Najlepsze książki 2019 (do tej pory)

Moi Drodzy,

Aż trudno mi uwierzyć, że czerwiec dobiega już końca. Dopiero co podsumowałam miniony rok, dopiero co tworzyłam postanowienia noworoczne, dopiero co tworzyłam dalekosiężne plany, a tu już klops, pół roku za nami i za chwilę znowu Święta.

Czytaj dalej

Książki na WIOSNĘ 2019 – TOP 10

Moi Drodzy,

Nadeszła… Wiosenna lekkość bytu! W tym roku dostrzegłam, że wiosna przybywa z zaskoczenia, uderza znienacka. Marcowe rozklekotane dni, w których ani zimno, ani ciepło, rozbłyskują promieniami rozochoconego po zimie słonka. Nagle, ni stąd, ni zowąd okazuje się, że drzewa są aż obrzmiałe od pąków gotowych do kwitnienia, a ptaki szaleją swoim śpiewem. Na spacerze pośród błota kępki zieleni i cuda natury w postaci przebiśniegów i krokusów…

Wiosna to rześkość powietrza, pierwsze zieleniące się listki i świeży, ciepły wiaterek, więc nadszedł dobry moment, żeby się odpowiednio bukowo przygotować się i uposażyć na nową porę roku. Polecam lektury chrupiące i świeżutkie, rozkoszne i intensywne w emocje, dające do myślenia. Czas się obudzić moi Kochani z zimowego snu, czas oczyścić umysł i duszę, pozwolić sobie narodzić się na nowo.

Łapcie zestaw wyjątkowych wiosennych lektur dla Was!

Czytaj dalej

Zapowiedzi książkowe: MARZEC 2019

Moi Drodzy!

Marcowe koty za płoty, cieplejszy wiatr śmiga pośród drzew, przebiśniegi pysznią się w ogródkach, a to oznacza pierwszy wiosenny przyrost książkowych dobroci! W marcu wydawcy nie dadzą nam złapać oddechu – jeden świetny tytuł goni kolejne, nie wiadomo na czy zawiesić wzrok!

Przed Wami 14 książkowych premier marca! I po raz pierwszy na Wielkim Buku na dokładkę wybrane premiery zagraniczne!

Czytaj dalej

„The Painter” Peter Heller

Bombla_ThePainter

 

„Most of us are never seen, not clearly, and when we are we likely jump and run. Because being seen can be followed by the crack of a shot or the twang of an arrow.”

Czy znacie to uczucie, gdy w waszym wyjątkowym, zorganizowanym życiu coś zaczyna szwankować i rozpadać się, ale zupełnie poza waszą kontrolą? Gdy stajecie się biernymi obserwatorami zniszczenia czegoś co budowaliście przez tyle lat, mozolnie i z poświęceniem wszystkich swoich możliwych sił? Gdy wali się wasze życie i nic nie potraficie z tym zrobić? Gdy ktoś rani kogoś bliskiego, zupełnie niespodziewanie, całkowicie przypadkowo, a wam nie pozostaje nic innego jak patrzeć na ich cierpienie i czekać na lepsze chwile? Ci, których spotyka takie smutne przeznaczenie dzielą się zazwyczaj na  dwie, nierówne grupy. Jedni zwieszają głowę i godzą się ze swoim losem. Są gotowi nadstawić drugi policzek i niczym biblijny Hiob czekać na kolejny cios. Natomiast drudzy, ta mniejsza grupa, to tacy, dla których już nawet ta jedna tragedia, jeden moment zawahania równowagi to zbyt wiele. To ci, którzy mają w sobie brutalną siłę i wiarę w możliwość odbicia przeznaczenia. Każde kolejne załamanie prowadzi do momentu ostatecznego przejścia – przekroczenia punktu, z którego już nie będzie powrotu. Wybór ścieżki stanie się ostateczny, a przyszłość na ścieżce zemsty mocno niepewna.

W swojej najnowszej powieści „The Painter” (dosł. „malarz”) Peter Heller snuje historię człowieka, który wybrał drugą, trudniejszą drogę. Mroczniejszą i nie do końca określoną. Poprzednia, debiutancka powieść tego niezwykłego amerykańskiego publicysty, zapalonego wędkarza, kajakarza i survivalowca, zatytułowana „Gwiazdozbiór psa”, w zeszłym roku po prostu zbiła mnie z nóg (klik! klik!). Wzruszała raz po raz, drażniła najczulsze struny i prowokowała do rozmyślań. Wszystko z męskiej surowej perspektywy człowieka, który współistnieje w zgodzie z przyrodą i swoją pierwotną częścią osobowości. W przypadku „The Painter” jest dokładnie tak samo. Powieść chwyta za serce, wzburza, podbija stawki i nie pozwala zaczerpnąć tchu. Zaskakuje niejednoznacznością, zmusza do rozmyślań i rozważań na temat ludzkiej kondycji, dychotomii dobra i zła, a także konieczności zemsty. To opowieść o zbrodni, wyrzutach sumienia i konieczności podejmowania trudnych decyzji w rzeczywistości, w której przestają obowiązywać pewne ustalone zasady, a granica pomiędzy tym do dobre i złe często rozmazuje się.

Bohaterem „The Painter” jest Jim Stegner – dzisiaj ustabilizowany, rozchwytywany malarz-ekspresjonista. Prawdziwy, lekko ekscentryczny artysta po czterdziestce, który przed światem ukrywa się w górskim domku w Kolorado, tworząc swoje niezwykłe obrazy i relaksując się poprzez wędkowanie w pobliskich strumieniach i rzeczkach. Próbuje prowadzić spokojną egzystencję, nikomu nie wadząc, z dala od innych ludzi, bez możliwości sprowokowania przemocy, czy niepotrzebnego cierpienia. Ale życie Jima kiedyś nie wyglądało tak pozornie błogo. Jim od lat zmaga się ze stratą. Wielkim bólem i żałobą, z której nie potrafi się wydostać. Kiedyś Jim miał żonę i śliczną córkę, która była dla niego całym światem. Urocza dziewczynka, która po ojcu odziedziczyła zamiłowanie do wędkowania, wspinania się po górach, leśnych wędrówek, a także wielką miłość do otaczającej ją przyrody. Ojciec i córka przeżyli ze sobą mnóstwo najszczęśliwszych w ich życiu chwil. Ale jak to bywa z dzieciakami, gdy zaczynają dorastać, córka Jima wpadła w kłopoty. Po tacie miała wybuchowy temperament i lubiła ryzyko. Miała słabość do rozrabiaków. Jeden z nich, jej pierwsza wielka miłość, wciągnął dziewczynę w narkotyki. I pewnego dnia wydarzyła się tragedia – córka Jima ginie dźgnięta nożem na parkingu, kupując kolejną działkę.

Śmierć córki złamała Jima, zniszczyła jego małżeństwo i wywołała falę niepohamowanych brutalnych emocji, które ten próbował uciszać najpierw alkoholem, a potem malowaniem. Jego świat zachwiał sie w posadach, runęły marzenia i plany, ale udało mu się jako tako ustatkować. Poprzez swoje niezwykłe obrazy kontrolował siebie. Przelewał  na płótna to co miał w sobie najlepszego. Tylko czasami domyślał się, że drzemie w nim coś, co dawno dawno temu uśpił na chwilę. Bo widzicie,  lata wcześniej Jim próbował zastrzelić człowieka. Z premedytacją. Dodam tylko, że człowiek ten był gwałcicielem, któremu udało się cudem uniknąć kary więzienia. Jim odsiedział swoje, naprawił swoje życie najlepiej jak potrafił i wyprowadził je na prostą. W tym pełnym przemocy akcie oddawał sprawiedliwość za wszystkie skrzywdzone dziewczynki. Ale pewnego dnia Jim po raz kolejny zostaje wystawiony na próbę – jest świadkiem okrutnego znęcania się nad małym koniem. Młodziutką klacz katuje znany miejscowy myśliwy, człowiek, który w małej społeczności wzbudza respekt i strach. Ale Jim nie pozostaje obojętny.

Peter Heller po raz kolejny zbudował niezwykle poruszającą scenę (jedną z bardzo wielu), w której czytelnik wraz z bohaterem staje przed niezwykle trudnym moralnie wyborem. To co wydarzy się w chwilę później naznaczy przeznaczenie Jima już na zawsze. To będzie ten ostateczny punkt, z którego nie będzie już nigdy powrotu. Jim traci coś i rozbudza w sobie instynkt, który drzemał w nim od lat. Obserwujemy z niemym okrzykiem na twarzy jak świat Malarza rozpada się i odbudowuje po chwili, raz za razem, inaczej, jak w kalejdoskopie. Bohater „The Painter” musi odzyskać siebie i jednocześnie poznać siebie na nowo. Brutalna natura człowieka, nieujarzmiona strona jego charakteru, zrodzona ze spokoju przemoc – z jednej strony nie można mu nie dopingować, ale z drugiej łatwo się domyślić do czego taka nagła wolność prowadzi. Realizm każdej kolejnej sceny nie pozwala nam zapomnieć, jak bardzo życiowym bohaterem jest Jim Stegner. Jak bardzo realne są jego cierpienie, ból i wschodząca wściekłość. Jak bardzo pragnie odzyskać to, co tak bezpowrotnie utracił. Jim zmienia się, przekształca, jego malarski styl dojrzewa wraz z nim. Sielankowe życie nabiera mroczniejszych barw, tak jak jego obrazy. A jednak coś także w tej ciemności się rodzi i wcale nie musi być to rzecz jednoznacznie zła.

„The Painter” trzyma w napięciu, torturuje czytelnika trudnością dokonania wyboru, jednocześnie wciąga w swój nostalgiczny, piękny świat harmonijnej przyrody, gdzie wszystko czemuś służy, każdy element idealnie pasuje do układanki. To proza wyzuta z „ochów” i „achów”, czysta i pierwotna, sięgająca sedna, wzruszająca swoją prostotą. Ta opowieść miejscami pachnie lasem, palonym drewnem i żywicą,  a czasami poranną rosą, górskimi potokami i czymś ulotnym, dzikim, kryjącym się wśród drzew. Czymś czego do końca nie można nazwać, co niesie za sobą metaliczny zapach krwi, piżma i strachu. Peter Heller oczarował mnie i zahipnotyzował głębią, cierpieniem, ale także miłością i wspomnieniem szczęścia. Szczęścia, które można odbudować na nowo, od podstaw, gdy tylko stawi się czoła swoim emocjom i przestanie się uciekać.

 O.

„Gwiazdozbiór Psa” Peter Heller

Bombla_Gwiazdozbior

 

„Zastanawiam się: Czy to właśnie znaczy umrzeć? Być tak samotnym? Nieść w sobie morze miłości i lecieć dalej?”

Bardzo rzadko wzruszam się czytając książki. W zasadzie tak rzadko, że potrafię przypomnieć sobie tylko dwa takie przypadki, a tak naprawdę jeden konkretny – „Wielkie Nadzieje” Dickensa, przeczytane po raz pierwszy dopiero na początku tego roku. Ale to było jedynie wzruszenie, takie tyci, tyci, łezka w oku. Aż do czasu… Na Dzień Dziecka dostałam w prezencie „Gwiazdozbiór Psa” Petera Hellera. Historia porównywana nieudolnie do „Drogi” Cormaca McCarthy’ego nie ma z nią prawie nic wspólnego. Może poza głównym założeniem, czyli wizją świata w kilka lat po apokalipsie, a przecież takich pozycji jest teraz na rynku setki. Książka okazała się być jedną z najpiękniejszych i najsmutniejszych powieści, na jakie udało mi się w życiu natrafić. Tym razem czytając nie wzruszyłam się, ale popłakałam. Trzy razy.

Aby w pełni docenić i zrozumieć „Gwiazdozbiór Psa” (tytuł oryginału „The Dog Stars”) przyda się najpierw kilka słów o jego autorze. Peter Heller to twórca wielokrotnie nagradzanych reportaży dla takich czasopism jak „Outside Magazine”, „Men’s Journal” i „National Geographic Adventure”, czyli skierowanych na zajęcia typu outdoor, tzn. plenerowe. Pisarz jest zapalonym surferem, uczestnikiem wielu ekspedycji kajakarskich, miłośnikiem wędkarstwa, pilotem, survivalowcem i wielbicielem ogólno pojętych wypraw przygodowo-podróżniczych. Zna się na broni i na sztuce przetrwania w trudnych warunkach. Wiedząc to wszystko o Peterze Hellerze zrozumiemy, że to co zamieścił w swojej powieści, nawet każdy najmniejszy szczegół, nie jest jedynie wymysłem pisarza, wybrykiem wyobraźni, ale konkretną wiedzą, podpartą latami doświadczenia.

Fabuła „Gwiazdozbioru Psa” zaczyna się w dziewięć lat po wielkiej epidemii grypy. Choroba, której zmutowany gen spustoszył naszą planetę, zabrała ok. 95% całej populacji. Z grupy ocalałych kolejne 4% zmarły w kilka lat później, w wyniku powikłań, wywołanym rzadko spotykanym zapaleniem krwi. Co więcej, po nagłych i nienaturalnych zmianach klimatycznych na Ziemi wyginęła również część fauny i flory. Zmienia się pogoda, krajobraz powoli przekształca się w preriowo-pustynny, lata są dłuższe i bardziej dokuczliwe. Ludzkość rozsypana po świecie, pomimo wspólnej tragedii, jest jeszcze bardziej wrogo nastawiona wobec siebie nawzajem. Pojedyncze grupki, niczym maruderzy umierającego świata, napadają, zabijają, kradną… bez pytań, bez próby nawiązania kontaktu, czy udzielenia pomocy.

Główny bohater powieści to Hig, zwany również Dużym Higiem, który po śmierci swojej ukochanej żony Melissy, w obliczu upadku i wszechobecnej zagłady, przeniósł się z miasta na wiejskie tereny małego, podmiejskiego lotniska. Przed epidemią Hig był przedsiębiorcą budowlanym, którego największą pasją było wędkarstwo i latanie małym samolotem Cessną. Uwielbiana maszyna, zwana Bestią, jest jedynym co pozostało po jego dawnym życiu. Teraz Hig jest sam. No prawie. Towarzyszy mu ukochany pies Jasper i jego sąsiad, od czasu do czasu nazywany przyjacielem, były żołnierz jednostki specjalnej Navy SEAL, Bruce Bangley.

Ich życie polega na wspólnej zależności. W czasach, w których każdy może okazać się wrogiem, każdy może nagle pojawić się, napaść i zabić, Hig i Bangley nie mają wyjścia, jak zostać partnerami w przeżyciu. Mieszkają w zabudowaniach przy lotnisku, w sąsiadujących domach. Bangley, który jest specem od wszelkiego rodzaju broni, a tej po apokalipsie jest pod dostatkiem, dysponuje wszelkimi jej rodzajami i organizuje doskonałą ochronę przez światem zewnętrznym lotniska. Z drugiej strony Hig, wraz z towarzyszącym mu zawsze Jasperem, każdego dnia oblatują okolicę, by zrobić rekonesans i zdobyć potrzebne zapasy. Razem, we trójkę, Hig, Jasper i Bangley, stawiają czoła światu i za wszelką cenę próbują żyć.

Codzienność opisana w „Gwiazdozbiorze Psa” jest bolesna. Każdy krok, każdy lot, każda, nawet najprostsza czynność, wywołują w Higu wspomnienia. Przychodzą nagle falami i równie szybko odchodzą, zostawiając go jeszcze bardziej osamotnionym niż był na początku. Dziewięć lat to niby nie jest długo dla kogoś kto żyje normalnie, otoczony rodziną, przyjaciółmi, w świecie z przyszłością. Jednak dla Higa, który żyje, ale z dnia na dzień, pogrążony w smutnej i nic nieznaczącej rutynie, dziewięć lat to prawdziwa wieczność. On nie potrafi naprawić świata i czuje, że pewnego dnia także dla niego nadejdzie koniec. Ten człowiek wręcz oczekuje śmierci i wypatruje jej z nadzieją. Bo może wtedy będzie lepiej. Może wtedy będzie miał szansę na odrobinę szczęścia.

W tym życiu Hig utracił już wszystko. Prawie. Wszystko odchodzi, życie najbliższych najszybciej, a ta myśl przeraża go jak nic innego. On boi się straty, boi się śmierci, sam niosąc śmierć i czasami nawet sam tą stratę prowokując. W jego umyśle jest tylko przemijanie. Wszystko ma swój czas i ten czas się powoli kończy. Hig podziwia wszystko tak, jakby już zniknęło. Umarło, pomimo, iż wciąż jeszcze istnieje i walczy o przetrwanie. Czasami próbuje się pocieszyć. A pocieszenia szuka w małych rzeczach. Uroczych, prostych elementach swojej codzienności. Czuje, że żyje, gdy idzie z Jasperem nad leśny strumień łowić ryby. Cieszy się, gdy wsiada za ster Bestii i wzbija się w chmury. Z tej perspektywy świat wciąż wygląda na uporządkowany. Im wyżej, tym bardziej znikają spalone miasta, wraki samochodów, zrujnowane domy… Prawie normalność.

Gdy Hig staje u kresu straty, gdy uznaje, że więcej wewnętrznej krzywdy nie można już przeżyć, kiedy prawie z bólu pęka mu serce, pewnego dnia pojawia się nowa możliwość. Nadzieja. Coś zaczyna się na nowo. Nie da się wymazać przeszłości, ale będzie można w końcu spojrzeć w przyszłość. Ujrzeć chociaż mały jej zalążek, dzięki któremu będzie warto utrzymać się przy życiu. Nawet na siłę.

Peter Heller bardzo mnie zaskoczył. Prostymi słowami, prostymi konstrukcjami przekazał idealnie wszystko to, co większości pisarzy nie udało się nigdy. W tej powieści jest coś takiego, co sprawia, że nie można o niej przestać rozmyślać. Nie da się zapomnieć. Pozwala przemyśleć wszystko od nowa i przypomnieć sobie, jak piękne jest życie. Duży, bardzo duży buk.

O.