„Scarlet” (Saga Księżycowa #2) Marissa Meyer – recenzja

Bombla_Scarlet

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami żyła sobie przeurocza dziewczynka. Była tak śliczna, dobra i miła, że wszyscy ją uwielbiali. Szczególnie jej kochająca babcia, która uszyła wnuczce czepek z czerwonego materiału. Dziewczynka wyglądała w nim tak pięknie, że ciągle go nosiła. I dlatego nazwano ją Czerwonym Kapturkiem. Kiedy jej babcia zachorowała, Czerwony Kapturek wiedziała, że musi ją odwiedzić i wspomóc w chorobie. Z winem i zakąską w koszyczku, beztrosko ruszyła przez las, lecz na drodze do domku babci zaczepił ją wilk. Zauroczył, zakręcił tak, że dziewczynka zeszła z utartej ścieżki i poszła głęboko, w ciemny las. A na to właśnie czekał wilk. I nikt do końca nie wie, czy ta historia kiedykolwiek zakończyła się w pełni szczęśliwie.

Czytaj dalej

„Wiadomość” Tove Jansson – recenzja

Bombla_Wiadomość

Drobne kamyki nad brzegiem srebrzystego morza. Beżowy, prawie biały piasek poprzecinany pasmami zielonkawych wodorostów. Północny wiatr, który dmie prosto w twarz, niezależnie, od której strony spoglądamy na horyzont. Czasami słońce zza mgły, czasami mżawka, czasami płatki śniegu lecące z nieba. I mały detal. Ryba wyrzucona na brzeg. Odcisk stopy. Czarny kamyk pośród bieli. Czerwony szalik wirujący na wietrze. Wokół szum fal, na wodzie kołysze się nieduża łódź, a mewy skrzeczą, wołając na żer. A w sercu upajanie się chwilą zamkniętą niczym w lampie dżina. Mała radość. Niewidzialne szczęście.

Czytaj dalej

PRZYGODOWE PIĄTKI: „A Darker Shade of Magic” V.E. Schwab – Recenzja

Bombla_PrzygodoweADarkerSHadeOfMagic

Czy piątki mogą przytrafić się we wtorek? Z pewnością mogą, gdy nagle okazuje się, że lektura, którą pożarło się w ostatnich dniach, jest przygodą w najczystszej postaci. 🙂

Istnieją takie historie, których światy wewnętrzne są tak rozbudowane, historia tak skomplikowana, a rzeczywistość przedstawiona tak bardzo wyrafinowana, że zanim czytelnik zostanie wciągnięty w fabułę zatraca siebie i swoją uwagę w tonie przytłaczających szczegółów. Istnieją autorzy, którzy tak bardzo chcą zaskoczyć, tak bardzo chcą stworzyć coś innego i udziwnionego, tak bardzo wyjść poza to co sensowne, że na koniec nie sposób sobie nawet wyobrazić ich konstrukcji, a umysł kluczy w nich, jak w dziwnym labiryncie. A są pisarze, których opowieści, pomimo iż oparte na znanych wszystkim motywach, które nie do końca wnoszą cokolwiek nowego, potrafią zaskoczyć, zachwycić i wciągnąć w fabularny wir.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Coś na progu” H.P. Lovecraft

Bombla_BezsenneCośNaProgu

Pamiętacie opowieść Samotnika z Providence o pewnym miejscu, na wybrzeżu, w którym zdarzyło się coś, o czym lepiej byłoby zapomnieć? Pamiętacie klątwę, rodzaj skazy, która przechodzi tam z pokolenia na pokolenie i zmusza do powrotu do „korzeni”? Pamiętacie tę obrzydliwą, klaustrofobiczną podróż, jaką zaserwował nam nie kto inny, jak H.P. Lovecraft w swoim „Widmie nad Innsmouth”? Wypełnione wilgocią, smrodem stęchłej ryby, opustoszałe miasteczko, gdzie lepiej nie pytać, nie kręcić się po zmroku? Tam, gdzie prężnie działa Ezoteryczny Zakon Dagona, a niejaki kapitan Obed Marsh zawarł pewien pakt, z tym czymś, co czyha w morskich otchłaniach? Jeśli tak i jeśli chcecie na powrót usłyszeć o sekretach miasteczka, to znajdziecie je, choć jedynie po części w niezwykłym, niewiarygodnym opowiadaniu „Coś na progu” („The Thing on the Doorstep”).

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Rok Wilkołaka” Stephen King

Bombla_RokWilkolaka

Ałuuu! Chciałoby się aż zawyć, chciałoby się usłyszeć zew i popędzić w krwiożerczym pędzie próbując złapać świszczący w uszach wiatr, niosący tysiące zapachów. Chciałoby się w łapach poczuć w łapach siłę i wierzyć, że zdoła się dogonić wielką tarczę księżyca. Chciałoby się zobaczyć noc, tak, wydrzeć tajemnice ciemności i biec, biec przed siebie, tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Ach, wilkiem być… Wilkołakiem być. Wargiem, lykantropem czy lykanem, bo noszą różne imiona. Czytaj dalej

„Odłamki” Ismet Prcić – Recenzja

Bombla_Odłamki

Wojna wybuchła naprawdę. Huk pocisków. Świst zbłąkanych kul. Wybuch moździerzy. Czołgi na ulicach, godziny policyjne i nieprzespane noce spędzane w miejskich schronach. Fragmenty rozszarpanych na strzępy ciał, krwawy pył, dziecięce zwłoki bez kończyn, bez głów.  Zbiorowe gwałty, okrucieństwa nie do opisania, palone żywcem całe wioski… Tortury, donosy, poczucie osaczenia. Z dnia na dzień świat staje do góry nogami, słońce zachodzi, a dym osnuwa wszystko. Strach o życie, strach o przetrwanie, strach o godność. Kończące się zapasy, racjonowanie żywności i kolejna dziurka w pasku od spodni. Papierosy z papieru, z liści, z drzewnego pyłu. Gorzkie opary przerażenia. Tłumione dziecięce łkania. Płacz w poduszkę. I niemoc ucieczki. Tak właśnie wygląda wojna.

Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: „Locke & Key: Witamy w Lovecraft” Joe Hill

Bombla_BezsenneLockeKey01

Wielkie, rodzinne posiadłości, ukryte przed światem w jakimś odizolowanym kawałku kuli ziemskiej idealnie sprawdzają się w przypadku opowieści grozy. Taki dom, którego fasada zazwyczaj nie zapowiada tego, co ukrywa się pośród ścian. Koszmaru, który krąży po korytarzach. Stuków, puków, wietrznych prądów i szeptów krążących wzdłuż murów. Parafrazując idealne słowa Shirley Jackson z „Nawiedzonego” – cokolwiek wędruje w murach takich domów, wędruje samotnie.

Czytaj dalej

„Serena” Ron Rash – Recenzja

Blog_Serena

Simone de Beauvoir mawiała, że nikt nie rodzi się kobietą, ale się nią staje. Kobiecość to proces, to istnienie w społeczności, w ogóle, w środowisku, które tworzy to, kim się jest. Stereotypowa kobieta to słaba, histeryczna istota, której humory bywają przedmiotem żartów, a wyidealizowane pragnienia, podsycane przez „kobiece” czasopisemka i inne „kobiece” elementy kultury, to idiotyzmy, o których należy zapomnieć. To musi być perfekcyjna córka, idealna żona, wyszkolona kochanka i doskonała matka, czyli każda kobieta musi wpisać się  w przypisane jej odgórnie role społeczne. Nie bez przyczyny kobieta, która odstaje, która  się buntuje zamienia w czarownicę, w amazonkę, symbol pierwotnej mocy z praczasów, która próbuje obalić ustalony porządek. Siła, ambicja, drapieżność niby nie przystają tej stereotypowej kobiecie, a jednak kuszą, bo ta wizja wbrew utartym schematom jest o tyle bardziej fascynująca. Także w tej okrutnej, mrocznej wersji, która niesie za sobą szaleństwo i czystą ciemność.

Czytaj dalej

„Eleonora i Park” Rainbow Rowell – Recenzja

Bombla_EP

Wspomnienie pierwszej wielkiej miłości. Tej najczystszej, nieskalanej złą myślą. Tej nastoletniej, wciąż jeszcze niedoskonałej, a jednak w jakiś sposób najbardziej idealnej, bo płynącej prosto z pierwszych porywów serca, nieprzysposobionego jeszcze do takiego uczucia. Absolutne oddanie – każdej myśli, każdej wolnej chwili, każdego skrawka dnia, byle być razem, byle przez moment znów poczuć obecność ukochanej osoby. Czułe szepty, nieśmiały jeszcze dotyk, nienazwanie i niepoznanie, bo wszystko jeszcze było w sferze sacrum, a każde przekroczenie jednej z granic było wydarzeniem porównywalnym z wielkim wybuchem, bo energia płynąca z tego łamania tabu tworzyła ciągle coś od nowa z niewyobrażalną siłą przeżywania. Ta pierwsza wielka miłość dawała nadzieję, że zawsze tak będzie – czysto, widowiskowo, jakoś tak w zawieszeniu między rzeczywistością a stanem uniesienia. Niebiańsko po prostu. Można było uwierzyć, że życie, to prawdziwe, brutalne, nigdy nie przebije się przez zasłonę tego świętego uczucia.

„-Kiedy nie jesteśmy razem, wydaje mi się, że nie oddycham – wyszeptała. – Co oznacza, że kiedy widzę cię w poniedziałek rano, mija jakieś sześćdziesiąt godzin od czasu, gdy po raz ostatni zaczerpnęłam tchu. Pewnie właśnie dlatego jestem taka opryskliwa i łatwo się złoszczę. Gdy jesteśmy osobno, cały czas myślę tylko o tobie, a gdy jesteśmy razem, panikuję. Bo każda sekunda wydaje mi się tak strasznie cenna. I też dlatego, że tracę kontrolę. Nic na to nie poradzę. Nie jestem już swoja własna, jestem twoja. Więc co się stanie, jeśli postanowisz, że mnie nie chcesz? Jak w ogóle mógłbyś mnie chcieć tak mocno, jak ja chcę ciebie?

O tej pierwszej, niezwykłej miłości dwojga wyjątkowych nastolatków opowiada bestsellerowa powieść autorstwa Rainbow Rowell zatytułowana „Eleonora i Park”. Nie bez przyczyny ta niesamowita, przejmująca opowieść zdobyła uznanie czytelników i krytyki z całego świata. To nowe, współczesne spojrzenie na tak dobrze znaną historię Romea i Julii, jednak jeszcze z czasów, nazwijmy to – analogowych, czyli lat osiemdziesiątych. Na swoją Weronę autorka wybrała nieduże amerykańskie miasteczko Omaha w stanie Nebraska, a uroczy balkonik wymieniła na szkolny autobus. Nie ma tu dwóch zwaśnionych rodów, w zamian mamy dwie zupełnie odmienne rodziny – szczęśliwą i nieszczęśliwą. Kochającą się, pełną zrozumienia i wzajemnego wsparcia oraz tą rozbitą, pełną przemocy i strachu dnia codziennego. Nie ma dwóch lśniących gwiazd śmietanki towarzyskiej miasta, tylko dwoje zwyczajnych-niezwyczajnych nastolatków, niespecjalnie popularnych, próbujących robić swoje i nie rzucać się w oczy. Mamy Eleonorę i Parka.

Okładkowy26

Kiedy Eleonora po raz pierwszy wchodzi do szkolnego autobusu domyśla się już, że wszystkie oczy skierują się w jej stronę. Jest większa, bardziej „kobieca” w kształtach, ma burzę rudych, nieokiełznanych włosów i strój co najmniej skupiający wzrok pozostałych uczniów, a na dokładkę wywołujący kpiny i chichoty popularnych dzieciaków. Jedynym pustym miejscem pozostaje to obok cichego, ciemnowłosego chłopaka. To właśnie jest Park, który nawet nie zdaje sobie sprawy, że tym jednym gestem, niby obojętnym dla niego, rozpoczyna lawinę kolejnych wydarzeń, które w końcu rozbudzą młodzieńczą krew i sprawią, że Eleonora i Park zostaną nie tylko najlepszymi przyjaciółmi, ale chłopakiem i dziewczyną, zakochanymi aż do szaleństwa, na przekór światu, samym sobie i rodzinie Eleonory przede wszystkim. Połączy ich muzyka, komiksy i wspólne rozmowy, a ich wzajemna fascynacja z biegiem roku przekształci się w dozgonną miłość i niespotykane w tym wieku oddanie.

Rainbow Rowell udała się nie lada sztuka – stworzyła parę, która nie ma w sobie nic z kiczowatych romansów przeznaczonych dla nastolatków. Dzięki temu osiągnęła niezwykły efekt, bo historia Eleonory i Parka staje się opowieścią zwyczajnie uniwersalną. Starsi czytelnicy przypomną sobie lata młodości i odnajdą w niej być może cząstki siebie, swoich uczuć sprzed lat, gdy niby wszystko było łatwiejsze, a jednak życie było pełne pomniejszych dramatów i małych, osobistych apokalips. Natomiast czytelnicy młodsi z radością rozpoznają w tej parze swoje własne, wzmocnione uczucia, dostrzegą ponadczasowość swoich doznań i gorliwych emocji. „Eleonora i Park” nie są przerysowani, nie mają supermocy, czy niezwykłych umiejętności przyswajania wiedzy. Nie są genialni, popularni, bogaci… Po prostu są, bez fanfar, bez trąb. Ich miłość jest taka zwyczajna i być może dzięki temu, w natłoku niemal telenoweliczno-komiksowych historii, którymi bombarduje nas ostatnio popkultura, to właśnie oni stają się niesamowici.

Od samego początku czytelnika może zaskoczyć dojrzałość tej pary. Zarówno Eleonora, jak i Park są całkowicie świadomi możliwości porażki. Mają jedynie po szesnaście lat, a oni jakby wiedzą, że w tym wieku nic nie trwa wiecznie i tylko czas może pokazać, co z tego wyjdzie. Los rzuca im kłody pod nogi. Życie Eleonory nie jest usłane różami i to nie tylko dlatego, że w szkole wytykana jest palcami, czy po cichu bądź na głos wyśmiewana za dziwne ciuchy, czy wykręconą fryzurę. Dramat rozgrywa się w domu, za zamkniętymi drzwiami i to właśnie tutaj skupia się uwaga czytelnika. Przeraża bierność matki Eleonory. Wzrusza oddanie rodzeństwa, które próbuje sobie jakoś radzić, w tragicznej sytuacji. Nastolatka, która pragnie uciec, pragnie pomocy, a jednocześnie boi się powiedzieć na głos, poprosić wprost. Może to właśnie ta samodzielna zgoda na przemilczenie, na odcięcie, jej niezłomność sprawiają, że Park dostrzega dziewczynę i oddaje jej serce, w całości, bez kompromisów.

„Eleonora i Park” Rainbow Rowell to historia o miłości dwojga nastolatków, ale nie ma w niej nic szczeniackiego. To opowieść o niezwykłym poświęceniu dla drugiej, ukochanej osoby, jednak żaden gest nie jest przerysowany, czy sztuczny. To powieść o uczuciu zupełnie nieidealnym, ale jak bardzo szczerym w swoim oddaniu. Bohaterowie stawiają wszystko na jedną kartę, ale czy właśnie nie o to chodzi w prawdziwej miłości? Autorka sprawiła, że po przeczytaniu „Eleonory i Parka” aż chciałoby się mieć lata temu swojego Parka, czy Eleonorę, jednak od razu zdajemy sobie sprawę, że taka historia jest jedna na całe miliony. Realna, jednak wyjątkowa, poruszająca najdelikatniejsze struny w sercach, a jednocześnie odpowiadająca gitarowym riffem, który dodaje smaczku całości. Nie znajdziemy tu nic infantylnego. Romeo i Julia mogą spakować walizki i schować się za kotarą historii, pozostać symbolami na zawsze. A my zaczytajmy się w „Eleonorze i Parku” – przypomnijmy sobie raz jeszcze ten niezwykły czas pierwszej, wielkiej miłości.

KomiksWielkobukowy26

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Otwarte:

PaseczekOtwarte

**A po więcej „Eleonory i Parka” koniecznie zajrzyjcie na vloga:

„Cinder” (Saga Księżycowa #1) Marissa Meyer – Recenzja

Bombla_Cinder

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami mieszkała sobie urocza dziewuszka o złotym sercu. Na imię jej było Kopciuszek. Matka dziewczynki umarła, gdy ta była zaledwie maluchem, a ojciec szybko ożenił się ponownie. Tym razem poślubił kobietę dumną i do cna wyrachowaną. Ach, jakaż macocha była okrutna dla biednego Kopciuszka! Razem ze swoimi dwoma córkami, które przybyły do nowego domu wraz z matką, wkrótce całkowicie przejęły władzę i zaczęły znęcać się nad dziewczynką. Ta, usłużnie wykonywała ich polecenia, nawet te najbardziej absurdalne, najokrutniejsze. Miała tylko jedno marzenie – by kiedyś, w pięknej sukni, w cudnych pantofelkach, czysta i schludna pojawić się na wielkim balu u księcia. I żyć długo i szczęśliwie.

Czytaj dalej