„We Were Liars” E. Lockhart

Bombla_WeWereLiars

 

„Welcome to the beautiful Sinclair family. No one is a criminal. No one is an addict. No one is a failure. The Sinclais are athletic, tall and handsome. We are old-money Democrats. Our smiles are wide, our chins square, and our tennis serves aggressive.”

Pamiętacie te czasy, gdy zdawało się, że cały świat leżał u Waszych stóp? Te szalone lata młodości. Kiedy wszystko wydawało się takie piękne. Wszystko wydawało się takie realne. Pewne i na wyciągnięcie ręki. Wakacje trwały miesiącami, a życie było dopiero przed nami. Dorosłość zawieszona w czasie. Jeszcze niedostępna. Taka odległa. Życie bez planów na przyszłość. Bez konkretnych celów. Dziesiątki marzeń i wiara, że pewnego dnia chociaż część z nich będzie mogła się spełnić. Życie bez zobowiązań, u boku rodziny, odliczanie dni do początku lata. Upalne miesiące… To wtedy traciło się poczucie czasu. Znikało na całe dnie, szukając przygód. Pierwsze miłostki, skradzione pocałunki, wino dzielone na kilka osób, gdzieś w ukryciu. Plaża, kwiaty we włosach, piasek między palcami. Świetna zabawa. Doskonałe, tak ulotne chwile, do których powrót wydaje się prawie już nierealny. Magiczny jakiś. Dni wycięte z kalendarza, jak z zupełniej innej rzeczywistości. Z cudzego życia. Co było prawdą? Co było snem? Co stało się największym koszmarem?

Historię pewnego lata, które zmieniło życie jej bohaterów na zawsze, opowiada doskonała, pełna tajemnic, sekretów i twistów powieść E. Lockhart „We Were Liars”. To opowieść o upadku raju, gdy zrywane są maski, a prawda wychodzi na jaw. Opowieść o dojrzewaniu, pierwszej miłości i wyborach, które niekoniecznie muszą przynosić dobre zakończenie. O uzdrawiającej mocy wspomnień, które nawet jeśli niezwykle bolesne, przynoszą ukojenie. O samotności. O przyjaźni. Ale przede wszystkim o rodzinie. Rodzinie niezwykłej, niezbyt normalnej. O chorych relacjach zbudowanych na fałszywych pobudkach. To opowieść brutalna. I gorzka. Zapach rozgrzanego piasku, słonej wody i wodorostów zbyt szybko przekształca się tutaj w smród rozkładu i spalenizny. Niemniej warto wsiąść na prywatną łódź. Warto przemierzyć ocean i wraz z bohaterami powieści odwiedzić Beechwood Island, na której wszystko się zaczęło.

Poznajcie rodzinę Sinclair. Jak mówią już pierwsze zdania z książki, nikt w tej rodzinie nie jest przestępcą, nikt nie jest narkomanem i nikt z nich nie jest porażką. Na sam początek dostajemy trzy kłamstwa, bo to właśnie o Kłamczuchach jest opowieść. Ale z zewnątrz Sinclairowie są właśnie tacy – bez skazy, perfekcyjni, po prostu piękni. Nawet ich nazwisko jest niezwykle znaczące, bo dosłownie tłumaczyć jest można jako „pozbawieni grzechów”. Każdy chciałby nimi być. Nie wierzycie? Rodzina Sinclair jest niezwykle bogata. Mają najpiękniejsze domy, kończą najlepsze szkoły, a wakacyjne miesiące spędzają na swoje prywatnej wyspie, która staje się niemym świadkiem wszystkich wydarzeń. Historię opowiada Cadence Sinclair, osiemnastoletnia dziewczyna z wielką traumą. Całe jej życie było spełnionym snem, aż do pewnego lata, po piętnastych urodzinach, gdy wszystko się zmieniło i obróciło w koszmar. Nie pamięta tamtych wydarzeń. Nie potrafi powiedzieć, co przeżyła i dlaczego jej cała rodzina trzyma przeszłość przed nią w tajemnicy. Cady, jak sama o sobie mówi, coś straciła, zapadła się w sobie. Przytrafił jej się wypadek, jakaś potworna trauma, ale wspomnienia spowija mgła, która ściąga ją w dół i tłamsi migrenami. Tego lata członkowie rodziny pozwalają jej wrócić na wyspę. Spróbować zacząć wszystko od nowa, a być może dojść do prawdy i rozwikłać zagadkę samej siebie i tego, co przytrafiło się jej w tamte spowite niepamięcią wakacje.

Lockhart wybrała pewną grę z czytelnikiem. Wprowadziła narratorkę, której nie można ufać. I to nie tylko dlatego, że Cady sama sobie nie ufa, a karty, które po kolei odkrywa są wielkim zaskoczeniem także dla niej samej. Przede wszystkim dlatego, że rodzina Sinclair, i w tym także Cadence, są urodzonymi kłamcami. Nie są to kłamstwa wyrachowane. Nie są to kłamstwa wypowiadane z premedytacją, by kogoś skrzywdzić. To kłamstwa, które tworzą wokół nich ochronny płaszcz, bo prawda wydaje się im być potworniejsza od zwyczajnych iluzji. A tych iluzji stworzyli już mnóstwo. Wakacyjna wyspa zamieniła się w zaczarowaną krainę, gdzie nic nie jest do końca szczere, gdzie wydarzenia bywają złudne, a słowa mają podwójne, czy nawet potrójne znaczenie. Fabuła zbudowana jest na niespójnej pamięci Cady, a ta natomiast oparta jest na trójce jej najbliższych przyjaciół – Johnnym, Mirren i Gattcie. Johnny i Mirren to dwójka jej kuzynów, a Gat to syn przyjaciela rodziny. Razem spędzają każde lato, razem szaleją na Beechwood Island i razem zapracowali sobie wspólnie na ksywkę Liars, czyli Kłamczuchy. I tak przezywa ich cała rodzina. Rodzina, która sama ma wiele do ukrycia, a jej codzienne relacje zależą od wzajemnie opowiadanych sobie kłamstw i półprawd.

To właśnie na relacjach pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny a Cadence budowany jest główny wątek. Cady musi od nowa odtworzyć samą siebie, odbudować zaginione wydarzenia, żeby odzyskać równowagę, dojrzeć i móc wreszcie pójść naprzód ze swoim życiem. Jednak przede wszystkim, służy to prawdziwemu oderwaniu się od Sinclairów. Ich idealne życie, wyuczone zachowanie, powtarzane w nieskończoność formułki, za którymi kryje się jedynie pustka, maskują śmierć, rozwody, wypadki – wszystkie mniejsze i większe tragedie, z którymi mierzą się wszystkie rodziny na świecie, a które w przypadku Sinclairów wydają się być na tyle wstydliwe, że konieczne do ukrycia. Odzyskanie własnej tożsamości poprzez odzyskanie pamięci nie będzie łatwe w takim otoczeniu. Cadence jest pilnowana, karmiona półsłówkami, otaczana szczelną opieką w taki sposób, że wyspa w końcu wydaje się być pięknym więzieniem, ale tylko więzieniem, gdzie zatrzymał się czas i gdzie utknęła sama dziewczyna. Odurzona tabletkami, zamroczona gigantycznymi bólami głowy, przemierza szlaki, odbudowuje relacje z kuzynami, przenika rodzinne sekrety, by w końcu, w kulminacyjnym momencie, odzyskać siebie.

Powieści E. Lockhart nie można się oprzeć. „We Were Liars” napisana jest w taki sposób, że dosłownie nie można się oderwać. Co więcej, na okrągło zmuszeni jesteśmy chociaż na chwilę spoglądać na wszystko z dystansu, żeby nie wpaść do tej czarodziejskiej krainy, którą odrysowuje przed nami Cadence. Tylko w ten sposób czytelnik może sam odgadnąć już wcześniej, co tak naprawdę się wydarzyło i dopingować dziewczynę w dotarciu do celu. Fabularne zawijasy, ślepe uliczki, mgliste przesmyki – z początku nic nie jest pewne, a jednak brniemy dalej, by rozwiązać zagadkę wydarzeń sprzed lat. Wraz z bohaterką przebijamy się przez wypracowaną perfekcyjną fasadę rodziny Sinclairów i przenikamy do jej wnętrza, by przekonać się, że nie wszystko złoto co się świeci, a niektóre tajemnice powinny ujrzeć światło dzienne – nieważne jak mroczne, jak bardzo bolesne. Bo tylko to pozwoli pogodzić się traumą i zamknąć na zawsze drzwi do przeszłości.

O.