BEZSENNE ŚRODY: „Ciało” Stephen King

Bombla_BezsenneCIAŁO

Pamiętacie swoje ostatnie prawdziwe lato dzieciństwa? Ten czas beztroski, gdy jeszcze krzewy pod domem wydawały się dżunglą, a okoliczne drzewa przypominały gigantyczne, egzotyczne baobaby? Upalne chwile spędzone nad wodą, na łąkach, w miejskich ostępach, gdy podżerało się maliny prosto z krzaka, piło wodę ze źródełek i nic nie mogło zepsuć nastroju? To były te ostatnie magiczne chwile, tuż tuż, zanim dzieciństwo odeszło w zapomnienie, a niewinność przerodziła się w młodość i pierwsze odmienne już doświadczenia dorosłości. Takie lato pozostaje wyryte w sercu. Nie musi wydarzyć się nic dramatycznego, ale moment przejścia, przekroczenia tej cienkiej granicy między tym, co dziecinne, a tym co już dorosłe nie pozostaje bez echa. Zostawia po sobie szramę, ukłucie żalu, gdy wspominamy szaloną radość prostszego, niemal sielankowego życia tamtych lat.

Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: „The Wolves of God” Algernon Blackwood

Bombla_BezsenneWolvesOfGod

Czasami nachodzą człowieka takie myśli o ucieczce od cywilizacji. O zaszyciu się gdzieś w leśnej głuszy, gdzieś w górskich ostępach, na odludziu, tak, by przez nikogo nie być niepokojonym. Marzenie o pustelnictwie, powrocie do natury, do źródeł człowieczeństwa. Ta naiwna wiara w jedność natury i człowieka, w możliwość egzystowania wspólnie, uzupełniając się i oddając sobie to, co najlepsze…

Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: „The Veldt” Ray Bradbury

Bombla_BezsennaVeldt

 

Pamiętacie wyobrażenia o przyszłości, te sprzed lat? Próby wymyślenia, jak będzie wyglądał świat za pięćdziesiąt, sto, tysiąc lat? Wizjonerskie obrazy science fiction, w których wszystko będzie zmechanizowane, zautomatyzowane, pokryte błyszczącym metalem, wypolerowane na błysk? Nic nie będzie trzeba robić samodzielnie – sprzątanie, pranie, gotowanie, wszystkie możliwe prace domowe będą wykonywane przez specjalne roboty, maszyny, cudna elektroniki. Zamiast lasu – wirtualne drzewa, świergot ptaków w głośnikach. Zamiast morskiej bryzy – sztuczne ustawienie klimatyzacji. Pory roku? To już nie dla nas! Teraz słońce, czy śnieg pojawiają się w sekundę.

Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: „I Cthulhu” Neil Gaiman

Bombla_BezsenneICthulhu

 

Cthulhu. Wielki Przedwieczny. Monstrualny śniący, uśpiony w cyklopowym mieście R’lyeh, głęboko w oceanicznych otchłaniach Pacyfiku. Władca snów. Wielki Inicjator. Bóstwo, które karmi swój kult. Śni szalone sny i nawiedza ludzi. Podsuwa wizje. Koszmarne widziadła. Zsyła szaleństwo. Pewnego dnia, gdy gwiazdy i planety na nowo pojawią się w odpowiedniej koniunkcji – przebudzi się, by siać terror i zniszczenie.

Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: „Maska Śmierci Szkarłatnej” Edgar Allan Poe

Bombla_BezsenneMaskaŚmierciSzkarłatnej

 

Ostatnimi czasy wkrada się w codzienność strach. Strach bardzo pierwotny w swojej prostocie, a jednocześnie bardzo intensywny i przekonujący – strach przed chorobą! Przed epidemią, która nadciągnie i niczym średniowieczna dżuma zabierze za sobą setki tysięcy ofiar. Przeczołga się przez kolejne kraje, jak jakaś plaga egipska, której nie można pokonać.  Przed chorobą, na którą nie ma jeszcze lekarstwa, nie ma szczepionki, a która kiełkuje złowrogo, przyczajona, by wybuchnąć znienacka z potrójną siłą, zbierając krwawe żniwo po drodze. Mowa tu o chorobie, której symptomy są tak straszne, tak makabryczne, a zaraźliwość tak szybka, że gdy jest już po wszystkim, raczej nie pozostaje nic tylko żegnać się ze światem. Ten strach jest podsycany, tak by wszyscy ci, którzy mieli jakiekolwiek wątpliwości co do przebiegu tej podstępnej choroby widzieli wszystko i jeszcze więcej. Żeby przerazić i wywołać wewnętrzną panikę. Tak jak zwykle. Tak jak dawniej. Tak jak zawsze. Tak jak w niesamowitym, mocnym opowiadaniu Edgara Allana Poe zatytułowanym „Maska Śmierci Szkarłatnej”.

Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: „The White Cat of Drumgunniol” Joseph Sheridan Le Fanu

Bombla_BezsenneWHITE CAT

 Czy wierzycie w złe omeny? Czarne znaki na niebie i ziemi, które zwiastują klęski i katastrofy? Symbole, które interpretować można jako zapowiedzi nadchodzących nieszczęść, czy smutków? W czarne koty, stłuczone lustra, krakanie kruków? W każdej kulturze znaleźć można takie szczątki pogańskich wierzeń, dawnych, zapomnianych już dziejów, a wśród nich, w folklorze irlandzkim, jeden ze szczególnych omenów, tych najgorszych, zwiastujących niechybną śmierć – banshee.

Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: „Piaskun” E.T.A. Hoffmann

Bombla_BEZSENNEPiaskun

 

„Przeczuwałem w tym cały świat tajemnic, dziwnych wpływów i zagadkowych cieni, który zgłębić wyrywała się moja dusza. Lubiłem wprawdzie i dawniej opowiadania o czarownikach, wilkołakach i upiorach, ale od czasu jak mnie opętał piaskun, nie było stołu, ściany, szafy, na której bym go nie rysował bezwiednie kredą lub węglem, nadając mu rysy najosobliwsze, a zawsze bardzo straszne.”

Nie jestem pewna, czy znajdą się jeszcze tutaj czytelnicy, którzy przekopując się przez swoje wspomnienia z dzieciństwa odnajdą tam nawiązanie do postaci jaką był Piaskowy Dziadek.  Piaskowy Dziadek, z niemieckiego Sandmann, czyli piaskowy człowiek, o którym tu piszę był postacią ze staruśkiej bajki enerdowskiej puszczanej w telewizji. Ludzik ten, uroczy i kochany, opowiadał dzieciom bajkę, by na koniec sypnąć im magicznym piaskiem w oczy, tak aby dzieciaki od razu przeniosły się do krainy snów. Oj, jak bardzo ten poczciwy i przyjazny obraz rozmijał się z ludową wersją tej postaci! Gdybyście tylko wiedzieli kim tak naprawdę był Sandman, w Polsce zwany po prostu Piaskunem! Nie do końca jest pewne, czy od zawsze ta postać niosła za sobą konotacje demoniczne, jednak istnieje pewne opowiadanie z 1817 roku, które wydaje się pokazywać prawdziwe oblicze postaci Piaskuna, stawiając postać „dziadunia” w zupełniej nowym świetle i o wiele mroczniejszej perspektywie. Mowa tutaj o opowiadaniu Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna, zatytułowane po prostu „Piaskun”.

 

„–Piaskun? – rzekła – To ty nie wiesz jeszcze, co to za jeden? To taki niegodziwiec, który przychodzi na zawołanie, kiedy dzieci spać iść nie chcę, i rzuca im garściami piasek w oczy, aż dopóki z głowy nie wyjdą; wtedy je pakuje do worka i niesie na księżyc dla swoich dzieci. Te zaś nie wyłażą nigdy z gniazda, i mają jak sowy ogromne dzioby zakrzywione, którymi łapczywie zjadają owe oczy, powydzierane nieposłusznym dzieciom.”

Młody student Nathaniel w listach do przyszłego szwagra i swojej ukochanej wspomina dziwne wspomnienie z dzieciństwa. Otóż, co wieczór jego matka tuż przed snem zwoływała dzieci, by położyły się już do łóżek, bo nadchodzi piaskun. To zawołanie łączyło się zawsze z odgłosem ciężkich kroków na schodach, przyciszonych głosach w gabinecie ojca i niepewnym uczuciem, że coś złego dzieje się wśród ścian. Dlatego też mały Nathaniel zaczaja się raz za zasłoną i staje twarzą w twarz z sekretem ojca – alchemicznymi eksperymentami, jakich dokonuje z pomocą potwornego osobnika, adwokata Coppoli. Gdy wydarza się okrutny wypadek, ojciec Nathaniela ginie, a Coppola znika, po latach wspomnienie zaciera się. Wraca nagle, gdy na drodze studenta pojawia się szkaradny optyk, Koppelius, w mrożący krew w żyłach sposób przypominający mordercę jego ojca. Na dokładkę to spotkanie łączy się z uzyskaniem możliwości podglądania przepięknej córki profesora, Olympii, którą Nathaniel za pomocą lunety otrzymanej od Koppeliusa obserwuje z okna każdego dnia. Jednak coś nienormalnego jest z tą dziewczyną. Jakaś sztywność, sztuczność, niemniej chłopak traci głowę, pomimo ostrzeżeń. Wszystkie wątki wkrótce łączą się obnażając makabryczną prawdę.

„Piaskun” E.T.A. Hoffmanna to dzieło niesamowite. Pełne jest tajemnych odniesień do alchemicznych eksperymentów, do sekretnych pragnień człowieka w tym, by ujarzmić naturę, by nagiąć ją do swoich potrzeb. Postać Piaskuna ma wiele znaczeń (Oczy! Oczy! Oczy!) – umożliwia obserwację (luneta dla Nathaniela), zmusza do podglądactwa (jeszcze w rodzinnym domu), prowokuje przekraczanie granic, by oddać się w szpony szaleństwa. To jest właśnie ta senna kraina Piaskuna – świat wyobrażony, świat zza kotary, w który wpada Nathaniel, gdy poznaje Olympię. Oczy Nathaniela, symbol władzy Piaskuna, stają się nagle spragnione, muszą patrzeć, chociaż nie widzą wcale tego, co tak oczywiste. To opowiadanie jest jak pyszny deser dla literaturoznawcy – można nurkować w nim, taplać się, przewalać i zawsze znajdzie się jakiś wspaniały trop. Uważać jednak trzeba, by nie oddać się władzy Piaskuna, nie wpaść do świata, z którego nie ma już ucieczki.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo boję się OCZU. Tych strasznych OCZU.

O.

*To cudowne opowiadanie znajdziecie zupełnie za darmo, po polsku, do ściągnięcia i zaczytania się na stronie Wolnych Lektur TUTAJ.

BEZSENNE ŚRODY: „A Good Man is Hard to Find” Flannery O’Connor

Bombla_BezsenneAGoodManIsHardToFind
 

“I found out the crime don’t matter. You can do one thing or you can do another, kill a man or take a tire off his car, because sooner or later you’re going to forget what it was you done and just be punished for it.”

Dzisiaj będzie inaczej. Zapomnimy na chwilkę chociaż o duchach, wampirach, demonach i wszelkich paranormalnych istotach. Zapomnimy o nawiedzeniach i potwornościach czających się w ciemności. Zapomnimy o nocy i mroku. Wręcz na przekór zwyczajnej grozie, wyjdziemy na pełne słońce i podziwiać będziemy letnie krajobrazy. Zwrócimy się w kierunku gorącego amerykańskiego Południa, tam gdzie kiedyś, parafrazując słowa Margaret Mitchell, pośród niekończących się bawełnianych pól rozciągała się kraina ostatnich rycerzy i dam. Z tej krainy dzisiaj już pozostały raczej zgliszcza, przerysowane wspomnienia miejsca, którego najtrafniejsze opisy jego prawdziwej natury określa dziwny, niepokojący gatunek zwany Gotykiem Południa.

Czemu niepokojący? Jego podstawową cechą jest zwodzenie, maska, albo filtr nałożony na rzeczywistość. Niby z zewnątrz, z oddali, wszystko wydaje się być normalne, jednak jeśli tylko zmrużyć oczy, podejść bliżej, przyjrzeć się uważniej, czytelnik dojrzy, jak bardzo się mylił. Okrucieństwo, surrealizm, krzywe zwierciadło – groteska – coś złego się dzieje, coś, co wzbudza niepokój i strach. A Królową Gotyku Południa była jedna z najciekawszych amerykańskich autorek XX wieku, nietuzinkowa i tajemnicza Flannery O’Connor, której opowiadanie „A Good Man is Hard To Find” („Trudno o dobrego człowieka”) idealnie ilustruje mroczną stronę południa, a tak naprawdę ciemną stronę człowieka.

Pewna bardzo zaczepna babcia, która niebawem wybiera się z rodziną na wakacje na Florydę, próbuje przekonać swojego syna, by tym razem zmienili kierunek wyprawy i w zamian odwiedzili jej dawne kąty gdzieś na starych plantacjach Tennessee. Za powód zmiany wskazuje artykuł, w którym mowa o pewnym przestępcy zwanym Misfit, który wraz z dwoma innymi zbiegami z więzienia ucieka właśnie na południe, w stronę Florydy i lepiej nie kusić losu. W dniu wyjazdu babcia, jak na prawdziwą południową „damę” i prawie prawie belle przystało, pomimo tłoku w przepełnionym samochodzie ładuje na dokładkę swojego kota i wkłada strojny kapelusz, bo jak sama mówi „gdy będzie wypadek, od razu poznają, że jest damą”. Już w drodze babcia wspomina stare dzieje, puszy się i zmyśla, byle zaciągnąć rodzinę w stare strony. Wydaje jej się, że plantacja jest już blisko i wystarczy jedynie skręcić w najbliższą nieutwardzoną drogę, z dala od zabudowań. Wkrótce okaże się, że zakręt ten był bardzo złym pomysłem, gdy staną oko w oko z własnym przeznaczeniem.

„A Good Man is Hard to Find” sprawia, że przez chwilę czytelnik wstrzymuje oddech z niedowierzania. Przerażenie jest tak totalne, tak całkowite, a jednocześnie namacalność, prawdziwość tych wydarzeń tak bardzo realna i łatwa do wyobrażenia, że w końcu, otrząsnąwszy się ze skrajnych uczuć, z łatwością popaść można w marazm, w poczucie, że nie ma już na świecie dobra. A jeśli jest, to na pewno nie wtedy, gdy akurat jest najbardziej potrzebne. Flannery O’Connor potrafiła bardzo prostymi zabiegami literackimi zahipnotyzować czytelnika i zostawić go po lekturze w stanie swoistego zawieszenia, gdzieś między zrozumieniem, a całkowitym zagubieniem. Bo tutaj nic nie jest przewidywalne. Nic nie jest zrozumiałe. To ludzka groza w najczystszej postaci, gdy człowiek nie może być  pewnym drugiego człowieka.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo rozmyślam o prawdziwej naturze człowieka.

O.

*Opowiadanie „A Good Man is Hard to Find” Flannery O’Connor znajdziecie w oryginale TUTAJ.

**O wszystkich opowiadaniach Flannery O’Connor, jak i o niej samej, dawno dawno temu napisałam zbiorczy tekst, który być może zachęci Was do zaczytania się i zachwycenia, a znajdziecie go TUTAJ.

BEZSENNE ŚRODY: „Muzyka Ericha Zanna” H.P. Lovecraft

Bombla_BezsenneMUZYKAErichaZanna

 

„Tam w wąskim korytarzu wsłuchiwałem się poprzez zamknięte drzwi z zakrytą dziurką od klucza w dźwięki, które napełniały mnie dziwną grozą… grozą pomieszaną ze zdziwieniem i tajemniczą melancholią. Nie były to jakieś straszne dźwięki, bynajmniej, ale towarzyszyła im wibracja zupełnie niespotykana na naszym ziemskim globie, a w pewnych momentach wydawało się, że jest to symfonia wykonywana nie przez jednego muzyka.”

Miasta mają swoje tajemnice. W czeluściach skrywają najmroczniejsze sekrety. Miasta są jak labirynty, w których ten, co nie zna drogi może z łatwością się zapodziać, zgubić gdzieś między uliczkami i nigdy już nie powrócić. Zaułki, piwniczki, ciemne przejścia, o których wiedzą jedynie nieliczni. Miasta to niezwykłe twory-stwory, bo nigdy nie wiadomo, co może czaić się w ich trzewiach. Kogo chowają przed wzrokiem przyjezdnych. Krążą legendy o całych dzielnicach, które znikają z map. O dziwnych istotach widzianych we mgle. O przejściach do innych światów. Takie miasta-potwory opisywało już wielu autorów, jednak jest ktoś, kogo miejskie mroczne opisy działają na wyobraźnię bardziej niż jakiegokolwiek innego pisarza. Mowa tu o kimś, kto sam bał się spacerować o zmroku, wśród wąskich przejść czuł się nieswojo, a nocami śnił o terrorze z otchłani. Pewnie już wiecie, o kim mowa. O H.P. Lovecrafcie oczywiście i tym razem jego niesamowitym opowiadaniu „Muzyka Ericha Zanna”.

Za dawnych, młodzieńczych lat studenckich narrator tej opowieści zamieszkiwał niejaką Rue d’Auseil, wąską, bardzo stromą i mroczną uliczkę w magazynowej dzielnicy, do której nigdy nie docierały promienie słońca. Uliczkę, której po latach nie jest w stanie odnaleźć ani na żadnej mapie, ani w terenie. Wspomina, jak ciężkie były dla niego tamte czasy. Był słaby zarówno fizycznie, jak i psychicznie, osamotniony. W okolicy sami starsi ludzie, a na poddaszu jego domu pokój wynajmował pewien niemiecki skrzypek, Erich Zann. Każdej nocy zza drzwi wydobywała się przedziwna muzyka, inna niż wszystko do tej pory. Dźwięki tajemne, nietypowe, na swój sposób genialne. Student próbował zaprzyjaźnić się z muzykiem, jednak ten odmawiał bliższego kontaktu. Wycofywał się i reagował nerwowo na wszelkie wzmianki o swoich utworach. On na coś czekał. Czegoś wypatrywał. Pewnej nocy oszalałe dźwięki, które wypływają ze skrzypiec przywołują naszego narratora, a to czego będzie świadkiem na zawsze już naznaczy jego życie.

W „Muzyce Ericha Zanna” H.P. Lovecraft ponownie hipnotyzuje czytelnika. Tym razem na wielu poziomach, gdzie koszmar rodzi się z natłoku artystycznych doznań. Czaruje opisem wrażeń tak intensywnych, tak poetyckich, a jednocześnie zrozumiałych, że przejmujemy niejako percepcję głównego bohatera i na moment stajemy się nim, doświadczając czegoś zupełnie niezrozumiałego. Opowiadanie to, pomimo swojej króciutkiej formy, jest wspaniale wieloznaczne. Daje pole do popisu wyobraźni, aktywuje wszystkie zmysły. Znajdziemy tu miejską legendę o zaginionej uliczce, której nie da się odnaleźć. Metaforę twórczego szaleństwa w geniuszu opętanego skrzypka. I muzykę płynącą prosto z otchłani.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo słyszę szalone dźwięki skrzypiec i wiem, że coś przysłuchuje się jej z ciemności.

O.

*To cudowne, króciutkie opowiadanie na jeden chaps znajdziecie zupełnie za darmo po polsku TUTAJ oraz w oryginale TUTAJ.

BEZSENNE ŚRODY: „Don’t Look Now” Daphne du Maurier

Bombla_BezsenneDontLookNow

 

„He felt himself held, unable to move, and an impending sense of doom, of tragedy, came upon him. His whole being sagged, as it were, in apathy, and he thought, ‘This is the end, there is no escape, no future’.”

Strata i poczucie pustki. Nagłe zniknięcie. Śmierć. Gdy zabiera kogoś bliskiego, ukochaną osobę niewielu potrafi przełknąć ten brak bez chociażby chwilowego momentu załamania. Bez kryzysu, żałoby, która oczyści umysł i pozwoli wrócić do życia. Jednak gdy umiera dziecko, kochane dziecko, a porządek natury zostaje tak brutalnie zaburzony, świat jego rodziców zapada się i rozpada w pył. Wtedy brak staje się tak dotkliwy, ból tak niewyobrażalny, że przez moment wydawać by się mogło, że czas przystanął, a wszystko zasnuła czerń. Bo nic już tego braku nie zdoła wypełnić. Zdesperowani rodzice mogą próbować łapać się różnych sposobów na poradzenie sobie z taką stratą. W literaturze już niejednokrotnie wykorzystywano ten temat, by wprowadzić niewyobrażalne, podarować bohaterom nadzieję, której pozbawieni byliby w realnej rzeczywistości. Ta nadzieja często bywa zwodnicza. Znowu odbiera coś w zamian za styczność z nadprzyrodzonym. Tak jak w opowiadaniu brytyjskiej pisarki Daphne du Maurier zatytułowanym „Dont’ Look Now” („Nie oglądaj się teraz”).

Nie oglądaj się teraz. – tymi słowami rozpoczyna się opowieść o Laurze i Johnie Baxter , którzy od kilku dni przebywają w Wenecji. Nie jest to niestety pobyt w żaden sposób przyjemny, ale swoiście wymuszony. Próba zapomnienia, uleczenia rany po śmierci ukochanej córeczki Christine. Laura ma wypocząć, spróbować powrócić do smutnej rzeczywistości bez dziewczynki, nauczyć się żyć z tą pustką nie do zastąpienia. John traci już nadzieję, gdy w jednej z włoskich knajpek nad kanałami zauważa, że przypatrują się im dwie starsze kobiety, bliźniaczki, o świdrującym spojrzeniu. Jedna z nich zdradza Laurze, że jest jasnowidzem, utrzymuje kontakty ze światem paranormalnym i widzi ich córeczkę, jak beztrosko bawi się tuż obok pogrążonych w rozpaczy rodziców. Laura jest zaintrygowana, popada w obsesję, a John podejrzewa dziwny spisek, bo co rusz napotykają bliźniaczki na swojej drodze. Sytuacja zagęszcza się, gdy dowiadują się o mordercy czającym się między weneckimi zaułkami, a jedna z bliźniaczek przynosi wiadomość z zaświatów, rzekomo od Christine, która ostrzega rodziców przed niebezpieczeństwem.

Daphe du Maurier w „Don’t Look Now” po mistrzowsku buduje wokół bohaterów narastające poczucie osaczenia, paniki, która nadciąga nad Laurę i Johna, jak te ciężkie wyziewy z weneckich kanałów. Wycieczka, która miała prowadzić do wyzwolenia, do uspokojenia skołatanych nerwów, zamienia się  w koszmar. Tak bohaterowie, jak czytelnicy spinają się coraz bardziej, czujni i gotowi do natychmiastowej ucieczki, gdy presja stanie się zbyt wielka. Niepokój budzą już pierwsze akapity, bo coś jest nie tak, jak powinno być. Wraz ze słowami Johna ruszają tryby machiny, której nic nie będzie już w stanie zatrzymać, bo wszystko w tej historii zmierza ku ustalonemu przeznaczeniu. Strach rośnie z każdą kolejną stroną, gdy zauważamy, że to, co tajemnicze przenika w te ciasne uliczki, odbija się w wodzie i rozbrzmiewa pośród nocy. Uczta wyobraźni w najlepszym wydaniu i w przytłaczającej atmosferze miasta na wodzie.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo czuję, że ktoś czai się w ciemnych zaułkach miasta.

O.

*Opowiadanie „Don’t Look Now” Daphe du Maurier pochodzi z tomu opowiadań pod tym samym tytułem. Opowiadanie po polsku, pod tytułem „Nie oglądaj się teraz” znalazło się w tomie „Makabreski” wydanym w 1990 roku nakładem wydawnictw GiG i w 1997 roku w osobnym tomie nakładem Prószyńskiego.