Site icon Wielki Buk

Bezsenne Środy: „Widzę cię” Clare Mackintosh – recenzja

Być może codziennie mijasz go na ulicy. Być może codziennie spotykasz go w windzie lub na korytarzu wspólnego budynku. Być może stoisz obok niego w metrze, w autobusie, w pociągu, czujesz czyjś oddech na karku, ale nie przejmujesz się, bo w ścisku tak bliski kontakt to nic specjalnego. Czasami prześlizgujesz po nim wzrokiem, może bezwiednie uśmiechasz się, może ignorujesz. Najpewniej w ogóle nie zauważasz go w tłumie tych wszystkich twarzy, które spotykasz każdego dnia, ale uwierz mi on widzi ciebie i bacznie obserwuje każdy twój ruch. I czeka aż przyzwyczaisz się do tej niewidzialnej obecności, opuścisz gardę, a wtedy jego cierpliwość zostanie nagrodzona i będzie mógł zaatakować.

Każdy krok, każdy ruch, wszystko co tak zwyczajne i codzienne staje się obsesją kogoś, kto bacznie śledzi bohaterkę mrocznego thrillera Widzę cię Clare Mackintosh.

Wiem to wszystko, ponieważ nigdy nie przyszło ci na myśl, że ktoś może cię obserwować.
Rutyna utrzymuje cię w dobrym samopoczuciu. Jest czymś znajomym, dodaje otuchy.
Rutyna daje co poczucie bezpieczeństwa.
Rutyna cię zabije.

Kolejne, zwykłe piątkowe popołudnie w londyńskim metrze. Zoe Walker wraca zmęczona po ciężkim dniu pracy, marząc jedynie o tym, by już być w domu. Przypadkiem przegląda gazetę i wtedy, w dziale ogłoszeń towarzyskich, dostrzega swoje zdjęcie. Zdjęcie, którego nie publikowała, na które sama nie wyraziła zgody. Postanawia przyjrzeć się sprawie bliżej i odkrywa, że każdego dnia pojawia się zdjęcie innej kobiety, a każda z nich pada ofiarą przestępstwa.

Wniosek z lektury wysnuwa się co najmniej niepokojący nigdy nie można być pewnym, czy ktoś nas nie obserwuje ukradkiem, natomiast rutyna może zabić, a przynajmniej narazić nas na niebezpieczeństwo. Ale zanim Clare Mackintosh wystraszy czytelnika nie na żarty i narazi na dreszcze niepokoju, to doskonale zwiedzie początkową atmosferą zwyczajności i rodzinnej codzienności. Gdyby nie to, że nastawiamy się na thriller, to moglibyśmy dać się nabrać, że przed nami obyczajowa opowieść o przypadkach zwykłej londyńskiej rodziny, która zmaga się z życiowymi wzlotami i upadkami. Jednak szybko to złudne poczucie bezpieczeństwa znika za przeczuciem nadchodzącego zagrożenia.

Widzę cię to z jednej strony typowy, a mimo wszystko złowieszczy, niepokojący, mrożący krew w żyłach dreszczowiec psychologiczny, który jak to thrillery mają w zwyczaju, potrafi zaskoczyć kiedy najmniej się tego spodziewamy. Clare Mackintosh nie próbuje szokować, nie wykracza poza ramy gatunkowe, nie robi nic nadzwyczajnego po prostu systematycznie buduje napięcie, tworzy klimat i wpływa na podświadomość, strasząc tym, co najbardziej nas niepokoi. Widzę cię to opowieść o obsesji i o tym, by nigdy nie tracić czujności, bo zawsze ktoś może patrzeć. Jak znalazł dla miłośników gatunku.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo on może widzieć każdy mój ruch.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.

Exit mobile version