Site icon Wielki Buk

BEZSENNE ŚRODY: „Blackwood’s Baby” Laird Barron

Bombla_Blackwood'sBaby

W odizolowanych leśnych ostępach dzikiej północy jest coś dziewiczego, coś pierwotnego, co zatraciły już szeroko zwiedzane , przetuptane wzdłuż i wszerz parki krajobrazowe, czy puszcze wśród popularnych górskich szlaków. Trudno już dzisiaj natrafić na takie miejsca, pełne sekretów, niewidzialnych ścieżek i drzew, które wydają się być czymś o wiele więcej, niż jedynie roślinami. Ale takie miejsca z pewnością jeszcze istnieją, szczególnie tam, gdzie od zawsze krążyły legendy, gdzie czas się zatrzymał, a pęd świata na chwilę wstrzymał oddech.

 “Luke Honey had to admit there was a certain eeriness to the surroundings, a sense of inimical awareness that emanated from the depths of the forest. He noted how the horses flared their nostrils and shifted skittishly. There were boars and bears in this preserve, although he doubted any lurked within a mile after all the gunfire and barking. He’d experienced a similar sense of menace in Africa near the hidden den of a terrible lion, a dreaded man eater.”

Połacie puszczy północnych stanów, czy kanadyjskich rubieży wciąż mają tę moc. Moc pradawnych bóstw, leśnych demonów, istot, o których pamiętają nieliczni, ale które strzegą tych miejsc, tworząc ostatni bastion mitologicznych sił przyrody. O takim miejscu i legendzie, która ożywa, opowiada „Blackwood’s Baby” (dosł. „Dziecię Blackwooda”) współczesnego pisarza Lairda Barrona.

Zawodowy myśliwy Luke Honey, który przez ostatnie lata prowadził afrykańskie safari zostaje zaproszony na ekskluzywne polowanie w waszyngtońskich lasach Stanów Zjednoczonych. Porzuca czerwone ziemie Afryki i dotychczasowe życie pokutnika, decydując się na powrót do rodzinnego kraju. Na miejscu okazuje się, że szykuje się nie lada impreza – polowanie przeszło już do tradycji, zaproszeni zostali wyłącznie doskonali myśliwi i członkowie najlepszych rodów. Celem polowania nie są zwyczajne zwierzęta, ale sam król lasu, legendarna istota – gigantyczny jeleń zwany Dziecięciem Blackwooda, którego złapać próbowało już wielu od dziesięcioleci. Tradycją również jest to, że zawsze na takim polowaniu ktoś ginie. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że las ten podobno leży na przeklętych ziemiach, na których swoje pogańskie praktyki odbywał właśnie niejaki Bill Blackwood. Polowanie się rozpoczyna, tajemnicza moc lasu już wkrótce daje o sobie znać, a Luke Honey szykuje się na spotkanie z przeznaczeniem.

„Blackwood’s Baby” Lairda Barrona to opowiadanie, którego tytuł ma podwójne znaczenie. Kto śledzi Bezsenne Środy i zagląda na Wielkiego Buka być może odnajdzie trop, który poprowadzi go prostu w objęcia nie kogo innego, jak Algernona Blackwooda – jednego z moich mistrzów grozy, wzór H.P. Lovecrafta, niesamowitego autora weird fiction w najlepszym wydaniu.  Ale przede wszystkim człowieka, który na początku XX wieku przywołał z lasu Wendigo ­– demona, bóstwo pradawne, istotę z legend plemion Algonquian. Istotę, która swoim wyglądem łączy cechy gigantycznego jelenia… I w ten sposób tytułowe „Dziecię Blackwooda” staje się zarówno dosłownym odniesieniem do treści opowiadania, jak i metaforycznym nawiązaniem do kontynuacji dzieła Algernona Blackwooda i jego mitologii. Jedno jest pewne – Wendigo powrócił i znowu straszy, domaga się krwi i ofiar. Czy odpowiecie na jego zew?

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo mroczny cień czai się pośród drzew.

O.

*Opowiadanie pochodzi z tomu „The Beautiful Thing That Awaits Us All” Lairda Barrona i jest to moje pierwsze horrorowe odkrycie tego roku 🙂

**Więcej o samym Wendigo znajdziecie w jednym z moich starszych wpisów TUTAJ.

Exit mobile version