Site icon Wielki Buk

TOP 5 nostalgiczne horrory

Nostalgia. Powrót do przeszłości. I horror, który odpowiada na najgłębsze lęki.

„TO” Stephen King

Od „TEGO” wszystko się zaczęło, poniekąd (bo tak naprawdę od Raya Bradbury, ale jego wizje dzieciństwa nigdy tak się nie spopularyzowały na świecie jak te Króla Horroru). Bez powieści Kinga nigdy nie byłoby tej wyobrażonej nostalgii w takiej formie w jakiej istnieje. Grupka przyjaciół, odstających wyrzutków, którzy tego jednego lata stawiają czoła największemu możliwemu złu. I tak przekraczają tę magiczną granicę między dzieciństwem a dorosłością. W tym wypadku był to demoniczny Tańczący Klaun Pennywise w kanałach miasteczka Derry w latach 80.

Po tej powieści już nic nie było takie samo jak dawniej.

„Zarzewie mroku” Mateusz Libera

Ta powieść jest jak słowiańskie, rodzime Stranger Things, więc miłośnicy serialu, stęsknieni za tamtym nastrojem będą mieć prawdziwą radość z lektury. Ale po kolei. Akcja rozgrywa się w małym, fikcyjnym polskim miasteczku, w 2001 roku. W 2001 roku miałam 14 lat, a wrota do krainy dzieciństwa już były dla mnie bezpowrotnie zamknięte. Upadek Dwóch Wież 11 września jedynie to przypieczętował. Coś się skończyło tak naprawdę i świat nie był już taki sam. Nasz autor jednak miał wtedy dwa lata. Dla niego tamta przeszłość, ten przełomowy czas ma jeszcze inny wymiar. Więc w swojej powieści zebrał znów to zbiorowe wspomnienie, które nigdy nie istniało i ubrał je w pyszny horrorowo-słowiański klimat.

2001 rok. Strygowice. Wakacje. Miały być radosne i beztroskie. Miały być rowery i wypady do leśnej bazy. Miały być pierwsze miłostki. Gumy, pokemony i wygłupy do późnej nocy. A skończyło się makabrycznym odkryciem, koszmarnym morderstwem i pojawieniem się czego, co nie powinno istnieć. Ale istnieje. I przedostało się do naszego świata. Walka dopiero się zaczęła.

Niesamowita Słowiańszczyzna Mateusza Libery to najważniejsze podstawy. Jest Nawia, czyli zaświaty. Jestem Weles, czyli władca zaświatów. Są strzygi i wąpierze, czyli demony, które żyją pomiędzy. Są żercy, którzy niczym kapłani pilnują wierzeń. I tak się składa, że granica między światem Nawii a naszą rzeczywistością została przerwana.

Najkrócej: to historia o paczce dzieciaków, które z wakacyjnej nudy trafiają w środek słowiańskiej wojny między światami. Ale jeśli wejdziemy głębiej, to tak jak w klasyce tego nostalgicznego nurtu mamy traumy przemocy, bolączki dorastania, konfrontację ze śmiercią. I przyjaźń aż po grób. Ubrane w horrorowe tło nabierają dodatkowego znaczenia.

Czy to jest horror młodzieżowy? Tak, bo młodzież jest tu bohaterami. Czy to jest horror dla młodzieży? Tak, bo powieść napisana jest w sposób bardzo przystępny i działający na wyobraźnię. Czy stare millenialsy się w tym odnajdą? No ba! Jesteśmy pokoleniem, które tarza się w nostalgii i uwielbia wracać do przeszłości, której nie było. I robimy to jak nikt inny, to musimy sobie przyznać. Nie cierpimy się starzeć, więc w przeszłości szukamy tej bezpiecznej oazy dla naszych lęków. A horror odpowiada na nie jak żaden inny gatunek.

Tak. Będziemy bardzo zadowoleni.

„Letnia noc” Dan Simmons

I znów tematyczna klasyka. Koniec roku dobiega końca. Koniec szkoły dosłownie i przenośnie, bo szkoła w Elm Haven ma zostać zburzona. Zaczyna się lato i… dzieci zaczynają znikać i ginąć w dziwnych, niepokojących okolicznościach. Kiedy dorośli udają, że nic złego się nie dzieje, to grupa dzieciaków próbuje rozwikłać sekret Old Central School i tym samym zwraca na siebie uwagę czających się w korytarzach szkoły sił ciemności. Lato utraconej niewinności…

„Czarny Staw” Robert Ziębiński

Robert Ziębiński uwielbia Kinga, zna się na popkulturze i w tej historii bryluje budowaniem nastroju. Mamy tu cudownie tajemniczą miejscówkę. Młodych, inteligentnych bohaterów w klimacie Stranger Things, których chcesz mieć za kumpli. I mamy prawdziwy HORROR wokół małomiasteczkowego jeziora. Horror rodzimy, w klimacie amerykańskim. Poczciwy, ale straszny, taki, który polecasz z czystym sercem, bo przerazi tego dzieciaka, który siedzi głęboko w nas.

„Magiczne lata” Robert McCammon

To nie jest horror per se, ale groza, która chyba najpełniej czerpie z genialnej prozy Raya Bradbury, o którym wspomniałam wcześniej. Ostatnie lata dzieciństwa, tajemnica morderstwa w małym miasteczku i niewyjaśnione zjawiska, które są częścią dziecięcej rzeczywistości. Do czasu. W tej powieści to śmierć jest największym potworem, a konfrontacja ze śmiertelnością na zawsze zamyka drzwi do krainy niewinności. Piękna i do bólu prawdziwa.

Bo warto czytać.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Replika.

Exit mobile version