„Angelfall” Susan Ee

Bombla_Angelfall

Po wilkołakach, wampirach i wszelkiego innego rodzaju nieumarłych na literackich salonach zapadła moda na anioły. Tym razem jednak nie w przesłodzonej, zaróżowionej romantycznymi wizjami, eterycznej postaci, ale w wersji mrocznej. Anioły straciły swoją niewinną poświatę, przestały być wysłannikami odwiecznego dobra i Boga. Nastała era aniołów z pogranicza życia i śmierci, światła i ciemności, nieba i piekła. Nawet ich charakter nabrał dwuznaczności, upodabniając ich bardziej do śmiertelników niż istot ukazywanych dotąd jako idealne. Stali się słabsi, bardziej ludzcy, podatni na czające się w mroku zło, a jednocześnie na tyle silni, by móc zagrozić chwalącej je i modlącej się do nich ludzkości. Jedną z takich demoniczno-anielskich wizji pokazała Susan Ee, tym samym rozpoczynając swoją najnowszą młodzieżową trylogię zatytułowaną „Angelfall”.

Pomysł na fabułę był prosty i intrygujący. Na niespodziewającą się niczego Ziemię napadają bezwzględni wysłannicy nieba, czyli anioły. W kilka miesięcy świat zamienia się w krwawą arenę i jest świadkiem upadku ludzkości. Inwazja postępuje systematycznie, część ludzi godzi się z nowym porządkiem, inni schodzą do podziemia i zaczynają walkę o wolność, żyjąc niczym szczury i chowając się przed skrzydlatym najeźdźcą. Kim są anioły stworzone przez Susan Ee? To istoty niemal perfekcyjne. Piękne, dostojne, potężne zarówno w wielkości, jak i sile. Z wyglądu przypominają doskonałe rzeźby, bez żadnej, najmniejszej nawet skazy. Są muskularni, wysocy, o nieskazitelnej skórze. Różnią się między sobą płcią, karnacją i kolorem włosów, oczu i skrzydeł. Są wyszkoleni i zorganizowani, przywodząc na myśl niebiańską armię. Jednak jak to w każdej armii bywa (tym bardziej armii bez jednego konkretnego dowódcy), od czasu do czasu zdarzają się buntownicy. Ktoś, kto nie do końca zgadza się z narzuconymi rozkazami i ustalonymi zasadami. Taki właśnie ktoś, tutaj anioł Raffe, zostaje skazany na najbrutalniejszą karę z możliwych – odcięcie skrzydeł i śmierć wśród żerujących na osłabione ciało ludzi.

Tak zaczyna się historia „Angefall”. Jej narratorką jest siedemnastoletnia Penryn, która już od pierwszej strony w prosty i dosadny sposób kreśli obecną sytuację. Bohaterka codziennie musi przemieszczać się z miejsca na miejsce, uciekać pod osłoną zmierzchu, szukając schronienia w opuszczonych i zdewastowanych budynkach. Nie jest sama, bo razem z nią ucieka jej matka i młodsza siostra – Paige, siedmiolatka ze sparaliżowanymi nogami, przykuta do wózka inwalidzkiego. Nie mają wystarczającej ilości prowiantu, nie mają domu, a śmierć czeka nie tylko z ręki aniołów, ale także szwendających się po ulicach brutalnych ludzkich gangów.

Akcja rozgrywa się bardzo szybko, bez dodatkowych, zbędnych opisów. Wszystko dzieje się tu i teraz – kilku aniołów skazuje na śmierć jednego ze swoich i zostawiają go na pastwę losu. Penryn ratuje nieprzytomnego anioła, ukrywa go i jego odcięte skrzydła w jednym z opuszczonych budynków, pielęgnuje i jednocześnie próbuje chronić matkę i siostrę. Niestety, ich kryjówka zostaje odnaleziona, Paige zostaje porwana do tak zwanego „gniazda”, czyli głównej siedziby najeźdźców, a oszalała matka ucieka, zostawiając córkę na pastwę losu. Ocalały anioł o imieniu Raffe postanawia pomóc Penryn odnaleźć siostrzyczkę, jednocześnie sam mając własny plan odzyskania odciętych skrzydeł i powrotu do swoich pobratymców.

W kolejnych rozdziałach akcja przyspiesza, robiąc się niepotrzebnie przewidywalna. Pojawia się ruch oporu, a między aniołem i dziewczyną rodzi się – a jakże! – intensywne, romantyczne uczucie. Złowieszczy anioł staje się ujarzmionym potworem, kolejnym bohaterem bez skazy, mężczyzną doskonałym, którym Penryn zachwyca się co kilka stron, i o którym snuje śmieszne erotyczne fantazje, nijak mające się do rzeczywistości. To właśnie główna bohaterka jest największym minusem całej historii. O ile przewidywalność treści można by spokojnie przełknąć i dać ponieść się opowieści o zemście i miłości, tak Penryn miejscami dość skutecznie nas od tego odciąga.

Jej główną wadą jest to, że tak naprawdę jest wtłoczoną w ciało siedemnastolatki mieszanką dorosłej kobiety i rozchwianego dziecka. Autorka nie potrafiła stworzyć rzeczywistej postaci, która pozwoliłby na utożsamienie się z nią i zwyczajne polubienie jej. Penryn dziecinnie się przekomarza, jest emocjonalnie niedojrzała, a jednak próbuje stwarzać iluzję dorosłości i dojrzałości, opisując fantazje o Raffem, a także posiadając umiejętności dorosłej kobiety i… wyszkolonego żołnierza. Jest silna, zna sztuki walki, była odpowiedzialna za losy całej rodziny i w związku z tym ma za sobą dramatyczne przeżycia, które mają nadać jej życiu mroczny element. Wszystko to nie przeszkadza w zamianie co jakiś czas w femme fatale i próbach uwiedzenia kroczącego u jej boku męskiego ideału. Całość wychodzi sztucznie, a Penryn staje się kolejną przerysowaną i wyidealizowaną Mary Sue literatury młodzieżowej **.

Szkoda, bo „Angelfall” ma świetnie zarysowane podstawowe koncepcje, które być może autorka pociągnie w kolejnych tomach. Najlepszym przykładem są same anioły, które poza tworzeniem świetnie wykwalifikowanej armii są potraktowani w powieści jako rasa doskonała – „naziści nieba”, którzy dopuścili się holokaustu ludzkości. Po apokalipsie, w odosobnionych placówkach, prowadzą genetyczne eksperymenty i wykorzystują naiwnych przy tworzeniu demonicznych mutacji.

Na tle pop-literatury młodzieżowej, która szturmem zdobywa w ostatnich latach rynek wydawniczy, Angelfall wypada korzystnie – jest dobrze napisaną, porządną historią (o nieco niefortunnie dobranej głównej bohaterce), która może sprawić swoim czytelnikom wiele radości i umilić książkowe wieczory. Pomimo paru niedociągnięć, historia Penryn wciąga, a anielska postapokalipsa to przyjemny, świeży pomysł fabularny, który przykuwa uwagę i zaciekawia. „Angelfall” – jako urban fantasy i paranormalny romans w jednym – wypada naprawdę nieźle w porównaniu ze „Zmierzchem” i wieloma podobnymi mu klonami.

O.

* Recenzja napisana dla portalu Gildia.pl, która ukazała się 7 września, a którą można przeczytać także TUTAJ.
** Kilka słów o koncepcie MARY SUE: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mary_Sue

One thought on “„Angelfall” Susan Ee

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s