„Pieśń dla Elli Grey” David Almond – recenzja

Byli młodzi. Byli niewinni. On, piękny król Tracji. Kiedy trącał struny swojej liry wszystko wkoło mu wtórowało. W muzyce zatracały się ptaki, drzewa, cała natura Ona, urocza nimfa drzewna hamadriada, towarzysząca mu w jego wędrówce. On i Ona. Orfeusz i Eurydyka. Zakochani do nieprzytomności. Szczęśliwi, aż do chwili, gdy ktoś inny dostrzegł jej piękno i postanowił zdobyć dziewczynę za wszelką cenę. Ona umiera, On myśli, że traci ją na wieki, ale bogowie dają mu ostatnią szansę może ją odzyskać. Jest tylko jeden warunek

Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała.
Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie.
Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy umarła.

Orfeusz i Eurydyka Czesław Miłosz

Czytaj dalej

Reportaż #5: „W kraju Putina. Życie w prawdziwej Rosji” Anne Garrels

Reporterka Anne Garrels poświęciła Rosji niemal czterdzieści lat swojego życia. W międzyczasie donosiła dla rozgłośni radiowej NPR o konfliktach z Czeczenii, Bośni, z Kosova, Afganistanu, Pakistanu i Izraela. Była jednym z kilkunastu korespondentów, którzy zostali na czas wojny w Iraku w 2003 roku. Za swoją pracę i odwagę została uhonorowana nagrodą Courage in Journalism, którą przyznała jej International Women’s Media Foundation, oraz Nagrodą im. Georgea Polka za reportaż radiowy z Iraku. Konflikty gasły, wojny cichły, a ona wracała dzieląc swój czas między Stany Zjednoczone a ZSRR, potem już Rosję po upadku Związku Radzieckiego. Niemal czterdzieści lat spotkań, rozmów, badań Czterdzieści lat przyjaźni, wywiadów, obserwacji

Dla Anne Garrels Rosja stała się niczym drugi dom, miejsce, do którego powrót zawsze zwiastował nowe doświadczenia, nowe wrażenia. W 2016 roku wreszcie nadszedł czas na zebranie wspomnień i tak powstał reportaż W kraju Putina. Życie w prawdziwej Rosji, który pokazuje nie tylko to, o czym perorują gadające głowy, znające Rosję wyłącznie z opisów innych, ale realia życia prawdziwych Rosjan, poza stolicą i głównymi aglomeracjami.

Czytaj dalej

„Pieśń jutra” Samantha Shannon – 3 tom serii „Czas żniw” & PATRONAT

Na tę chwilę czytelnicy czekali od momentu opublikowania drugiego tomu! Czas Żniw Samanthy Shannon powraca z kolejnym tytułem serii i już wiadomo, że ciężko będzie dotrwać do publikacji następnej książki z cyklu. Wizjonerska opowieść o dojrzewaniu w zniewoleniu, o próbie parcia naprzód, pomimo ucisku, o życiu na przekór tłamszącej sile wszechogarniającego zła, które wciąż przybiera inne maski, umykając konkretnej definicji idzie naprzód. Samantha Shannon nie stroni od symboli, nie unika nawiązań do prawdziwej historii światowej, sięga do źródeł, ukrywa pod pozorami fantastyki, by w imponujący sposób obrócić ją na swoją korzyść, kreując niby alternatywny świat, ale wcale nie taki obcy.

Był Czas żniw, był Zakon Mimów. Nadszedł czas na Pieśń jutra.

Czytaj dalej

„Głębia Challengera” Neal Shusterman – recenzja

Psychika ludzka to delikatny obszar, wrażliwy niczym niewidzialny organ. To ta część człowieka, której nigdy do końca nie da się zbadać i w jakiś sposób zawsze pozostaje niewiadomą. Tajemnicza strona naszej duszy, miejsce, w którym zachodzą sekretne procesy, niemal niepowtarzalne, unikatowe dla każdego z nas jak linie papilarne. Póki egzystujemy w normalności, czyli operując w granicy powszechnie ustalonej normy, to wszystko idzie zgodnie z planem. Ale nie ma co się oszukiwać wystarczy jeden impuls, jeden niefortunny gen, by rozszarpać psychikę na strzępy. A to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą przytrafić się człowiekowi. Dlatego też choroba psychiczna pozostaje tematem niewygodnym. Po części wkracza w sferę tabu, czyli tego, o czy lepiej nie rozmawiać, nie jątrzyć, nie rozdrapywać. Wstydliwym stygmatem dla tych, których dotyka, bo zostawia skazę na całe życie. Nie tylko dla samego chorego.

Nieskończone połacie ludzkiego umysłu, który schodzi w głębiny, próbuje ująć w słowa Neal Shusterman w swojej pozornie młodzieżowej opowieści Głębia Challengera, za którą otrzymał National Book Award, a która jest historią opartą na faktach.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „STRAŻAK” Joe Hill – post-apokaliptyczna padlina

Współcześni pisarze lubią powroty do przeszłości. Lubią nawiązywać do twórców sprzed lat, inspirować się ich ulubionymi dziełami, tworząc wszelkiego rodzaju hołdy, licząc na to, że pewnego dnia, ktoś porówna ich do idoli, do tych, którzy stanęli swojego czasu na piedestale i do dzisiaj stanowią gatunkowy kanon. Joe Hill nie musiał szukać daleko. Będąc synem kultowego twórcy horroru i grozy jakim jest Stephen King, porównanie narzuca się niemal samo, tym bardziej, jeśli syn postanawia podążać ścieżką pieczołowicie udreptaną przez ojca. I póki wyznaczony szlak pozostawał szlakiem, a czujne oko ojca nawracało syna z bocznych, błędnych ścieżek, to wszystko szło jak po maśle oryginalne opowiadania, doskonałe komiksy, powieści z własnym rockowym sznytem, miejscami zabawnie nawiązujące do uniwersum Kinga, niczym niespodzianki dla fanów ich prozy. Aż do momentu, w którym nie przyszedł czas, by dorównać ojcu. I tutaj nie było już szansy na powodzenie.

Miała być satyra, miała być mroczna baśń à la Władca Much i „Piotruś Pan” jednocześnie, a okazało się, że Strażak to nieudolna próba dogonienia pewnych wzorców gatunkowych, powieść, która na tle dorobku twórczego Joe Hilla nie ma w zasadzie nic do zaoferowania. Świetny koncept, kilku intrygujących bohaterów i ponad osiemset stron opowieści, która spłonęła na panewce.

Czytaj dalej

„W oparach absyntu” Iwona Kienzler PATRONAT!

Odkąd tylko zielona absyntowa wróżka pojawiła się na świecie, to kusiła i prowokowała awangardowych artystów do szaleństw i skandalizowania. Miejskie bistra nocną porą, pełne oparów nie tylko samego alkoholu, jak rozochoconych, pobudzonych ciał, terpentyny i farb, wszelkiej maści atramentów i duszących perfum, które obezwładniały umysły. Sztuką się żyło, sztuką oddychało, a absynt jedynie wzmagał tęsknoty, wzmagał namiętności, otwierał umysły na nowe doznania. Tak to właśnie wyglądało w Europie pod koniec XIX wieku, i tak wyglądało w nieistniejącej wtedy Polsce, kiedy atmosfera buntu przeciw uciskowi trzech mocarstw i filisterskim poglądom klas wyższych przełożyła się na twórczy szał w sztuce i literaturze. Charakterystyczny duch ekstrawagancji, melancholia, postać artysty ponad wszystko, czyli manifest Młodej Polski w pigułce, a wraz z nim szaleństwa dekadentyzmu.

Te awanturnicze wyskoki polskich twórców tamtego okresu pod lupę wzięła i opisała Iwona Kienzler w swojej fascynującej publikacji W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski.

Czytaj dalej

„Pragnienie”Jo Nesbø – przedpremierowo najnowszy tom serii z Harrym Hole!

Powroty ulubionych śledczych i detektywów to już swojego rodzaju tradycja pośród twórców kryminalnych opowieści. W zasadzie można przyjąć, że jeśli postać detektywa jest uwielbiana przez tysiące czytelników, to pisarz, który ją stworzył może czuć się niejako zobowiązany pisać o niej aż do samego końca. W końcu ulubieni detektywi wracają nawet długo po śmierci samych twórców, nawet zza grobu. Wszystko zaczęło się oczywiście od uwielbianego Sherlocka Holmesa, którego Sir Arthur Conan Doyle był zmuszony wskrzesić na prośby zrozpaczonych fanów. Herkules Poirot znany z twórczości królowej kryminału Agathy Christie niby umarł, ale znowu podbija księgarniane półki. Nawet nasz polski detektyw Eberhard Mock nie umknął tej kryminalnej tradycji, by powrócić po siedmiu latach nieobecności w kolejnej powieści z uwielbianego cyklu Marka Krajewskiego. Teraz wraca kolejna legenda, śledczy, który zniknął na cztery lata po dziesięciu tomach kultowej, skandynawskiej serii. Status quo niby się zmienia, ale pewne sprawy pozostają niezmienne.

W ten sposób norweski pisarz Jo Nesbø na nowo budzi jednego z najbardziej rozpoznawalnych detektywów północy i ożywia cykl o Harrym Hole w jedenastej już powieści zatytułowanej Pragnienie.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Strażnicy Światła” Abby Geni – NAJLEPSZA powieść 2017!

Kiedy zniesie nas kalifornijski prąd na Oceanie Spokojnym, kiedy uda nam się skupić wzrok i akurat aura będzie po naszej stronie, kiedy spojrzymy w stronę horyzontu, to być może uda nam się pośród rosnącej mgły dostrzec szereg skał wystających ze spienionych wód. Niewielki archipelag, który przy dobrych wiatrach można zauważyć nawet z lądu. Ostre jak brzytwa wierzchołki, skołtunione gromady ptactwa, gigantyczne fale, które utrudniają jakikolwiek dostęp do Wysp. To tam znajduje się rezerwat przyrody jedyny w swoim rodzaju. Rezerwat o długiej i krwawej historii, który odwiedzali najpierw Indianie, a potem całe grupy kolonizatorów, z Sir Francisem Drakem na czele. Rezerwat, w którym przyroda nie ma w sobie nic magicznego, nic przyjaznego. Miejsce, na którym można zginąć jeśli tylko krzywo postawi się jeden krok.

Witajcie na Wyspach Farallońskich, na Wyspach Umarłych.

Czytaj dalej

„Doskonała pomyłka” Katie Agnew – recenzja

Czy wiecie, że syreny istnieją naprawdę? Być może nie mają rybich ogonów, nie przypominają postaci z baśni i mitów, ale są to prawdziwe kobiety, dziewczęta, a dawniej nawet małe dziewczynki, które potrafią zanurzać się na znaczne głębokości, nawet trzydziestu metrów bez użycia jakiegokolwiek ekwipunku. To kobiety morza, zwane w Japonii* Ama, które polegając jedynie na własnym ciele, wytrzymałości płuc i sprawności palców, od ponad dwóch tysięcy lat uprawiają ten niezwykły zawód jakim jest poławianie pereł. Czasami wyposażone są w piankę, ale zawsze w niewielki pojemnik i specjalny nożyk do podważania skorupiaków to wszystko. Nurkują nawet kilkadziesiąt razy dziennie, wstrzymując powietrze na ponad dwie minuty. Ich fach powoli wymiera, ale wspomnienia i legenda pozostają.

Opowieść o perłowym naszyjniku, o japońskich Amach i kobietach, które połączył los snuje Katie Agnew w swojej uroczej powieści z arystokratycznym twistem zatytułowanej Doskonała pomyłka.

Czytaj dalej

„Guguły” Wioletta Grzegorzewska – powieść nominowana do Man Booker Prize International

Nie sposób wymienić wszystkich charakterystycznych smaków i zapachów towarzyszących chwilom dzieciństwa i okresu dorastania. Kiedy o nich pomyślimy potrafią wzruszyć, bo to jak powrót dawno utraconych lat, momentów, które przeminęły i już nie wrócą. Lubimy je lekko ubarwiać, upiększać dla własnej radości, by rozbrzmiewały jeszcze intensywniej, jeszcze głośniej, kiedy tylko wpadną nam na myśl. Niby każde z tych wspomnień jest nasze. Tylko nasze. Ale kiedy posłuchamy innych wokół nas, to z zaskoczeniem dojdziemy do wniosku, że wiele tych doznań jest nam wspólnych, charakterystycznych dla całych pokoleń, roczników, bez względu na płeć, bez względu na region, z którego pochodzą. Niby miejscami obce, miejscami identyczne, ale zawsze w jakiś sposób podobne.

Cierpkie, kwaskowate, czasami zaskakująco słodkie chwile z życia pewnej dziewczynki z polskiej wsi zaklęła w słowach Wioletta Grzegorzewska w swoich „Gugułach„, pozwalając czytelnikowi cofnąć się w czasie do epoki minionej, nieco już zakurzonej i zapomnianej.

Czytaj dalej