Site icon Wielki Buk

„Pieśń dla Elli Grey” David Almond – recenzja

Byli młodzi. Byli niewinni. On, piękny król Tracji. Kiedy trącał struny swojej liry wszystko wkoło mu wtórowało. W muzyce zatracały się ptaki, drzewa, cała natura Ona, urocza nimfa drzewna hamadriada, towarzysząca mu w jego wędrówce. On i Ona. Orfeusz i Eurydyka. Zakochani do nieprzytomności. Szczęśliwi, aż do chwili, gdy ktoś inny dostrzegł jej piękno i postanowił zdobyć dziewczynę za wszelką cenę. Ona umiera, On myśli, że traci ją na wieki, ale bogowie dają mu ostatnią szansę może ją odzyskać. Jest tylko jeden warunek

Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała.
Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie.
Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy umarła.

Orfeusz i Eurydyka Czesław Miłosz

Teraz Orfeusz wraca. Znów młody, piękny, kuszący z lirą pod pachą, jakby wcale nie minęła wieczność. I znów śpiewa, by oczarować serce kolejnej Eurydyki. Jego wybranką zostaje nastoletnia Ella, wrażliwa na muzykę świata. Czas, by wybrzmiała Pieśń do Elli Grey Davida Almonda.

Na swoją obronę miał lirę dziewięciostrunną.
Niósł w niej muzykę ziemi przeciw otchłani,
Zasypującej wszelkie dźwięki ciszą.
Muzyka nim władała. Był wtedy bezwolny.
Poddawał się dyktowanej pieśni, zasłuchany.
Jak jego lira, był tylko instrumentem.

Orfeusz i Eurydyka Czesław Miłosz

Claire i Ella są niemal nierozłączne. Przyjaciółki niemal na śmierć i życie, potrafią zasypiać wtulone niczym małe dziewczynki. Znają siebie na wylot, chociaż obie pragną czegoś zupełnie innego. Claire, nieco bardziej pragmatyczna, już wie, że zbliża się nieuchronny kres niewinności. Ella nie wie na razie nic, a raczej boi się tego, co nieuniknione. Kiedy znikąd pojawia się Orfeusz, ze swoją magiczną muzyką, która porywa serca dźwiękami liry, to właśnie Ella odpowiada całą sobą na jego zew. I zatraca się w pierwszej miłości. To jej historia.

David Almond na nowo obudził do życia mit, przywołał go z zaświatów i ubrał we współczesną opowieść o szaleństwie młodości, o nastoletniej miłości, o ostatnim tchnieniu niemal dziecięcej, szalonej radości. Potem już tylko dorosłość, odpowiedzialność, decyzje, które mogą naznaczyć całe życie. Ale zanim nadejdzie szarość, niech nastanie ostatnie święto nieustającej szczęśliwości! Taniec, śpiew, dzikość serca na równie dzikich plażach. Mrok rozprasza płomień, smutek okrzyki radości. Dzieciaki łapczywie chwytają chwile, pochłaniają każdy moment, wsłuchują się w muzykę świata, a ta wybrzmiewa tragiczną nutą Orfeusza. Zanim tryśnie krew, zanim fale porwą ostatnią namiastkę wolności, młodzież sama stworzy mit o sobie i zapamięta go na zawsze.

Być może tajemnica tkwi w naszej młodości, która, jak powszechnie wiadomo, jest stanem obłąkania. Może w każdym człowieku tkwi pewien pierwiastek szaleństwa.

Pieśń dla Elli Grey to niezwykle poetycka, pięknie napisana opowieść dla wrażliwych, młodych czytelników, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w życiu, ale wciąż jeszcze im daleko do ostatecznych wniosków. David Almond wykorzystał mit, by opowiedzieć uniwersalną historię pierwszej wielkiej miłości i okrutnej śmierci, która potrafi złapać młodość w sidła melancholii. Jego Orfeusz jest pradawną siłą, która tuła się po świecie, wybrzmiewa w muzyce codzienności, ale tylko nieliczni są w stanie odnaleźć z nim wspólna harmonię. Niewinne kobiety, ich niedokończone życia, pieśni urwane w pół zdania Nowe Eurydyki.

Pieśń dla Elli Grey jest delikatna jak szum wiosny w pierwszych liściach drzew, potężna jak huk fal w wietrzną noc, rozpaczliwa, niczym krzyk z głębin przeklętej duszy. Wspaniała lektura, która wzburzy serca dorastających czytelników.

O.

FABUŁA:

TEMATYKA:

DLA KOGO?

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa. <3

**Zapraszam na filmik!

Exit mobile version