„Wielki Gatsby” F. Scott Fitzgerald

Bombla_Gatsby

 

„Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość.”

Istnieją na świecie powieści, które podobno najlepiej jest przeczytać do pewnego wieku. Zanim jeszcze osiągnie się pewną wiekową granicę, która sprawi, że nie będziemy czerpać z historii takiej przyjemności jaką powinniśmy. Całe szczęście, udało mi się jeszcze przed trzydziestką zdążyć z poznaniem jednego z największych klasyków dwudziestowiecznej literatury, powieści o miłości, zdradzie i straconych złudzeniach, czyli „Wielkiego Gatsby’ego” F. Scotta Fitzgeralda. Książki, która w tym roku powróciła na szczyty list bestsellerów dzięki swojej najnowszej ekranizacji i po raz kolejny zawładnęła wyobraźnią czytelników z całego świata.

„Wielki Gatsby” („The Great Gatsby”) to opowieść niesamowita i przejmująca, która trafia do czytelnika tak dziś, jak prawie dziewięćdziesiąt  lat temu. Przepełniona symbolami, komentująca ówczesną rzeczywistość i porządek społeczny to także historia o niespełnionej miłości, ulotności marzeń i amerykańskiego snu o życiu idealnym, w pełni szczęścia. Narratorem „Wielkiego Gatsby’ego” jest Nick Carraway, młody wykształcony makler z Minnesoty, który w Nowym Yorku nabiera doświadczenia na rynku papierów wartościowych. Ma stabilną, spokojną pracę, prowadzi proste i w miarę ułożone życie kawalera, wprowadzając się do wyrafinowanej dzielnicy West Egg, na Long Island. Nick jest miły, sympatyczny i tolerancyjny. Jest szczery, ale nikogo nie ocenia, tylko obserwuje i dzięki temu towarzyska śmietanka uwielbia zwierzać mu się ze swoich sekretów.

A towarzystwo faktycznie jest wyjątkowe i ma o czym plotkować. Szalone lata dwudzieste XX wieku,   rozkwit ekonomiczny i pełna, chwilowa stabilizacja, tuż po pierwszej wojnie światowej wzmagają w ludziach, szczególnie tych z wyższych sfer, poczucie totalnego rozpasania. To czas nowych, kontrowersyjnych artystów, jazzu i lejącego się strumieniami szampana.  Pogoni za wielkim pieniądzem i… wielkim szczęściem, bez względu na poniesione koszty. Największe miasta Europy i Stanów Zjednoczonych co wieczór rozbrzmiewają gwarem, śmiechem i muzyką, trwa rozkwit kulturalny i nastaje czas bohemy.

Jednocześnie trwa obyczajowa odwilż. Dotychczasowe wartości moralne przestają mieć znaczenie, społeczeństwo zatraca się w dekadencji i upada coraz niżej. Liczy się tylko pieniądz, świecidełka i dobra, niekończąca się zabawa. Bohaterowie Fitzgeralda, tak jak jego znajomi z tamtych czasów, są rozpieszczeni, cyniczni, chciwi i pragną pławić się w sztucznym poczuciu przepychu i szczęśliwości. Wraz z ekonomicznym wzrostem rodzi się konsumpcjonizm napięty do granic możliwości, w którym pieniądze, złoto, diamenty i alkohol wydają się przepływać i rozpraszać bez końca.

Tamte postacie to ludzie około trzydziestoletni. Młodzi mężczyźni, bohaterowie wojny, która sprawiła, że wszystko co dotąd znali, ich wartości i pragnienia, obróciły się w proch, a po powrocie do domu wywołały euforyczną potrzebę nadmiaru i szaleństwa. Kobiety, które czekały z niecierpliwością na powrót narzeczonych i ukochanych, stały się księżniczkami otoczonymi wszelkim zbytkiem. Taki właśnie jest świat odmalowany ze wszystkimi szczegółami w „Wielkim Gatsbym” i towarzystwo, które przypadkiem poznaje Nick odwiedzając swoją bogatą kuzynkę Daisy Buchanan.

Daisy i jej mąż Tom są wręcz niebotycznie bogaci. W swoim własnym mniemaniu nie muszą robić już nic, bo osiągnęli wszystko co można i jedyne co im pozostało to walanie się po kanapach w ciągu dnia i wydawanie lub uczęszczanie na pełne przepychu przyjęcia u podobnych sobie ludzi. Są zblazowani i znudzeni tak sobą, jak i swoim życiem. Mają wrażenie, że widzieli już wszystko, byli wszędzie i przeżyli razem to co para mogła przeżyć.  U nich po raz pierwszy Nick słyszy plotki o swoim sąsiedzie – panu Jayu Gatsbym, który wydaje legendarne przyjęcia, tak szalone i przepełnione bogactwem jak tylko się dało w tamtych czasach, a nawet bardziej. Sam Gatsby jest równie legendarny jak jego przyjęcia, a po mieście i okolicach krążą o nim niesamowite historie, których nikt nie potrafi ani podważyć ani potwierdzić. Gatsby jest „wielki” w oczach wszystkich, bo wszyscy u niego bywają, ma największy dom, największy i najlepszy samochód, po prostu wszystko czym powinien imponować. On pierwszy zaprasza do siebie naszego narratora, dla którego żywi uczucia szczerego szacunku, bo ten nie pchał się do niego sam, tak jak wszyscy wokół, ale po prostu był jego sympatycznym sąsiadem i go obserwował, a przynajmniej tak wydaje się być z początku.

To właśnie dzięki temu zmysłowi obserwacyjnemu Nicka zauważamy, że całe to bogactwo otaczające jego wyjątkowego sąsiada to nic więcej jak maska. Fasada, skrywająca człowieka smutnego, pełnego tajemnic i ukrytej za sztucznymi uśmiechami melancholii. Gatsby tęskni za czymś zupełnie nieuchwytnym, czymś co utracił bezpowrotnie wiele lat wcześniej, zanim jeszcze został najbardziej majętnym człowiekiem w mieście.  Za swoją pierwszą i jedyną miłością – Daisy Buchanan. Nie widzieli się od pięciu lat, a jednak dla niego ta kobieta pozostaje najważniejszą istotą na ziemi, zwieńczeniem poszukiwań i wieloletniej ciężkiej pracy. Bo o ile wielu młodych mężczyzn z towarzystwa dziedziczyło fortuny po rodzicach i wielopokoleniowej wysokiej pozycji społecznej, tak twórcą sukcesu Jaya Gatsby’ego jest sam Jay Gatsby. Jego historia to ziszczenie amerykańskiego snu o karierze od pucybuta do milionera, gdzie ciężką pracą możesz wyjść na szczyt i pokonać uprzywilejowanych ich własną bronią.

Gwiazdą nakierowującą Gatsby’ego na sukces było czyste, nieskalane uczucie do Daisy, któremu towarzyszyła poczciwa wiara, że tak jak on lata czekał na nią, tak ona czekała na niego. Na jego nieszczęście stało się jednak zupełnie inaczej. Utraconej bezpowrotnie przeszłości nie da się przywrócić pragnieniem. Żadne pieniądze i bogactwa świata nie przywrócą miłości, jeśli ta miłość była jedynie chwilowa, podszyta pustym kaprysem młodości. Nie można odnaleźć nadziei tam, gdzie korupcja i libertyńskie zapędy zabiły szczere uczucia. Nie można cofnąć się w czasie i rozpocząć wszystkiego od nowa. Ciąg nieszczęśliwych wypadków, obietnic bez pokrycia i zazdrości zdradzonego serca doprowadza do tragicznego zakończenia tej opowieści o człowieku, którego życie i jego olbrzymi potencjał zostały pokonane przez pustotę i głupotę kobiety bez właściwości.

Uniwersalizm „Wielkiego Gatsby’ego ” tkwi w ideałach, do których początkowo mieli dążyć bohaterowie powieści, ale które zaginęły gdzieś po drodze, w trakcie ich niespełnionego, smutnego życia. W wartościach, które tkwią u podstawy człowieczeństwa, a które wtłoczone są w moralny system Stanów Zjednoczonych, czyli ciekawość świata, indywidualizm i dążenie do szczęścia. W szalonym pokoleniu straceńców, które od czasu do czasu odradza się, przybierając jego pomniejsze formy i dążąc ku nieuniknionej zagładzie dokładnie tak samo jak ich przodkowie sprzed lat. Próbujące dogonić przeszłość, marzenia i miłości, które dawno umarły i które nigdy już nie powrócą, pozostawiając ich pusto spoglądających na rozpadający się przed ich oczami świat pozorów i iluzji.

O.

„Piąta fala” Rick Yancey

Bombla_PiataFala

W ostatnich latach dział literatury młodzieżowej w księgarniach na całym świecie powiększył się o setki, a nawet tysiące nowych pozycji. Pisanie dla młodszej publiczności stało się modne dzięki globalnemu sukcesowi powieści typu „Zmierzch”, a z czasem na tyle popularne, że każdy pisarz, który nie wie o czym chce pisać, zabiera się za książkę o wampirach w liceum, czy wilkołakach w gimnazjum, by choć trochę zyskać na popularności. Cykl „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins, w którym ukazana jest bezwampiryczna, dystopijna wizja przyszłości i sensowni, realistyczni bohaterowie pozbawieni paranormalnych zdolności, jest nie lada perełką na półkach zatłoczonych identycznymi powieściami dla młodzieży.

Nie inaczej jest z najnowszą książką Ricka Yanceya, pierwszą częścią jego nowej, apokaliptycznej trylogii, zatytułowaną „Piąta fala”. W tym wypadku stara, dobra inwazja kosmitów jest pozytywnym oderwaniem się od kopiujących paraliteracki twór Stephenie Meyer nastolatkowych historii. Tym bardziej, że sama opowieść do tematu podchodzi bardzo nowocześnie i z ciekawym fabularnym twistem. Widać, że autor miał własny pomysł na temat kosmicznego konfliktu i umiejętnie wykorzystał swoje pisarskie doświadczenie, by stworzyć coś świeżego. Miejscami można nawet rozpoznać inspiracje Yanceya, jak na przykład powieść Grega Beara „The Forge of God”, czy serial produkcji Stephena Spielberga Falling Skies.

„Piąta fala” to historia o rodzinie, sile przetrwania, wierze w ludzkość i samego człowieka. Skąd tytuł? Otóż, inwazja obcych przebiega tu etapowo, falami właśnie. Cel jest prosty: pozbyć się ludzkości, powodując jak najmniej strat dla samej planety. Pierwsza fala była potężnym impulsem elektromagnetycznym, który sprowadził na Ziemię ciemność i zniszczył sieci energetyczne. Pochłonęła około miliona ofiar.  Druga fala to wielka powódź, która unicestwiła 3 miliardy osób. Trzecia fala to zaraza, mutacja krwawej gorączki, czyli wirusa Eboli. Ta trwała najdłużej, zabijając około 97% z pozostałych czterech miliardów. Czwarta fala wciąż trwa, a jest to przebudzenie uśpionych agentów, zwanych uciszaczami. Ludzkość powoli odchodzi w zapomnienie, a ostatnie grupy niedobitków walczą o przetrwanie. Piąta fala, czyli ostateczne rozwiązanie, nadchodzi nieuchronnie. Wydaje się, że nic już nie będzie w stanie jej powstrzymać, a losy Ziemi i jej mieszkańców są przesądzone.

Akcja powieści rozgrywa się w trakcie trwania czwartej fali. Poznajemy główną bohaterkę, która jest zarazem narratorką opowieści i wprowadza nas w opustoszały, smutny świat u schyłku zagłady. Cassie ma niesamowite szczęście, o ile można w ogóle mówić o szczęściu w tych okolicznościach. Wraz z nią przetrwał jej ojciec i młodszy brat – Sam. Po śmierci mamy, którą zabił śmiercionośny wirus, rodzina wyrusza szukać schronienia w pobliskich lasach, gdzie podobno zebrała się grupa tych, co przeżyli. Niestety, inwazja sprawiła, że ludzie nie są już tacy jak przedtem. Nikomu nie należy ufać. Wybór sojuszników nie jest tak łatwy, jak mogłoby się wydawać. Ostatecznie Cassie zostaje sama. Musi walczyć. A cena jest bardzo wysoka – życie lub śmierć ukochanego braciszka. I jak się z czasem okazuje, jej i jego człowieczeństwo.

Przy tworzeniu dobrych historii dla nastolatków sprawdza się znajomość tematu i kontakt ze współczesną młodzieżą. Rickowi Yanceyowi w kreowaniu bohaterów i realistycznych relacji między nimi pomagał młodszy syn. Dzięki temu postacie, jakie poznajemy w „Piątej fali”, są wiarygodne i naturalne. Wzięte prosto z życia i ze szkolnych korytarzy. Po prostu realistyczne. Zarówno monolog Cassie, jak i dialogi między innymi bohaterami płyną wartko i płynnie. Ta płynność odbioru tekstu nie jest hamowana sztucznością, czy żenującymi słownymi wstawkami sprzed ćwierćwiecza, co często zdarza się u dojrzałych pisarzy.

Paradoksalnie to, co jest największym atutem tej powieści, jest także jej największym minusem, jeśli spojrzeć na tę historię z perspektywy dorosłego odbiorcy tekstu. Autor stworzył na tyle realistycznych bohaterów, że pozostaje nam jedynie obserwować zmagania dojrzewającej dziewczyny czy chłopaka, bez żadnych elementów, które przypasowałyby starszym czytelnikom. Opisy są proste, niezbyt szczegółowe. Sytuacja i to, co wydarzyło się na świecie, opowiedziane są w szczery, prosty sposób – bardzo uczuciowo, z dużą dawką buzujących hormonów, prosto na papier. Bez zbędnego filozofowania. Nic na wyrost, ale dokładnie tyle, żeby nie znudzić młodego czytelnika. Biorąc do ręki tę książkę, nie trzeba się obawiać niepoprawnych treści – wtłoczonych na siłę w świat nastolatków fantazji kobiet w średnim wieku. Nic z tych rzeczy. „Piąta fala” to książka o i dla młodych ludzi.

Wracając do bohaterów, pozytywnie zaskakuje również brak w ich charakterystyce cech istot idealnych, o niewiarygodnych umiejętnościach, typu doskonała znajomość technik survivalu, sztuk walki, czy posługiwania się bronią. Główna bohaterka uczy się wszystkiego po kolei, intuicyjnie. Trenuje, ponosi porażki i próbuje od nowa, by pokonać słabości typowe dla kilkunastoletniej dziewczyny. Jej ciało nie jest z tytanu – łamie się, rani i krwawi prawie non stop, odpowiadając w ten sposób na trudne i twarde warunki nowego życia. Natomiast każdy jej wybór, każda decyzja zostają dokładnie wytłumaczone i pasują do całokształtu postaci.

„Piąta fala” to opowieść o przemijaniu, śmierci i utracie, ale przede wszystkim o przetrwaniu i tej wewnętrznej sile, która pozwala iść na przód, pomimo wszelkich przeciwności losu. Nawet wtedy, gdy przyszłość wydaje się być niepewna, a totalna zagłada jest bliżej, niż myślimy. To także historia nastolatków i dzieciaków, dla których naiwne, beztroskie czasy skończyły się wraz z pojawieniem się wielkich statków na okołoziemskiej orbicie. To książka o walce o ostatnie iskry człowieczeństwa, jakie zostały w pokonanej ludzkości, i o ich próbie wskrzeszenia, pomimo iż wydają się być utracone na zawsze. O miłości, przyjaźni i nadziei. Co prawda pierwsza część trylogii Ricka Yanceya nie sprawdzi się jako lektura dla dorosłych, jednak z pewnością ma potencjał, by stać się jedną z lepszych i silniejszych pozycji literatury młodzieżowej. W końcu to z myślą o nich i dla nich Yancey napisał historię Cassie.

O.

* Recenzja napisana dla portalu Gildia.pl, która ukazała się przedpremierowo 21 lipca, a którą można przeczytać także tutaj.