
Horrory na lato, horrory na wakacje – mój coroczny wybór strasznych książek.
„W CIEMNYM, GŁODNYM LESIE” Przemysław Piotrowski
Nareszcie. NARESZCIE! Przemysław Piotrowski napisał horror z krwi i kości. Horror o lesie, o drzewach, o tej, która pożera. „W ciemnym, głodnym lesie” wszystko jest głodne, a atmosfera jest mroczniejsza i groźniejsza niż w kultowym „Blair Witch Project”. Tutaj jest mała społeczność, jest zmowa milczenia, ludzkie okrucieństwo i coś, co się karmi, żre, wysysa. Jezu, nareszcie horror, który jest najbardziej dla mnie jak może być.
Kiedy wypowiadasz czyjeś imię to wołasz, a jak wołasz to pamiętaj, że ktoś może przyjść. W Czyśćcu w sercu bieszczadzkiego lasu wszyscy milczą. Mieszkańcy wioski zaciskają mocno zęby. Ostrzegają przed lasem, ale co z tego – one i tak znikają. Dziewczyny, kobiety… Nina chce znaleźć Klaudię, która w Borku (jak nazywają tutejszy las) zniknęła kilka dni wcześniej i swoją siostrę, która zaginęła przed laty. Zawołała i coś jej teraz odpowie.
Czy straszy? Ależ WYBORNIE! Dla takich panikarzy jak ja, co to wiedzą, że do lasu to tylko po wybrukowanych ścieżkach na skraju, bo głębiej to coś może zjeść, zabrać, zanurzyć swoje kły. Las jest straszny, a pod piórem Przemysława Piotrowskiego nabiera jeszcze więcej potwornej głębi, pierwotnej siły, która wcale nie sięga korzeni dawnych wierzeń, ale zwykłego ludzkiego zła. Czasami coś budzi się i nie ma przed tym ucieczki. Nie da się tego ujarzmić, pokonać… Nie da się.
Co ciekawe – w powieści Piotrowski z braku lepszego słowa w języku polskim mówi o czarownicy, o wiedźmie, ale to nie jest ani czarownica, ani wiedźma. Nie mamy na to słowa, ale irlandzki folklor już tak: CAILLEACH. To rodzaj pewnej pierwotnej siły. Nie demona, ani istoty demonicznej. Ale właśnie siły. Ona objawia się w kobiecym wydaniu, coś jakby, ale to coś więcej.
„W ciemnym, głodnym lesie” to jest hit. Przede wszystkim dlatego, że nie udaje czegoś czym nie jest. To jest horror, drapieżny, wciągający jak korzenie pod ziemią, napisany tak, że czyta się sam. Scenariusz pod film skrojony na miarę – tu jest wszystko co kocham w takich historiach. Wiocha w Bieszczadach, ludzie, którzy nie chcą o tym rozmawiać, wygłodniały las, prawdziwe zło, zwrot akcji i bohaterka, która naprawdę starą się przetrwać tak normalnie, po ludzku. Idealny horror dla mnie. Tematycznie lepszych nie znam.
I tak, to bardzo subiektywna, emocjonalna opinia, ale przy tym tytule nie mogłam inaczej. To tak, jakby Przemek Piotrowski napisał go specjalnie dla mnie, skrojony na miarę Kowalskiej.
„Czarny Wygon” Stefan Darda
„Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga…” Pobyt w Starzyźnie na Roztoczu to jak zamknięcie w klatce, w której nie ma czasu, nie ma słońca, czy księżyca, nie ma życia… Kto raz trafi do przeklętej wioski, ten nie wyjdzie z niej żywy. Stefan Darda to mistrz snucia gawędziarskich opowieści, mieszania zabobonów i niesamowitej słowiańszczyzny. Na lato – jak znalazł!
„Głód” Alma Katsu
Kanibalizmu nigdy za wiele! To porywająca opowieść inspirowana prawdziwymi, złowieszczymi wydarzeniami rodem z XIX wieku, a dokładnie pionierską wyprawą Donnera, która zakończyła się… cóż. Członkowie wyprawy – rodziny, dzieci – zdesperowani i ogarnięci niepojętym głodem zdecydowali się na kanibalizm. Z grupy 87 osób uratowało się 48 osób. To ich opowieść. Nie jest to horror per se, nie jest to nawet czysta groza, ale kawałek podkręconej historii, w której można odnaleźć indiańskie legendy, można doszukać się pewnych wyjaśnień, ale przede wszystkim można dać się jej pochłonąć.
„Letnia noc” Dan Simmons
Nie jest to moja ulubiona powieść Simmonsa, ba, nawet uważam ją za średnią, ale wiem, że wielu z Was ją bardzo wciąż poleca, więc może to ja mam problem. Koniec roku dobiega końca. Koniec szkoły dosłownie i przenośnie, bo szkoła w Elm Haven ma zostać zburzona. Zaczyna się lato i… dzieci zaczynają znikać i ginąć w dziwnych, niepokojących okolicznościach. Kiedy dorośli udają, że nic złego się nie dzieje, to grupa dzieciaków próbuje rozwikłać sekret Old Central School i tym samym zwraca na siebie uwagę czających się w korytarzach szkoły sił ciemności. Na pewno – klimat lata i przygody jest.
„Tajemne rysunki” Jason Rekulak
Letnia historia o duchach. Mamy nastoletnią opiekunkę z problemami. Jej nowym podopiecznym jest pięcioletni chłopiec imieniem Teddy. Jest cichutki i bardzo inteligentny, uwielbia rysować. Ale jest pewien problem – jego rysunki przedstawiają coś, czego nie powinny. A do tego chłopiec ma niewidzialną przyjaciółkę. I Mallory chce poznać jej historię. Tutaj duch jest i straszny i smutny.
„Gałęziste” Artur Urbanowicz
To już kultowa powieść w moich letnich horrorowych zestawieniach. To miał być romantyczny wypad we dwoje do suwalskich lasów, a wyszedł z tego koszmar jak ta lala. Do Białodębów wracałam dwukrotnie i dwukrotnie zachwyciła mnie wszechwładna potęga lasu, drzew i tych, którzy w nim mieszkają. To dzięki tej książce pokochałam twórczość Artura.
„Poławiacz” John Langan
To straszna literatura piękna, jedna z tych pereł, które wpadają w ręce znienacka i nie chcemy przestać ich czytać. Ustronne potoki, ciche łowiska, dwóch wędkarzy, którzy trafiają na legendę o tajmniczym Potoku Holendra. I o Poławiaczu, który tam wędkuje. To smutna opowieść o żałobie z niepokojącym motywem starej legendy i czegoś niewyjaśnionego.
„Wierzby” Algernon Blackwood
Na koniec – jedna z najważniejszych opowieści literatury strasznej i tajemniczej, której nastrój próbowali naśladować najwięksi z H.P. Lovecraftem i Stephenem Kingiem na czele. Na pięknych i modrych wodach Dunaju, dwóch przyjaciół zorganizowało sobie spływ kajakami. Okolica idylliczna, wyprawa jawi się zjawiskowo. Tylko dlaczego w odwiedzanych po drodze wioskach mieszkańcy proszą ich, by nie płynęli w dół rzeki? Czemu wykonują znak krzyża na samo wspomnienie o wysepkach na rzece? Dlaczego wierzby nad wodą zdają się złowieszczo dotykać ich ramion? I dlaczego nie mogą przerwać tego spływu? Wybitne.
O.
*We współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.
