
Słowiańskie horrory, bo nie ma to jak niesamowita Słowiańszczyzna i pradawne demony.
„Przeklęte Licho” Gołkowski i Głowacki
Zacznijmy od podstaw. „Przeklęte Licho” to gra paragrafowa, czyli pełnoprawna powieść, w której to my – czytelnicy i gracze – podejmujemy decyzje, a od nich zależy los naszego bohatera. Do gry wystarczy w zasadzie ołówek. I tyle. Czytamy, wybieramy ścieżki naszej postaci, a cel jest jeden: nie zginąć. Zginęłam czterokrotnie, a i tak finalny los mojego bohatera z bohaterskim losem nie miał nic wspólnego.
Wyobraź sobie, że razem z bratem weszliście do pradawnej Puszczy, coś wam się przytrafiło, wyszedłeś sam. Nic nie pamiętasz, ale wiesz jedno: jesteś przeklęty. I musisz znów wrócić do Puszczy, bo… Licho, z którym podpisałeś pakt nie śpi. I czeka.
„Przeklęte Licho” to darkfolk fantasy, czyli fantastyka mrocznej wiochy – dosłownie. Jesteśmy zwykłym ziomeczkiem, mieszkańcem wioski, której mieszkańcy do lasu nie wchodzą, bo to nie las, ale Puszcza przez duże P i tam rządzą istoty potężniejsze i starsze od ludzi. Gołkowski i Głowacki bawią się niesamowitą słowiańszczyzną, tworzą jej widowiskową fantastyczną odsłonę, a ich książkowa gra to frajda jakich mało.
Co ciekawe – to naprawdę jest growe doświadczenie. Ta historia należy do autorskiego uniwersum Strigovia, który stworzyli Gołkowski i Głowacki, ale jest o wiele bardziej przystępna dla tych, którzy z RPG nie mają za wiele wspólnego. To jest powieść fantasy. Nastrojowa, mroczna, dramatyczna, a śmierć naszego bohatera (jakkolwiek nie pozwolimy mu zginąć) bywa po prostu przygnębiająca.
To chyba główna różnica między nieco dresiarską atmosferą „Pana Lasu” Łukasza Orbitowskiego a klasycznie baśniowo-fantastyczną konwencją „Przeklętego Licha”. Jestem ciekawa, która odsłona bardziej przypadnie Wam do gustu.
„Pan Lasu” Łukasz Orbitowski
To również jest gra paragrafowa i wielki powrót Łukasza do horroru. Na dokładkę – przednia zabawa w słowiańskim klimacie. Historia Krystiana, który razem z ojcem ma wyremontować stary dworek myśliwski w lesie. Niestety, to nie takie proste, biorąc pod uwagę to, co czyha wokół. Od nas zależy, czy Krystianek ujdzie z życiem!
„Żywok” Magdalena Sobota
Prawdziwa perełka ze słowiańskim sznytem. Historia wioski ukrytej w górach i sekretu, który żyje tam pośród drzew. To groza, która działa na wszystkie zmysły i przenosi nas do miejsca mrocznego, tajemniczego, niezbadanego. Do starego lasu, gdzie żyją istoty starsze od ludzi. Pełen zachwyt grozy.
„Gałęziste” Artur Urbanowicz
Opowieść o parze studentów, która wybiera się na wycieczkę w lasu Suwalszczyzny. Nie zdają sobie jednak sprawy, że w tych okolicach nic nie jest takie, jak może się wydawać. Tutaj można zabłądzić w lesie, dostrzec postać między drzewami, zagubić się w echach drzew. Można też stać się świadkiem budzących się do życia legend. Trochę strasznie, trochę tajemniczo, a słowiański twist robi wrażenie
„Zarzewie mroku” Mateusz Libera
Ta powieść jest jak słowiańskie, rodzime Stranger Things, czyli horror młodzieżowy o tych jednych wakacjach, które miały być sielskie, a skończyły się koszmarem z innego świata. Świata pradawnych wierzeń i istot, które nie powinny mieć już prawa istnieć. A jednak.
„Płachytka” Anna Musiałowicz
Słowiańska współczesna groza o klątwie, która snuje się i zaraża kolejne pokolenia. Tytułowa PŁACHYTKA to słowiański demon zarazy, który przyjmuje formę dryfującego na wietrze prześcieradła lub rozwianej kobiety o jasnych włosach, zaczepnych palacach i długiej sukni. Niczym wirus…
„Dziki Łów” Marek Chmielewski
Niech Was nie zmyli Południca na okładce, bo ta historia nie ma z nią nic wspólnego. Natomiast pojawia się tutaj BESTIA. Coś pierwotnego, nienazwanego i tajemniczego. Chmielewski zabiera nas w chojnickie lasy i tam snuje opowieść skażoną krwią i zewem mordu.
On jest hyclem, ona dziennikarką. On topi smutki w alkoholu. Ona chce zabłysnąć. Połączy ich tajemnicza seria makabrycznych morderstw. I stary dziennik średniowiecznego łowcy potworów.
Nasz główny bohater i jego „przemyślenia” są niestrawne na dłuższą metę, ale koncept pradawnych wierzeń, które przeistoczą się w coś współczesnego – bardzo ciekawy. Kilku szlifów tu zabrakło, trochę za dużo chaosu miejscami, a jednak do końca nie byłam pewna czym jest ta istota i czy czymś jest faktycznie. A to się ceni.
Bo warto czytać.
O.
*We współpracy z Wydawnictwem MUDUKO.
