Bezsenne Środy: „KONIEC WARTY” Stephen King – recenzja

Bombla_KoniecWarty

Dziwnie robi się na sercu, kiedy jeden z najulubieńszych pisarzy zwraca swoje oblicze w kierunku śmierci, w kierunku umierania i ostatecznych pożegnań. Po raz kolejny nachodzi wyobraźnię niepokój, że demony, to tak naprawdę wyrzuty sumienia, a strach, to strach przez wieczną ciemnością, nie cieniami, które tańczą nocami po ścianach. Kogo Król Horroru przyzwyczaił do spania przy zapalonym świetle, kto wciąż jeszcze przemyka przez mroczne lasy Maine, odwiedza po raz pierwszy hotel Panorama, czy system kanalizacyjny w Derry, ten z zaskoczeniem spadnie na ziemię sięgając po najnowsze jego dzieła. Stephen King jest dzisiaj inny, od kilku lat przyzwyczaja nas do nowego siebie, przybliża się do prawdy o życiu i, niestety, o śmierci. Czy to w ogóle możliwe?

Kiedy mowa o najnowszym i ostatnim tomie zakańczającym trylogię Pana Mercedesa, trylogię kryminalną z wątkiem paranormalnym, czyli „Końcu Warty”, wniosek nasuwa nam się sam – coś się znowu kończy i trzeba umieć powiedzieć żegnaj.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: WARTO CZYTAĆ #1: Stephen King

Bombla_Warto01

Moi Drodzy,

Dzisiejsza Bezsenna Środa wydała mi się idealna do rozpoczęcia nowej wielkobukowej serii blogowo-vlogowej, czyli WARTO CZYTAĆ.

To seria, której podstawową inspiracją byliście i jesteście… Wy. Wasze komentarze, pytania i zapytania, jakie pojawiają się na blogu i na vlogu od początku mojego pisania i nagrywania.

Co warto czytać z danego gatunku literackiego? Po jakie pozycje konkretnego autora warto sięgać?  Od czego zacząć wybrane książkowe przygody?

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „BAZAR ZŁYCH SNÓW” Stephen King – recenzja

Bombla_BazarZłychSnów

Parafrazując znane powiedzenie aż muszę tu napisać, że stara literacka miłość nigdy nie rdzewieje. Sentyment książkowy – do konkretnych serii, do pojedynczych tytułów albo do samego autora – zostaje równie silny, jak za pierwszym razem, gdy w zaczytane serce wystrzelona została strzała książkowego kupidyna. Wydaje mi się, że tak jest właśnie w przypadku moim i dzieł Stephena Kinga. Od kilku lat Mistrz Horroru już raczej nie straszy, a jego kolejne tytuły odchodzą od tego co mogłabym nazwać klasycznym przykładem kingowej grozy. A jednak… kiedy sięgam po kolejne tytuły, mimo wszystko, mimo oburzeń i miejscowych niezgodności, wpadam w jego prozę jak śliwka w kompot i czuję, w specyficzny sposób, że jestem u siebie.

Nie inaczej było w przypadku najnowszego tomu opowiadań Stephena Kinga, czyli „Bazaru złych snów”.

Czytaj dalej

„Dallas ’63” Stephen King – recenzja

Bombla_Dallas63

Po opowieści o podróżach w czasie sięgało już wielu twórców w dziejach popkultury, ale jedynie nielicznym udawało się z tej przygody wyjść bez szwanku. Czasami przyczyną porażki było skupienie się jedynie na aspektach technicznych, które ostatecznie wydawały się zbyt abstrakcyjnie i nierealne dla jakiejkolwiek technologii, czy nauki. Czasami było to zbyt intensywne nałożenie się różnorodnych paradoksów i niemoc logicznego ułożenia fragmentów w całość. A czasami sam aspekt podróży w czasie był tak odrealniony od rzeczywistości, z którą miał koegzystować, że albo otoczenie, albo bohaterowie, albo sama podróż w czasie okazywała się nie mieć sensu na dłuższą metę. Jednak, zdarzają się również twórcy, którzy rzucają się na tę głęboką wodę czasoprzestrzeni, nie łamią sobie głowy technicznymi spekulacjami, ograniczają swoją opowieść do konkretnego miejsca i czasu i dodają od siebie szczyptę wiary – tak, podróż w czasie mogłaby stać się możliwa, bo bywa, że sam czas daje nam klucz do przeszłości.

Czytaj dalej

„Znalezione nie kradzione” Stephen King – recenzja

Bombla_ZnalezioneNieKradzione

Wydaje się, że od czasu Annie Wilkes i jej obsesji na punkcie Misery Chastain, jedną z najstraszniejszych i najbardziej mrocznych wypowiedzi, jakie może usłyszeć pisarz to „Jestem twoją największą fanką”, albo „Mam obsesję na punkcie twojej twórczości”, albo „Twoje książki są całym moim życiem”. Niby to tylko słowa, niby powinno zrobić się na sercu miło takiemu autorowi, do którego te słowa są skierowane, bo przecież to w końcu komplement, a jednak ta miłość, to opętanie twórczością, ta fiksacja na punkcie literatury może wywołać dreszcze, jeśli wypowiada ją ktoś co najmniej niestabilny. Takie osoby, obsesyjnie żyjące tylko jednym bohaterem i ich życiem ciągle szukają potwierdzenia, że są dokładnie tacy sami, albo upodabniają się na siłę, tak by pasowało. Utożsamianie się bywa tak silne, że gdy pisarz postanowi chociażby zabić swoją postać (do czego ma pełne prawo), zranić ją, czy złamać, to „największy fan” w oka mgnieniu przeistacza się w największego i najzacieklejszego wroga. A wtedy, przy konfrontacji, może być już niebezpiecznie.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Martwa Strefa” Stephen King – recenzja

Bombla_BezsenneMartwaStrefaŚpiączka jest jednym z najniezwyklejszych stanów w jaki popaść może ludzkie ciało. Nie do końca objaśniony fenomen, przypadłość, która wciąż kryje w sobie moc medycznych sekretów. Niby sen, który nie do końca jest snem. Istnienie w nieistnieniu. Przerażająca ciemność, w której nie ma nic, a może jest wszystko. Uśpiona świadomość, zatracona przytomność, odcięcie od rzeczywistości. Koma. Ci, którzy budzą się ze snu, po miesiącach, czasami wielu latach, nie wiedzą dokładnie gdzie byli, dokąd uciekł im ten utracony czas. To jedna z tych największych tajemnic. Zagadka cielesności, mózgowych fal, które wyprowadzają człowieka poza ciało, gdzieś, gdzie nawet pamięć nie ma dostępu.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Christine” Stephen King – Recenzja

Bombla_Christine

Pierwszy, własny samochód. Niezapomniane chwile. Ten widok, ten zapach, to uczucie powalającej dumy – karoseria, tapicerka, felgi… Pierwsze zerknięcie w lusterko. Dotyk skóry pod palcami kierownicy. Detale, które tylko to debiutanckie oko może uchwycić. I poczucie, że wystarczy tylko przekręcić kluczyk i zniknąć. Raz, dwa, pełny bak, cztery koła w locie, przemierzają drogi. Wolność w najczystszym wydaniu, bo właśnie otwarta, pusta szosa idealnie sprawdza się tutaj jako symbol. Nic dziwnego, że w Stanach Zjednoczonych pierwszy samochód pojawia się jako jeden z najpopularniejszych prezentów na szesnaste urodziny. To takie wejście w dorosłość. Pierwsza prawdziwa własność i od razu gigantyczna odpowiedzialność. Jedno jest pewne – pierwszy samochód zapamiętuje się na zawsze i żaden kolejny nie zrobi już takiego wrażenia.

Tak jak wrażenie zrobił wspaniały plymouth fury z 1958 roku na Arniem Cunninghamie w doskonale strasznym motoryzacyjnym horrorze Stephena Kinga zatytułowanym „Christine”.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Rok Wilkołaka” Stephen King

Bombla_RokWilkolaka

Ałuuu! Chciałoby się aż zawyć, chciałoby się usłyszeć zew i popędzić w krwiożerczym pędzie próbując złapać świszczący w uszach wiatr, niosący tysiące zapachów. Chciałoby się w łapach poczuć w łapach siłę i wierzyć, że zdoła się dogonić wielką tarczę księżyca. Chciałoby się zobaczyć noc, tak, wydrzeć tajemnice ciemności i biec, biec przed siebie, tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Ach, wilkiem być… Wilkołakiem być. Wargiem, lykantropem czy lykanem, bo noszą różne imiona. Czytaj dalej

BEZSENNE ŚRODY: „Ciało” Stephen King

Bombla_BezsenneCIAŁO

Pamiętacie swoje ostatnie prawdziwe lato dzieciństwa? Ten czas beztroski, gdy jeszcze krzewy pod domem wydawały się dżunglą, a okoliczne drzewa przypominały gigantyczne, egzotyczne baobaby? Upalne chwile spędzone nad wodą, na łąkach, w miejskich ostępach, gdy podżerało się maliny prosto z krzaka, piło wodę ze źródełek i nic nie mogło zepsuć nastroju? To były te ostatnie magiczne chwile, tuż tuż, zanim dzieciństwo odeszło w zapomnienie, a niewinność przerodziła się w młodość i pierwsze odmienne już doświadczenia dorosłości. Takie lato pozostaje wyryte w sercu. Nie musi wydarzyć się nic dramatycznego, ale moment przejścia, przekroczenia tej cienkiej granicy między tym, co dziecinne, a tym co już dorosłe nie pozostaje bez echa. Zostawia po sobie szramę, ukłucie żalu, gdy wspominamy szaloną radość prostszego, niemal sielankowego życia tamtych lat.

Czytaj dalej

„Przebudzenie” Stephen King

Bombla_Przebudzenie

 

“Darkness there, and nothing more.”

Raven, Edgar Allan Poe

“It would mean that all these terrible things – these horrors – were meant to happen. If that is so, then there is no such thing as light, and our belief in it is a foolish illusion. If that is so, we live in darkness like animals in a burrow, or ants deep in their hill.
And not alone.”

Revival, Stephen King

Co dzieje się z człowiekiem, gdy umiera? Dokąd zmierza dusza, gdy opuszcza ciało? Czy po śmierci istnieje jeszcze jakaś inna forma egzystencji? Niebo? Piekło? Jakaś mityczna kraina, cel sam w sobie? A jeśli jedynie pustka planet, wielki ból, jak śpiewał Muniek, gdzie życie to jedynie przypadek i nie kieruje nim jakikolwiek wyższy cel? Co, jeśli wszystkie religie świata to jedynie ułuda, iluzja, którą ze strachu tworzymy sobie, by łatwiej było nam odejść? Ostatnia nadzieja, brzytwa, której chwyta się tonący? Dziesiątki podobnych pytań, dziesiątki wątpliwości i niezbite poczucie, że gdzieś tam jest ktoś, coś, ktokolwiek, kto sprawi, że, gdy zgasną światła, opadnie kurtyna i zostaniemy sami ze sobą, to jednak pojawi się ręka, która nas poprowadzi. Życie na ziemi, życie doczesne jest wtedy o wiele łatwiejsze, troski i zmartwienia dnia codziennego nie są już tak okrutne, gdy gdzieś tam istnieje obietnica lepszego świata po śmierci. Oby to była prawda, oby nie okazało się, że jedynie wielki wszechświat i coś, co czai się w odwiecznej ciemności.

Po ostatnich latach ukrywania strachu pod skrawkami opowieści z pogranicza grozy i kryminałów, historii o ufo i podróżach w czasie, Stephen King wraz z „Przebudzeniem” („Revival”) powraca w wielkim stylu, przypominając, że to jemu należy się wciąż korona i królestwo horroru. Wzorem najlepszych z najlepszych, mistrzów gatunku, którym dedykuje swoją najnowszą powieść, idzie dalej niż kiedykolwiek i ożywia demony spoza czasu i przestrzeni. To już nie są duchy lasu, zasnęły zjawy i wampiry, ukryli się mieszkańcy obcych planet – nadszedł czas panowania prawdziwego TERRORU. Sprzed eonów czasu, zza zwielokrotnionych wymiarów, z krain niezrozumiałej geometrii i kątów nieuchwytnych dla oka. King, dojrzały jak nigdy do tej pory, pewny i bogaty w lata doświadczenia kreuje historię, która nieuchronnie zmierzając do końca próbuje odpowiedzieć na najbardziej fundamentalne pytanie: co odnajdziemy pod drugiej stronie, za kotarą śmierci?

Ścieżki Jaimego Mortona i wielebnego Charlesa Jacobsa przecinają się systematycznie od 1962 roku, gdy po raz pierwszy cień pastora padł na małego chłopca, bawiącego się żołnierzykami. Ten cień pozostanie już z Jaimem na zawsze. Cień, który niesie za sobą obalenie dogmatów kościoła, okrutny nałóg, śmierć bliskich mu osób. Przez wszystkie lata Jacobs powraca, od czasu do czasu wyłania się z mrocznych zakamarków życia i na nowo nawiedza życie Jaimego. Kiedyś, dawno temu pastor rzucił wyzwanie Bogu i swoim wiernym. Po śmierci żony i syna w makabrycznym wypadku postanawia resztę życia poświęcić swojej jedynej, największej pasji, obsesji – zgłębianiu tajemnic elektryczności. Jacobs wierzy w istnienie iskry życia, która przepływa przez wszystkie żywe organizmy, a którą przywrócić można nawet, gdy wydaje się, że już zgasła. Prowadząc w sekrecie swoje eksperymenty, naraża życie dziesiątek ludzi przez lata, dokonując tytułowych przebudzeń, czyli uzdrowień, gdy energią elektryczną pokonuje nawet śmiertelne choroby. Tym samym wydziera moc temu, co dawniej nazywał Bogiem. Szlaki Jaimego i wielebnego mają przeciąć się raz jeszcze, gdy przychodzi czas na ostatnią, największą próbę.

„Przebudzenie” nie jest horrorem w typowym tego słowa znaczeniu. Akcja dojrzewa, ze strony na stronę, powoli i bez pośpiechu. Bo tak naprawdę, to nie ma się dokąd spieszyć. Każdy element, nawet ten najpowszedniejszy, najzwyklejszy, idealnie wpasowuje się w układankę, tworząc pełną, okrutną wizję końca człowieka. Kto zna bądź pamięta twory umysłu H.P. Lovecrafta, ten poczuje zew, przypomni ukryty wewnątrz niepojętych wizji strach i zrozumie płynące z powieści przesłanie. Tak jak u największych twórców weird fiction, King oscyluje między tym co realne a tym co na granicy obłędu, niepojęte i niezrozumiałe. To, co Obce i Inne staje się częścią codzienności bohaterów, podważając ich wiarę, jak i negując zasady wszechświata, na jakich opierali się do tej pory. To horror, który odbiera nadzieję. Odrzuca wiarę. Mąci umysły. To wrzask spoza eonów czasu, któremu należy się poddać, a który zabija od środka, bo kwestionuje nawet podstawy, jak same życie i śmierć.

Historia wielebnego Jacobsa i Jaimego to także, po części odniesienie do dziejów Wiktora Frankensteina i jego Potwora z powieści Mary Shelley. Tak samo jak szalony doktor, tak i wielebny niejako kształtuje i kreuje umysł Jaimego, by zostawić go samemu sobie. Negując dogmaty wiary naznacza go już na zawsze, w jakiś sposób upodabnia do siebie, jednak wyłącznie w tych aspektach, które uważa za koniecznie w swoich przyszłych eksperymentach.  Koleje losu zarówno jednego, jak drugiego bohatera ukazują możliwe ścieżki, które człowiek obrać może w poszukiwaniu prawdy, dociekaniu i poświęcaniu wszystkiego, by wyjaśnić zagadki uniwersum. Można wziąć wszystko na wiarę, zaufać „wyższej sile” i nie zanurzać się w bezkresy wszechświata. A można zadawać trudne pytania i nie poddawać się, nawet wtedy, gdy odpowiada jedynie cisza.  Jednak istnieją tajemnice, których lepiej nie odkrywać. Lepiej nie nurkować w odwieczne ciemności, bo wcale niekoniecznie to, co tam odnajdziemy musi odpowiadać temu, czego się spodziewaliśmy. Może być gorzej. O wiele potworniej. A potworność niezbyt dobrze robi ludzkiej świadomości.  Lepiej nie wiedzieć, co czeka za ciemną kopułą z gwiazd, które niby czuwają nad naszymi głowami.

„Przebudzenie” Stephena Kinga to jego najmocniejsza i najlepsza powieść od lat. Król Horroru odzyskał głos i jest to głos, od którego nie sposób odwrócić uwagi. Poczucie odosobnienia, drepczącego krok w krok terroru nie opuszcza czytelnika już od pierwszych stron powieści. Czekamy na załamanie, na kryzys, na błyskawicę, która ożywi to, co przyczaiło się wokół bohaterów. To oczekiwanie stanowi podstawę atmosfery niesamowistości, jaką stworzył King. Los, przeznaczenie, opatrzność – to wszystko staje po stronie światła, by zmierzyć się z czernią czarniejszą niż wszystko do tej pory. Są tu wątki autobiograficzne, są nawiązania do innych powieści pisarza, są wątki, o które zahaczył już kiedyś, gdy jeszcze „bawił” się strachami z szafy. Teraz zabawa się skończyła. King wyciągnął rękę ku prawdzie i jak dawni mistrzowie zmierza w kierunku najtrudniejszych pytań o sekrety samego wszechświata.

O.