BEZSENNE ŚRODY: „The Book of Blood” Clive Barker

Bombla_BezsenneBookOfBlood
 

„The dead have highways.
They run, unerring lines of ghost-trains, of dream-carriages, across the wasteland behind our lives, bearing endless traffic of departed souls.”

Dzieciaki miewają różne pomysły. Niestety wiele z tych pomysłów z czasem okazuje się być niekoniecznie mądrymi, a nawet bardziej głupawymi, gdy przemyśli się ich konsekwencje. Jednym z takich wybitnych pomysłów młodości, tak w moim przypadku, jak wielu moich koleżanek i kolegów (chociaż przyznam, że to była raczej domena dziewczyn) było wywoływanie duchów. Ach, oglądało się „Szkołę czarownic”, „Czarownice z Eastwick”, trochę wspomnień Scooby Doo i od razu miało się poczucie, że fajnie byłoby na przykład pogadać nocną porą z Jimem Morrisonem. Był nawet taki moment, gdy w rękach trzymałam tablicę Ouija w jakimś sklepiku na Korsyce, ale na szczęście odłożyłam i zreflektowałam się w porę.

Kiedy wracam myślami do tego momentu zdaję sobie sprawę jak niemądre było moje pragnienie kontaktu ze zmarłymi. Jak naiwne i dziecinne. Bo zmarli nie żartują. Nie mają nic do stracenia i być może krążą gdzieś na ścieżkach pomiędzy światami i czekają na kontakt. Na drzwi do poprzedniego życia, gdzie wszystko było lepsze niż na pozaziemskich szlakach, po których przyszło im podróżować obecnie. A co jeśli jeden z ich najczęściej uczęszczanych szlaków przecina konkretne miejsce w naszej rzeczywistości? O tym przekonali się już niejednokrotnie mieszkańcy kamienicy nr 65 w opowiadaniu Clive’a Barkera „The Book Of Blood”.

Kamienica nr 65 z zewnątrz nie wyróżnia się praktycznie niczym. Ot, jeden z kolejnych podobnych, nieciekawych domów w okolicy. Ale nr 65 jest wyjątkowy. To właśnie przez ten dom przechodzi jedna z największych dróg zmarłych, która sprawia, że dom jest po prostu nawiedzony, a każdy kto w nim przebywa dłuższy czas popada w szaleństwo. Nikt nie wie co takiego wydarzyło się w tym domu, ale z pewnością był to jakiś akt niewyobrażalnego okrucieństwa, który pozostawił po sobie rozpacz i złość. Kamienica 65 obrosła w legendy, a jej paranormalne właściwości postanowiła w końcu sprawdzić specjalna ekipa powołana z mocy Uniwersytetu Essex. Już od trzech tygodni prowadzą badania, a ich młody początkujący medium Simon McNeal nawiązuje niesamowite kontakty ze światem zmarłych. A przynajmniej tak się wszystkim wydaje. To, co wydarzy się niebawem już na zawsze naznaczy wszystkich, którzy zdecydowali wejść na ścieżkę zmarłych w kamienicy nr 65.

„The Book of Blood” to opowiadanie inicjujące. Zapowiedź tego, co odnajdziemy w całym tomie i tomach kolejnych. Odpowiedź na potrzebę poznania świata spoza naszej rzeczywistości. Zerknięcie na drugą stronę, tam, gdzie nie ma już życia, a króluje jedynie śmierć. Clive Barker, z którym zapoznałam się przy lekturze „The Thief of Always”, także i tutaj wtłacza to co niewyjaśnione, obce, z innego czasu i przestrzeni, w naszą codzienność i zwykłą, szarą rzeczywistość. Kamienica 65 to niby tylko zwykły budynek. Dom, który miał dla kogoś stać się bezpiecznym schronieniem, a w zamian okazał się najgorszym koszmarem. Swoisty portal do nicości. Odpowiedź na marzenia wszystkich nakręconych poszukiwaczy duchów i kontaktów z zaświatami. Jeśli nie wiecie co wydarzy się po śmierci – przeczytajcie Księgę Krwi i tam znajdziecie odpowiedź. Pozostaje tylko jedno pytanie: czy wiedza ta  pozwoli Wam spać spokojnie?

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo boję się ujrzeć to, czego nie powinnam.

O.

*Opowiadanie pochodzi z pierwszego tomu „Books of Blood” i można je przeczytać na stronie Amazona TUTAJ – wystarczy kliknąć „look inside” i tam znajdziecie pełny tekst 🙂

 

Komentarze do: “BEZSENNE ŚRODY: „The Book of Blood” Clive Barker

  1. takitutaki napisał(a):

    Barkera jakoś nic jeszcze nie czytałem..a widzę, że warto 🙂 mam chyba ‚Cabala’ z tego co sobie przypominam..muszę znaleźć więcej czasu na czytanie bo jakoś ostatnio to towar deficytowy…

    • Bombeletta napisał(a):

      Barker ma prześwietny styl – zawsze się zachwycam, bo wciąga od pierwszego zdania i nie można odłożyć 😀 Ja też mam jeszcze MNÓSTWO jego tytułów do nadrobienia i naprawdę warto 🙂

  2. tanayah napisał(a):

    Brr, brzmi strasznie… I świetnie :)! Btw, też wzywałam ducha Jima Morrisona 😀 Tak intensywnie o nim myślałam, że potem mi się przyśniło, że objawił się na moim strychu 😀

    • Bombeletta napisał(a):

      Jima wzywałam sama i z moimi koleżankami na obozie – masakra! 😀 Dobrze, że się nie pojawił, bo znając moje szczęście, to byłby to jakiś zwyrol z zaświatów, który tylko udawał Jima 😀

  3. Marta napisał(a):

    Hmmm… Byłam pewną, że posiadam chociaż jedną książkę tego autora, a tu niespodzianka – Barkera brak w moim dorobku! Do zanotowania w kajeciku 🙂

  4. zajeckicajec napisał(a):

    Kto z nas za dzieciaka nie wywoływał duchów? 😉
    A otwierać opowiadanie się trochę boję, jakby mi brakowało powodów do bezsenności!

  5. Małgośka napisał(a):

    To jutro kawa z Barkerem, bo dziś już wypiłam 😀 Dobrze, że wybierasz takie krótkie teksty, świetnie wpasowują się w moją kawową przerwę 😉

  6. Boo napisał(a):

    Z każdą kolejną, Twoją recenzją, wrzuconą tutaj i odnoszącą się do książki w j. angielskim jestem pod wrażeniem, że można tak „wymiatać” w tym języku 😀 Gdzie się tak tego angielskiego nauczyłaś? Bo na pewno nie w szkole 😀

    • Bombeletta napisał(a):

      To jest tak, że języków wciąż się uczę i dokształcam 🙂 A zacięcie lingwistyczne to u nas rodzinne, bo mam rodziców lingwistów 😀

      • Boo napisał(a):

        Jakieś konkretne metody polecasz? 😀 Bo też bym chciał kiedyś jakąś książkę całą po angielsku przeczytać (no i ją zrozumieć, co najważniejsze) 😛

        • Bombeletta napisał(a):

          Hm. To chyba jest tak, że trzeba po prostu intensywnie ćwiczyć – oglądać, słuchać i czytać po angielsku, nie sprawdzać wszystkich słówek za każdym razem, tylko podejść do tego bardziej intuicyjnie. Czytać sporo artykułów, opowiadania i krótkie formy, zanim przejdzie się do wielowątkowych powieści. Trudno mi coś konkretnego polecić jeśli chodzi o naukę, bo naukę języków zaczęłam jako maluch z grami, książkami, filmami i i audiobookami – przede wszystkim nie poddawać się w nauce i napierać do przodu 🙂

          • Boo napisał(a):

            czyli wytrwałość, wytrwałość i jeszcze raz wytrwałość 🙂 Dzięki za wyczerpującą odpowiedź i kolejnych równie przyjemnych anglojęzycznych pozycji w dorobku! 😀

  7. Luka Rhei napisał(a):

    W moc tablicy Ouija nie wierzę ani trochę, a jednak nie czułabym się komfortowo mając ją w posiadaniu. Coś tam siedzi w tej głowie… Czasem ten lęk jest dziwnie przyjemny… Np. jak się czyta takie opowiadania :> Ja Barkera lubię, ale za nic nie pamiętam za co 😉 Tzn. co jego udało mi się czytać. Jednak do historii o duchach podchodzę rozmaicie. Na ogół bardziej przerażają mnie ludzie lub jakieś bardziej materialne istoty (potwory etc.) 😉

    • Bombeletta napisał(a):

      Też tak mam, że jednak największym horrorem człowieka jest drugi człowiek, ale Barker tak wtłacza ten świat duchów w rzeczywistość, że nie umiem nie wierzyć 😀

  8. tommyknocker napisał(a):

    Przeczytałem wszystkie tomy Ksiąg Krwi w latach 90tych, jak wydawał je Phantom Press i Rebis. W przyszłym roku wszystkie tomy mają się ukazać nakładem Maga w nowym tłumaczeniu. pozdrawiam 🙂

    • Bombeletta napisał(a):

      Sam fakt, że przeczytałeś wszystkie tomy i tym samym wszystkie opowiadania i że planujesz przeczytać je raz jeszcze, tylko potwierdza moje przypuszczenia, że Clive Barker i jego opowieści są ekstremalnie godne 😀

  9. Sylwia Węgielewska napisał(a):

    Autora kojarzę, choć nigdy nie czytałam żadnej z jego książek. Na półce od dawna czeka na mnie jego „Everville”, ale coś się zebrać nie mogę do lektury 🙂
    Historie o duchach lubię, bo są intrygujące. Więc kto wie, może i kiedyś dane mi będzie przeczytać powyższe opowiadanie 🙂

    • Bombeletta napisał(a):

      Czuję, że być się cieszyła, tym bardziej, że u Barkera jest to, co obie lubimy bardzo, czyli sporo lejącej się krwi i ogólnego mięsa 😉 A do tego właśnie duchy i to nie „kacperki” fruwające radośnie 😀

Dodaj komentarz