Bezsenne Środy: „Pogrzebani” Guy N. Smith – recenzja PATRONACKA

„Pogrzebani” Guya N. Smitha to kolejny tytuł od mistrza horroru klasy B, który nie raz i nie dwa wystraszył swoich czytelników – a to mumią, a to żarłocznymi krabami, a to bestią z bagien. Tym razem zabiera nas w podziemia pewnej kopalni…

Czytaj dalej

Te opowieści o przemijaniu musisz znać!

Moi Drodzy,

To już na Wielkim Buku coroczna tradycja! Kiedy za oknem snują się mgły, gdy przenikliwe wiatry hulają, waląc w okiennice, pożółkłe liście tańczą swój ostatni taniec, a deszcz bębni nocami o szyby to znaczy, że zbliża się jedyna taka noc w roku, noc, kiedy przesłona pomiędzy światem żywych i umarłych jest najcieńsza. Noc, podczas której każda godzina jest godziną wilka, każdy cień na ścianie może nie być tym, czym się wydaje. W tę właśnie noc lepiej nie zaglądać pod łóżko, w oknie zapalić latarenkę, może nawet wydrążyć prześmiewczą dynię, by wszystko to, co krąży wokół wiedziało, że są dla nich miejsca niedostępne, progi, których przestąpić nie mogą. Wigilia Wszystkich Świętych, czyli HALLOWEEN! Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: Książki na HALLOWEEN!

Bombla_Halloween

 

 „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?”

Ano właśnie – co to będzie? Co nadchodzi wielkimi krokami? Święto Duchów! Dzień Wszystkich Świętych! Dziady! Halloween! Ta jedna jedyna noc w roku, gdy ta cieniutka bariera pomiędzy naszym światem, a tym zza drugiej strony lustra na kilka godzin zanika i otwiera wrota do królestwa zjaw, duchów, demonów i wszelkich potworów! To czas wyjątkowy, bardzo mroczny i straszny, gdy wszelkie lęki, straszydła i fobie zyskują swój odpowiednik w rzeczywistości. Niczego nie można być pewnym tej nocy. Maska wcale nie musi być maską, a cień na ścianie niekoniecznie zwyczajnym cieniem. Cukierki, psikusy i rozjarzone uśmiechy. Chichot w powietrzu. Zapach palonych liści i rozgrzanych dyń, odstraszających to, co mogłoby nas skrzywdzić. Zapal lampki! Pamiętaj o zmarłych! 31 października, zanim zegar wybije dwunastą, strzeż się ciemności!

Właśnie po to, by z godnością przetrwać tę najstraszniejszą noc w roku, przygotowałam dla Was do okopania się w kocach cały zestaw książkowych propozycji do straszenia się z dystansu 😀 Bo kiedy się straszyć, jak nie w Halloween? Kiedy szczękać zębami, jak nie w Dziady? Kiedy poddawać się lękom, dumnie stawiać im czoła, jak nie tej nocy właśnie?

Specjalnie dla Was, do zaczytania i zachwycania się horrorowo-groźna klasyka w najlepszym wydaniu, tematycznie, żeby łatwiej było Wam wyszukać ulubione straszydło – wszystkie tytuły sprawdzone, przeczytane, o każdym rozpisałam się sporo w swoim czasie i mogę obiecać, że straszą prawdziwie 😀

Cmętarz1. Gdy boisz się DEMONÓW: „Cmętarz Zwieżąt” Stephen King

Nie będę ukrywać – to moja ukochana powieść Mistrza, której kunszt straszenia, budowanie napięcia i rozwiązanie akcji świadczą jedynie o geniuszu Kinga. Niesamowita opowieść o próbie pokonania śmierci. O tych, co wracają, chociaż wrócić wcale nie powinni, bo „śmierć to śmierć”, jak powiedział jeden z bohaterów serialu LOST. Nie można jej pokonać. Nawet, gdy ktoś lub coś stwarza taką iluzję. Z zaświatów już nie ma ucieczki. Nie ma drugiej szansy. Uczucia nie grają roli. Nie mają znaczenia. Nawet na indiańskiej ziemi. Do poczytania TUTAJ.

Kleszcze2. Gdy boisz się DUCHÓW: „W kleszczach lęku” Henry James

Klasyka literatury, która fascynuje czytelników i krytyków od dziesiątek lat. Dwoje dzieci. Aniołków. Istotek perfekcyjnych. Wielki dom i wspomnienie bulwersującego romansu. I jedna guwernantka, która widzi więcej niż powinna. O niewinności na pokaz. O wskazówkach ukrytych w najmniejszych gestach. O tajemnicach i sekretach. Geniusz dwuznaczności. Opowieść idealna. Do poczytania TUTAJ.

dracula3. Gdy boisz się WAMPIRÓW: „Dracula” Bram Stoker

W wampirzej kwestii najlepiej zawsze odwołać się do klasyki, zanim postanowi się sięgnąć do nowoczesnych nastolatkowych wynaturzeń. Absolutna rewelacja i krwiopijczość w najczystszej, prawie pierwotnej postaci. Hrabia Dracula fascynuje, kusi, przyzywa. Jest tu namiętność. Jest miłość. I Zło. Zło, którego korzenie sięgają początków świata. Są też przesądy. I Transylwania. I epistolarna forma wypowiedzi. Nietoperze i wilki też. Trzyma w napięciu do ostatniej strony. Do poczytania TUTAJ.

JekyllHyde4. Gdy boisz się CIEMNEJ STRONY LUDZKIEJ DUSZY: „Dr Jekyll i Pan Hyde” Robert Luis Stevenson

Najpierw pojawia się zamysł. Taka myśl, gdzieś w środku, że człowiek ma dwie twarze. Czasami ta druga twarz, zupełnie ukryta jest okrutna, pierwotna, zawiera w sobie i miesza nasze id i najgorsze instynkty z możliwych.  Nie pomoże żadna maska, nie pomagają wrodzone zasady – coś pęka i wypełza na zewnątrz, by torturować, badać i zabijać. Z dziecięcym wręcz entuzjazmem i ciekawością istoty, która wie, jak zadawać ból i  wywoływać cierpienie. Fascynująca wizja upadku człowieka. Do poczytania TUTAJ.

Frankenstein5. Gdy boisz się ZOMBIE: „Frankenstein” Mary Shelley

To takie zombie, nie-zombie, bo przecież potwora Frankensteina rzadko kojarzy się z powstałymi z grobów. Ale… zanim nakrzyczycie, to przypomnę tylko, że Wiktor Frankenstein stworzył potwora z martwych elementów wisielców i wygrzebanych trupów (więc czuć tutaj młodziutki XIX-wieczny zamysł zombie). I powołał iskrą do życia, by w końcu porzucić w przerażeniu. A jego potwór krąży i zabija, bo pomimo, iż był dobry i poczciwy z natury, to człowiek nie zna litości dla tego, co obce i inne. Smutny i wspaniały kawał doskonałej powieści. Do poczytania TUTAJ.

Wendigo6. Gdy boisz się SAMOTNOŚCI W CIEMNYM LESIE: „Wendigo” Algernon Blackwood

Odległa, pogrążona w październikowej ciszy nadchodzącej zimy kanadyjska dzicz, z dala od cywilizacji. A w niej czterech myśliwych. I puszcza, która należy do rdzennych mieszkańców tych ziem i zamieszkała jest, według ich wierzeń, przez istoty starsze i potężniejsze od ludzi. Spoza czasu. Spoza przestrzeni. Jest tu poczucie osaczenia i osamotnienia. Jest głód i zimno, które przenika do szpiku kości. Są ślady na śniegu prowadzące donikąd. Jest krzyk w zmrożonym powietrzu. I śmierć. Wspaniała wizja potężnej przyrody, która budzi zew pierwotnej wolności. Do poczytania TUTAJ.

SzcześliwaZiemia7. Gdy boisz się ZAMKOWYCH PODZIEMI: „Szczęśliwa Ziemia” Łukasz Orbitowski

Przyjaciele z dziecięcych lat. Ostatnie lato. Taniec w podziemiach i marzenia, które mogą się spełnić. I spełniają się, chociaż ich konsekwencje nie są wcale takie, jak by ktokolwiek się spodziewał. Jest ból. Strata. Tęsknota. Jest stary zamek i tajemnica w jego korytarzach. Żywa legenda. I jest miasteczko bez przyszłości, którego sekrety przechodzą z pokolenia na pokolenie. O sile przyjaźni. O konsekwencjach marzeń. O poświęceniu. Do poczytania TUTAJ.

Nawiedzony8. Gdy boisz się NAWIEDZONYCH DOMÓW: „Nawiedzony” Shirley Jackson

Jeśli istnieje jakaś powieść o nawiedzonym domu, która zaczyna się tak niewiarygodnie jak powieść Shirley Jackson, to aż trudno byłoby mi w to uwierzyć. To historia miejsca, które jest do gruntu złe. Miejsca, które torturuje i zabija swoich mieszkańców. Domu złego. Do pokrzykiwania w ciemnościach. Do poczytania TUTAJ.

WitchWater9. Gdy boisz się CZAROWNIC I CZAROWNIKÓW: „Witch Water” Edward Lee

Powieść perwersyjna. Przesiąknięta seksualnością. Przesycona pradawną wiedzą. O człowieku, który lubił patrzeć. I pewnego dnia, w miejscu, w którym nigdy by się tego nie spodziewał dojrzał coś, co zamiast wyciągnąć go z uzależnienia, wzmocniło jedynie potrzebę obserwacji. Pradawne rytuały. Krwawe ofiary. Kocioł pełen tajemnic. Autor makabry w rozkwicie. Do poczytania TUTAJ.

Nos4A210. Gdy boisz się NIEŚMIERTELNYCH MORDERCÓW: „NOS4A2” Joe Hill

Kiedy Stephen King skacze sobie po gatunkach i zapomina czemu zwany jest Mistrzem Horroru, to jego wspaniały syn kontynuuje dzieło ojca w perfekcyjny, najlepszy sposób z możliwych. To horror przedświąteczny, samochodowy, wampiryczny, ze śniegiem i zapachem pierniczków w powietrzu. Porządnie straszy. Do poczytania TUTAJ.

ZewCthulhu11. Gdy boisz się GŁĘBIN I SZALEŃSTWA: „Zew Cthulhu” H.P. Lovecraft

Opowieść, z której narodziła się moja fascynacja Pradawnym Cthulhu. Obsesja głębin. Szaleństwo tworzenia. Tytaniczne miasto powstałe z morskiej piany. Koszmar, z którego już nie można się otrząsnąć. Próba utrwalenia nieuchwytnego. Obrazy spoza czasu. Kult istoty istniejącej od eonów wieczności. Do zachłyśnięcia się obłędem. Do pogrążenia się w odmętach oceanów. Do poczytania TUTAJ.

Seed12. Gdy boisz się OPĘTANIA: „Seed” Ania Ahlborn

Kiedy dziecko się zmienia, jego zachowanie ni stąd ni zowąd deformuje się nie do poznania, a w oczach pojawia się złośliwy błysk, wiedz, że dzieje się coś niedobrego. Gdy pojawia się wokół niego ciemność, a w głosie słychać nieznaną do tej pory nutę okrucieństwa – nie można tego ignorować. Nie można wypierać. Trzymająca w napięciu historia przekształcania się dziecka w potwora. O utracie niewinności i genetycznej skazie, która powraca, nie dając o sobie zapomnieć. Do poczytania TUTAJ.

Terror13. Gdy boisz się ŚNIEŻNYCH OTCHŁANI: „Terror” Dan Simmons

Horrorowy potwór dla wszystkich wielbicieli morskich opowieści, podróży na krańce świata i legend ożywionych w połaciach wiecznego lodu. Fikcyjna historia o prawdziwej wyprawie w poszukiwaniu przesmyku na północnych szlakach. O szaleństwie jakie rodzi wszechogarniająca biel. O mitach, które znajdują swoje źródło w lodowych jaskiniach. O ludziach, którzy gotowi są na wszystko, by przetrwać. Kolos do zachwycania się. Do poczytania TUTAJ.

Golem14. Gdy boisz się GOLEMÓW: „Golem” Edward Lee

Golem to istota zrodzona z gliny, krwi i słowa. Istota, która ma służyć zemście, a kontrolować ma ją człowiek. Istota bezrozumna, narzędzie, które może stać się najpotężniejszą z broni, gdy przyjdzie taka potrzeba. Istota legendarna, z czasów, które wymagały ostatecznych środków. Lee czepie z żydowskiego folkloru garściami, przekształca i rzeźbi. Wyolbrzymia i nadaje nowe formy. Ożywia mit na nowo. Tworzy nowoczesną legendę. Do poczytania TUTAJ.

To15. Gdy boisz się CLOWNÓW: „To” Stephen King

Zaczynam najulubieńszym spośród Kingów i kończę trzecim najulubieńszym spośród Kingów 😀 To rewelacyjna powieść, by raz na zawsze nabawić się koulrofobii – lęku przed klaunami i uciekać, bądź z godnością trząść się jak osika na ich widok. Pennywise wystraszy najwytrzymalszych. Wciągnie do swojego świata ni to jawy, ni to snu. Zarazi wizjami. Sprawi, że już nigdy nie poczujemy się komfortowo, gdy zauważymy papierową łódeczkę płynącą bystrym nurtem strumyczka. Albo balonik w powietrzu. Bo nigdy nic nie wiadomo. Do poczytania TUTAJ.

A już w piątek będę dla Was mieć kolejny halloweenowy literacki kąsek do straszenia się, zachwycania się i zaczytywania!

Bo warto czytać.

O.

 

 

 

„Pies Baskerville’ów” Sir Arthur Conan Doyle

Bombla_PiesBaskervilleów

„Co go wystraszyło? Pies zwyczajny, pasterski, czy też jakieś stworzenie fanastyczne, widmowe? Czy była w tym ręka ludzka, czy też moc nadprzyrodzona? Może blady Barrymore wie o tym zdarzeniu daleko więcej, niż mówi? Jakiekolwiek jest rozwiązanie zagadki, ostatnim jej słowem – zbrodnia.”

Mity. Podania. Legendy. Baśnie i historyjki na dobranoc. Opowieści, które otaczają człowieka od najmłodszych lat. Przekazy ustne, które idą za nami, od wieków. Przechodzą z pokolenia na pokolenie, zakorzeniają się i zostają na zawsze. Uczą, bawią i ostrzegają przed zgubnym kuszeniem ciemnej strony rzeczywistości. Przecież w każdej legendzie siedzi ukryte ziarnko prawdy, nawet jeśli ta prawda nie do końca jest jeszcze zrozumiała, a umysł słuchacza czy czytelnika nie potrafi jeszcze pojąć jej w pełni. Bywa, że takie opowieści potrafią ożywać. Przenoszą się do naszego świata, wyzierają z zakątków wyobraźni i zdeformowane stają się nagle trójwymiarowe. Namacalne i dotykalne. Zazwyczaj ich element paranormalny jest niczym innym jak zwyczajnymi pozorami, „dymami i lustrami”, a tajemnica przestaje rychło być tajemnicą, bo stoi za nią jedynie, lub aż – człowiek. A człowiek lubi teatr. Lubi zmieniać maski. Kiedy bawi się sekretami, kiedy wdraża w życie coś, co powinno pozostać jedynie w sferze słów, eterycznych symboli, nigdy czynów, wtedy może zrobić się naprawdę niebezpiecznie.

O legendzie, która ożywa i sieje postrach na brytyjskim ustroniu opowiada kultowa już (i tutaj zdecydowanie przymiotnik „kultowy” jest konieczny) powieść z cyklu o najznamienitszym detektywie wszech czasów, Sherlocku Holmesie, zatytułowana „Pies Baskerville’ów” autorstwa Sir Arthura Conan Doyle’a. Ani autora, ani samej postaci nie muszę z pewnością Wam przedstawiać. Wybitna seria detektywistyczna, postać uwielbiana, opowieść filmowana, incenizowana i przestawiona na setki możliwych sposobów. A jej założenie jest przecież tak niezwykle proste, chociaż mroczne, bo przenikające naturę człowieka, który jest w stanie zrobić wszystko z żądzy zysku. Ten może na przykład manipulować wyobraźnią. Może stworzyć iluzję, która będzie równie groźna, co jej rzeczywiste odniesienie. Może zabić mamiąc mirażami, w taki sposób, że sama ofiara nigdy nie zorientuje się, czemu przyszło jej umierać i co, bądź kto się ku temu przyczynia. Dobrym miejscem na wypróbowanie tej teorii może być na przykład hrabstwo Devon i stara rodzinna klątwa, która podobno ciąży nad członkami pewnego starego rodu. Klątwa, którą podpiera od lat pewna miejscowa legenda.

Od ponad dwustu lat stary brytyjski ród Baskerville’ów prześladuje śmiertelne fatum. Wszyscy spadkobiercy giną w tajemniczych i często brutalnych okolicznościach. Okoliczni mieszkańcy przypisują ten porządek rzeczy odległym występków niejakiego okrutnego Hugona, który w szale i uniesieniu przegonił na śmierć uciekającą przed nim dziewczynę, napuszczając na nią sforę psów. Ciało dziewczyny zostaje znalezione na odległej polanie, tuż obok niej ciało samego Hugona, a nad nim – diabelskiego brytana o krwiożerczym spojrzeniu. Od tamtej pory wszystko jest nie tak, a na domiar złego nagłą śmiercią umiera dobroczyńca rodu Baskerville’ów – Charles. Na dokładkę, jak gdyby tego było już mało, powraca legendarny pies. Na trzęsawiskach słychać nocami wycie. Czasami bestia ukazuje się tuż po zmroku i ujada, siejąc postrach. A do siedziby rodu ma powrócić ostatni dziedzić – sir Henry. I tak wkracza do akcji Sherlock Holmes wraz z nieodłącznym Watsonem, by uchronić nowego spadkobiercę majątku przed niechybną śmiercią.

To co najbardziej fascynuje, to mechanizm trwania legendy potwornego psa, gigantycznego ogara, w którego cieniu żyje cała rodzina Baskerville’ów od chwili pogromu okrutnego Hugona. Dzieciom opowiada się tę historię do poduszki, ku przestrodze, niczym horror, który w każdej chwili może także stać się ich udziałem. Każdy nagły zgon przypisywany jest klątwie i siłą rzeczy staje się napędzającą się samoistnie przepowiednią. Rodzi się zabobon i paniczny strach, który jest na tyle zaraźliwy, że bez problemu przenika do otoczenia i dołącza do miejscowego folkloru, niczym jakieś chochliki, czy diabły na rozstajach dróg. Wiadomo, oczywista prawda z najoczywistszych – nie chadza się na wrzosowiska po zmroku. Nie i już. Tylko wcale nie dlatego, że grząskie bagienne tereny mogą wciągnąć nieuważnego podróżnego, wcale nie dlatego, że ścieżki bywają tam zwodnicze, ale dlatego, że nocami poluje diabelski pies. Absurdalne i dziwne. Perfekcyjna pożywka dla zapalonego detektywa.

W „Psie Baskerville’ów” niezwykle intensywny jest ten element, który nazwać można „efektem przeniesienia”. Sir Conan Doyle dosłownie hipnotyzuje czytelnika słowami w taki sposób, że gdy doktor Watson po raz pierwszy staje na ziemi hrabstwa Devon, my stajemy tam razem z nim. W nozdrzach czuć mokradła, przed oczami rozciągają się wrzosowiska i trzęsawiska, a chłodne jesienne powietrze przenika nozdrza. Mrok snuje się wraz z mgłami, noc staje się jeszcze ciemniejsza, a cisza, którą przerywa wycie z oddali – jeszcze gęstsza. Efekt jest piorunujący – prawie, prawie wkraczamy do rezydencji rodowej Baskerville’ów, z bijącym sercem i rozszerzonymi ze strachu oczami, bo czujemy, ba, wiemy już, że legenda ożyła i coś krąży po wrzosowiskach, by zbierać krwawe żniwo. Czytelnik zostaje tak wmanewrowany w zagadkę, że rozwiązywanie jej i dochodzenie po przysłowiowej nitce do kłębka staje się niesamowitą zabawą, chociaż kiedy idzie o czyjeś życie, nawet wyimaginowane, to „zabawa” brzmi zbyt psychotycznie. Raczej intrygującą rozrywką, która daje szansę być Sherlockiem, Watsonem i poszczególnymi postaciami jednocześnie.

„Pies Baskerville’ów” zawiera w sobie idealnie skomponowaną miksturę mroczno-detektywistycznych składników, dzięki którym powieść Sir Arthura Conan Doyle’a staje się wymarzoną wręcz lekturą na zimne, jesienne wieczory, gdy wichry szaleją za oknem, deszcz dudni o szyby, a gdzieś w oddali może słychać jakiś przypadkowy krzyk. Nakierowana wyobraźnia wykreować może nawet wtedy wycie psa wśród ociekających strug wody… Rewelacyjna kreacja niezapomnianych postaci, brytyjski humor jedyny w swoim rodzaju, intryga, która stopniuje napięcie, by zadudnić na sam koniec i przede wszystkim – groza. Groza, która nie budzi się wcale ze strachu przed tym co mityczne, a jednocześnie niesamowite, co wyszło z tej drugiej strony lustra, ale przed tym, co jak najbardziej realne. Groza, która wynika z przemocy człowieka. Wraz z Sherlockiem wiemy, że to nie przelewki, gdy ktoś, nagle i znienacka ożywia legendę do swych własnych celów – wtedy nic już nie jest przypadkowe. Wskazówki zegara tykają, czas przyspiesza niebezpiecznie, a prawdziwa ofiara, nie bohater baśni, zaczyna walkę o życie.

O.

*A kto chce się przerazić i samemu rozwiązać zagadkę psa szalejąceo po wrzosowiskach, ten znajdzie „Psa Baskerville’ów” zupełnie za darmo, po polsku na stronie Wolnych Lektur TUTAJ. 🙂