
Moi Drodzy,
Świąteczny czas przed nami, a jak Święta Bożego Narodzenia, jak magia, prószący śnieżek i rodzinna atmosfera, to czas na równie magiczny, klimatyczny:
ŚWIĄTECZNY TAG KSIĄŻKOWY
Znany również pod nazwą FESTIVE CHRISTMAS BOOK TAG. <3

Moi Drodzy,
Świąteczny czas przed nami, a jak Święta Bożego Narodzenia, jak magia, prószący śnieżek i rodzinna atmosfera, to czas na równie magiczny, klimatyczny:
Znany również pod nazwą FESTIVE CHRISTMAS BOOK TAG. <3

Moi Drodzy,
Powoli, drobnymi kroczkami zbliżamy się do końca roku! Przygotowuję całą porcję wpisów na początek zimy i podsumowanie na dokładkę, a do tego tak sobie myślę, że to chyba ostatni Tydzień Blogowy w tym roku! Ale nam to zleciało!
Zanim podzielę się z Wami pysznościami upolowanymi ostatnimi czasy na blogach i vlogach, to…
Po pierwsze, już dzisiaj premiera najnowszej powieści ze stajni wydawnictwa Stara Szkoła, patronat medialny Wielkiego Buka, czyli „MŁYN DO MUMII” Petra Stančíka. Od dzisiaj jest dostępny w ebooku na stronie Księgarni Internetowej WOBLINK, a od środy w tradycyjnej formie zawita na Bonito.

Po drugie, wszystkim horroromaniakom polecam najnowszy, specjalny numer czasopisma Okolica Stachu, bo tam poza przegodnymi opowiadaniami, poza świetnym komiksem, doskonałymi wywiadami i rewelacyjną publicystyką znajdziecie mój artykuł kontynuujący myśl kanibalistyczną LUDZKA POŻYWKA, czyli Nadczłowiek i industrializacja ciała.

Po trzecie, jeśli szukacie bukowych prezentów, to koniecznie zajrzyjcie TUTAJ, bo czeka tam na Was WIELKOBUKOWY PRZEWODNIK PREZENTOWY. <3
Bo warto czytać.
O.

Dokonstrukcja grozy – poważnie to brzmi. Filozoficznie, filologicznie, tak jak chciałby Jacques Derrida, gdyby tylko horror znajdował się w zasięgu jego zainteresowań. Z pewnością zachwyciłby się tym, jak jego koncept ewoluował, jak opanował współczesną kulturę, ogarniętą gorączką postmodernizmu, od którego nie potrafimy się uwolnić. Dekonstrukcja jako idea, dekonstrukcja jako sposób odbioru tekstu, tym bardziej jeśli tekst aż prosi się o interpretację, ba, o nadinterpretację, jak napisałby Umberto Eco.
Taką wspaniałą literacką zabawę horrorem i powieścią grozy zaserwował czytelnikom amerykański pisarz Paul Tremblay, tworząc niezwykłą, meta-opowieść uhonorowaną prestiżową Nagrodą Brama Stokera „Głowa pełna duchów” („A Head Full of Ghosts”).

Wyprawy krzyżowe naznaczyły średniowieczną historię Europy. Zdobycie Jerozolimy przez muzułmańskich władców wzburzyło krew chrześcijańskiego świata, zjednoczyło wiecznie walczące mocarstwa i państewka, których misją stało się wyzwolenie Ziemi Świętej. Na gorące piaski pustyni, za morze, do obcych krain ruszyli znudzeni mrokiem zamczysk rycerze, ruszyli napędzani gniewem i żądzą Templariusze, ruszyli spragnieni nowych ziem władcy pomniejszych prowincji i królowie spragnieni nowych wyzwań. Misja? Odebranie Jerozolimy z rąk innowierców, propagowanie chrześcijaństwa i ekspansja idei zachodu na wschodzie. Siedem oficjalnych krucjat w imię wiary, czyli dwieście lat męczarni, setki tysięcy trupów po obu stronach barykady i nowy świat, który po części trwa do dziś.
Ten fascynujący, niesamowity okres historyczny zainspirował Marcina Mortkę do napisania epickiej trylogii z krzyżowcami w tle, czyli „Miecza i kwiatów”.

Podobno najczęściej czytaną księgą Pisma Świętego jest Apokalipsa św. Jana. Wydaje się być to faktem nieprzypadkowym, gdyż już od zarania dziejów ludzkość zdaje się być zafascynowana myślą o końcu świata, o wielkim „bum”, które ma zakończyć wszystko co znamy, wszystko to, co widzimy aż po horyzont i za nim. Gotujące się rzeki, eksplodujące góry, deszcz kamieni, nierealny kolor nieba… Świat, który znamy musi zostać obrócony do góry nogami, jego prawa zakwestionowane lub obalone, zanim nastąpi koniec. Albo początek.
Tak jak w przypadku opowieści, która zaczyna się od końca, historii umierającej Ziemi i ludzi, którzy nauczyli się żyć na pękniętej planecie – „Piąta pora roku” N.K. Jemisin dystopijnego cyklu fantasy Broken Earth.

Moi Drodzy!
4 URODZINY Wielkiego Buka dobiegły końca! Dziękuję Wam za pyszną zabawę <3
Nie przedłużając zapraszam Was na…

Moi Drodzy,
To właśnie dzisiaj, 25 listopada 2016 roku, mijają cztery lata od powstania bloga! <3
Pamiętam te emocje przy publikacji powitania, przy pierwszej recenzji, ten ból brzucha i to pytanie w głowie – „czy ktoś kiedykolwiek będzie czytał te moje teksty o książkach?”. Pamiętam odkrycie blogosfery, pamiętam pierwsze komentarze i polubienia… Nigdy bym się nie spodziewała. Nigdy. Wielki Buk to moja wielka radość. Każdy komentarz, każde polubienie dzisiaj przeżywam tak jak cztery lata temu. Dziwne? Może trochę tak, ale cóż ja poradzę na to, że to wszystko tyle dla mnie znaczy? Że Wy, Kochani, tyle dla mnie znaczycie? DZIĘKUJĘ Wam raz jeszcze za wszystko! <3

Moi Drodzy! Moi Kochani!
Nadciągają czwarte urodziny Wielkiego Buka! CZWARTE URODZINY! <3
To już CZTERY lata razem! Cztery lata szalonego blogowania, dwa lata vlogowania, czyli za nami moc przepysznej literackiej zabawy! W tym czasie pojawiło się na blogu 720 wpisów, odwiedziło mnie 500 000 czytelników, a na kanale dołączyło do mnie 7 500 subskrybentów, a filmiki obejrzano 680 000 razy! Wielki Buk został nawet LITERACKIM BLOGIEM ROKU! <3
A wszystko zaczęło się od impulsu, potrzeby pisania i od pierwszego wpisu o samej idei Wielkiego Buka (TUTAJ) oraz pierwszego wpisu recenzenckiego o „Hobbicie” J.R.R. Tolkiena (TUTAJ). Kiedy wracam do tego tekstu, to mimo jego niedociągnięć, mimo pewnej uroczej naiwności – jestem z niego dumna, bo to był pierwszy krok w prawdziwą książkową przygodę.

“I like to be in America!
O.K. by me in America!
Ev’rything free in America
For a small fee in America!”West Side Story
Ameryka. Ziemia Obiecana. Azyl. WOLNOŚĆ pisana największymi literami. Miejsce, gdzie wszystko jest możliwe, a człowiek może stać się kimś, bez względu na urodzenie. Kariera od pucybuta do milionera. Od podrzędnej aktoreczki do gwiazdy srebrnego ekranu. Od lepianki i slumsów w gorszej dzielnicy po marmurowe posadzki Wall Street i Piątej Alei. W końcu pogoń za szczęściem wpisana jest tam w konstytucję. Przynależna każdemu obywatelowi. Już sam fakt bycia Amerykaninem to przywilej, wyznacznik luksusu nie tylko w zachodnim świecie. A w tym kraju, który jawi się niczym bajeczna obietnica jest miasto, wrota, port, który od pierwszych swoich chwil witał nowych przybyszy – Wielkie Jabłko – Nowy Jork. Kolorowe ulice, pełne kolorowych ludzi, a wszyscy oni gdzieś pędzą, mijają się, ulepszają, spełniając marzenia…
Nowy Jork z jego bogactwem, przepychem oraz tysiącami możliwości staje się tymczasowym spełnionym marzeniem dla bohaterów niezwykłej, zaskakująco uniwersalnej debiutanckiej opowieści autorstwa Imbolo Mbue – „My, marzyciele”.

Jak powiedzieć dziecku, że kraj, w którym żyje od najwcześniejszych dni nie jest jego ojczyzną? Jak wytłumaczyć, że nie liczy się rodzina, nie liczy poświęcenie, czy praca, ale jedynie miejsce w akcie urodzenia? Jak ująć w słowa tęsknotę za kimś, kto musiał wyjechać i nigdy już nie będzie w stanie wrócić? Temat nielegalnej imigracji, rodzinnych rozstań, tragedii i poświęceń, szczególnie w kontekście granicy meksykańsko-amerykańskiej, amerykańskiego snu oraz meksykańsko-amerykańskich stosunków wciąż pozostaje kwestią kontrowersyjną i w większości nierozwiązaną. Emocje mieszają się tutaj ze zdrowym rozsądkiem, prawo ze smutną rzeczywistością. Niby wszystko powinno być takie proste, ale czy w życiu cokolwiek podane jest na tacy?
Z życiowymi rozterkami, bolączkami, z tęsknotą i niemocą zmagają się bohaterowie najnowszej powieści obyczajowej pióra Vanessy Diffenbaugh, czyli „Nie prosiliśmy o skrzydła”.