Site icon Wielki Buk

„Czas Cezarów” Łukasz Orbitowski – recenzja

Dwie mini-powieści Łukasza Orbitowskiego w jednym tomie, czyli „Czas Cezarów” i „Sfora” – o czarodziejach i wilkołakach – to wszystko to, co tak sobie cenię w prozie tego autora.

„Czas Cezarów” to powrót do Rykusmyku – miasteczka znanego z powieści „Szczęśliwa Ziemia” (recenzja TUTAJ). Miasteczka, w którym nie wszystko do końca jest tak jak powinno być. To na jego tle, jeszcze przed falą największego szaleństwa, rozstrzygają się losy rozbitej rodziny i złowieszczy pojedynek wspierany przez mroczne moce drzemiące pośród jego granic.

Natomiast „Sfora” to losy tajemniczej Skóry – wilkołaczego artefaktu – i tego, jaki wpływ ma na kolejne pokolenia jej posiadaczy. Daje im siłę, daje im moc, ale też odbiera coś powoli, kawałek po kawałku.

Jak to bywa w przypadku twórczości Łukasza Orbitowskiego, do rąk czytelnika trafia proza wyjątkowa, naznaczona grozą, podszyta swoistym mrokiem. Czuć tutaj czającą się tajemnicę, ten niepokojący element nadnaturalny, który sprawia, że ciarki chodzą po plecach podczas lektury. I chociaż oba teksty naznaczone są specyficznym czarnym humorem tak charakterystycznym dla Orbitowskiego, to jednak przede wszystkim odnaleźć w nich można tę niesamowitość i to ona ze strony na stronę przejmuje pierwszy plan opowieści. W końcu nie każdy ojciec-mechanik (jak bohater „Czasu Cezarów”) potrafi rzucać klątwy na swoich wrogów i nie każdy natrafia na wilkołaczy artefakt na swojej życiowej drodze (jak bohaterowie „Sfory”).

„Czas Cezarów” to prawdziwa, niewielka objętościowo perełka. Dwie mini-powieści w jednym tomie, które mają szansę oczarować zarówno miłośników prozy autora, jak i tych, którzy do tej pory znali go tylko ze słyszenia.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.

**Zapraszam na film!

Exit mobile version