W Wielkiej Brytanii zgłoszenia o zaginięciu dziecka są przyjmowane co trzy minuty. Każdego roku ginie tam ok. 150 000 dzieci. Koszmar każdego rodzica – odwraca wzrok na ułamek sekundy, a dziecko znika. Znika bez śladu, bez krzyku, tak, jakby go nigdy nie było. Nie ma nic bardziej przerażającego niż bliska osoba, ta najbardziej niewinna, po której nie pozostaje nawet trop, dzięki któremu można by ją odnaleźć. A potem dni zawieszone między jawą a snem, wypatrywanie połączeń na telefonie, horror poszukiwań, z których nie wszystkie mają happy end.
Przerażającą, emocjonująca opowieść o zaginięciu małego chłopca i o koszmarze jaki czekał jego rodzinę opowiada znakomity, debiutancki thriller psychologiczny Gilly MacMillan, czyli „Dziewięć Dni”.
Znani pisarze, ci, którzy zdobyli globalną popularność, mają swoją bazę fanów i odpowiednią ilość zer na kontach, lubią od czasu do czasu eksperymentować. Sięgają po nietypowe dla siebie gatunki, rozpoczynają nowe serie i dają życie szeregom wyjątkowych na tle swojej twórczości bohaterów. Czasami zmieniają także grupę docelową swoich książek, czego doskonałym przykładem jest kryminalna seria o Panu Mercedesie, dzięki której Stephen King przebił się ostatecznie do popularnego czytelnika albo J.K. Rowling i jej kryminalno-obyczajowy cykl o detektywie Cormoranie Strike’u. Oboje udowodnili, że ich pióro potrafi naginać się i dopasowywać do odmiennego typu literatury i odnaleźli się w swojej nowej pisarskiej rzeczywistości nad wyraz dobrze.
Taką próbę podjęła również Rainbow Rowell, która znana jest ze swoich wyjątkowych i uroczych książek młodzieżowych. Jedną ze swoich najnowszych powieści, czyli „Linię serc” postanowiła dla odmiany skierować do dorosłego czytelnika, niemniej nie do końca jej się to udało.
Wiosna trwa już sobie w najlepsze i rozkręca się tak, jak tylko wiosna może się rozkręcać. Nie zdążymy się obrócić, a zrobi się dookoła nas zielono, soczyście, trawiasto! Ptaki będą świergotać pośród kwitnących drzew, a wiatr zamiast nas zwiewać w kałuże będzie muskał delikatnie po twarzy niosąc zapach odrodzenia…
Rozmarzyłam się wiosennie <3 To oznacza także, że jak co roku wybieram dla Was najpyszniejsze, wiosenne lektury – chrupiące bukowe nowalijki, delikatne, rześkie i lekkie, w których znajdziemy przede wszystkim coś dla ducha, na wiosenne rozbudzenie. Odstawiamy na półki grubaśne, tłuste, wielotomowe dzieła gęste jak gorąca czekolada i chwytamy soczyste, pełne witamin i substancji odżywczych opowieści, które idealnie sprawdzą się na dłuższe, słoneczne dni. Przeżywamy katharsis i rodzimy się na nowo!
Specjalnie dla Was wybrałam wyruszyłam na wiosenne poszukiwania i upolowałam:
OBYCZAJOWo:
„Fatum i Furia” Lauren Groff – jedna z najważniejszych książek tej wiosny i zapowiada się jako jedna najlepszych powieści tego roku. Duży Buk i niesamowicie dobra opowieść z twistem. Olbrzymie zainteresowanie medialne wokół tej książki jest jak najbardziej uzasadnione. Wspaniała lektura dla dojrzałych i oczytanych czytelników, którym niestraszne kulturowe nawiązania i literackie meandrowanie po małżeńskich tajemnicach. Do poczytania TUTAJ.
KOMEDIowo:
„Ekożona” Michal Viewegh – przezabawna satyra na małżeństwo, nadpobudliwą ekologię i związki damsko-męskie w całej swojej okazałości. Wyśmienity czaski humor, bardzo krzywe zwierciadło, którego nie sposób traktować do końca na poważnie. Świetna odskocznia dla dorosłych czytelników, którzy uwielbiają się śmiać. Do poczytania TUTAJ.
REALIZM MAGICZNY:
„Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” Leslye Walton – wyjątkowa historia dziewczyny, która urodziła się ze skrzydłami i jedyne czego pragnie to być taka jak wszyscy. Przygnębiająca saga rodzinna o dziedzicznej inności, o dorastaniu i o kobiecości także w tym najtrudniejszych jej aspektach. Dla czytelników spragnionych magii ukrytej w smutnej codzienności. Do poczytania TUTAJ.
ROMANtycznie:
„Szeptucha” Katarzyna Berenika Miszczuk – cudownie zabawna, przeurocza baśniowa historia o miłości z mitologią słowiańską w tle.. Czysta magia w kręgu Światowita i Kwiatu Paproci, pierwszy tom nowej romantycznej serii, która rozbawi do łez i ujmie serce niejednej wrażliwej czytelniczki. Do poczytania TUTAJ.
ORIENTALNie:
„Wegetarianka” Han Kang – bardzo kobieca, bardzo cielesna opowieść o depresji i popadaniu w obłęd. To powieść południowokoreańska, delikatna i inna, jak tylko powieści Wschodu potrafią być wyjątkowe. Nominowana do tegorocznej Nagrody Bookera. Pachnie wilgotnym lasem, trawą o poranku i… krwią. Do poczytania TUTAJ.
MŁODZIEŻOWo:
„Fangirl” Rainbow Rowell – Rainbow Rowell nie sprawdza się w powieściach dla dorosłych, jednak potrafi świetnie uchwycić dylematy i bolączki młodzieży wkraczającej w dorosłość. Historia o dorastaniu, o odpowiedzialności i o tym, jak zostać sobą, mimo wszystko.Do poczytania TUTAJ.
KOBIECo:
„Służące” Katrhyn Stockett – wzruszająca opowieść amerykańskiego Południa i wielkich przełomów społeczno-obyczajowych lat 60. Opowieść o tym, że nie liczy się kolor skór, czy płeć, ale to kim jesteśmy w środku i co dajemy innym od siebie. To historia kobiet, które odważyły się zbuntować, zaryzykować, otwierając nowy rozdział w życiu swoim i swoich bliskich. Do poczytania TUTAJ.
MĘSKo:
„Drach” Szczepan Twardoch –pełna przemocy i doświadczeń wojny saga rodzinna o samotności, o piętnie okrucieństwa i oddaleniu. To historia o potrzebie miłości opowiedziana z perspektywy pradawnego bóstwa zwanego Drachem. Intensywna, mocna w przekazie i na swój sposób pierwotna. Wymagająca opowieść dla wymagających czytelników. Do poczytania TUTAJ.
KLASYcznie:
„Śniadanie u Tiffany’ego” Truman Capote – któż z nas nie zna Holly Golightly? Dzięki niezapomnianej kreacji Audrey Hepburn prawie wszyscy zapomnieli, że Holly zaistniała najpierw na kartach powieści. I że tak naprawdę jej historia potoczyła się troszkę inaczej niż w filmie. Holly zyskuje kolejny tutaj nowy wymiar, bo staje się dziewczyną o wiele bardziej żywą, postacią tragiczną. Pozycja obowiązkowa. Do poczytania TUTAJ.
THRILLER:
„Dziecię Boże” Cormac McCarthy – historia mordercy, jego narodzin i śmierci, wzlotów i upadków człowieka wyklętego. McCarthy pozwala zanurzyć nam się w najgłębszej ciemności ludzkiej duszy i zostawia w czytelniku skazę na zawsze. Przerażająca opowieść, która przenika do serce na wskroś. Do poczytania TUTAJ.
BONUS POSTAPOKALIPTYCZNY:
Zaglądając na Wielkiego Buka zauważyliście pewnie, że ta powieść pojawiła się już niejednokrotnie:
Oblicze drugiej wojny światowej to czerń, biel i krew. To gigantyczne swastyki powiewające na niekończących się połaciach płótna. To terror, to dyscyplina, to złowieszczy okrzyk, niosący za sobą przemoc i śmierć. To koszmar obozów koncentracyjnych, czarny dym palonych ciał i krzyk, którego nie da się uciszyć. To kłamstwo i dopracowana do perfekcji propaganda, trująca umysły zwykłych ludzi, by uwierzyli, że istnieje jakieś większe dobro, które nakazuje zniszczenie drugiego człowieka. Niemiecka rzeczywistość III Rzeszy była jak przerażająca iluzja, hipnotyzująca i wciągająca osłabione porażką Wielkiej Wojny umysły, dająca nadzieję kosztem milionów istnień, kosztem cudzego poświęcenia, w imię zasad jednego, opętanego zemstą człowieka. O tej naznaczonej totalitarnym ustrojem codzienności niemieckich obywateli w popkulturze mówi i pisze się najmniej, chociaż w ostatnim czasie coraz więcej twórców porusza ten temat, pokazuje, że człowiek zawsze jest tylko człowiekiem, a zwyczajne współczucie wystarczy jako siła napędowa buntu i zwrócenia się w stronę dobra.
O rodzinie, o poświęceniu, o wojnie, która zostaje w nas na zawsze opowiada poruszająca powieść Sary McCoy, czyli „Córka Piekarza”.
Prawdopodobnie każdy z nas miewa takie chwile zwątpienia, kiedy marzy mu się, by zamienić się z kimś miejscami. Z przyjacielem, może z kimś znanym, z człowiekiem przypadkiem napotkanym na życiowej drodze. Chociaż na chwilę stać się kimś innym, jego sobowtórem, uciec od własnych bolączek, stresów i rodzinnych zobowiązań. Zapomnieć, odwrócić wzrok i wejść w inne życie, z poczuciem braku odpowiedzialności za cokolwiek i za kogokolwiek. Odpływając w krainy wyobraźni zakładamy zazwyczaj, że osoba, którą zastąpimy ma tak niezgłębione pokłady nierealnego szczęścia, że w jej codzienności znajdziemy tylko róże i piękne mydlane bańki, a nie bierzmy pod uwagę, że ona także, pod pozorami radości i dumy musi znosić zwyczajność, czyli to, co każdy z nas.
Uderzyła znienacka, z przyczajki kalendarzowej, czyli nadeszła wiosna! Nowa pora roku, którą już powoli widać na horyzoncie, czuć w powietrzu i dostrzec można w błękicie nieba. Po cichu liczę na to, że na dniach w końcu słonko zaświeci porządnie, przygrzeje i zrobi się przyjemniej. A w ogóle to odnoszę czasami wrażenie, że robi się tutaj podrównikowo i niebawem przyjdzie nam albo pławić się w obmierzłych kałużach wśród lodowatego wiatru, albo powoli grillować w upalnym słońcu, bo te przejściowe pory roku coś nie mają szczęścia. 😉 [to tak na marginesie]
Ale… wiosna w kalendarzu to swoją drogą, a nowy sezon czytelniczy swoją, więc nadszedł czas, by wybrać nowe świeżutkie lektury!
Nie będę nawet powracać myślami do mojej listy zimowej, bo wygląda na to, że trzy miesiące to za mało, żeby przeczytać wybrane przez siebie książki i sprostać WŁASNEMU wyzwaniu, ale pozostawiam to w sferze zimowego cienia – wiosna to nowy początek, więc dam sobie nową szansę.
Przed Wami:
WIOSENNY TBR WIELKIEGO BUKA
A na dokładkę moje lektury na nadchodzącą Wielkanoc oraz trzy książkowe premiery, które nadchodzą w najbliższych miesiącach, a na które czekam wyjątkowo mocno.
„I że Cię nie opuszczę aż do śmierci…” Piękna, magiczna obietnica, która po latach może zabrzmieć jak słowa podstępnego paktu z diabłem. „Aż śmierć nas nie rozłączy”, jak tragiczne zaklęcie, na które nie ma odtrutki. Jedna, najmocniejsza więź pomiędzy dwojgiem ludzi – małżeństwo. Ona jest jego, a on jest jej. Wspólne życie. Wspólne marzenia. Wspólny dom. Jeden, bajeczny horyzont. Może akurat im się poszczęści? Wielka przyjaźń, wielka miłość, wielkie pożądanie i przywiązanie. Starość jak z mglistego obrazka przeciągniętego artystycznym filtrem. Bo tak to właśnie wygląda, prawda?
Przed Wami opowieść stara jak świat. Mąż i żona. Dwie twarze małżeństwa. Dwa różne światy. Dwie różne perspektywy. Komedia i tragedia, a z pewnością grecki klasyczny dramat. Powieść idealna, symboliczna i wieloznaczna, czyli głośna i fascynująca „Fatum i Furia” Lauren Groff.
Połowa marca śmignęła przed oczami i już zbliża się Wielkanoc! Te ostatnie dni marca są dla mnie ekstremalnie zapracowane i zaczytane – nie ma to jak wiosenne przygotowania. 😉 Już czuję w powietrzu świeżą bryzę nowego sezonu i czas wygrzebać się spod koców i poduch, a gorącą czekoladę zastąpić lekką, zieloną herbatką. Ale to dopiero nadchodzi…
A dzisiaj jeszcze można połasuchować i dlatego przygotowałam dla Was Tydzień Blogowy, a w nim pyszną porcję linków.
Współczesny świat wydaje się być wyzuty z sekretów i tajemnic. Wierzymy, że wszystko co było do odkrycia już zostało odkryte, na skraju świata nie ukrywają się żadne potwory, kolejne skarby cywilizacyjne wydobywane są z oczywistych miejsc wykopalisk, a nam nie pozostało nic innego, jak tylko gromadzić te wszystkie dobra kultury oraz historii i od czasu do czasu pogapić się na nie bezmyślnie, pstrykając sobie kolejne selfie. Nic bardziej mylnego! Nie jest powiedziane, że w piaskach pustyni nie leżą ruiny pradawnych miast, że znane podziemia nie skrywają zawalonych korytarzy, a to, co tak dobrze znamy z muzealnych gablot to jedynie wierzchołek niezwykłej kulturowej góry lodowej. Dobrze jest w to wierzyć, dobrze popuścić wodze wyobraźni i od czasu do czasu wyruszyć na prawdziwą przygodę!
Poszukiwanie legendarnego artefaktu, moc humoru i zagadek oraz niezapomniane wrażenia rodem z najlepszych przygodowych opowieści proponuje nam Luis Montero Manglano w pierwszym tomie swojej serii Poszukiwacze, czyli „Stół Króla Salomona”.
Już dawno temu małe miasteczka na uboczu cywilizacji, a wraz z nimi odizolowane społeczności straciły na swoim uroku. Kiedy to po raz pierwszy okazało się, że takie niewielkie miejsca, ograniczone w terytorium i w liczbę mieszkańców mogą skrywać niejedną, okrutną tajemnicę? Kiedy to bajeczny, malowniczy urok prowincji okazał się być co najmniej zwodniczy i to nie tylko dla przyjezdnych? Kiedy pozornie cichej, przyjaznej społeczności wyrosły kły i pazury? Pewnie od zawsze było wiadomo, że w takich miejscach daleko jest do romantycznej sielanki. Przeszłość jest tam obecna bardziej niż gdziekolwiek indziej, każdy zna swoją twarz, a sekrety jakoś nie potrafią siedzieć w ciemności zbyt długo. Zajadłe spory, spojrzenia spode łba, urazy pielęgnowane latami. Liczy się przynależność, liczy się rodzina i najbliższe otoczenie. I dla zachowania spokoju można być gotowym na wszystko, by zachować status quo.
Podobnie toczy się życie na Wyspach Owczych, jednym z najbezpieczniejszych miejsc na świecie, które stały się miejscem akcji powieści „Enklawa”, autora polsko-farerskiego pochodzenia, czyli Ove Løgmansbø.