Cthulhu. Wielki Przedwieczny. Monstrualny śniący, uśpiony w cyklopowym mieście R’lyeh, głęboko w oceanicznych otchłaniach Pacyfiku. Władca snów. Wielki Inicjator. Bóstwo, które karmi swój kult. Śni szalone sny i nawiedza ludzi. Podsuwa wizje. Koszmarne widziadła. Zsyła szaleństwo. Pewnego dnia, gdy gwiazdy i planety na nowo pojawią się w odpowiedniej koniunkcji – przebudzi się, by siać terror i zniszczenie.
Rytualne mordy, krwawe morderstwa, zabójstwa, których opisy trzeba wycinać i cenzurować w wieczornych wiadomościach ze względu na zbyt makabryczną treść. Kolejne nagłówki w gazetach, wielkie tytułowe neony bijące ze stron internetowych: „rzeź”, „masakra”, „koszmar”, uzupełniające nazwy miejsc. Jako odbiorcy chłoniemy te tytuły, wczytujemy się w artykuły, wsłuchujemy w relacje. Na deser przełączamy kanał, żeby obejrzeć kolejny thriller, a przed snem zaczytujemy się w kryminałach. Rozmyślamy, dyskutujemy, próbujemy wczuć się w Sherlocka Holmesa, Vidocqa, Herkulesa Poirot, czy innego znanego detektywa, by na własną rękę, dla własnej satysfakcji rozwiązać tajemnicę zbrodni. Trzeba przyznać, że zbrodnia fascynuje. Intryguje motywem, profilem mordercy, poszukiwaniem dowodów. Tak jakoś naturalnie i automatycznie kierujemy wzrok na to co krwawe, co odpowiada na nasze wewnętrzne lęki i fobie. Na przekór sobie lubimy ten niepokój, który rodzi kolejna dramatyczna historia.
Tradycja! Tradycja! Z ojca na syna, z matki na córkę. Tradycja! Tradycja! Z pokolenia na pokolenie, od zarania dziejów, by utrzymać ustalony porządek. Tradycja! Tradycja! Wierzenia, obyczaje, poglądy – wszelkie treści kultury. Społeczne normy, zachowanie, czy sposoby myślenia – to wszystko i jeszcze więcej przenika do światopoglądu, zostaje przemycone więzami krwi. Nieświadome naśladownictwo, powielanie wzorców, którymi karmieni byliśmy od dawien dawna. Dzięki tradycji przeszłość łączy się z teraźniejszością. To nasze korzenie, wyznacznik naszego miejsca na kulturowej mapie świata. Tradycja może być wyłącznie rodzinna. Takie wewnętrzne przenikanie osobistych treści. Jednak tradycja lubi być zbiorowa, odnosić się do społeczności, do tych mniejszych i większych, chociaż łatwiej jej wtłoczyć się w niewielką zbiorowość. Na przykład w wioskę. Na przykład w wyspę. Odizolowane miejsce na ziemi.
Ostatnimi czasy wkrada się w codzienność strach. Strach bardzo pierwotny w swojej prostocie, a jednocześnie bardzo intensywny i przekonujący – strach przed chorobą! Przed epidemią, która nadciągnie i niczym średniowieczna dżuma zabierze za sobą setki tysięcy ofiar. Przeczołga się przez kolejne kraje, jak jakaś plaga egipska, której nie można pokonać. Przed chorobą, na którą nie ma jeszcze lekarstwa, nie ma szczepionki, a która kiełkuje złowrogo, przyczajona, by wybuchnąć znienacka z potrójną siłą, zbierając krwawe żniwo po drodze. Mowa tu o chorobie, której symptomy są tak straszne, tak makabryczne, a zaraźliwość tak szybka, że gdy jest już po wszystkim, raczej nie pozostaje nic tylko żegnać się ze światem. Ten strach jest podsycany, tak by wszyscy ci, którzy mieli jakiekolwiek wątpliwości co do przebiegu tej podstępnej choroby widzieli wszystko i jeszcze więcej. Żeby przerazić i wywołać wewnętrzną panikę. Tak jak zwykle. Tak jak dawniej. Tak jak zawsze. Tak jak w niesamowitym, mocnym opowiadaniu Edgara Allana Poe zatytułowanym „Maska Śmierci Szkarłatnej”.
W prószące, śniegowe, magiczne dni przychodzą czasami do głowy dziwne myśli. Mogą wydarzyć się niewiarygodne rzeczy. Może przydarzyć się coś specjalnego, wyjątkowego, bo ta zimowa aura aż prosi się o cud. To wtedy, gdy czas zdaje się stać w miejscu, a świat przykryty kołderką delikatnego puchu przestaje pędzić i stwarza pozory baśniowej śniegowej kuli, przybliżając tajemnice wszechświata. Rzucone zaklęcie, kruche i niepewne, omamia wzrok, stwarza pozory, wydaje się być czymś innym, niż jest w rzeczywistości. Czasami, w takie dni można dostrzec światełko na niebie, znak z ciemności wszechświata, który prosi się aż o nieoczywistą interpretację. A czasami, gdy zawierucha podnosi płatki śniegu, natrafić można na diabelski kryształ, który już na zawsze zalęgnie się w sercu, osadzi i przylgnie, rzucając klątwę– odbierając radość, miłość i szczęście.
Człowiek jako zabawka. Człowiek jako błahostka. Jako maskotka dla ludzi. Czyjeś widzimisię. Do wyszydzania, wytykania palcami, do zaśmiewania się. Czego nie zrobi człowiek drugiemu człowiekowi byle znaleźć kolejne źródło opłacalnej rozrywki? Jest gotowy zrobić wszystko. Kto będzie na tym korzystał? Ktoś próżny, bogaty, ktoś, kto ma władzę i nie obawia się konsekwencji. Ten, którego macki sięgają wysoko w górę i w głąb. Ten, kto ma koneksje. Ktoś znudzony do cna zwyczajnością, okrutny w swojej oziębłości. Potrzeba tu kogoś, kogo nie obchodzi krzywda innych, a znęcanie się nad nimi stanowi perwersyjną, w oczach niektórych nawet wyrafinowaną rozrywkę. Kim są ofiary? To ludzie słabsi. Biedni, wywodzący się z niższych warstw społeczeństwa, gdzie urodzenie już nie gra żadnej roli. Są jedynie przedmiotem czyichś sporów, a sami nie mogą decydować o niczym. Chyba, że zbiorą się w tłum… Wtedy wszystko może się zmienić.
Czy wierzycie w złe omeny? Czarne znaki na niebie i ziemi, które zwiastują klęski i katastrofy? Symbole, które interpretować można jako zapowiedzi nadchodzących nieszczęść, czy smutków? W czarne koty, stłuczone lustra, krakanie kruków? W każdej kulturze znaleźć można takie szczątki pogańskich wierzeń, dawnych, zapomnianych już dziejów, a wśród nich, w folklorze irlandzkim, jeden ze szczególnych omenów, tych najgorszych, zwiastujących niechybną śmierć – banshee.
Miasto oddycha. Miasto pulsuje. Miasto zmienia się i przekształca, często na gorsze. To żywy organizm. Istota o setkach tysięcy par oczu, uszu i milionach głosów. O pazurach, które rozszarpują na strzępy. Łapach, które miażdżą nieuważnych. Daje życie, a jednocześnie jednym stąpnięciem potrafi je odebrać. Nie zna litości. Nie zna umiaru. O mieście jak o żywym potworze pisało już wielu, m.in. H.P. Lovecraft, Clive Barker, czy Mark Helprin. W ich opowieściach miasto jest próżne. Kapryśne. Niczym jakaś olbrzymka bawiąca się tymi, którymi daje schronienie. Królowa, która zaledwie skinieniem strąca głowy swoim poddanym. Miasta jednak bywają tak różne, jak społeczności, które je definiują. Raz są dobre, jaśniejące, miłosierne. Kiedy indziej brudne, nieprzyjazne, złe. Często przywdziewają maski i kamuflują się, tak jak ich mieszkańcy. Ukrywają pod przykrywką pozorów, grają dla siebie i dla innych.
Kolejny rok za nami! Rok NIESAMOWITY! Rok WSPANIAŁY! Rok CUDOWNY! Rok wielkich zaskoczeń i niezwykłych wydarzeń! To był także rok obsesyjnego zaczytania się, zapisywania i blogowego szaleństwa. Taki rok to spełnione marzenie. To zwieńczenie dwóch lat i początek nowego, jeszcze ciekawszego rozdziału.
Totalne szaleństwo! I skończył się grudzień, skończył się rok, a ja tu jeszcze w tyle, bo wszystko muszę pozamykać ładnie na Wielkim Buku, żeby móc z godnością otworzyć nowy rozdział 😀
Ale po kolei… Końcówka grudnia to zawsze jest dla mnie czas absolutnego chaosu, papierkowych cudów i rodzinnych podróży. Moje cudowne planowanie rozpada się gdzieś w przedświątecznych przygotowaniach, a wszystko wraca do normy tak akurat tuż po sylwestrze 😀
To zanim podsumuję cały rok, pokrótce opowiem Wam o tym, co działo się u mnie w grudniu 🙂 A działy się piękne rzeczy!
Za mną osiem przeczytanych książek (w tym jedno opowiadanie), czternaście opublikowanych tekstów, nagrane dwa FILMIKI, a co za tym idzie otwarty KANAŁ YOUTUBE Wielkiego Buka! Tylko jedna z książek była w języku angielskim, ale za to porządnie grubaśna, prawie 1000 stron, więc uważam, że nadrobiłam 😉 Po raz kolejny dominują książki tradycyjne, bo jedynie trzy książki były ebookami.
„Chór zapomnianych głosów” Remigiusz Mróz – Pędzące na łeb na szyję sci-fi w wersji light prosto od Remigiusza Mroza, pod patronatem Wielkiego Buka; do poczytania TUTAJ.
„Dyskretny Bohater” Mario Vargas Llosa – Pierwsza po Noblu powieść peruwiańskiego pisarza, zabawna i z przymrużeniem oka; do poczytania TUTAJ.
“Marsjanin” Andy Weir – Nie przez przypadek powieść uznana za najlepsze tegoroczne sci-fi; do poczytania TUTAJ.
“Demonologia Germańska” Artur Szrejter – Prześwietny leksykon dla wszystkich miłośników kulturowo-baśniowych ciekawostek; do poczytania TUTAJ.
“David Copperfield” Charles Dickens – moja coroczna wigilijna przygoda z prozą Dickensa; do poczytania TUTAJ.
“Przekleństwa niewinności” Jeffrey Eugenides – piękna, melancholijna opowieść o utraconej młodości; do poczytania TUTAJ.
“Brudny Szmal” Dennis Lehane – moja pierwsza przygoda z Dennisem Lehanem; już w PONIEDZIAŁEK!
„Piaskun” E.T.A. Hoffmann – nic Wam nie zdradzam, zachwyćcie się sami; do poczytania TUTAJ.
Założenie KANAŁU YOUTUBE Wielkiego Buka i moja pierwsza przygoda z vlogowaniem. A wszystko dzięki niezastąpionej Anitce z vloga BookReviews– MIŁOŚĆ <3
Tak, jak już pisałam – kanał YouTube to kolejna platforma dla mnie do gadania o książkach dla Was 😀 Mam nadzieję, że będziecie czytać i oglądać 🙂 Opublikowane filmiki znajdziecie w zakładce VLOG.
Kolejna prześwietna sprawa, to zapowiedź patronatu medialnego nad „Ostatnią Arystokratką” Evžena Bočka, której wydaniem zadebiutuje nowe wydawnictwo na naszym rynku – Stara Szkoła. Ogromnie się cieszę i już nie mogę się doczekać premiery – dawno tak się nie uśmiałam przy lekturze.
W grudniu nawiązałam również WSPANIAŁĄ współpracę z księgarnią internetową Bonito.pl, dla której teksty i filmiki pojawią się już niebawem. Razem z Księgarnią organizować będę konkursy, a w nich cudowne buki do wygrania dla Was!
A teraz czas na to, co kochają wszyscy, czyli na… zdobycze grudniowe! Uzbierały mi się w tym miesiącu dwa boskie zestawy książkowe pełne wspaniałych buków do zaczytywania się. Cały jeden zestaw to zdobycze podchoinkowe, które otrzymałam w prezencie od mojego ukochanego, moich rodziców i Anitki <3 A drugi zestaw, to zdobycze okołoświąteczne – od Bonito.pl, z Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz zdjęte z domowo-rodzinnych półek 🙂
„Księga Diny” Herbjørg Wassmo – prezent od mojego ukochanego G; uwielbiam film i już czuję, że książkę również pokocham;
„Piaskowa Góra” & „Chmurdalia” Joanna Bator – prezent od rodziców; zachwyciłam się „Ciemno, prawie noc”, a teraz planuję zachwycić się kolejnymi powieściami tej wspaniałej autorki;
„Rozmowy telefoniczne” & „Dziwki morderczynie” Roberto Bolaño – prezent od rodziców; kontynuuję moją przygodę z tym niezwykłym chilijskim pisarzem;
„Służące” Kathryn Stockett – prezent od kochanej Anitki; pokochałam film i również planuję pokochać książkę;
„Savages” Don Winslow – również prezent od Anitki; zapowiada się brutalnie i genialnie;
“Florenckie lato” Judith Lennox – trzeci prezent od Anitki (szaleństwo! <3); totalna niespodzianka i nie wiem do końca, czego się spodziewać;
“Tsugumi” & “Kuchnia” Yoshimoto Banana – czytałam dawno, dawno temu i zachwyciłam się, więc mam zamiar zachwycić się po latach ponownie;
„Brudny Szmal” Dennis Lehane – moje pierwsze spotkanie z prozą Dennisa Lehane’a od księgarni Bonito.pl i już wiem, że nie ostatnie <3
„Przekleństwa niewinności” Jeffrey Eugenides – pożyczona od kochanej Goshi cudowna powieść o samobójstwach pięciu sióstr;
“Ludzka przystań” John Ajvide Lindqvist – czytałam kilka lat temu, wystraszyłam się, jak dzika i planuję wystraszyć się raz jeszcze przy okazji straszą też Was;
“Twoja twarz jutro” Javier Marías – pierwsza część trylogii polecana przez moją Mamę;
„Ostatni samuraj” Mark Ravina – Tom Cruise przekonał mnie, by poznać prawdziwą postać, o którą oparto filmową fabułę;
„Helikopter w ogniu” Mark Bowden – ekranizacja Ridleya Scotta, to jeden z moich ukochanych filmów, więc czas poznać już prawdziwe wydarzenia w Mogadiszu.
O zdobyczach bukowych opowiadam również w najnowszym filmiku, który obejrzeć możecie poniżej:
Jak widzicie, końcówka roku dla Wielkiego Buka była równie cudowna, jak reszta roku – jestem ogromnie wdzięczna! <3 Niesamowity czas!
Styczeń szykuje się szaleńczo zaczytany, zapracowany – wracają Bezsenne Środy, od tej pory każda z recenzji będzie miała również swój filmik na YouTube, a obrazki i mini-komiksy zostają na swoim miejscu 😀
Plan na najbliższe dni: już jutro podsumowanie roku na Wielkim Buku, a w poniedziałek, 5 stycznia PIERWSZY FILMIK RECENZENCKI, a w nim „Brudny Szmal” Dennisa Lehane!
Czytajcie i szalejcie w Nowym Roku, bo warto czytać.