Zapowiedzi książkowe: GRUDZIEŃ 2018

Moi Drodzy,

Ufff! Kolejny rok dobiega końca i wreszcie, NARESZCIE, wydawcy postanowili leciuchno odpuścić naszym skołowanym po szaleństwie ostatnich miesięcy portfelom, desperacko nieprzygotowanym na przedświąteczną gorączkę. Niemniej, warto pomyśleć o kilku nadchodzących tytułach i na przykład wykorzystać moje propozycje premier przy pisaniu listów do Świętego Mikołaja/Gwiazdora/Gwiazdki/Dzieciątka/Dziadka Mroza (niepotrzebne skreślić). Czytaj dalej

„Joseph Conrad i narodziny globalnego świata” Maya Jasanoff – recenzja & PATRONAT

Maya Jasanoff wyrusza w podróż śladami jednego z najpopularniejszych pisarzy anglojęzycznego świata, jednego z największych polskich twórców, by odkryć, jak bliska nam dzisiaj jest jego proza w biografii „Joseph Conrad i narodziny globalnego świata”.

Kim był człowiek, który pod koniec życia uznawany był za jednego z największych literackich wizjonerów, proroka nowej epoki? Kim był pisarz, który odrzucał wciąż przyznawane mu honorowe doktoraty na najbardziej prestiżowych uczelniach na świecie? Kim był ten, który niezmiennie narzekał na rosnące nim zainteresowanie i wreszcie potrafił oburzać się na zbyt wygórowane honoraria za kolejne teksty wychodzące spod jego pióra? Józef Teodor Konrad Korzeniowski. Joseph Conrad. Pochodził z Polski, mówił po francusku, był kapitanem brytyjskiej floty cywilnej i naturalizowanym Brytyjczykiem. Całe życie zmagał się ze swoją podwójną naturą, wewnętrznym Anglikiem i Polakiem, zawiedzionym tragicznymi losami pierwszej ojczyzny. Pragnął jedynie sprawić, za pomocą pisanego słowa, byście słyszeli, byście poczuli, a nade wszystko, byście zobaczyli. A co widział on sam? Czytaj dalej

KSIĄŻKI NA JESIEŃ 2018

Jesień. Moja ulubiona pora roku.

Ostatnie dni babiego lata skrzą się w upalnym słońcu, ale nikogo już ta pogoda nie oszuka, bo słońce nie grzeje jak kilka tygodni temu, powietrze zrobiło się ciężkie, pajęcze, jak za filtrem w kolorze ognia, a wieczorami chłód już doskwiera, czuć powiew zmiany. Zaraz uderzy w nas jesienna aura, to nieuniknione. Kolorowe liście zawirują na wietrze, zatańczą swój ostatni taniec i zasną pośród gnijącej ziemi. Wszystko żółte, czerwone, przepełnione intensywnym zapachem przyrody szykującej się do snu. Czytaj dalej

„Dżozef” Jakub Małecki – recenzja PRZEDPREMIEROWA

Jakub Małecki przywraca do życia „Dżozefa” – poprawioną i ponownie zredagowaną wersję powieści z 2011 roku, historię wielkiej literatury i tego, jak sami tworzymy swoją opowieść.

„Bo dla Stasia najpiękniejsza nie była fabuła, styl autora, kunszt składania słów i zdań. Dla niego najważniejszy był sam proces czytania.”

Być może pamiętacie tę pierwszą najważniejszą książkę. Książkę, która przemówiła do Was z półki w księgarni, z zaułka w bibliotece, z biblioteczki rodzinnej. Może znaleźliście ją przypadkiem w antykwariacie? A może ktoś bliski podarował Wam ją w prezencie? Może czekała na Was cierpliwie gdzieś ukryta, jak na Cmentarzu Zaginionych Książek? Być może macie książkę, która odmieniła dla Was rzeczywistość. Książkę, która towarzyszyła Wam w najpiękniejszych i najgorszych chwilach. Opowieść, która okazała się być wszystkim, w której nawet po latach można zagubić się na długie godziny, która hipnotyzuje słowem, przenika do samego sedna istnienia i nie ma możliwości, by ot tak się od niej oderwać… Czytaj dalej

„Jądro ciemności” Joseph Conrad

Bombla_JądroCiemności

 

“But his soul was mad. Being alone in the wilderness, it had looked within itself and, by heavens I tell you, it had gone mad.”

Wyobraźcie sobie najmroczniejsze miejsce z możliwych. Czarniejsze od najgłębszej czerni. Niby puste, a jednocześnie wypełnione niejako tą pustką. Gęste od kotłujących się w nim uczuć i doznań. Miejsce, przez które swobodnie przelatują najokrutniejsze myśli, przechodzą najbardziej zwyrodniałe idee, przepływają najgorsze wspomnienia i kiełkują najobrzydliwsze pomysły. Kryjówka smutku, nienawiści, czasami rozpaczy, ale częściej zła. Zła rodzącego złowieszczą przemoc. Miejsce w miarę szczelnie odizolowane powłoką wyuczonej bądź wrodzonej moralności, wpojonych zasad, których nie wolno łamać, zakazów i granic, o których przekroczeniu można jedynie pomarzyć. Ale po cichu, w środku, najlepiej w samotności. Nigdy na głos, nigdy wtedy, gdy wiadomo, że ktoś może usłyszeć, żeby za żadne skarby świata nie wydać przerażającej prawdy. Prawdy o naturze człowieka i o tym, co czai się w środku każdego z nas, w najgłębszym jądrze ciemności.

O tej mrocznej stronie każdego człowieka, która w odpowiednich warunkach uwolnić może najgorsze ludzkie instynkty opowiada „Jądro ciemności” Josepha Conrada z 1899 roku. Ta historia nie powstałaby wcale, gdyby nie doświadczenia samego autora, który opisał je, by móc poradzić sobie z traumą, jaką przeżył po wyprawie do belgijskiego Konga. Wyprawa parowcem po kongijskim szlaku kości słoniowej była marzeniem Conrada od lat młodzieńczych. Z pewnością nie spodziewał się napotkać w dżungli horrorów i nieskończonego okrucieństwa, jakich dopuszczali się biali kolonizatorzy względem ludności tubylczej. Rządy króla Leopolda II nad dorzeczem doliny Konga uznawane są przez historyków za jedne z najbardziej drastycznych – gwałty, okaleczanie, oszpecanie, handel niewolnikami, krwawe masowe egzekucje, wyzysk – to tylko nieliczne zbrodnie jakich dopuścili się ludzie pod jego przywództwem, za jego pełnym przyzwoleniem. Dla kolonistów liczył się jedynie zysk. I nic ponadto. A wynik ich pragnień zdobycia władzy ostatecznej i opanowania tego regionu to ponad piętnaście milionów ofiar. Ludobójstwo na masową skalę, którego skutki odczuwane są tam do dziś.

I to właśnie zobaczył na własne oczy Joseph Conrad. Cierpienie i okrucieństwo, o którym nawet niełatwo było napisać. Bo jak usprawiedliwić taki terror? Jak w pełni ogarnąć imperialistyczną myśl, którą kierowali się koloniści, gdy wszelkie namacalne dowody  ukazują jej całkowity absurd? Najlepiej przenikając do samego sedna zła. Pogrążając się w czeluści okrucieństwa, by dotknąć pierwotny zamysł. W taką podróż wybiera się właśnie zupełnie nieświadomy niczego Marlow, który przybywa do Konga, by objąć dowodzenie nad małym parowcem, który ma popłynąć w górę rzeki wraz z zapasem kości słoniowej. Ale już po jego przybyciu do kolonii, w wiosce okazuje się, że jego parowiec zatonął, a on na naprawę ma czekać kilka miesięcy. I siedzi. I czeka. Dostrzega chory świat, w którym zakłamane „królestwo” białego człowieka przejęło władzę nad tubylczymi plemionami. Niewolnicza praca, tortury i głód to chleb codzienny mieszkańców. A wokół nich rozpasani koloniści, którzy bredzą w upale i doszukują się wyrafinowania tam, gdzie z pewnością go nie widać. Przynajmniej w oczach osoby o zdrowych zmysłach.

Podczas pobytu nad rzeką zaczyna wzrastać fascynacja Marlowa pewnym człowiekiem, o którym w dorzeczu krążą jedynie legendy, a który znany jest ze swojej „wielkości” i splendoru myśli. Idealiście i wielkim humaniście, który za schronienie obrał sobie samo serce dżungli i tam rządzi twardą ręką, przejmując kolejne punkty handlu kością słoniową. Nikt do końca nie jest pewny kim tak naprawdę jest, gdyż po przybyciu do Konga Kurtz, tak brzmi jego nazwisko, postanowił stworzyć siebie od nowa. Zyskał kolejną szansę wybicia się ponad innych, dominując nad słabszymi od siebie. Dla jednych to geniusz, dla innych potwór w ludzkiej skórze. Wkrótce Marlow sam przekona się ile prawdy jest w krążących opowieściach i plotkach, a przede wszystkim pozna człowieka, który w środku dzikiej dżungli porzucił wszelkie hamulce, zburzył każdą z możliwych granic, odrzucił moralność i kierując się swoją własną, wynaturzoną filozofią, wykreował miejsce kumulujące wszystko to, co w ludzkiej naturze najgorsze. Teraz leży tam, dotknięty widmem nadchodzącej śmierci, otoczony murem z uciętych głów i dłoni, pielęgnowany przez kobiety z plemion. Szalony wizjoner, który przekroczył siebie, zanurzył się we własnej duszy, a to co tam ujrzał zmieniło go na zawsze.

W mrocznym, mglistym gąszczu afrykańskiej dżungli, tak gęstym, że prawie nie dociera doń światło, zrodził się zamysł, błysnęła iskierka, która wykreowała to, co my naznaczeni już traumą drugiej wojny światowej nazywamy totalitaryzmem. Na odległej stacji, jeden biały człowiek postanowił, że stanie się bogiem, władcą wszechświata, którego prawem jest dawać i odbierać, zabijać i udzielać łaski, karać i samodzielnie stanowić jedyne prawdziwe prawo. Kontrola ponad wszystkim – na rzece, w dżungli, na sąsiednich stacjach – tylko jeden człowiek i jego ambicja. Głodzeni ludzie, polowania, krwawe tłumienie buntów. Przed czujnym okiem Kurtza nie ukryje się nic. Posiada monopol na wszystko i na wszystkich. Swoją ideologię masowego ludobójstwa tubylczej ludności Konga ubiera w piękne słowa, filozoficzne frazesy, z których wylewa się jad, zło w najczystszej postaci. Niemniej, w oczach swoich pobratymców, okolicznych kolonistów, przyjaciół i rodziny, którą zostawił w kraju, Kurtz jawi się jako postać co najmniej magiczna. Czarodziej słów, który hipnotyzuje genialną myślą. A w jej cieniu czai się jedynie strach i śmierć.

„Jądro ciemności” Jospeha Conrada to niezwykła podróż do owładniętej gorączką kości słoniowej doliny Konga, pogrążonej w wiecznej ciemności krainie, gdzie potwór w ludzkiej skórze obrał sobie swoją siedzibę. Z jednej strony to literacki dowód na absurd imperializmu europejskiego i pragnienia dominacji nad „dziką, pierwotną” Afryką, która była zupełnie niezrozumiała dla białych kolonistów. Obnaża hipokryzję, ukazuje rzeczywiste fakty i możliwe wydarzenia tamtej epoki. Z drugiej strony, to historia o narodzinach wielkiego zła. O kolebce potwornej myśli, która z bezdennego mroku wyziera na cienistą dżunglę i tam zbiera swój plon. My, naznaczeni już tragediami XX wieku wiemy, co taka jedna myśl potrafi zrobić. Wiemy już, co wychodzi z mroków duszy człowieka, gdy nikt nie ma nad nim kontroli i w samotności pogrąża się szaleństwie. I nie pozostaje nam nic innego jak spojrzeć znowu w przeszłość i wyszeptać w grozie… horror! horror!

O.

*A kto chciałby poznać szalonego wizjonera Kurtza i dzieło Conrada to znajdzie je zupełnie legalnie, po polsku na stronie Wolnych Lektur TUTAJ.