziejów rozwijała się, a jej praktykowanie było czymś naturalnym. Jednak z czasem sztuka ta stała się jedynie teorią, zwyczajnym konceptem, którym zajmują się współcześni „magowie”, czyli męskie kółka zatwardziałych dżentelmenów, ukrywający niekompetencje w klubach wzajemnej adoracji. Ale jest ktoś w Anglii, kto wciąż potrafi czarować – niejaki Gilbert Norrell, odludek i znawca tematu, ekscentryk okopany w księgach, który ma szansę zrehabilitować magię i sprawić, że na nowo rozkwitnie. Wkrótce przybywa do Londynu i wkracza na polityczno-śmietankowe salony, gdzie jego umiejętności okazują się być przydatne w zbrojnym konflikcie z Napoleonem. Na dokładkę, niebawem pojawia się drugi mag o niezwykłych umiejętnościach, utalentowany Jonathan Strange i razem z Norrellem przyjdzie im stanąć naprzeciw przeznaczeniu i przepowiedni Króla Kruków, władcy magicznej krainy.

Całość powieści opiera się na alterantywnej ścieżce europejskiej historii, którą Susanna Clarke skrupulatnie wypełnia kolejnymi wyjaśnieniami, dziesiątkami przypisów i anegdotami, które mogą przyprawić o zawrót głowy. Wszystkiego jest tutaj dużo, intensywnie i z pasją historyka, który w końcu ma szansę wyjaśnić WSZYSTKO i ani słowa mniej. Co więcej, stwarza w „Jonathanie Strange’u i Panie Norrellu” niby atmosferę tradycyjnej powieści obyczajowej w stylu Karola Dickensa, czy Jane Austen, jednak szybko czytelnik zostaje przytłoczony ciętością języka, rozbudowanymi relacjami salonowych rozgrywek i wrzucony w tło, które ma tyle detali, że można się w nim zagubić, tracąc podstawowy wątek. Między tytułowymi bohaterami rysuje się typowa sherlockowsko-watsonowska dynamika w stylu Sir Arthura Conan-Doyle’a, jednak w nadmiarze i za bardzo, co daje efekt przerysowania, jeszcze bardziej podkreślając karykaturalność powieści. Całość próbuje się doprawić nutką mrocznej tajemniczości, zapomnianej magii w gaimanowskim stylu, legendami prosto z Krainy Faerie, ale te wtłoczone w rozsadzoną hiperbolą fabułę, nie dają już ukojenia.

Ostatecznie powieść Susanny Clarke traci na lekkości przez swój własny, nadmierny rozmach, przez próbę uwiarygodnienia nowo wykreowanych faktów historycznych i zapatrzenie się w swój ogrom i zamaszystość. Z jednej strony chciałoby się podziwiać Susannę Clarke za takie skupienie się na detalach, ale dość szybko fabuła rozchodzi się w szwach i nawet momenty przełomu nie są tak intensywne w doznania, bo energia zostaje pochłonięta w całości przez wątki poboczne i elementy tła. Emocje wyczerpują się i opadają szybciej niż przychodzi finał i ostatecznie nie daje on fabularnego spełnienia. To niby jest wyrafinowana proza, pełna metafor i odniesień, która pozwoliła autorce stanąć na piedestale, ale jednocześnie cisnęła ją w cień czytelniczego zapomnienia, bo „Jonathan Strange i Pan Norrell” nigdy nie dogonią przyjemnością poznania historii cyklu o Harrym Potterze, czy „Władcy Pierścieni”.

„Jonathan Strange i Pan Norrel” to dopracowany kolos, który z pewnością urzeknie wielbicieli przerysowanej angielskości, czy narracji pół-żartem, pół-serio podszytej czarnym humorem. Należy jednak pamiętać, że powieść Susanny Clarke może przytłoczyć ilością szczegółów, rozłożystym tłem społeczno-obyczajowym i skupieniem się na detalach, które zamiast dodawać „Jonathanowi Strange i Panu Norrellowi” lekkości, przeciążają ją, bo  narracyjne dygresje zamiast zachęcać – odstraszają od fabuły. To książka przeznaczona dla wąskiego grona odbiorców, którzy lubią tego typu opowieści, pełne specyficznego rozmachu, penetrującego niepoznane dotąd zakamarki swojego ograniczonego świata. Bo mimo wszystko czytelnicy obyci w tego typu prozie, czy wielbiciele Neila Gaimana, którzy pragną nieco innego magicznego oderwania się od rzeczywistości, powieść Susanny Clarke mogą pochłonąć, delektować się nią, by w końcu odnaleźć objawienie. Jednak dla szerszej grupy odbiorców, szukającej „Harry’ego Pottera dla dorosłych” (jak reklamowano swojego czasu tę powieść), „Jonathan Strange i Pan Norrel” może okazać się nie tym, czego oczekiwali. Jak dla mnie, pozostawia poczucie magicznego niedosytu.

KomiksWielkobukowy56

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Księgarnią Internetową Bonito.

PodziękowanieBONITO02

**Po więcej powieści Susanny Clarke zajrzyjcie koniecznie na vloga! 🙂

Tydzień Blogowy #14

Bombla_TydzienBlogowy14

Moi Drodzy,

Kolejny tydzień lata już za nami, sobotnia sobota soboci się uroczo, ale… czasami w takie letnie dni ma się ochotę na małą przekąskę.

Dlatego też, tradycyjnie i weekendowo mam dla Was cały przepyszny zestaw linków blogowo-vlogowych z zeszłego tygodnia.

Do poczytania, oglądania i polubienia 🙂

Bo warto czytać.

O.

Czytaj dalej