Podsumowanie miesiąca – marzec 2014

Bombla_PodsumowanieMarzec2014

I ni stąd ni zowąd minął marzec! Przemijające pory roku, pędzące miesiące i dni na kalendarzu zawsze mnie zaskakują swoją szybkością. Wciąż nie udało mi się wynaleźć sposobu na przedłużenie zbyt prędko mijającej doby, a lista książek, które koniecznie muszę przeczytać wydłużyła mi się (po raz kolejny!) o kilkanaście „obowiązkowych” pozycji. A codziennie wynajduję kolejne buki, które tak bardzo chciałabym przeczytać… Nie mam już pojęcia kiedy się z tym wyrobić, tym bardziej że ostatnio, po kilku spokojnych tygodniach, machina recenzencka znowu ruszyła u mnie z kopyta. Zakładałam, że marzec będzie totalnie spokojny i ubogi w doznania, gdy nagle, ku mojej wielkiej radości i zaskoczeniu, przyfrunęły do mnie paczki i różne prześwietne niespodzianki, a na dokładkę same miłe rzeczy się wydarzyły :).

Ale po kolei. Opublikowałam 10 tekstów, w tym podwójną edycję Liebster/Lobster Blog (poczułam się intensywnie nominowana i doceniona) i Wiosenną Lekkość Bytu, czyli 10 idealnych buków na wiosnę. Czytelniczo trzymam godnie poziom, bo po raz kolejny udało mi się przeczytać prawie 8 książek (jedna totalnie na wykończeniu), w tym dwie całkiem grubaśnie i porządne pozycje i już dziewiąta sobie leci, więc po raz kolejny na bukowym froncie bez zmian. Rozpoczęłam wyzwanie uzupełniające na Goodreads, czyli ambitny plan przeczytania w tym roku 12 horrorów (chociaż nie wiem, czy taki ambitny, bo 5 już za mną, a dopiero marzec minął). Zmiana jednak zaszła lekka w formie, bo aż 4 z poniższych tytułów były audiobookami! Dodatkowo wyrównałam poziom pozycji oryginalnych – tym razem 6 buków było w oryginale, czyli po angielsku, a dwie po polsku:

  • „2666” Roberto Bolaño, czyli mój nowy Duży Buk. Wspaniały bukowy potwór, intensywny w doznania i porażający przerażającą opowieścią – do poczytania TUTAJ.
  • „The Thief of Always” Clive Barker, czyli idylliczny horror, idealny na wiosnę i moje pierwsze spotkanie z prozą Barkera – do poczytania TUTAJ.
  • ” Jestem Legendą ” Richard Matheson („I am Legend „), czyli totalna klasyka gatunku  – do poczytania TUTAJ.
  • „Bracia Sisters” Patrick DeWitt („The Sisters Brothers”), melancholijny western w stylu braci Coen – do poczytania TUTAJ.
  • „Boy, Snow, Bird” Helen Oyeyemi, czyli nowiutka świeżynka i niezwykły retelling baśni o Królewnie Śnieżce  – do poczytania TUTAJ.
  • „Rój” Michael Crichton („Prey”), czyli powieść, która zawiodła mnie mocno, ale wciąż warto ją poznać – do poczytania TUTAJ.
  • „Terror” Dan Simmons („The Terror”), czyli KAWAŁ pięknej opowieści, wśród dmiących lodowatych wiatrów i śnieżnobiałych przestrzeni – już wkrótce na Buku.
  • „Czas zabijania” John Grisham („A Time to Kill”), czyli klasyka thrilleru sądowego i genialna opowieść – już wkrótce na Buku.
  • „Jej wszystkie życia” Kate Atkinson („Life After Life”) – w trakcie lektury.

A teraz czas na pięknego newsa! Wiecie jak bardzo podobała mi się „Botanika duszy” („The Signature of All Things”) Elizabeth Gilbert. To żadna nowość. I wiecie też jak bardzo lubię prozę tej amerykańskiej pisarki. To również nic nowego. Ale nowością i przeuroczą nowiną jest to, że wydawnictwo Rebis postanowiło opublikować moją wypowiedź na okładce polskiego tłumaczenia powieści! 😀 Tak więc Wielki Buk razem z Annie Proulx i redaktorem „The Times” trafił na okładkę „Botaniki duszy”, która dokładnie dzisiaj, 01 kwietnia, ma swoją premierę – jest radość, jest szczęście i same pozytywne emocje.

BotanikaBombla

A teraz czas na ekstremalną bukowość, która wyraziła się w trzech niespodziankowych paczkach i tłumie nowiutkich książek, które pojawiły się na półkach, tworząc dwa urocze zestawy w stylu zimowo-wiosennym. Zimowym, bo trafiły do mnie tłumy kryminałów i thrillerów, większość z nich w totalnie śnieżnym stylu (ale będę miała czytania w oczekiwaniu na jesień!) i wiosennym, bo zobaczcie na te cukierkowe, kwiatkowe okładki:

ZESTAW 1 (od góry):

Zestaw01

  • „Botanika Duszy” Elizabeth Gilbert wersja audiobook i tradycyjna – główny element niespodziankowej paczuchy od wydawnictwa Rebis i moja wielka radość 😀
  • „Kuchnia Prababci” Margaret Yardley Potter (prababci Elizabeth Gilbert) – cudna niespodzianka od wydawnictwa Rebis, a jest cudna tym bardziej, bo ja uwielbiam pichcić dla najbliższych! Zachwycam się zawsze książkami kucharskimi i zaczytuję się, wyszukując najlepsze przepisy do wypróbowania. Piękny prezent.
  • „Śpiewaj ogrody” Paweł Huelle – kolejna książka do recenzji od księgarni Dybook. Brzmi magicznie i już nie mogę doczekać się czytania.
  • „Ciemny Eden” Chris Beckett („Dark Eden”) – planeta pozbawiona Słońca? Spowita w ciemności? To musi być Eden 😀
  • „Jej wszystkie życia” Kate Atkinson („Life After Life”) – zeszłoroczny bestseller, do zrecenzowania dla Gildii Literatury.

ZESTAW 02 (od góry):

Zestaw02

  • „Jedyna prawda” Olle Lönnaeus – śnieg, Szwecja, polityczno-społeczne tło i już mi się podoba.
  • „Nie chcesz wiedzieć” Lisa Jackson – samotna wyspa, niewyjaśnione morderstwa i tajemnica z przeszłości.
  • „Arka zabójców” Asa Schwartz – szwedzki thriller, więc nie umiałam powiedzieć nie.
  • „Śladem zbrodni” Tess Gerritsen – czytałam same pozytywne opinie o twórczości tej pisarki, więc jak nadeszła możliwość poznania, nie wahałam się ani chwili.
  • „Prawo krwi” Tess Gerritsen – jak wyżej.
  • „Anioły śniegu” James Thompson – morderca z okręgu polarnego. Wystarczyło mi 🙂
  • „Profesor” John Katzenbach – thriller psychologiczny z psychopatycznym mordercą i klimatycznym pomysłem.
  • „Krwawa blizna” Val McDermid – podobała mi się bardzo „Gorączka kości” i tutaj też czuję godny potencjał.

Pewnie zdążyliście już zauważyć, że bardzo, ale to bardzo lubię robić moim bliskim prezenty w postaci książek. Akurat kwiecień jest takim uroczym miesiącem, że zbliżają się urodziny mojego Taty i trójki przyrodzinnych dzieciaków. Tata jest dla mnie wzorem książkowego mola i filologicznego językoznawcy, a że ostatnio zasmakował w szwedzkich thrillerach i spodobała mu się pierwsza część trylogii Andersa de La Motte [geim], to na urodziny nadeszła część druga, czyli [buzz] (którą mam oczywiście w planach pożyczyć i również zrecenzować 🙂 ).

Co do dzieciaków. Razem z G. jesteśmy uważani za „wujostwo od książek”, bo nie ma to jak dobry buk, wiek nieistotny. Oboje uważamy, że od małego warto poznawać dobre i godne historie, a nie wypełniać czas dziecka „zapychaczami” z kiosku bez ładu i składu, a przede wszystkim bez ciekawej treści. Tym razem dla pary męskich bliźniaków, dumnie kończących trzy lata, zakupiłam totalną klasykę, w pięknym odnowionym wydaniu Naszej Księgarni, czyli pierwszy tom „Poczytaj mi mamo”. Co prawda z początku planowałam coś innego, czyli „Piotrusia Pana i Wendy” (cudne wydanie upatrzone u Potłuczonej Literatki), ale ostatecznie zdecydowałam się na ten zbiór historyjek, bo są krótsze i przystępniejsze dla takich maluchów. Jak dla mnie perełka, a na „Piotrusia Pana i Wendy” przyjdzie czas na Święta, tak sądzę 🙂  Za to dla dwuletniego synka mojej kuzynki wybrałam uroczą książeczkę z pięknymi ilustracjami i formatem doskonałym do czytania z rodzicami o misiach i przytulaniu – „Proszę mnie przytulić” Przemysława Wechterowicza.

Prezenty

A na zakończenie w ramach świeżutkiego newsa ze świata Wielkiego Buka mam niezwykle buczną wiadomość: Monika z Wyrażone słowami zgłosiła mojego bloga do tegorocznej eBuki za co ślicznie dziękuję! :*

I to wszystko moi Drodzy! Szykuje się czytania a czytania, czyli totalnie bukowe szaleństwo – tak lubię 🙂

Bo warto czytać.

O.

Wiosenna Lekkość Bytu 2014

Bombla_Wiosna2014

Podobno Pierwszy Dzień Wiosny był już wczoraj, a nowa pora roku nadeszła o 17:50 naszego czasu. No podobno, bo dla mnie, pewnie z umiłowania do tradycji i ze zwykłego zgłębiania się we własną starość, prawdziwa wiosna (czyli ta kalendarzowa) zaczyna się właśnie dzisiaj, koniec, kropka. Nikt mi tego nie odbierze i wspomnień z Dnia Wagarowicza też nie i poczucia Marzanny również. 🙂 Tak więc oto jest: nadeszła wiosna, a mi nie pozostało nic innego, jak powolutku wycofać się w cień, zasłonić zasłony na oknach (niczym wampirowi słońce mi szkodzi) i oczekiwać na nadejście sezonu dyniowego, lodowatych wiatrów i spadających liści. No ale jak wiosna to wiosna, nie będę marudzić, bo marudzenie źle wpływa na cerę. 😉

Wiosna to rześkość powietrza, pierwsze zieleniące się listki i świeży, ciepły wiaterek, więc nadszedł dobry moment, żeby się odpowiednio bukowo przygotować się i uposażyć na nową porę roku. Jak wiecie, lubię porównywać książki i lekturę do jedzenia. W tym przypadku nie omieszkam również przyrównać buków wiosennych do nowalijek, świeżutkich, chrupiących, pełnych witamin i różnych substancji odżywczych. Ma być lekko, zdrowo i odświeżająco. Książka na wiosnę ma obudzić czytelnika z zimowego snu, podnieść na duchu i zachęcić pozytywnie do działania. Oczyścić i pozwolić narodzić się na nowo.

W duchu chrupiącej zieleniny przygotowałam tak dla Was, jak i dla siebie (w ramach obietnicy nadrobienia niektórych tytułów) dziesięć opowieści idealnych na wiosenną lekkość bytu. Do podgryzania i wąchania. I do poczytania. Miłej lektury!

BotanikaDuszy1. „Botanika Duszy” Elizabeth Gilbert („The Signature of All Things”)

Mam słabość do prozy tej wspaniałej amerykańskiej pisarki. Uważam, że jest niepotrzebnie promowana poprzez bestsellerową „Jedz, módl się, kochaj”, bo zarówno jej opowiadania, powieści, jak i biografia są wyjątkowe i napisane pięknym, ujmującym językiem. „Botanika Duszy” to jak dotąd najlepsza powieść Gilbert, a do tego gigantyczny kawał dobrego buka. Magiczna, wciągająca historia życia Almy Whittaker – botaniczki, przyrodniczki i podróżniczki początku XIX wieku. Do tego świetna opowieść z elementami historycznymi, sunąca przez dzieje światowych przemian. Do poczytania TUTAJ.

*W związku z „Botaniką Duszy” będę miała dla Was małą niespodziankę, ale to dopiero niebawem. 🙂

Gwiazdozbiór2. „Gwiazdozbiór psa” Peter Heller („The Dog Stars”)

Jeden z moich Dużych Buków. Postapokaliptyczna rzeczywistość. Świat po zagładzie. A w tym wszystkim Hig, który po stracie wszystkiego co kochał, z czasem zyskał nowych towarzyszy – szalonego żołnierza Bruce’a i psa Jaspera. We trójkę od lat próbują przetrwać w trawionym wszechobecną przemocą i postępującą deprawacją świecie. Heller udowodnił, że nie potrzeba wyrafinowanej formy, skomplikowanej fabuły, czy pędzącej na oślep akcji, by przekazać najważniejsze ludzkie uczucia, największe tęsknoty, złamane serce, ból. Wystarczyły prosty język, zrozumiałe symbole i metafory, skromne otoczenie i szczery bohater. Perełka! Do poczytania TUTAJ.

ThiefOfAlways3. „The Thief of Always” Clive Barker

Jeśli myśleliście, że sielankowy horror nie jest możliwy, to koniecznie musicie poznać przypowieść o Harvey’u Swicku, dziesięcioletnim chłopcu, który nudząc się pewnego wiosennego wieczoru, przywołał do siebie wyjątkowego gościa. Gość ten zabrał go do rajskiego domu zwanego Holiday House, gdzie zawsze trwa święto, a każdy dzień jest wyjątkowym dniem. Nie ma tam nudy, nie ma szkoły, nie ma obowiązków, ale nie ma też… wyjścia. Barkerowi udało się stworzyć historię, w której miejsce idealne, perfekcyjne, wywołuje raczej strach i poczucie narastającej klaustrofobii, zamiast niczym niezmąconego szczęścia. Doskonały horror ze śpiewającymi ptaszkami w tle.

KobietZWydm4. „Kobieta z Wydm” Kōbō Abe

Japońska literatura ma to do siebie, że łączy w sobie zarówno niewiarygodną wręcz subtelność z drastyczną makabrycznością. Nikt tak nie potrafi ukazywać dziwności i inności, łącząc je razem z wyrafinowanym pięknem i prostotą. Klasyczna Japonia. Taka jest również historią Kōbō Abe, w której bohater, zupełnie przypadkiem, natrafia na nadmorską wioskę i zostaje na noc w gościnie u kobiety, która żyje w… głębokiej jamie piasku. Następnego dnia jednak okazuje się, że z jamy nie ma już wyjścia, a on sam zostaje niejako jej więźniem. To opowieść o samotności, miłości, stracie i niszczącej sile piasku. Niesamowita.

Willows5. „The Willows” Algernon Blackwood

Jeśli H.P. Lovecraft mówi, że jest to jedna z najlepszych opowieści grozy, jaka kiedykolwiek została napisana, mi nie pozostaje nic innego, jak zabrać się do czytania. I podzielać zachwyt, bo miał rację. Na spływ Dunajem wybrało się dwóch przyjaciół. Ich wspólna wyprawa wydaje się sielankowym wręcz przedsięwzięciem. Mijają magiczne wysepki na rzece, pogoda im sprzyja, przyświeca słońce i wieje przyjazny wiaterek. Tylko że miejscowi ostrzegają ich przed wybraną trasą, przed rzeką, przed drzewami. Bo coś jest nie tak. Coś szumi wśród wierzb. Coś krzyczy i woła wśród drzew. Opowieść o sile natury i słabości człowieka. Klasyka.

Wreckage6. „The Wreckage” Michael Crummey

To jedna z tych powieści, które obowiązkowo muszę poznać tej wiosny. Nowa Funlandia. II Wojna Światowa. Para kochanków zostaje rozdzielona, by dopiero po latach móc znowu się spotkać. „The Wreckage” rozciąga się na objęte działaniami wojennymi wody Pacyfiku i rybackie nowofunladzkie wioski, opowiada o miłości, zdradzie i odkupieniu – dla mnie pozycja obowiązkowa.

 

Penelopa7. „Penelopa na wojnie” Oriana Fallaci

Ach, boska Oriana! Uwielbiam! W każdej formie, od wywiadów po jej opowieści. Przebojowa scenarzystka Gio zostaje wysłana do Stanów Zjednocznonych, by tam zaczerpnąć inspiracji do najnowszego filmu. Ma być słodko, uroczo i amerykańsko. Gio niczym Penelopa wyrusza w podróż, by za oceanem nie tylko poszukiwać miłosnej historii dla swoich bohaterów, ale także odnaleźć miłość z czasów dziecięcych. Swojego Ulissessa, żołnierza, który przez krótki okres ukrywał się w jej rodzinnym domu w czasie wojny. W powieści jest wszystko co elementarne dla twórczości Oriany – wspomnienia z dzieciństwa, trudne kontakty damsko-męskie, silna kobieta, która poszukuje siebie. I jak zwykle Oriana zmusza do myślenia.

Kroniki8. „Kroniki Portowe” Annie Proulx („The Shipping News”)

Jak jest Nowa Funlandia, zimno, wiatr i morze, to dla mnie powieść staje się automatycznie lekturą doskonałą. Od czasu genialnej ekranizacji szykuję się do czytania i tym razem nie będę czekać. Tej wiosny na Wielkiego Buka zawita historia nieudanego Quoyle’a, który na ziemi swoich przodków odnajduje samego siebie. Już nie mogę się doczekać!

 

4PoryRoku9. „Cztery Pory Roku” Stephen King („Different Seasons”)

Cztery opowieści. Cztery nowele. Cztery historie doskonałe, odpowiadające każdej z pór roku. Na wiosnę kultowi i wspaniali „Skazani na Shawshank”, na lato mroczny i badający naturę człowieka „Zdolny uczeń”, na jesień „Ciało” o niegasnącej przyjaźni i tej jednej, najważniejszej przygodzie, a na zimę makabryczna i niezwykle tajemnicza „Metoda Oddychania”. Wszystkie wspaniałe. Wszystkie idealne. Dla miłośników twórczości Mistrza pozycja absolutnie obowiązkowa, a dla zaczynających z opowieściami Kinga – doskonały początek literackiej przygody.

Fountianhead10. „Źródło” Ayn Rand („The Fountainhead”)

Ayn Rand to pisarka bardzo kontrowersyjna. Do tego niezwykle skrajna w emocjach czytelniczych. Można ją albo kochać, albo nienawidzić. Ja uwielbiam, chociaż nie wszystkie idee jej filozofii popieram. Howard Roark jest niezwykle uzdolnionym architektem z prawdziwą wizją. Ale jak każdy wizjoner musi zmagać się ze strachem innych i z własnymi marzeniami. „Źródło” to opowieść o sile jednostki, indywidualizmu i własnych przekonań. O tym, że nie trzeba iść za tłumem, ale czekać i ciężko pracować, by nadszedł twój dzień. Nie poddawać się i nie łamać, a w każdej porażce powstawać jeszcze silniejszym. Jak dla mnie – niesamowita.

Pięknej wiosny Wam życzę moi Drodzy, pachnącej, chrupiącej i zaczytanej!

O.

Liebster (Lobster) Blog Award

Bombla_Liebster

Miał być tekst o pewnym bardzo godnym horrorze, ale muszę odpowiedzieć na wezwanie, więc do bardzo godnego horroru wrócimy we wtorek (a może nawet wcześniej, jak uda mi się ogarnąć życie) 😀

Ach te blogowe łańcuszki i internetowe zabawy – nie przepadam za nimi, ale nie sposób od nich uciec, gdy tak krążą sobie po sieci. Dzisiaj nadszedł czas na Wielkiego Buka, by dołożyć swoją cegiełkę do Liebster Blog Award (chociaż Lobster Blog Award o wiele bardziej by mnie ucieszyła, bo wszyscy wiedzą, że wspieram modę na niejedzenie owoców morza :)).

SERIA 01:

Do zabawy w ostatnich dniach wybrała mnie Asia „Potłuczona Literatka” z Literackiej Gospody za co bardzo ładnie dziękuję.

Zasady są bardzo proste: odpowiadam na 11 pytań otrzymanych od osoby (blogera/blogerki), która mnie  nominowała, a potem wybieram kolejne blogi do zabawy i sama pytania zadaję.

W takim razie Wielki Buk odpowiada:

1. Twój blog w 5 słowach…

To jest blog o literaturze. 

2. Jeden (jeden!), najważniejszy blog, który Cię inspiruje….

Experyment Rafała i Doroty – o książkach godnych i ważkich, bardzo inspirująco.

3. Twój dotychczas największy sukces….

Nie ma „największych” sukcesów, bo zawsze może być lepiej 🙂

4. Literatura: popularna czy klasyka?

Bez klasyki nie byłoby literatury popularnej (kanon trzeba znać), a jednocześnie klasyka też była kiedyś popularna. Czytam wszystko.

5. 5 słów, które – twoim zdaniem – charakteryzują blog http://gospodaliteracka.wordpress.com/

Om nom nom i książki.

6. Jak spędziłbyś/abyś dzień tylko dla siebie (bez ograniczeń czasowych, finansowych i przestrzennych)?

Ja, G. i psie potwory, gdzieś gdzie chłodno i przyjemnie, bez słońca, blisko morza, do góry nogami cały czas, ewentualnie spacerując po plaży, i nic nas nie obchodzi.

7. Kuchnia: wegetariańska czy z potrawy z mięsem?

Mięso podstawą życia.

8. Ulubiony deser.

Nie przepadam za słodyczami i cukrem w ogóle, ale jak już mam czymś się obeżreć, to dyniowcem jesiennym.

9. Co sądzisz o ziołolecznictwie?

Mięta na bolący brzuch – jak najbardziej tak, ale duże nie-nie dla ziół na poważne choroby, chyba że w ramach uzupełniających klasyczne leczenie.

10 Twój sposób na dobry humor.

Ja, mój G., dwa kudłate potwory i turlanie się.

11. Czym jest dla ciebie prowadzenie bloga?

Pasją i wielką radością, bo mogę gadać o książkach ile wlezie i tym samym dzielić się tym, co bardzo bardzo lubię.

Mam wrażenie, że już wszyscy brali udział w tej zabawie, ale poniższa piątka z pewnością ma ją dopiero przed sobą:

KobiecaStrona – kobieca strona kultury 

Taki Tu Taki Blog – męska strona literatury

Wstaw Tytuł – kobieca strona literatury

Superchrupka – popkulturowe szaleństwo

Lego’s Soul – pasja kolekcjonera

Pytania dla Was:

  1. Czy masz swojego Wielkiego Buka (albo Dużego), książkę najlepszą i najwspanialszą, do której uwielbiasz wracać i którą polecasz w ciemno?
  2. Książka tradycyjna, e-book, czy audiobook i dlaczego?
  3. Którego bohatera literackiego/filmowego chcielibyście spotkać na żywo i porozmawiać?
  4. Literatura polska czy zagraniczna?
  5. Ekranizację jakiej książki najbardziej chcielibyście obejrzeć?
  6. Jaka jest Twoja popkulturowa „guilty pleasure”, coś co sprawia Ci radochę i przyjemność i nic na to nie poradzisz?
  7. Książka, którą „wszyscy” już czytali, a Ty jeszcze nie?
  8. Apokalipsa, koniec świata i zombie biegające w kółko: musisz spakować się w 5 minut, możesz zabrać tylko jedną książkę. Którą wybierzesz?
  9. Czy i co podżeracie podczas lektury?
  10. Opowieść literacka/filmowa, której nie znosisz, nie lubisz, nie przekonała Cię?
  11. Światy magiczne, filmowe, literackie i wszelkie wyobrażone – masz niezwykłą szansę pojechać na wakacje do jednego z nich – gdzie jedziesz?

Miłej zabawy Moi Drodzy!

SERIA 02

A tutaj totalna niespodzianka, bo do Liebstera zaprosiła mnie również Wiola z Audio i Booka, więc poczułam się ważka i bardzo nominowana za co pięknie dziękuję 🙂 A że pytanie są godne, to odpowiadam (ale nikogo nie nominuję już):

1. W zasadzie po kiego grzyba piszecie bloga? Przecież z blogerów wszyscy się śmieją.

Ciągle gadam o książkach, więc żeby się wygadywać chociaż trochę bardziej i do tego dzielić się przemyśleniami z innymi- mam bloga. Ktoś się śmieje z blogerów?

2. Rozbudowana fabuła czy rozbudowane postacie? [jako że nie można mieć wszystkiego]

Rozbudowane postacie, bo drażnią mnie skomplikowane meandry opowieściowe, naszpikowane red herringami, które ostatecznie i tak prowadzą donikąd.

3. Kto jest autorem najlepszego dialogu ever, jaki przeczytałyście?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, co oznacza najprawdopodobniej, że nie zapamiętuję za dobrze dialogów.

4. Nie będę pytać, czy najpierw książka, czy adaptacja. Zapytam o najlepiej zagranego / przeniesionego na ekran bohatera książki.

Uwielbiam Jeremy’ego Ironsa w roli Humberta Humberta z „Lolity” i Jacka Gleesona w roli boskiego Jeoffa z serialu „Gra o Tron”.

5. Literatura faktu, czyli jakie lubicie reportaże? Pozostawię to pytanie na wpół otwarte, żeby nie narzucać się zbytnio ze swoją definicją reportażu.

Szczerze napisawszy, to rzadko sięgam po reportaże, ale jak już sięgam, to najczęściej po te podróżnicze.

6. Wolicie książki świeże, pachnące i nowiutkie, czy przeczytane przez tłumy ludzi?

Obojętnie – nie liczy się forma, tylko treść.

7. Co podjadacie, kiedy piszecie/ czytacie?

Jestem obsesyjnym podżeraczem chrupek wszelkiej maści, więc chrupka it is 🙂

8. Bazgrzecie po książkach, czy papier jest dla was świętą ziemią, której grafit zbrukać nie może?

Najczęściej korzystam z karteczek i notesów, ale nie mam oporów przez pisaniem po książkach.

9. Książki waszego życia – top 3. Nie chodzi o te, które uważacie za wybitną literaturę, tylko te, które dotknęły was najmocniej.

1) „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren, bo pierwsza zapamiętana i ukochana do dzisiaj.
2) „Atlas Zbuntowany” Ayn Rand, bo przygniotła mnie ideami.
3) „Sto Lat Samotności” Gabriel Garcia Márquez, bo mogłabym ją czytać bez końca.

10. Idziecie na spotkanie autorskie z pisarzem. Możecie zadać mu jedno pytanie (w czasie, kiedy on bazgrze wam po książce). Kim jest ten autor i na jakie pytanie się zdecydujecie?

Stephen King – czego boisz się najbardziej na świecie?

11. W jakich najdziwniejszych/ najbardziej niebezpiecznych warunkach zdarzyło wam się czytać?

Z reguły unikam sytuacji niebezpiecznych, ale chyba taką ambitną traumą pozostanie próba czytania na rozbujanym promie do Szwecji podczas śnieżnej burzy połączonej ze sztormem.

O.

Podsumowanie miesiąca – LUTY 2014

Bombla_PodsumowanieLuty2014Miało być przytulnie, miało być zimowo, a tutaj ni stąd ni zowąd wiosna za oknem! Zniknęły śniegi, zniknęły mrozy i kudłate buty powędrowały ze smutkiem do szafy. Wiecie jak bardzo lubię zimę i nie mogę odpuścić tego nagłego ocieplenia w lutym! Nie wspominając nawet tego, że ten miesiąc jest o te trzy dni krótszy i to już wystarczy, żeby zaburzyć mój nastrój.  Bo przecież trzy dni to moc czasu, który można by wykorzystać w godny i bukowy sposób! A tak jest krótko, do tego cieplej i jakoś tak przez to wszystko nieswojo, chociaż wcale nie marudno, czy smutno 🙂

O ile styczeń był niezwykle bogaty w książkowe doznania, to luty minął bardzo spokojnie, bez szaleństwa i przepychu poprzedniego miesiąca. Opublikowałam osiem tekstów, w tym oczywiście Ucztę Miłości w tegorocznym wydaniu. Czytelniczo nawet nie było tak źle, bo przeczytałam 8 pełnych buków i jestem w trakcie czytania dziewiątego, więc wychodzi na to, że na froncie bez zmian. Chociaż nie, bo zmiany jednak są – tym razem tylko dwie książki były w oryginale, a reszta w tłumaczeniu, czego jednak nie uważam za większy problem, a raczej za minimalne zaburzenie codzienności:

  • „Zimowa opowieść” Mark Helprin – czytelnicze rozminięcie się z oczekiwaniami, ale nie mogę napisać, że nie było warto 🙂 – do poczytania TUTAJ.
  • „Człowiek nietoperz” Jo Nesbø – pierwsze spotkanie z Harrym Hole wypadło tak dobrze, że teraz muszę zdobyć kolejne części 🙂 – na Buku niebawem.
  • „Szczęśliwa Ziemia” Łukasz Orbitowski – doskonała opowieść – do poczytania TUTAJ.
  • „Handlarz Ksiąg Przeklętych” Marcello Simoni – książka szepcząca o księgach tajemniczych – do poczytania TUTAJ.
  • „Heart-Shaped Box” Joe Hill – i znowu czułam się, jakbym czytała starego, dobrego Kinga – na Buku niebawem.
  • „Wegetarianka” Han Kang – moje pierwsze spotkanie z literaturą Korei Południowej. Trzy intrygujące opowieści połączone w jedną intensywną całość o tożsamości, o ciele i kobiecości.
  • „Sourland” Joyce Carol Oates – potworne smutne studium żałoby w tomie 16 opowiadań – na Buku niebawem.
  • „The King in Yellow” Robert W. Chambers – odkrycie lutego – do poczytania poniżej 🙂
  • „2666” Roberto Bolaño – w trakcie lektury – pierwsze wrażenia: kawał doskonałej literatury.

Jeśli chodzi o bukowe zdobycze, to luty należy do najsłabszych w ostatnim czasie! Styczniowe zestawy rozsiadły się po półkach, a ja w końcu zabrałam się za wyczytywanie zakupionych już pozycji, nie rzucając się obsesyjnie na nowości. Uważam to za mały sukces i prawie moment zen, kiedy nie czuję kompulsywnej potrzeby posiadania wszystkiego co pojawia się w księgarniach. Tym bardziej, że biblioteczki domowe i wirtualne uginają się pod ciężarem dziesiątek książek, których jeszcze nie ruszyłam, a które oczekują cierpliwie na swoją kolej. Tak sobie myślę, że chyba nadszedł w końcu na nie czas. I na więcej klasyki 🙂

Tym razem nie mam dla Was zestawu, ale jedną nowość, która przybyła do mnie do recenzji dla Gildii Literatury – „Bracia Sisters” Patricka de Witt (i nawet moje wesołe oko załapało się na fotkę). Od długiego czasu nakręcałam się na tę powieść, więc jak tylko nadarzyła się okazja ­ – porwałam!

Mua

I nie mogę zapomnieć o „Handlarzu Ksiąg Przeklętych” Marcello Simoni, którzy przyfrunął do mnie na tablet od wydawnictwa Sonia Draga, a który sprawił mi mnóstwo radości. I nie wyłącznie tym, że to godna i wciągająca opowieść o książkach, ale także małą Twitterową niespodzianką, jaką za sobą przyciągnął ­–zaraz po opublikowaniu twitta polubił go i podał dalej… Marcello Simoni z dopiskiem „Pierwsza polska recenzja”! Było to okropnie miłe 🙂

TwitterSimoni

To teraz czas na lutowe odkrycia literackie. A w sumie to literacko-filmowe i literackie:

Po pierwsze serial „True Detective”, produkcji HBO, z Matthew Mcconaughey i Woody Harrelsonem w rolach głównych. I to wcale nieistotne, że jego fabuła jest genialna, że to jeden z najciekawszych thrillerów ostatnich lat, a tych dwóch aktorów wymiata na ekranie, jak nikt. Nieistotne, że co tydzień siedzę z wypiekami na twarzy i pokrzykuję przed telewizorem, wymyślając co chwila rozwiązanie całej zagadki. Bo najważniejszą kwestią tutaj jest literackie powiązanie i bukowe analogie, które ta wyjątkowa produkcja wykorzystuje – opowiadania Roberta W. Chambersa zatytułowane zbiorczo „The King in Yellow” i mythos, jakim ta pozycja obrosła przez lata. Kto nie zna – polecam(w oryginale za darmo na stronie Project Gutenberg i na Amazonie).

Zbiór wydany w 1895 jest tak zaskakująco przewidujący przyszłość, tak dziwnie przejmujący, że wcale nie dziwi mnie fakt, że w oparciu o jego dzieło powstała cała mitologia, a swoje cegiełki do szalonego  konceptu dokładał m.in. H.P. Lovecraft i inni wielcy twórcy gatunku weird fiction. Elementem spajającym opowieści jest tajemniczy dramat w trzech aktach, zatytułowany właśnie „The King in Yellow”. To sztuka tak potworna, że każdy kto przeczyta więcej niż jej pierwszy akt popada w otchłań szaleństwa i już nigdy nie wraca z ciemności. Chambers zdradza jedynie fragmenty pierwszego aktu, jak Pieśń Cassildy, kawałek dialogu tajemniczego przybysza, kilka lokacji i imion. Nic więcej. Ale to wystarczy, by czytelnik poczuł się nieswojo. Podobno właśnie „The King in Yellow” jest kluczem do pojęcia głównych założeń fabularnych „True Detective”. Szaleństwo, religijne obłąkanie, makabra i kłamstwo/maska przeciw prawdzie. Już nie mogę się doczekać rozwiązania całości 🙂 A dla Was mały fragment:

„Along the shore the cloud waves break,
The twin suns sink beneath the lake,
The shadows lengthen
In Carcosa.

Strange is the night where black stars rise,
And strange moons circle through the skies
But stranger still is
Lost Carcosa.

Songs that the Hyades shall sing,
Where flap the tatters of the King,
Must die unheard in
Dim Carcosa.

Song of my soul, my voice is dead;
Die thou, unsung, as tears unshed
Shall dry and die in
Lost Carcosa.”

Drugim odkryciem, o którym jednak nie będę się rozpisywać  za wiele, są eseje „O interpretacji” Susan Sontag, które podczytuję teraz między innymi bukami.  Susan Sontag od zawsze istniała w moim uniwersum życiowym (od dziecka Mama dokształcała mnie w tematach ważkich, a nazwisko tej amerykańskiej twórczyni wracało zawsze w dyskusjach jak bumerang), ale dopiero teraz zaczęłam poznawać na własnej skórze jej power słowa. I nie będę ukrywać – zaczarowała mnie.

I to chyba wszystko w tym miesiącu 🙂

Do zobaczenia w marcu!

Bo warto czytać.

O.

„Annabel Lee” Edgar Allan Poe

Bombla_Podstawa_AnnabelLee

Już jutro Walentynki. Święto miłości. Dzień zakochanych. A dzisiaj, w ramach nietypowej zapowiedzi, małego tematycznego preludium, chciałam się z Wami podzielić jednym z najpiękniejszych utworów o miłości jakie znam. Pióra autora, którego tak bardzo cenię i podziwiam, że nigdy nie potrafię się zebrać, by samej coś o nim napisać. Może tak będzie lepiej? W końcu, kto jak kto, ale on sam, tym jednym wierszem potrafi przekazać więcej niż ja stronicami peanów na jego cześć.

O pierwszej i ostatniej wielkiej miłości. O miłości straconej. Miłości przeklętej. Specjalnie dla Was – „Annabel Lee” Edgara Allana Poe

Annabel Lee

It was many and many a year ago,
In a kingdom by the sea,
That a maiden there lived whom you may know
By the name of ANNABEL LEE;
And this maiden she lived with no other thought
Than to love and be loved by me.

I was a child and she was a child,
In this kingdom by the sea;
But we loved with a love that was more than love-
I and my Annabel Lee;
With a love that the winged seraphs of heaven
Coveted her and me.

And this was the reason that, long ago,
In this kingdom by the sea,
A wind blew out of a cloud, chilling
My beautiful Annabel Lee;
So that her highborn kinsman came
And bore her away from me,
To shut her up in a sepulchre
In this kingdom by the sea.

The angels, not half so happy in heaven,
Went envying her and me-
Yes!- that was the reason (as all men know,
In this kingdom by the sea)
That the wind came out of the cloud by night,
Chilling and killing my Annabel Lee.

But our love it was stronger by far than the love
Of those who were older than we-
Of many far wiser than we-
And neither the angels in heaven above,
Nor the demons down under the sea,
Can ever dissever my soul from the soul
Of the beautiful Annabel Lee.

For the moon never beams without bringing me dreams
Of the beautiful Annabel Lee;
And the stars never rise but I feel the bright eyes
Of the beautiful Annabel Lee;
And so, all the night-tide, I lie down by the side
Of my darling- my darling- my life and my bride,
In the sepulchre there by the sea,
In her tomb by the sounding sea.

Edgar Allan Poe

Do jutra!

O.

Podsumowanie miesiąca – styczeń 2014

Bombla_PodsumowaniStyczen2014Tak sobie ostatnio pomyślałam, że czytelnicy blogów, jak i sami blogerzy, surfujący po odmętach internetu w poszukiwaniu bukowych inspiracji, lubią różnorakie rankingi, zestawienia i podsumowania. Czemu? No nie wiem do końca, ale to pewnie przez ich syntetyczność i łatwość odbioru. Sama lubię podglądać tzw. „stosiki”, chociaż przez usta ani przez palce nie przeszłoby mi nazwanie tak zbioru książek (stos to może być chrustu, albo guzików, ewentualnie na czarownice, ale nie na książki) ;). I w ten sposób doszłam do wniosku, że może ucieszy Was mój pomysł, totalnie nowy dla samego Wielkiego Buka (ale zupełnie nie nowy dla reszty blogosfery), żeby co miesiąc publikować nieduże podsumowanie, bo przecież czemu nie?

Rok 2014 zaczął się dla mnie ekstremalnie bukowo. Nie potrafię nawet zliczyć wszystkich nowych książek, które dołączyły do wiecznie wydłużającej się listy „koniecznie do przeczytania”, ale taka już ewidentnie dola czytaczy absolutnych, uzależnionych od słowa pisanego. Pozostaje ubolewać nad wiecznym brakiem czasu i obserwować portale naukowe, bo może w końcu komuś uda się nagiąć czas i stworzyć dodatkowy wymiar dla książkoholików 😀

Rozpoczęłam nowe wyzwanie na portalu Goodreads (TUTAJ link do mojego profilu) i w tym roku mam w planach przeczytać 85 książek, czyli o dziesięć więcej niż rok temu. Jak na razie idzie mi całkiem nieźle, bo w styczniu przeczytałam dokładnie 9 buków (stron nie liczę, bo na to przyjdzie czas na koniec roku), w tym 4 w oryginale, co oznacza, że jak nad tym pomyślę, to liczba buków polskich i oryginalnych mniej więcej wyrównuje się w moim życiu:

  • „Łabędzi Śpiew” Roberta McCammona tom 1 i 2 (ale liczę je razem, bo to jedna opowieść jest) – do poczytania TUTAJ.
  • „Taniec szczęśliwych cieni” Alice Munro – czyli moje pierwsze spotkanie z prozą noblistki (już niebawem).
  • „Niewidzialny Strażnik” Dolores Redondo – do poczytania TUTAJ.
  • „The Willows” Algernona Blackwooda (w oryginale) – czyli absolutny klasyk literatury grozy (już niebawem).
  • „Myszy i Ludzie” Johna Steinbecka” (w oryginale) – do poczytania TUTAJ.
  • „Sandkings” George’a R.R. Martina (w oryginale) – polecone przez Phila Hornshaw, który co prawda nie czyta po polsku, ale i tak podziękowania mu się należą, bo opowiadanie genialne 🙂
  • „Dom Duchów” Isabel Allende – do poczytania TUTAJ.
  • „Wołanie Kukułki” Robert Galbraith aka J.K. Rowling – oczekuje na publikację na Gildii i już niebawem pojawi się również na Buku.
  • „The Golem and The Jinni” Helen Wecker (wersja pełna, w oryginale) – piękna, metaforyczna opowieść o miłości do człowieczeństwa i ludzkości (już niebawem).

Z początkiem stycznia rozpoczęłam recenzencką współpracę z księgarnią internetową Dybook, z którą, jak widać, łączy nas buczność nazwy, ale nie tylko, bo także wielka miłość do książek i potrzeba promowania dobrej literatury i czytania w ogóle. Pierwszym owocem naszej współpracy jest recenzja „Domu Duchów” Isabel Allende, którą znajdziecie również TUTAJ.

Ekstremalna bukowość wyraża się również w tłumie nowych, nagromadzonych książek, które ni stąd ni zowąd pojawiły się na półkach i stworzyły dwa urocze zestawy:

ZESTAW 1:

Zestaw1

 

  • „Szczęśliwa ziemia” Łukasza Orbitowskiego – propozycja do zrecenzowania od wydawnictwa Sine Qua Non. Myślę, że to dobry pomysł, żeby rozpocząć małe, prywatne wyzwanie literackie, a mianowicie czytać więcej polskiej współczesnej prozy, bo wstyd przyznać, ale nie znam prawie w ogóle.
  • „Dom duchów” Isabel Allende – pierwsza książka do recenzji od księgarni Dybook. Piękny klasyk literatury iberoamerykańskiej i sztandarowe dzieło realizmu magicznego.
  • „The Golem and The Jinni” Helene Wecker – cudny, zaoceaniczny świąteczny prezent od Goshi (dziękuję!). Nawet nie wiecie jaka radość, tym bardziej gdy okazało się, że w Polsce powieść wychodzi w dwóch tomach i trzeba czekać na kontynuację kilka miesięcy.
  • „The Bleeding Edge” Thomasa Pynchona – długo wyczekiwana przeze mnie najnowsza powieść autora i przywieziona dla mnie dzięki niezastąpionej G. 🙂
  • „Transcendental” Jamesa Gunna – świąteczny prezent (co prawda tym razem nie dla mnie), ale dołączył do wspólnej biblioteczki. Genialnie brzmiąca space opera, czyli kosmiczna przygoda na najwyższym poziomie.
  • ZESTAW 2:

    Zestaw2

     

  • „Sourland” Joyce Carol Oates – zbiór opowiadań doskonałej amerykańskiej pisarki, do zrecenzowania dla Gildii Literatury.
  • „Krew Elfów” i „Czas pogardy” Andrzeja Sapkowskiego – czyli WIĘCEJ Wiedźmina!
  • „Człowiek nietoperz” Jo Nesbø – pierwsze spotkanie domostwa z cyklem kryminalnym o Harrym Hole.
  • „Ulubione rzeczy” S.J. Bolton – bo wciągnęła mnie „Karuzela samobójczyń” i muszę poznać początek serii o Lacey Flint.
  • „Wiele demonów” Jerzego Pilcha – pewnie będę się wstydzić, kiedy napiszę, że to moje pierwsze podejście w ogóle do prozy Pilcha. Ale kiedyś trzeba zacząć, a na tę książkę czaiłam się prawie rok.
  • i genialny BONUS, czyli dwa notatniki Moleskine z limitowanej edycji Hobbita! (dla spostrzegawczych – tak, z tyłu widać mini dynię, która czeka na rychłe pożarcie), za który bardzo mocno chcę podziękować Goshi, która zawsze wie, czym mnie zachwycić. O czym Goshia może nie wiedzieć, albo nie zdawać sobie sprawy, to że ja będę chyba żałować cokolwiek w nich zapisywać 😀 Cierpię na przypadłość podziwiania i oczekiwania na „bardzo ważkie zapiski”, ale tym razem (mam nadzieję) przełamię opór i nie będę się tylko w nie wgapiać.

    Notatniki

    I jeszcze coś, o czym zapomniałam napisać w grudniu, a co zalicza się do najpiękniejszych prezentów, jakie sama sobie zrobiłam, kiedykolwiek – na Amazonie, całkiem przypadkiem, za niecałe 3 USD zakupiłam CAŁY, PEŁNY zestaw twórczości Victora Hugo, w ORYGINALE, w wersji elektronicznej, i pisząc cały, mam na myśli CAŁY, prawie 30 000 stron! To był piękny moment, jak wygrać na loterii (autentycznie wzruszyłam się), bo te kilka złotych za cały pisarski dorobek tego genialnego twórcy, do tego po francusku, to jest bezcen. I szok.

    VictorHugo

    A na sam koniec piękne zaskoczenie i zapowiedź bukowego cudeńka. Totalnie przedpremierowo i z dużym wyprzedzeniem, do zrecenzowania dla Gildii Literatury, dostałam recenzencki egzemplarz „Zimowej opowieści” („Winter’s Tale”) Marka Helprina, w wersji elektronicznej, więc poniżej zamieszczam zapowiedź powieści, która po raz pierwszy pojawi się w polskich księgarniach 19 lutego, nakładem wydawnictwa Otwarte. Cieszę się jak dziecko, bo brzmi przeuroczo, a należy do kanonu urban fantasy.

    okladka_HELPRIN.indd

    Teraz tak patrzę, że faktycznie mnóstwo się działo w styczniu 🙂 i oby tak dalej, bo czymś trzeba dokarmiać bukowe obsesje.

    Bo warto czytać.

    O.

    „Koszmary i fantazje. Listy i eseje” H.P. Lovecraft

    Bombla_Koszmary Fantazje

     

    „Zawsze będzie istniał pewien mały procent osób odczuwających palącą ciekawość w stosunku do nieznanej przestrzeni kosmosu oraz pragnienie uwolnienia się z więzienia tego, co znane i rzeczywiste, i ucieczki do zaklętych krain pełnych niewiarygodnych przygód oraz nieskończonych możliwości, jakie otwierają przed nami sny i sugerują pewne zjawiska, takie jak głębokie lasy, fantastyczne miejskie wieże oraz ogniste zachody słońca.”

    H.P. Lovecraft

    Howard Phillip Lovecraft, czyli tak dobrze wszystkim znany Samotnik z Providence. No właśnie. Tak dobrze znany, że prawie oswojony. Wiadomo, że Lovecraft był pisarzem odizolowanym, mizantropem, stroniącym od jakichkolwiek kontaktów z ludźmi, całkowicie pochłoniętym samym sobą. W końcu był przecież odludkiem, prawda? Ten przydomek tak do niego przyrósł, że nawet teraz, po latach, nawet po lekturze jego listów, wciąż trudno uwierzyć i przekonać się, że ten jeden z najwybitniejszych twórców literatury grozy wcale takim samotnikiem nie był i utożsamianie jego osoby z wyobcowaniem było zupełnie nietrafne. Co więcej, po lekturze zaledwie ułamka jego obszernej korespondencji, okazać się może, że H.P. Lovecraft, ten jeden z prekursorów weird fiction i twórca mitologii Cthulhu, paradoksalnie i pomimo swojej narastającej z wiekiem ksenofobii, był zarazem jednym z bardziej oddanych i towarzyskich przyjaciół oraz miłośnikiem korespondencji wśród pisarzy.

    „Koszmary i fantazje. Listy i eseje”, w tłumaczeniu Mateusza Kopacza, to doskonały i świetnie zredagowany wybór czterdziestu pięciu tekstów Lovecrafta, dopasowanych i ułożonych tematycznie w taki sposób, by czytelnik lepiej mógł uświadomić sobie ewolucję poglądów pisarza i jego twórczości. Większość swoich listów i esejów Lovecraft poświęcił przede wszystkim literaturze grozy, analizie dzieł swoich ulubionych autorów, czy komentowaniu świata wydawniczego i problemów, z jakimi musi stykać się młody pisarz. W zbiorze odnajdziemy zarówno zabawne anegdotki z życia codziennego, jak i poważne rozważania o tematyce literackiej. Już od pierwszego listu (Do Clarka Ashtona Smitha) pisarz jawi się jako człowiek nietuzinkowy, czerpiący radość ze swojej korespondencji. Mało tu Lovecrafta z legend. Nie przemawia przez jego teksty ani wyobcowanie, ani wrogość. Jest za to wielka ciekawość świata, pragnienie tworzenia opowieści, dzielenia się nimi z czytelnikami, jak również wielka pasja w kreowaniu światów wyobrażonych. I nutka ekscentrycznej, wyjątkowej osobowości, jaką ten pisarz z Providence niezaprzeczalnie posiadał.

    W gronie ulubionych korespondencyjnych przyjaciół H.P. Lovecrafta należy wyróżnić przede wszystkim tzw. grupy Kleicomolo i Gallomo. Do tej pierwszej poza samym HPL-em (cząstka „LO” w nazwie odpowiada właśnie jemu) należeli także Rheinhart Kleiner, Ira A. Cole i Maurice W. Mole. Do drugiej, poza Lovecraftem i również Mole’m, należał także Alfred Galpin. W cyklu ich korespondencji wymieniali swoje, zarówno polityczne, jak i filozoficzne przemyślenia, nie pozostawiając bez omówienia żadnych trudnych tematów. Lovecraft opisywał anegdotki z życia codziennego, często w zabawny i bardzo szczery sposób. Warto również wspomnieć jego pozytywne relacje z innymi, współczesnymi mu pisarzami gatunku weird fiction, z którymi dzielił się zarówno swoimi doświadczeniami i pomysłami oraz obszernie omawiał literackie teorie, czy specyfikę gatunku. Przybierał różne pseudonimy, w zależności od swojego korespondenta; bywał LO, Dziadkiem, Theobaldusem, HPL-em i wieloma innymi, często komicznymi postaciami.

    W zbiorze, poza wybranymi listami z obszernej korespondencji (w swoim życiu HPL napisał ponad 80 tysięcy listów!), znaleźć możemy również eseistyczne perełki Lovecrafta, jak na przykład Uwagi na temat pisania weird fiction, w których wyjaśnia główne cechy gatunku i daje wskazówki w oparciu o swoje własne doświadczenia; Koty i psy, czyli esej stworzony na potrzeby dyskusji dla Brooklyńskiego Klubu Niebieskiego Ołówka, w którym, w typowy dla siebie, przekonujący sposób, udowadnia wyższość kocich towarzyszy nad psimi; czy W Obronie Dagona, w którym broni swojego stanowiska, polemizując z romantycznymi, realistycznymi i fantastycznymi szkołami beletrystyki. Łakomy kąsek dla każdego miłośnika prozy Lovecrafta stanowić będzie zamieszczony w „Koszmarach i fantazjach” Notatnik z pomysłami, w którym znaleźć można uporządkowane i wyróżnione pomysły pisarza z ponad szesnastu lat jego pracy. Doskonale obrazuje on rozwój wyobraźni HPL-a oraz kierunki, w jakich dążyła jego twórczość w ciągu mijających lat.  Lovecraft należy do grona pisarzy, którzy nigdy nie zamykali się na odmienne poglądy, czy sposoby rozumowania, ale wręcz przeciwnie – otwierał się na nowe kierunki myślenia i przez całe życie dążył do polepszenia swojego warsztatu pisarskiego.

    Ta potrzeba samodoskonalenia zaskakuje podczas czytania kolejnych tekstów. Lovecraft daleki był od samo-zachwytów i pławienia się w narcystycznym samouwielbieniu. Jego skromność i wycofanie w tym względzie można nawet uznać za zbyt radykalne. W poszczególnych esejach (Uwagi na temat pisania weird fiction, Lord Dunsany i jego twórczość, Domy Poego i miejsca mu poświęcone), czy nawet w humorystycznej notce autobiograficznej Krótka autobiografia marnego pisarzyny, podziwiając kunszt innych pisarzy literatury grozy, na czele z wielbionym Algernonem Blackwoodem, Edgarem Allanem Poe i Lordem Dunsany, Lovecraft sam wyklucza siebie z rankingu, umniejszając swoje wyjątkowe umiejętności. Nie da się nie zauważyć, że był niezwykle oczytany, wnikliwy do bólu i nie bał się konfrontowania swoich poglądów z innymi pisarzami, szczególnie popularnymi i modnymi w tamtych czasach. Jednak istniała w nim jakaś wrodzona potrzeba samokrytyki, wyjątkowa jak na osobę o takiej inteligencji i zdolnościach. Niemniej, nie stronił od dawania rad twórcom mniej utalentowanym od siebie, potrzebującym pomocy korektora, czy wskazówek stylistycznych.

    „Koszmary i fantazje” z pewnością zaskoczą czytelnika przyzwyczajonego do postrzegania H.P. Lovecrafta przez pryzmat jego mrocznej twórczości i od lat krążących o samym pisarzu plotek. Każdy kolejny tekst obala stereotyp Samotnika z Providence i wprowadza nas w świat pisarza ambitnego, ciągle poszukującego i towarzyskiego na tyle, na ile pozwalały mu jego finanse, jak i jego pogłębiające się z wiekiem fobie. Książka ucieszy także wszystkich miłośników wyjątkowej twórczości HPL-a, oferując im głębsze zapoznanie się z jego pomysłami, szkicami i zarysami znanych opowiadań. W końcu Lovecraft był pisarzem niezwykłym, nietuzinkowym. Jednym z nielicznych twórców grozy, którzy przeszli do historii literatury klasycznej, a którego twórczość stanowi kamień milowy literatury amerykańskiej w ogóle. W „Koszmarach i fantazjach jest wszystko to, co potrzebne, aby chociaż po części poznać ten tajemniczy umysł, tak pełen fantazji, sprzeczności, wewnętrznych konfliktów i wielkiego geniuszu, o którym nie można zapomnieć, analizując kosmiczną mitologię Cthulhu. Dziadek O’Casey, Lewis Theobald, LO. Szalony Arab Abdul al-Hazred. Howard Phillips Lovecraft.

    O.

    * Za książkę dziękuję Oskarowi Grzelakowi z wydawnictwa Sine Qua Non.

    Wielkie podsumowania 2013

    Bombla_Podsumowanie2013Rok 2013 – wyjątkowy, bo to przecież pierwszy pełny rok istnienia Wielkiego Buka! Tyle pięknych książkowych chwil przeżyłam, zaskoczeń i przygód. Aż sama nie wiem, jak to w pełni podsumować, żeby wyrazić wszystko co chciałabym napisać. Przede wszystkim jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za czytanie, komentowanie i kontakt, bo to dla mnie największa radość i szczęście. To zawsze miło jest wiedzieć, że nie piszę wyłącznie dla siebie, ale jesteście Wy – miłośnicy wszelkich buków, czytelnicy na dobre i złe, dla których książka to nie tylko zwyczajny przedmiot, ale przede wszystkim portal do innych światów 🙂

    W tym roku, na dzień dzisiejszy przewinęło się przez moje oczy i ręce aż 77 książek, razem 28010 stron (!), czym oficjalnie przekroczyłam zakładaną liczbę buków przewidywanych na ten rok o dwa i dwukrotnie przekroczyłam liczbę stron z roku poprzedniego. Najgrubaśniejsza z nich to „Bastion” Stephena Kinga, w wersji wydłużonej, a posiadająca ponad 1300 stron w oryginale.

    Należę do osób, które już w tym momencie życia wiedzą i zdają sobie sprawę, że nigdy nie będą w stanie przeczytać tego wszystkiego, co sobie założyły i co czeka na nich w świecie buków napisanych i dopiero zaplanowanych. Uwzględniając ten fakt, jak i to, że nie lubię marnować czasu na książki niepewne lub uznawane za złe z założenia, czy zupełnie nieprzeznaczone treścią dla mnie (jak cały zestaw uwielbianej w środowisku literatury młodzieżowej), przeczytane przeze mnie pozycje prawie zawsze cieszyły mnie i dawały dużo czytelniczej radochy. Oczywiście nie da się wszystkiego przewidzieć, tym bardziej jeśli pędzi się z lekturą lub zabiera się za totalną nowość na światowym rynku wydawniczym.

    I w ten sposób wybrałam zarówno spośród klasyków, jak i książek nowszych, buki, które zapamiętałam najbardziej i o których nie da się tak łatwo zapomnieć. Stworzyłam kilka mini-zestawień, ale napiszę Wam całkiem szczerze, że nie było łatwo 🙂

    Najlepsze powieści tego roku, czyli TOP 5 nowości:

    W tym zestawie znalazło się pięć całkowicie bukowych świeżynek, które dopiero w tym roku pojawiły się w literackim świecie i zagościły na księgarskich półkach, a które z marszu, po pierwszych stronach podbiły i pochłonęły mnie całkowicie:

    Nos4A2„NOS4A2” Joe Hill

    To moja pierwsza czytelnicza przygoda z twórczością syna Stephena Kinga i wychodzi na to, że wcale nie ostatnia. W powieści Joe Hilla odnalazłam to, co w najnowszych dziełach jego ojca gdzieś się zagubiło i zniknęło. Jest dużo strachu, potworności i mroku, bez zbędnych, rozwlekłych treści. I jest Charlie Manx, dzięki któremu pozytywny, świąteczny sezon utracił coś ze swojej sielankowości. Więcej do poczytania TUTAJ.

    NightFilm„Night Film” Marisha Pessl

    Lubię pozytywne zaskoczenia i ciekawe, intrygujące fabuły, które angażują mnie w pełni. I taki jest właśnie ten mroczny thriller, z elementami augmented reality. Marisha Pessl wyszła do nowoczesnego czytelnika z opowieścią przejmującą, o śmierci i poświęceniu sztuce. Stworzyła świat, który sam do nas wychodzi i miesza się z naszą rzeczywistością, miejscami bardzo przekonująco. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Theluminariescover„The Luminaries” Eleanor Catton

    Nagroda Bookera dla najmłodszej pisarki w historii tego wyróżnienia nie przekonała mnie do końca, ale za to doskonała fabuła i piękny, stylizowany język już tak. Jest w tym historycznym kryminale coś tak bardzo wciągającego, że nie ma innej rady, jak tylko czytać do utraty tchu i rozwikłać zagadki miasteczka Hokitika na wyspach Nowej Zelandii. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Signature„The Signature of All Things” Elizabeth Gilbert

    Przyznaję, że twórczość tej pisarki należy do moich „guilty pleasures”, bo całkiem niesłusznie utożsamiana jest wyłącznie z autobiograficznymi „Jedz, módl się, kochaj” (które nomen omen również uwielbiam). Ale ta monumentalna, fikcyjna biografia dziewiętnastowiecznej botanik Almy Whittaker to coś o wiele więcej niż zwykłe czytadło na poprawę nastroju. To doskonale napisana kronika życia badaczki, naukowca, feministki i przyrodnika. Bardzo kobieca. Bardzo współczesna. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Ocean„Ocean na końcu drogi” Neil Gaiman

    Ta krótka, mini-powiastka na jeden chaps zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Wzruszyła i zadziałała jak katalizator i nie jestem do dzisiaj pewna, czy wywołała we mnie jakieś smutne wspomnienie, coś o czym chciałam zapomnieć… Być może. I może nie jest doskonała, ale warto ją poznać, bo jest po prostu piękna. Mroczna baśń dla dorosłych, którzy pragną przypomnieć sobie magię dziecięcych lat. Więcej do poczytania TUTAJ.

    joylandKing„Joyland” Stephen King

    Nareszcie doczekałam się kingowej powieści, której bohaterami nie są wcale mieszkańcy miasteczka użerający się z ufo, kopułami, czy innymi tworami spoza czasu. „Joyland” jest piękną i filozoficzną przypowieścią, a do tego wyjątkową w twórczości Króla, bo tak nostalgiczną i tak otwarcie dotykającą tematu śmierci i przemijającego czasu. O ulotności życia człowieka i koszmarach niosących tę myśl. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Najlepsze klasyki poznane w tym roku:

    Trzymam się zawsze twierdzenia, że aby móc czytać literaturę współczesną z pełnym zrozumieniem należy znać literacki kanon i klasykę literatury światowej. Właśnie dlatego zawsze wracam do buków doskonałych, niosących za sobą przeszłość i geniusz pokoleń, które przeminęły lub których przemijanie niechybnie się rozpoczęło. Wybrać pięć z całego zestawu, który przeczytałam w tym roku było prawdziwym wyzwaniem, ale to właśnie są te powieści, które powinien poznać każdy miłośnik dobrej literatury.

    AnnaKArenina„Anna Karenina” Lew Tołstoj

    Porywająca i zatrważająca opowieść o miłości, poświęceniu i poszukiwaniu szczęścia. To także historia niezrozumienia, straconych złudzeń i nieszczęścia płynącego z niespełnionych marzeń. O kobiecie, która poszukując własnej drogi do szczęśliwości, zniszczyła tych, którzy najbardziej ją kochali. Bardzo duży buk, tak duży, że prawie Wielki. Więcej do poczytania TUTAJ.

    wielkienadzieje„Wielkie Nadzieje” Charles Dickens

    Kolejny Duży Buk, ale to Dickens, więc nie spodziewałabym się inaczej. Jedna z piękniejszych historii o miłości, poświęceniu i dojrzewaniu, jaką czytałam w ogóle. O błędach młodości. O marzeniach, które nie mogą się spełnić. O zemście, która trwa pokolenia. O miłości bez szansy na wzajemność. O zdradzie i samotności. O życiu przeżytym dla kogoś innego. I o nadziei, która umiera ostatnia. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Beloved„Beloved” Toni Morrison

    To jedna z tych historii, które powalają czytelnika autentyzmem i realizacją niesprawiedliwości. Niby opowieść zawieszona pomiędzy snem, magią a prawdą, ale ciężar emocjonalny jest tak silny, że nie da się o tej powieści zapomnieć. I dobrze, bo pisarka poprzez swoje złamane, pozbawione tożsamości bohaterki pokazała smutek i cierpienie całych pokoleń niewolników. Więcej do poczytania TUTAJ.

    dracula„Dracula” Bram Stoker

    Z miłości i tęsknoty za wampirami poprzednich epok. Tych najprawdziwszych, potwornych, z czasów zanim jeszcze pojawiły się świecące w słońcu bladolice chłopaczki, a bycie wampirem oznaczało być enigmatycznym drapieżnikiem, który zawsze szuka ofiar i gotowy jest wypić krew wszystkich, którzy wpadną w jego sidła. Tylko czasami w pozornie ludzkiej skórze. Także z miłości do gotyckiej atmosfery i nieśmiertelnych historii o siłach ciemności, namiętności ,miłości i mocy zła. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Mechaniczna„Mechaniczna pomarańcza” Anthony Burgess

    Najpierw w moim życiu był wizualnie porywający brutalnością film Kubricka, a w tym roku dopiero książka. Perełka językowa do czytania w oryginale, bo żaden przekład nie odda jej genialności. I Alex. Dzieciak. Zwierzak. Nastolatek wchodzący w dorosłość impetem własnych hormonów, niebezpieczny, niemożliwy do opanowania uwikłany w brutalną rzeczywistość, w której rządzi przemoc i prawo silniejszego. Fascynująca historia o kolejach życia i niemożnością ucieczki od niezmiennego przeznaczenia. Nie da się przejść obok niej obojętnie. Więcej do poczytania TUTAJ.

     Najgorsza powieść 2013 roku:

    Panika„Panika” Graham Masterton

    Nie spodziewałam się, że na taką powieść w tym roku trafię, tym bardziej całkiem przypadkiem, samodzielnie dokonując wyboru lektury, no ale najwidoczniej od czasu do czasu taki czytelniczy zbuk napatoczyć się po prostu musi. Szkoda tylko, że to mój pierwszy kontakt z tym pisarzem, który przecież uznawany jest za twórcę doskonałych powieści grozy. „Panika” jest niestety fatalna na wszystkich frontach i nikomu jej nie polecam. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Największy zawód 2013:

    doctor_sleep_full„Doktor Sen” Stephen King

    Czekałam i doczekałam się. Miał być doskonały horror, przerażająca kontynuacja kultowego „Lśnienia”, a wyszło jak wyszło – średnia powieść przygodowa, jednak jak to z ręki Kinga, na całkiem przyzwoitym poziomie. Tylko to nie było to. Pokładałam w niej zbyt wielkie nadzieje, a skończyło się straconymi złudzeniami. Szkoda. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Największe odkrycie 2013:

    Kostka„Kostka” Iza Korsaj

    Debiutancka powieść (bo nie debiut całkowity) polskiej młodej autorki z Sopotu, która moim zdaniem stworzyła jedną z ciekawszych postaci psychopatycznych w literaturze. Cięty, ostry jak brzytwa styl. Surowa i męska narracja, brak wzruszeń, jednorożców i wszędobylskiego miłosnego różu – świat „Kostki” jest chłodny i przenikliwy jak chirurgiczna stal. A główny bohater idealnie sadyczny i apatyczny w swojej zbrodni i wizji nowego, lepszego człowieka. Do poczytania TUTAJ.

    Ulubiony nowy Duży Buk:

    Gwiazdozbiór„Gwiazdozbiór Psa” Peter Heller

    Wylane morze łez, a ja przecież nie płaczę na książkach (chociaż czuję nadchodzącą starość, bo mijający rok udowodnił coś zupełnie innego 😉 O poszukiwaniu sensu życia w zniszczonym świecie bez przyszłości, gdy człowiek traci wszystko co kocha. Męska, postapokaliptyczna, a jednak chwytająca za serce. W tej powieści jest coś takiego, co sprawia, że nie można o niej przestać rozmyślać. Nie da się zapomnieć. Pozwala przemyśleć wszystko od nowa i przypomnieć sobie, jak piękne jest życie. Jedna z najpiękniejszych. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Nowy ulubiony klasyk i Duży Buk:

    gatsby„Wielki Gatsby” F. Scott Fitzgerald

    Zachwyciła mnie świeżość, niezwykła uniwersalność i ponadczasowość tej powieści o straconym pokoleniu idealistów, którzy zniszczyli samych siebie w pogoni za szczęściem za wszelką cenę. Próbowali dogonić przeszłość, marzenia i miłość, które dawno umarły i które nigdy już nie powrócą, pozostawiając ich pusto spoglądających na rozpadający się przed ich oczami świat pozorów i iluzji. Sto lat później nie straciła nic, a tylko zyskała, tym bardziej dla dzisiejszego pokolenia zagubionych trzydziestolatków. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Wyczekiwana powieść 2014:

    Painter„The Painter” Peter Heller

    Premiera zapowiadana na 6 maja, a książka zakupiona przeze mnie już na przedbiegach, bo nie mogłabym sobie odpuścić. Czuję nadciągające wzruszenie, bo jeśli główny bohater zabija, nie mogąc zdzierżyć tego, jak obcy człowiek znęca się nad zwierzęciem musi być emocjonalnie. Zapowiada się kolejna męska powieść o samotności, ucieczce i walce z demonami przeszłości. Nie mogę się doczekać!

    Plany na Nowy Rok:

    Gdybym miała wypisać Wam wszystkie buki, jakimi chcę podzielić się z Wami w nadchodzącym roku musiałabym chyba założyć osobnego bloga 😉 Mogę Was jedynie zapewnić, że tym razem nie będzie tematycznie, czy gatunkowo. W Nowym Roku, a przynajmniej w pierwszych miesiącach, planuję dosłownie dzikie zróżnicowanie: będą nowości, klasyki, powieści i opowiadania. Horrory, thrillery, obyczajówki i romanse. Będą wzruszenia, kontrowersje, filozofowania i strachy. Mała podpowiedź na nadchodzące w najbliższych dniach wpisy – zacznę nietypowo, bo tekstami polskich autorów, doskonałym dreszczowcem i fantasy 🙂 To tak w ramach zapowiedzi.

    A w nadchodzącym Nowym Roku 2014 życzę Wam mnóstwa bukowych, niezapomnianych doznań z książką, moc szczęścia i radości każdego dnia!

    O.

    Bukowe zdobycze

    Bombla_BukoweZdobycze

    Po świątecznej nieobecności nadszedł moment, by nadrobić czas stracony na odpoczynkowe walanie się, nicnierobienie i odłączenie od rzeczywistości. A moment to nie byle jaki, bo poświęcony WIELKIM podsumowaniom na Wielkim Buku. Zacznę od tych grudniowych, związanych z obdarowywaniem, butami, skarpetami i choinką.

    W te Święta i Mikołajki wszystkie przyjacielskie, rodzinne i miłosne Mikołaje i Gwiazdorki (którym dziękuję bardzo mocno i obficie) postanowiły obradować mnie tym co uwielbiam najbardziej. W ten sposób, ku mojej wielkiej radości i wzruszeniu, uzbierały mi się dwa naprawdę obfite zestawy książkowe, a w każdym z nich znalazły się zarówno pozycje przeze mnie wyczekiwane, jak i przyjemne niespodzianki. Nie mam pojęcia, kiedy uda mi się to wszystko przeczytać! Powtórzę raz jeszcze i będę powtarzać do końca moich dni, na każdą okazję – dobry buk to najlepszy prezent jaki można sobie wymarzyć. Nie potrafiłabym nie uwielbiać i cieszę się jak dziecko (bo dziecięcy entuzjazm to również moja mocna strona) 🙂

    Przed Wami PIERWSZY ZESTAW:

    Zestaw1

    Od góry:

    • „Najnowsze przygody Mikołajka” na MP3 – totalne, ale jak miłe zaskoczenie podchoinkowe. Mikołajek od małego bawił mnie do łez, nowych przygód nie znam i już nie mogę się doczekać.
    • „Gourmet Cooking By The Clock” – antykwaryczne cudeńko z 1962 roku. Książka kucharska, a w niej klasyczne amerykańskie przepisy na różne lobstery, chickeny i shrimpy.
    • Ciemno, prawie noc” Joanny Bator – czaiłam się już na początku roku, a po Nike jeszcze bardziej.
    • „Sezon burz” Andrzeja Sapkowskiego – w końcu rozpoczęłam wiedźmińską przygodę, więc i tej pozycji nie mogło zabraknąć wśród prezentów.
    • „Zbyt wiele szczęścia” Alice Munro – nie wiem, jak udało mi się tak długo przeżyć bez poznania jej twórczości.
    • Drugi tom „Correspondance” Baudelaire’a, po francusku, w wydaniu Plaiady – kolejny antykwaryczny kąsek, do podczytywania.
    • „Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen – znalezione w bucie. Długo wyczekiwane, bo nie umiałabym żyć ze sobą, gdybym po genialnym filmie nie przeczytała książki.
    • „Hobbit. Filmowe postacie i miejsca.” – niespodziankowe, albumowe wydanie do drugiej części filmowej adaptacji.

    ZESTAW DRUGI:

    Zestaw2

    Od góry:

    • „Miecz przeznaczenia” Andrzeja Sapkowskiego – po „Ostatnim życzeniu” musiałam mieć.
    • „Taniec szczęśliwych cieni” i „Drogie życie” Alice Munro – jak wyżej. Wyczekane, upragnione, znalezione pod choinką.
    • „Wołanie kukułki” J.K. Rowling – wielkie halo, wielkie kontrowersje, ale również pozytywne recenzje zanim wyszło na jaw czyjego autorstwa.
    • „2666” Roberto Bolaño – w moim liście wysłanym na Biegun Północny ten buk był na pierwszym miejscu, bo być musiał.
    • „Duchy polskich miast i zamków” – po genialnym „Bestiariuszu słowiańskim”, który ciągle jest u mnie w użyciu, duchy nie mogły nie trafić do mojej biblioteczki.

    A czy u Was również Święta minęły w tak pozytywnym i bukowym nastroju? Pochwalcie się koniecznie!

    O.

    Zimowe buki 2013

    Bombla_ZimoweBuki2013Cold winds are rising – winter is coming! I niby zima nadchodzi faktycznie, już na dniach, już tuż tuż, a jakoś tak wcale za oknem biało nie jest. Co więcej, na dniach Święta, powinno być śnieżnie, ślicznie i magicznie, jak w we wszystkich zimowych piosenkach, a tu zapowiada się totalnie nie puchato i zupełnie nie mroźnie. Trochę szkoda, ale to dopiero początek, a jak wiemy, w naszej strefie klimatycznej niczego nie można być do końca pewnym 😉 Pozostaje uzbroić się w cierpliwość, w miękki, grubaśny koc, wełniane skarpetki, okopać się z książką w łapkach i oczekiwać.

    Jak już pisałam w zeszłym roku, a przemawia przeze mnie mój wewnętrzny hobbit, kompletowanie zimowych lektur jest jak uzupełnianie spiżarni – nigdy za dużo, nigdy zbyt obficie, nigdy zbyt tłusto, czy tucząco. Zimowy buk powinien odznaczać się porządną ilością kalorii i substancji odżywczych, żeby utrzymywać nasz leniwy humor i zaczytanie jak najdłużej. A co więcej musi być dobrze doprawiony. Na nic zdadzą się delikatne i zwiewne tomiki poezji, bo zamiast grubaśnego udźca z dzika przypominają raczej smoothie z alg (a to jeszcze nikogo zimą nie wykarmiło).

    Na śnieżno-wietrzny sezon sprawdzą się więc duże serie wydawnicze, sagi i oczywiście opowieści z zimą w tle, w porządnych tomiszczach. Warto też zajrzeć do poważnych i intensywnych w treść klasyków literatury światowej, do których wiosną i latem sięgać nie mamy ochoty. Ma być długo, fabularnie i wielowątkowo, tak by zimowe wieczory trwały jak najdłużej. Może być również filozoficznie, a na pewno refleksyjnie – łatwiej trawić poważne tematy, gdy nic nas nie goni, a my mamy czas na rozmyślanie w ciepełku.

    Ale koniec tego żarłocznego wstępu 🙂 Specjalnie dla Was przygotowałam zestawienie dziesięciu zimowych buków, z różnych kategorii i gatunków. Są to opowieści sprawdzone, przeczytane przeze mnie w ostatnich latach lub polecone na zimę przez bliskie mi mole książkowe i oczekujące na liście obowiązkowej. Do czytelniczego obżarstwa 🙂

    Nos4A21. „NOS4A2” Joe Hill

    Nie ma to jak porządnie nastraszyć się zimową, przedświąteczną porą. Christmasland i jego uroczy mieszkańcy wzywają dźwiękami ukochanych kolęd i śnieżnych przebojów. Wzywają, bo Boże Narodzenie to przecież ulubiona chwila każdego dziecka. Czas wyczekiwania i prezentów. To także ulubiony czas Charliego Manxa – władcy tej uśpionej w zakamarkach umysłu krainy, porywacza i mordercy dzieci. Opowieść o światach wyobrażonych i horror doskonały. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Mann2. „Czarodziejska Góra” Thomas Mann

    W sanatorium Berghof, wysoko w górach Szwajcarii można odnieść wrażenie, że czas jakby się zatrzymał. Gdy Hans Castorp przybył tam na krótką wizytę w odwiedziny do kurującego się kuzyna nie sądził, że jego pobyt przedłuży się o siedem lat. Siedem lat wypełnionych nie tylko rutyną dnia codziennego ośrodka na górze, ale przede wszystkim rozmowami, które doprowadzą do przemiany duchowej i emocjonalnej bohatera. Powieść pełna symboli, metafor i zawieszonej w czasie atmosfery, której nie da się zapomnieć.

    Targowsiko3. „Targowisko Próżności” William Makepeace Thackeray

    Nie ma drugiej takiej bohaterki w literaturze jak Becky Sharp Thackeraya. Zdolna, zmyślna i przebiegła. Zna swoją wartość, potrafi wykorzystywać swoje wyjątkowe umiejętności i oplatać sobą innych. Dominująca w każdej sytuacji, silna i zdolna przetrwać każdy życiowy upadek, tworzy sobą portret kobiety wyzwolonej, samowystarczalnej, która by osiągnąć upragniony cel zostawi za sobą morze ofiar. Powieść jest satyrą na brytyjskie społeczeństwo początku XIX wieku, pogrążone w marazmie i opętane pragnieniem wzbogacania się i wspinania po społecznej drabinie za wszelką cenę. I pomimo wszystko – uwielbiam Becky.

    AnnaKArenina4. „Anna Karenina” Lew Tołstoj

    “Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne; każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.” – legendarne zdanie i równie legendarna powieść. Uniwersalna opowieść o miłości, poświęceniu i poszukiwaniu szczęścia. To także historia niezrozumienia, straconych złudzeń i nieszczęścia płynącego z niespełnionych marzeń. O kobiecie, która poszukując własnej drogi do szczęśliwości, zniszczyła tych, którzy najbardziej ją kochali. Bardzo duży buk, tak duży, że prawie Wielki. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Ludzka5. „Ludzka przystań” John Ajvide Lindqvist

    Na małej wysepce Domarö, na lodowych połaciach przy latarni morskiej, śniegowy krajobraz jak z bajki podziwia młode małżeństwo i ich córeczka Maja. Czar pryska, gdy dziecko ni stąd ni zowąd… znika. Mieszkańcy wyspy patrzą na koszmar rodziców z dystansu. W końcu Domarö to ich dom, nawet jeśli to wyspa przeklęta, gdzie nieuchwytne zło czai się i obserwuje ich w milczeniu z otchłani morza. Trochę tu Twin Peaks, trochę Lovecrafta, dużo lodowatej, beznamiętnej północy. Horror psychologiczny w najlepszym stylu.

    Pan6. Saga „Pan Lodowego Ogrodu” Tom 1-4 Jarosław Grzędowicz

    Na odległej planecie Midgaard ginie grupa ziemskich naukowców. By ich odnaleźć wysłany zostaje żołnierz idealny – Vuko Drakkainen. Cel misji jest prosty: odnaleźć, odbić i wrócić albo zabić i zatrzeć wszelkie ślady. Ale nowy, przedziwny świat hipnotyzuje Vuka i wciąga go w wyjątkową podróż do zapomnianej krainy magii, potworów i dawnych praw. Świat, który czeka na swojego nowego bohatera. Cztery tomy, dla których można spokojnie zrezygnować z życia na co najmniej tydzień. I kac bukowy murowany. Więcej do poczytania TUTAJ.

    Lśnienie7. „Lśnienie” Stephen King

    Hotel Panorama. Baśniowe miejsce położone wysoko, w niedostępnych Górach Skalistych. Wymarzone, zimowe schronienie dla opiekuna budynku na sezon zimowy, gdy hotel usypia i czeka spokojnie na wiosnę. Tym bardziej pisarza z problemami, którzy szuka wyciszenia i natchnienia. Ale nie dla Jacka Torrence’a i jego rodziny. I nie Panorama, w której murach wciąż żyją i czają się w zakamarkach sekrety, które nigdy nie powinny wyjść na jaw. Po trzydziestu latach wciąż świeże i kultowe. I Stephen oczywiście.

    Kroniki8. „Kroniki Portowe” Annie Proulx

    Życie pisze różne scenariusze, sprawia zaskakujące niespodzianki, nawet gdy wydaje się, że już wszystko stracone. Quoyle, dziennikarz najniższych lotów, nieatrakcyjny i złamany człowiek, po tragicznej śmierci żony przenosi się wraz z córkami w swoje rodzinne strony na wybrzeże Nowej Funlandii. Tam okazuje się, że można zacząć wszystko od nowa, zostawić za sobą ból, cierpienie, a nawet w końcu onaleźć upragnioną miłość. Morska perełka.

    Narnia9. „Opowieści z Narni: Lew, Czarownica i Stara Szafa” C.S. Lewis

    Jest takie miejsce, gdzieś daleko stąd, w którym panuje wieczna zima. Narnia. Lasy, doliny i rzeki są skute od lat lodem. Życie tętni ukryte głęboko w norach, jamach i jaskiniach, byle z dala od zimna i królowej tej śmiertelnie pięknej krainy – Białej Czarownicy. I tęskni za powrotem lata i swego jedynego władcy, Aslana. Całkiem przypadkiem, bo przez magiczne przejście w wielkiej szafie, do Narnii trafia rodzeństwo Pevensie, nie wiedząc, że to dzięki nim rozstrzygnie się los lodowej krainy. Magiczne na zawsze.

    Kiel10. „Biały Kieł” Jack London

    Dramatyczna, miejscami przerażająca i bardzo wzruszająca opowieść o Białym Kle – wilku o psim sercu, którego życie naznaczone jest cierpieniem, niesprawiedliwością i odrzuceniem. Historia samotności, tęsknoty za głuszą i tłumienia w sobie uśpionej dzikości, w mroźnych lasach Alaski. I olbrzymiej wierze, że może pewnego dnia pojawi się na zimnym, lodowym horyzoncie słońce. Więcej do poczytania TUTAJ.

    A z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkiego co najpiękniejsze! Spokojnej, pełnej odpoczynku atmosfery przy wigilijnym stole, samych przyjemnych chwil z bliskimi i mnóstwo bukowych prezentów pod choinką! By ten czas minął Wam błogo i radośnie, bez żadnych zmartwień 🙂 Czytajcie dużo!

    Bo warto czytać.

    Wesołych Świąt,

    O.