„Przebudzenie” Stephen King

Bombla_Przebudzenie

 

“Darkness there, and nothing more.”

Raven, Edgar Allan Poe

“It would mean that all these terrible things – these horrors – were meant to happen. If that is so, then there is no such thing as light, and our belief in it is a foolish illusion. If that is so, we live in darkness like animals in a burrow, or ants deep in their hill.
And not alone.”

Revival, Stephen King

Co dzieje się z człowiekiem, gdy umiera? Dokąd zmierza dusza, gdy opuszcza ciało? Czy po śmierci istnieje jeszcze jakaś inna forma egzystencji? Niebo? Piekło? Jakaś mityczna kraina, cel sam w sobie? A jeśli jedynie pustka planet, wielki ból, jak śpiewał Muniek, gdzie życie to jedynie przypadek i nie kieruje nim jakikolwiek wyższy cel? Co, jeśli wszystkie religie świata to jedynie ułuda, iluzja, którą ze strachu tworzymy sobie, by łatwiej było nam odejść? Ostatnia nadzieja, brzytwa, której chwyta się tonący? Dziesiątki podobnych pytań, dziesiątki wątpliwości i niezbite poczucie, że gdzieś tam jest ktoś, coś, ktokolwiek, kto sprawi, że, gdy zgasną światła, opadnie kurtyna i zostaniemy sami ze sobą, to jednak pojawi się ręka, która nas poprowadzi. Życie na ziemi, życie doczesne jest wtedy o wiele łatwiejsze, troski i zmartwienia dnia codziennego nie są już tak okrutne, gdy gdzieś tam istnieje obietnica lepszego świata po śmierci. Oby to była prawda, oby nie okazało się, że jedynie wielki wszechświat i coś, co czai się w odwiecznej ciemności.

Po ostatnich latach ukrywania strachu pod skrawkami opowieści z pogranicza grozy i kryminałów, historii o ufo i podróżach w czasie, Stephen King wraz z „Przebudzeniem” („Revival”) powraca w wielkim stylu, przypominając, że to jemu należy się wciąż korona i królestwo horroru. Wzorem najlepszych z najlepszych, mistrzów gatunku, którym dedykuje swoją najnowszą powieść, idzie dalej niż kiedykolwiek i ożywia demony spoza czasu i przestrzeni. To już nie są duchy lasu, zasnęły zjawy i wampiry, ukryli się mieszkańcy obcych planet – nadszedł czas panowania prawdziwego TERRORU. Sprzed eonów czasu, zza zwielokrotnionych wymiarów, z krain niezrozumiałej geometrii i kątów nieuchwytnych dla oka. King, dojrzały jak nigdy do tej pory, pewny i bogaty w lata doświadczenia kreuje historię, która nieuchronnie zmierzając do końca próbuje odpowiedzieć na najbardziej fundamentalne pytanie: co odnajdziemy pod drugiej stronie, za kotarą śmierci?

Ścieżki Jaimego Mortona i wielebnego Charlesa Jacobsa przecinają się systematycznie od 1962 roku, gdy po raz pierwszy cień pastora padł na małego chłopca, bawiącego się żołnierzykami. Ten cień pozostanie już z Jaimem na zawsze. Cień, który niesie za sobą obalenie dogmatów kościoła, okrutny nałóg, śmierć bliskich mu osób. Przez wszystkie lata Jacobs powraca, od czasu do czasu wyłania się z mrocznych zakamarków życia i na nowo nawiedza życie Jaimego. Kiedyś, dawno temu pastor rzucił wyzwanie Bogu i swoim wiernym. Po śmierci żony i syna w makabrycznym wypadku postanawia resztę życia poświęcić swojej jedynej, największej pasji, obsesji – zgłębianiu tajemnic elektryczności. Jacobs wierzy w istnienie iskry życia, która przepływa przez wszystkie żywe organizmy, a którą przywrócić można nawet, gdy wydaje się, że już zgasła. Prowadząc w sekrecie swoje eksperymenty, naraża życie dziesiątek ludzi przez lata, dokonując tytułowych przebudzeń, czyli uzdrowień, gdy energią elektryczną pokonuje nawet śmiertelne choroby. Tym samym wydziera moc temu, co dawniej nazywał Bogiem. Szlaki Jaimego i wielebnego mają przeciąć się raz jeszcze, gdy przychodzi czas na ostatnią, największą próbę.

„Przebudzenie” nie jest horrorem w typowym tego słowa znaczeniu. Akcja dojrzewa, ze strony na stronę, powoli i bez pośpiechu. Bo tak naprawdę, to nie ma się dokąd spieszyć. Każdy element, nawet ten najpowszedniejszy, najzwyklejszy, idealnie wpasowuje się w układankę, tworząc pełną, okrutną wizję końca człowieka. Kto zna bądź pamięta twory umysłu H.P. Lovecrafta, ten poczuje zew, przypomni ukryty wewnątrz niepojętych wizji strach i zrozumie płynące z powieści przesłanie. Tak jak u największych twórców weird fiction, King oscyluje między tym co realne a tym co na granicy obłędu, niepojęte i niezrozumiałe. To, co Obce i Inne staje się częścią codzienności bohaterów, podważając ich wiarę, jak i negując zasady wszechświata, na jakich opierali się do tej pory. To horror, który odbiera nadzieję. Odrzuca wiarę. Mąci umysły. To wrzask spoza eonów czasu, któremu należy się poddać, a który zabija od środka, bo kwestionuje nawet podstawy, jak same życie i śmierć.

Historia wielebnego Jacobsa i Jaimego to także, po części odniesienie do dziejów Wiktora Frankensteina i jego Potwora z powieści Mary Shelley. Tak samo jak szalony doktor, tak i wielebny niejako kształtuje i kreuje umysł Jaimego, by zostawić go samemu sobie. Negując dogmaty wiary naznacza go już na zawsze, w jakiś sposób upodabnia do siebie, jednak wyłącznie w tych aspektach, które uważa za koniecznie w swoich przyszłych eksperymentach.  Koleje losu zarówno jednego, jak drugiego bohatera ukazują możliwe ścieżki, które człowiek obrać może w poszukiwaniu prawdy, dociekaniu i poświęcaniu wszystkiego, by wyjaśnić zagadki uniwersum. Można wziąć wszystko na wiarę, zaufać „wyższej sile” i nie zanurzać się w bezkresy wszechświata. A można zadawać trudne pytania i nie poddawać się, nawet wtedy, gdy odpowiada jedynie cisza.  Jednak istnieją tajemnice, których lepiej nie odkrywać. Lepiej nie nurkować w odwieczne ciemności, bo wcale niekoniecznie to, co tam odnajdziemy musi odpowiadać temu, czego się spodziewaliśmy. Może być gorzej. O wiele potworniej. A potworność niezbyt dobrze robi ludzkiej świadomości.  Lepiej nie wiedzieć, co czeka za ciemną kopułą z gwiazd, które niby czuwają nad naszymi głowami.

„Przebudzenie” Stephena Kinga to jego najmocniejsza i najlepsza powieść od lat. Król Horroru odzyskał głos i jest to głos, od którego nie sposób odwrócić uwagi. Poczucie odosobnienia, drepczącego krok w krok terroru nie opuszcza czytelnika już od pierwszych stron powieści. Czekamy na załamanie, na kryzys, na błyskawicę, która ożywi to, co przyczaiło się wokół bohaterów. To oczekiwanie stanowi podstawę atmosfery niesamowistości, jaką stworzył King. Los, przeznaczenie, opatrzność – to wszystko staje po stronie światła, by zmierzyć się z czernią czarniejszą niż wszystko do tej pory. Są tu wątki autobiograficzne, są nawiązania do innych powieści pisarza, są wątki, o które zahaczył już kiedyś, gdy jeszcze „bawił” się strachami z szafy. Teraz zabawa się skończyła. King wyciągnął rękę ku prawdzie i jak dawni mistrzowie zmierza w kierunku najtrudniejszych pytań o sekrety samego wszechświata.

O.