„Długi zew” Ann Cleeves – recenzja PATRONACKA

Mistrzyni brytyjskiego suspensu rozpoczyna nową serię detektywistyczną o dusznej, zamkniętej społeczności Północnego Devonu – posłuchajcie „Długiego zewu” Ann Cleeves.

NADMORSKIE TAJEMNICE

Nad brzegiem morza odnaleziono ciało zamordowanego mężczyzny z charakterystycznym tatuażem na karku. Sprawą zajmuje się detektyw Matthew Venn, wyrzutek miejscowej ewangelickiej wspólnoty, który przejmuje śledztwo wraz z ekipą specjalistów od zbrodni. Zbrodni, które w spokojnym Północnym Devonie nie przytrafiają się znowu tak często. Tropy prowadzą śledczych w kierunku pobliskiego ośrodka opieki, by odbić w niepokojącym kierunku. Do detektywa powróci niewygodna przeszłość, od której tym razem nie będzie mógł już odwrócić wzroku.

W SIECI INTRYG

Ann Cleeves jest mistrzynią tworzenia dusznych, zamkniętych społeczności, w których coś gotuje się, bulgocze i czeka tylko na wybuch. Nie inaczej jest z „Długim zewem”, w którym niepokojące kotłowanie roznosi się już od pierwszej strony. Podstawę stanowi tutaj małe, podupadające nadmorskie miasteczko, które już jakiś czas temu utraciło całą swoją dawną świetność. Teraz nie przyciąga już na swoje plaże majętnych turystów, ale społecznych wyrzutów, odludków, uciekinierów. Czasami pojawi się kilku amatorskich obserwatorów dzikiego ptactwa, ale przede wszystkim trafiają tu ci, którzy wolą zaszyć się w izolacji od reszty świata. Trup i zbrodnia co prawda nie ściele się tutaj gęsto, ale jak już zaczyna się słać, to wzbudza nie lada emocje i wywołuje do tablicy połowę okolicznych wiosek i miasteczek. W końcu każdy jest tutaj w coś zamieszany, ludzi łączą układy, układziki, niepisane umowy i niespełnione obietnice. Tym samym, „Długi zew” jest nie tylko opowieścią kryminalną, ale przede wszystkim dramatem obyczajowym, w którym to powiązania między ludźmi są najważniejszych spoiwem całości.

Ann Cleeves nigdzie się nie spieszy – dni wleką się na północnym wybrzeżu leniwie, chociaż naznaczone są mniejszymi i większymi osobistymi tragediami. Czytelnik wpada w sidła intryg, w kałuże sekretów, przenika ten mały, zamknięty świat, próbuje przebić się przez tarcze tajemnic. Łatwo poczuć się częścią rzeczywistości Ann Cleeves, łatwo dać się porwać intrydze. Trup jest tutaj tylko początkiem, kotwicą, osią opowieści, ale najmocniejszą stroną „Długiego zewu” jest wszystko to, co wokół, a co nadaje smaku całości.

Ann Cleeves nazywają mistrzynią brytyjskiego suspensu i nic w tym dziwnego – napięcie narasta, atmosfera wokół bohaterów zagęszcza się, a czytelnik zdaje sobie nagle sprawę, że nawet na pozornie urokliwym północnym wybrzeżu nikt nie jest bezpieczny.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarz do: “„Długi zew” Ann Cleeves – recenzja PATRONACKA

Dodaj komentarz: