
Wiecie co jest najbardziej przerażające w górach? Nie lawina. Nie wysokość. I nawet nie temperatura. Najgorsza jest całkowita, absolutna izolacja. Kiedy zdajecie sobie sprawę, że cokolwiek czai się w ciemności przed twoim namiotem… musisz zmierzyć się z tym sam. Horrory z górami w tle.
„Nocny Łowca” Jarosław Szczyżowski
Mgła, która fizycznie osiada na płucach. Wycie ogarów dobywa się z ciemności. Nikogo nie widać, tylko ten skowyt. I wtedy przychodzi śmierć. „Nocny Łowca” to nie jest książka, którą bierze się do poduszki. To sudeckie Twin Peaks, w którym zacierają się granice między ludowym folklorem a czystym obłędem.
Mamy rok 2006. Ognisko pod ruinami zamku Radosno, grupa nastolatków i śmierć, która do złudzenia przypomina krwawy rytua. Mija dwadzieścia lat, z ziemi ktoś wykopuje szczątki pochówku antywampirycznego, a góry znów zaczynają zabijać. Czy to możliwe, że Nocny Łowca powrócił, a stara legenda znów wróciła do życia?
Czy to jest czysty horror? Nie. Ale i Szczyżowskiego granice między thrillerem, horrorem a kryminałem zawsze się rozmywały. I dobrze. I o to chodzi. My nie musimy się zastanawiać podczas czytania – my możemy po prostu przeżywać. A mamy co. Szczyżowski odcina tlen. Zamyka nas w klaustrofobicznej pułapce. To lepka od poczucia winy i paranoi historia, gdzie ludzkie szaleństwo przeraża znacznie bardziej niż te upiorne psy z lokalnych mitów. Wchodzi pod skórę jak lodowata igła. I nagle zdajemy sobie sprawę, że góry to stan szalonego umysłu.
Na koniec dodam jedynie, że Szczyżowski jest certyfikowanym przewodnikiem górskim. Góry ma we krwi. Kocha je, ale też szanuje i zdaje sobie sprawę, że na szlakach czają się tajemnice, których nie pojmuje ludzki umysł, nie ogarnia ludzka logika. To poczucie osaczenia przez majestatyczne siły natury zamyka w swoich powieściach. Straszy, ostrzega, ale też budzi fascynację i bakcyla przygody w tych, którzy chcieliby poczuć tę atmosferę na własnej skórze. „Nocny Łowca” to trzecia powieść autora i znów sprawia, że ja akurat będę te górskie szlaki omijać z daleka.
„Ucichły ptaki, przyszła śmierć” Michał Śmielak
Górski slasher, nie inaczej! To prosta historia grupy facetów, którzy wyjeżdżają na elitarny wypad w Beskidy. Plan jest prosty – dużo picia, dużo chodzenia, ostatnia męska przygoda przed ślubem jednego z nich. I wyjeżdżają. No i zaczyna się, bo przez moment jest ekskluzywnie, a potem okazuje się, że są obserwowani. Miodzio.
„Żywok” Magdalena Sobota
Prawdziwa perełka ze słowiańskim sznytem. Historia wioski ukrytej w górach i sekretu, który żyje tam pośród drzew. To groza, która działa na wszystkie zmysły i przenosi nas do miejsca mrocznego, tajemniczego, niezbadanego. Do starego lasu, gdzie żyją istoty starsze od ludzi. Pełen zachwyt grozy.
„Abominacja” Dan Simmons
Jak mówi już sam tytuł (oryginalny to: „Abominable), będzie to opowieść z abominacją w tle. To groza historyczna o pierwszych śmiałkach, którzy próbowali zdobyć szczyt Mount Everest, jeszcze w początkach XX wieku. Kiedy pierwsza ekipa ginie w tajemnicznych okolicznościach, ich przyjaciele ruszają ich tropem, by odkryć, że na tych szczytach nie są wcale sami.
„Obserwatorium” Jarosław Szczyżowski
Karkonosze. Śnieżka. Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne. Coś niepokojącego zaczyna dziać się wokół. Dziwne dźwięki, które słychać ze szczytu. Anomalie. Tajemnicze wiadomości. Niewyjaśnione zjawiska. Bohaterowie zadają pytania, ale nie dostają na nie jednoznacznych odpowiedzi. Klimat „Z Archiwum X” czuć w kościach.
„Ciemność” Jozef Karika
Mistrz słowackiego horroru zabiera nas do niewielkiej chatki na stoku góry, odciętej od świata, odciętej od ludzi. Tym razem obserwujemy bohatera, któremu za nic w świecie nie można ufać. I to sprawia, że wpadamy w otchłań domysłów, wyobrażeń i razem z bohaterem podejmujemy walkę nie tylko o jego przetrwanie, ale przede wszystkim – o jego psychikę.
„Dewolucja” Max Brooks
To powieść, która zaciera granice między rzeczywistością a fikcją, bo napisana w formie reporterskiego śledztwa. O czymś, co zeszło z górskich szczytów do małej amerykańskiej wioski. I było spragnione ludzkiej krwi.
„Błędne łąki” Jarosław Szczyżowski
Kryminał i groza w jednym. Góry Izerskie i historia pary zaginionych studentów, która prowadzi ku niesamowitym historiom prosto z górskich schronisk. Szczyżowski przypomina nam, że człowiek jest tylko marionetką w rękach przyrody, a ona pozwala poznać tylko niektóre swoje sekrety.
Bo warto czytać.
O.
*We współpracy z Wydawnictwem ZNAK.
