12 powieści fantasy

Smoki, epickie bitwy, niesamowite światy… wiecie o czym mówię? Czas na książki fantasy na Wielkim Buku.

„Poławiacze sunu” Michał Organiściak

Dajcie mi piratów. Dajcie mi morską bryzę. Dajcie mi słońce, piasek i wszystko, co najlepsze z głębin morza. Doprawcie magią. I czymś niewyjaśnionym. Na przykład sunu, tajemniczą substancję z samego dna, która bardzo uzależnia, ale nie sposób jej się oprzeć. I pozwala zdobywać władzę. Taki świat właśnie wykreował Michał Organiściak w swojej debiutanckiej powieści i przyznam Wam szczerze, że wkradł się do mojego serca.

Dwóch braci, których dzieli wszystko, a połączy potrzeba przetrwania w świecie, w którym o przetrwanie trudno. Starszy Marten piął się po szczeblach kariery, by upaść z hukiem, na samo dno. Spłonęły marzenia o patencie kapitańskim, o własnym okręcie, o własnej załodze. Jest nałóg. Jest sunu. Młodszy z braci, Cobar, miał być prawilnym obywatelem, studentem prawa, ale zdecydował, że on też zostanie poławiaczem sunu. A wszystko przez polityczną intrygę, w którą obaj zostali wciągnięci. I tak zaczyna się ich podróż…

Ahoj, morska przygodo! Chciałoby się od razu w duchu kapitana Jacka Sparrowa tanecznym krokiem wejść na statek i odpłynąć ku zachodzącemu słońcu. Tylko, że świat w „Poławiaczach sunu” to raczej ta brdziej mroczna wizja tego korsarskiego wyobrażenia. Owszem są okręty. Ale zacznijmy od tytułowego sunu: to substancja wydobywana z dna oceanu, która działa jak potężny, magiczny narkotyk. Daje nadludzką moc, ale cena jaką płacisz jest równie… gigantyczna. A brak narkotyku oznacza śmierć. Więc trudno powiedzieć, czy się opłaca. Sam koncept jednak to prawdziwa baja. Bo magia nie jest tu darem bogów, ale potwornym uzależnieniem i klątwą, a bohaterowie często sięgają po nią z czystej desperacji, gdy nie mają już innego wyjścia.

Sprawa druga. Relacje między braćmi. Może i różni ich wszystko, ale krew nie woda, wiadomo. I jakoś udaje im się ograć to uczucie między sobą. Te cierpkie, naznaczone czarnym humorem wymiany zdań robią tu prawdziwą robotę. Na dokładkę, mamy tu epickie starcia na morzu, pościgi, groźne syreny, wykoślawione kreatury i wielką politykę zderzającą się z losem wyrzutków. Bo wszystko oczywiście kręci się wokół spisków. I okrętów. I morza.

Na koniec dodam, że „Poławiacze sunu” przypominają mi pijacką szantę. Taki mają klimat. Są bardzo dynamiczne, rozbujane i płyną z wiatrem. Podoba mi się takie fantasy.

„Ostatnie życzenie” Andrzej Sapkowski
Cykl wiedźmiński

Nie można mówić w Polsce o fantasy bez Wiedźmina. Cykl o Geralcie z Rivii to klasa sama w sobie, nawet jeśli znacie już gry czy serial. To, co ogromnie spodobało mi się w tomie, który wprowadza nas do tego świata to pyszny słowiański klimat, z luźnymi nawiązaniami do mitologii. Ale też sam Geralt – doświadczony, zawieszony między światem ludzi a magią, skazany niejako na potępienie i na wieczną tułaczkę z mieczami u boku. Pewnego dnia w końcu nadrobię całą serię – obiecuję.

„Gra o tron” George R.R. Martin
Pieśń Lodu i Ognia

Należy pogodzić się z faktem, że nigdy nie doczekamy się oficjalnego książkowego zakończenia tej fenomenalnej sagi, ale nie zmienia to faktu, że to jedna z najlepszych pozycji fantasy, jakie istnieją. Martin przenosi nas do świata Westeros, gdzie kolejne rody i kolejni władcy walczą o swoje miejsce na Żelaznym Tronie. Kilka wpływowych rodzin wiedzie tu prym. Ale. Gdy nadchodzi zima (która w tym świecie oznacza klęskę, zagładę i najazd mroku z północy), to sytuacja mocno się komplikuje, a stawki rosną. Trupy ścielą się tu co kilka stron, giną ukochane postacie, ale i tak czytamy. Z gulą w gardle.

„Pan Lodowego Ogrodu” Jarosław Grzędowicz

Sięgając po ten niesamowity cykl należy wziąć pod uwagę, że można obudzić się tydzień później, z wypiekami na twarzy, zastanawiając się jaki jest dzień i jak to wszystko się stało – zaufajcie mi – to właśnie spotkało mnie. Polski autor zaszalał z tak genialną historią, tak genialną wykreował rzeczywistość, stworzył tak doskonałych bohaterów, że kto uwielbia opowieści fantasy po prostu musi sięgnąć. I jest Vuko Drakkainen, a jego trzeba poznać.

„Achaja” Andrzej Ziemiański

Wiem, wiem, część z was ucieknie z kwikiem, ale ja za Achają przepadam. No bo tak. Wyobraźcie sobie rozkapryszoną księżniczkę, która w wyniku bezwzględnych dworskich intryg traci dosłownie wszystko i ląduje na samym dnie, zmuszona do przetrwania w brutalnym, żołnierskim świecie. I tak. Jest bardzo cieleśnie. Tak. Jest cholernie krwawo. Tak. Jest brudno i okrutnie. Ale to wejście do świata, za którym przepadam, a jednym ratunkiem jest tu cynizm i czarny humor. I jest Virion oczywiście.

„Wojna Makowa” Rebecca F. Kuang

Pasjonująca fantastyka młodzieżowa z mocnym historycznym uderzeniem. To cały kawał historii konfliktów Chin i Japonii (XX wieku) ukryty za fikcyjną pozłotą, a sama Rin – główna bohaterka, sierota o niezidentyfikowanym pochodzeniu – jest tak naprawdę wcieleniem Mao, bohaterką- antybohaterką! Jest magia, jest wojna, są moralne zagadnienia, które nie mają oczywistych rozwiązań. Pierwszy tom, który bierze czytelnika z zaskoczenia!

„Aquila” Peter A. Flannery

Fenomenalny wstęp do uniwersum „Maga Bitewnego”. Świata, w którym trwa niekończąca się walka dobra ze złem, a zło przybiera formy potworne, koślawe i demoniczne. Przed nami opowieść o tytułowym Aquili Dantem, magu, który na grzbiecie swojego wiernego smoka walczy z demonami z czeluści ziemi. Ale… Wkrótce będzie musiał zapłacić tę najwyższą cenę za przyjaźń, za honor, za najwyższe poświęcenie. Polały się łzy.

„Szeptucha” Katarzyna Berenika Miszczuk
Seria Kwiat Paproci

To seria magiczno-fantastyczno-słowiańska. Zabawna, urocza, romantyczna. Babska, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Gosia trafia do szeptuchy po swoich studiach medycznych, a jej praktyka okaże się co najmniej specyficzna. Czysta magia w kręgu Światowida i Kwiatu Paproci, która rozbawi do łez i ujmie serce niejednej wrażliwej czytelniczki. I można dostać wypieków miejscami na dokładkę.

„Gwiezdny pył” Neil Gaiman

Teraz to trochę w złym tonie polecać Gaimana, ale co ja poradzę, że jego książki to złoto. No tak jest! Każdy chciałby gwiazdkę z nieba na własność, tym bardziej gdy spada tuż, tuż, blisko, za Murem, w magicznej krainie, która rządzi się swoimi dziwnymi prawami. Baśnie, legendy, podania są tu niemal namacalne, jak najbardziej prawdziwe, a ten dziwny świat stawia co rusz nowe wyzwania. To magia w czystej postaci i jak to u Gaimana bywa, nie do końca na serio, niemniej z elementem grozy.

„Malowany człowiek” Peter V. Brett
Cykl Demoniczny

Świat, który każdej nocy napadają demony Otchłani, osaczona, bezwolna ludzkość i troje młodych ludzi, którzy zrobią wszystko, by stawić im czoła – tak rysuje się porywający cykl fantasy, a w zasadzie jego początek. Demony, które napadają ludzi, pożerają, okaleczają… Jedyną ochroną przed nimi są runy ochronne, którymi ludzie wieńczą swoje domostwa. Biada jednak temu, kogo noc zastanie poza runiczną zaporą. Ale! Runy trzeba znać i mistrzowsko nimi obracać. Czyta się z zapartym tchem, zanurzając się w świecie, w którym czuć smród demonicznych oddechów, słychać ich piekielne odgłosy, można ukryć się lub walczyć, o ile starczy odwagi. Fantastyka na najwyższym poziomie.

„Beowulf”

Jedna z czołowych pozycji kanonu literatury światowej, wstęp do każdej powieści fantasy i epicki poemat wczesnego średniowiecza. Tytułowy Beowulf to prawdziwy heros, modelowy bohater, którego w nieskończoność powiela dziś popkultura. Ten, który walczy ze złem, pojawia się tam, gdzie najbardziej go potrzebują, ten, który ubija największe potwory i odchodzi w cieniu chwały. Od niego wszystko się zaczęło i trwa po dziś dzień.

„Władca pierścieni” J.R.R. Tolkien

Nasza kropka nad „i”, bez której fantasy dla mnie nie istnieje. Epicka, ponadczasowa historia o przyjaźni, poświęceniu i walce dobra ze złem w świecie, który ogarnia ciemność ze wschodu. Tu jest wszystko i więcej.

Bo warto czytać.

O.