Site icon Wielki Buk

„Bezsilni” Kati Hiekkapelto – recenzja

bombla_bezsilni

Jedną z podstawowych cech kryminałów rodem z Północy jest przede wszystkim tło społeczno-obyczajowe. Nikt tak jak Skandynawowie nie potrafi w niby prostej historii o przysłowiowych „policjantach i złodziejach” zamknąć przekroju całego społeczeństwa. Zbrodnia jest tutaj niczym pretekst, wstęp do literackiego komentarza, do swoistego portretu, na który składają się ludzkie dramaty, małe końce świata. Skandynawowie nie boją się wytykać swoich wad, nawet wyolbrzymiać niektórych społecznych problemów, wtłaczając je w krzywe zwierciadło pióra, by na siłę przekazać to, co na co dzień skrywają fałszywe uśmiechy, wpajane od dziecka surowe zasady, czy wypunktowane, niepodważalne regulaminy. Dzisiaj, w dobie powoli upadających wartości europejskich, te surowość i alienacja wywołują zagubienie, bezsilność, poczucie dojmującej samotności. Nie tylko pośród tych, którzy na Północy szukają azylu, ale także pośród tych, którzy już od lat należą do tego kręgu kulturowego.

O bezradności, o straconych złudzeniach, samotności w tłumie na tle społeczno-obyczajowych przemian i wokół kryminalnego półświatka opowiada fiński kryminał, a raczej powieść obyczajowa z elementami kryminału, czyli Bezsilni Kati Hiekkapelto.

Starszy człowiek w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Wyrzucone w lesie, zmasakrowane ciało kobiety. Nielegalny imigrant na narkotykowym głodzie By rozwiązać zagadkę, policjantka Anna Fekete rozpoczyna współpracę z aroganckim, mrukliwym kolegą Esko Niemim. Śledztwo zaprowadzi ich do podziemnego świata gangów narkotykowych, nocnych klubów, melin i więziennych cel. A wszystko podszyte tęsknotą za lepszym życiem w kraju pozornie czystej Północy.

Finlandia widziana oczami Kati Hiekkapelto to miejsce zimne, mroczne, nieprzyjazne nawet dla samych mieszkańców. Narkotyki rządzą tak centrami miast, jak i przedmieściami. Przemoc jest obecna niemal wszędzie i nie można przewidzieć, kiedy ktoś zaatakuje. Nawet spacer po zimowym lesie zdaje się być skazany na porażkę, gdy pośród drzew natknąć można się na miejsce zbrodni zatopione we krwi. Każdy zdaje się być tutaj od czegoś uzależniony, walczący z nałogiem, zmagający się sam ze sobą. Każdy czegoś albo kogoś unika, szuka drogi ucieczki, starając się wciąż na nowo polować na nowe życie, tym samym podążając za niemożliwym. Pozorny jest ład, niby tak charakterystyczny dla Skandynawii. Sztuczny porządek, brud zamieciony pod dywan, gdzie rozkwita czyste, ludzkie zło, przed którym nie ma ucieczki. Fałszywa jasność i przestrzenność rodem z katalogów, bo jedyne, co przebija z prozy Kati Hiekkapelto to ciemność, mrok i szarość niedomówień.

Bezsilni to nie tyle kryminał skandynawski z krwi i kości, ile powieść obyczajowa, w której elementy kryminału tworzą bolesny, bezlitosny komentarz społeczny. Wątek zabójstwa jest niby przewidywalny, ale jednocześnie na tyle intrygujący, by przyciągnąć uwagę czytelnika. Podstępem skupić jego uwagę na problemach o wiele poważniejszych niż zbrodnia i śledztwo same w sobie. Biznes narkotykowy, alkoholizm, przemoc domowa, patologie i oczywiście imigracja w jej legalnej oraz nielegalnej formie. To nie jest Finlandia, którą chcemy poznać. To nie jest kraj, który stwarza jakiekolwiek perspektywy. Obojętność przeraża do tego stopnia, że nawet czytelnik czuje niepokój, charakterystyczny dla takiego braku empatii.

Powieść Kati Hiekkapelto nie jest łatwą, ani przyjemną lekturą. Zmusza do myślenia, drąży tam, gdzie boli najbardziej, a na koniec odbiera nawet rozbite w pył ostatnie cząstki nadziei. Bezsilni w aurze beznadziei, a na horyzoncie upadający świat.

O.

FABUŁA:

TEMATYKA:

DLA KOGO?

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Ringier Axel Springer. <3

Exit mobile version