„Eva, Teva i więcej Tev” Kathryn Evans – recenzja

Literatura młodzieżowa uwielbia czerpać inspiracje z klasyki, z dobrze znanych, tak docenionych, uniwersalnych opowieści, które trafiły do masowej wyobraźni. Stąd wariacje baśni, przeróbki legend, czy wszelkie możliwe nawiązania do światowego folkloru. Terytorium bezpieczne i sprawdzone, z dużą szansą na powodzenie u sporej liczby czytelników, a to z kolei daje szansę na niekończące się kontynuacje, na rozbudowany fandom i rzesze stojących po autograf młodych książkoholików. Czasami jednak pisarze young adult zdobywają się na odwagę i porzucają rozpopularyzowane literackie tropy, by podążyć własną ścieżką i zaczerpnąć inspiracji zgoła skąd indziej, tam, gdzie jeszcze zaglądało niewielu.

Debiutancka powieść Kathryn Evans opuszcza właśnie te bezpieczne rejony i sięga po science fiction gatunek chyba najmniej popularny w literaturze młodzieżowej, na dokładkę z domieszką podstaw cielesnego horroru. W ten sposób do rąk czytelnika trafia Eva, Teva i więcej Tev.

Czytaj dalej

„Tajemna historia” Donna Tartt & WARTO CZYTAĆ #9

Pewne rzeczy są zbyt straszne, by od razu ogarnąć je umysłem. Inne rzeczy wyraziste, tryskające krwią, niezatarte w swej okropności są zbyt straszne, by je w ogóle przyswoić. Dopiero później, w samotności, w pamięci, pojawia się świadomość: gdy prochy ostygły, gdy żałobnicy odeszli, gdy rozglądasz się i odnajdujesz siebie ku sporemu zaskoczeniu w zupełnie innym świecie.

Zaczyna się zupełnie niewinnie. W życiu przyszłego miłośnika literatury pojawia się pierwsza opowieść. Kusząca, puszysta, obiecująca, taka, przy której zasypia się jak najdłużej, by nigdy nie przerywać w pół zdania. Potem przychodzi czas na pierwszą własną książkę, a to już prawdziwa magia! Nieprzespane noce, zarwane do samego świtu, pochłaniane kolejne kartki, kolejne grubaśne tomy, a niedosyt nie tylko wciąż trwa, ale rośnie w miarę pożerania. Mijają lata, pogłębiają się przekrwione oczy, wychudzone palce przerzucające łapczywie strony, usta wysuszone na wiór Gdyby tylko można było żyć literaturą! Karmić się nią! Oddychać! Stać się nieodłączną częścią tego świata! Ale trzeba pamiętać, że co za dużo, to niezdrowo, bo w nadmiarze wszystko może stać się w jakiś sposób niebezpieczne. A wtedy krew, pazury, zębiska! Fabuły przynoszą odpowiedź wyobraźni, zanim zareaguje umysł i nawet niewinna literatura najwyższych lotów może prowadzić do zbrodni.

Zbrodni niemal artystycznej, niemal fascynującej, zbrodni estetycznie zachwycającej, tak jak w przypadku tej, którą dokonują bohaterowie debiutanckiej powieści Donny Tartt zatytułowanej Tajemna Historia.

Czytaj dalej

A wszystko dzięki „Jedz, módl się, kochaj” Elizabeth Gilbert – recenzja & moja opowieść

Dziesięć lat temu byłam kimś innym. Nie byłam sobą. Dziesięć lat temu nie byłam tym, kim jestem dzisiaj. Z tamtego okresu pamiętam nieszczęśliwą młodą kobietą, która wchodziła w życie z poczuciem nonsensu, ze smutkiem w sercu i brakiem wiary, że kiedyś będzie lepiej, będzie piękniej. Udręczona, zagubiona, oszołomiona tym, że ktoś, komu się zaufało potrafił tak skrzywdzić W tym wszystkim najgorszy był strach i brak zaufania do samej siebie. I gdyby nie Elizabeth Gilbert, gdyby nie jej książka Jedz, módl się, kochaj najpewniej nie byłoby mnie tutaj. Zrozumiałam to, co zrozumiały setki osób na całym świecie po lekturze jej historii moje życie nie musi już tak wyglądać. Nie muszę dawać się poniżać, nie muszę wysłuchiwać bzdur, nie muszę czuć się nikim. Dojrzałam światełko w tunelu i pojęłam, że wystarczy tylko jeden krok. Zrobiłam ten krok, a moje życie z dnia na dzień odmieniło się. Tak po prostu.

A wszystko to dzięki Jedz, módl się, kochaj.

Czytaj dalej

Tydzień Blogowy #74

bombla_tydzienblogowy74

Moi Drodzy,

Dzisiaj niedzielnie, spokojnie, leniwie Po dniach pełnych ekstremalnego stresu i porażającego strachu w końcu wychynęło słońce. Serducho wypełnione mam wdzięcznością i radością, bo nawet jeśli nie jest idealnie, to jest po prostu pięknie. <3

Zapraszam Was na TYDZIEŃ BLOGOWY równie leniwy, lekki i idealny na niedzielne popołudnie.

Do poczytania, do oglądania, do polubienia.

Bo warto czytać.

O.

*A na dokładkę mam dla Was TWARDZIELKI LITERACKIE NA DZIEŃ KOBIET, które przygotowałam dla Was razem z portalem Niestatystyczny. <3

telltale_stallions_heart-1080x608

Czytaj dalej

„Anhusz” Martine Madden – recenzja

bombla_anhusz

W ostatnich latach popkultura nareszcie oddaje hołd Ormianom i ich tragicznej historii. Wracają wyparte wspomnienia, dzieje tak potworne, że niemal nieporównywalne. Rzeź niewinnych, czystka etniczna zwana przez samą diasporę ormiańską Wielkim Nieszczęściem, czyli drugie największe ludobójstwo po Holokauście II Wojny Światowej. Koniec tuszowania niewygodnej prawdy. Koniec udawania, że pewne wydarzenia nigdy nie miały miejsca. Koniec kłamstw, koniec oficjalnego negowania śmierci niemal 2 milionów ludzi, którzy w latach 1915-1917 po prostu zniknęli z powierzchni ziemi. Bo kiedy za rozliczenie z historią zabiera się Hollywood, kiedy głos dostaje kultura popularna, kiedy to pisarze chwytają za pióra i tworzą inspirowane prawdziwymi wydarzeniami fabuły, to nawet unikanie oficjalnego nazewnictwa w polityce nie zda się na nic. Milczenie zostało przerwane na zawsze.

Czytaj dalej

Bezsenne Środy: Trylogia „UZUMAKI” Junji Ito

bombla_uzumaki

Pisząc o japońskim horrorze, na myśl narzucają się zazwyczaj dwa największe motywy nawiązujące do religii oraz kultury Japonii. Pierwszy to świat tengu, oni i yōkai, czyli duchów, demonów i mitycznych stworzeń oraz potworów, czczonych w religii shintō. W tym przypadku powraca również temat opieki nad duszami zmarłych przodków, jako że Japończycy niemal żyją w świecie zamieszkałym przez duchy, a ich codzienność naznaczona jest pamięcią o śmierci. Drugi motyw powracający w japońskim horrorze to nieśmiertelna zemsta, której silne uwarunkowanie bierze się z historycznego nacisku na honor, nawiązującego do samurajskiego kodeksu bushidō. Ale nie można zapomnieć również o trzecim motywie, który wspólny jest horrorowi Wschodu i Zachodu motywie kosmicznych obsesji, lovecraftiańskiej mani kształtów i kątów, która opanowuje umysł i prowadzi do nieuchronnego szaleństwa.

Ten właśnie motyw japońskiej klątwy z innego świata, z innego wymiaru, opartej o obsesję kształtu wykorzystał twórca mangi Junji Ito w swojej traumatycznej trylogii zatytułowanej Uzumaki, czyli Spirala albo Wir.

Czytaj dalej

„Wszystkie randki Stelli Grey” Stella Grey – recenzja

bombla_stellagrey

Kim jest Stella Grey? Według oficjalnego profilu na stronie Guardiana, w którym pracuje, Stella Grey jest rozwódką po pięćdziesiątce, która po wieloletnim, zakończonym z hukiem małżeństwie nagle została sama, ale wbrew wszystkiemu postanowiła odnaleźć nową miłość. Poszukiwania prowadziła w sieci, na popularnych portalach randkowych, a swoje perypetie opisywała przez osiemnaście miesięcy w serii felietonów Mid-life Ex-wife. Stella Grey to oczywiście pseudonim popularnej dziennikarki i felietonistki, która pomimo olbrzymiej popularności ukrywa swoją prawdziwą tożsamość w tajemnicy. I podobno istnieje naprawdę.

Jej felietony okraszone humorem i anegdotkami zdobyły takie uznanie, że wkrótce zdecydowano się wydać je w formie książkowej. W ten sposób do ręki czytelnika trafiają Wszystkie randki Stelli Grey autorstwa Stelli Grey.

Czytaj dalej

Tydzień Blogowy #73

bombla_tydzienblogowy73

Moi Drodzy,

Napisać, że poprzedni tydzień był męczący byłoby co najmniej niedopowiedzeniem. Ilość stresu, zmartwień, połączona z niekończącym się bólem głowy i natłokiem pracy była zatrważająca, ale jednocześnie bez pracy i bez bloga najpewniej zwinęłabym się w kłębek i czekała na autodestrukcję. Na szczęście tamten tydzień minął i chociaż zmartwienia nie minęły jak za dotknięciem magicznej różdżki, to wierzę w magię nowych początków. A że co tydzień motywuje mnie coś innego fragment ulubionej piosenki Dolly Parton, Blakea Sheldona, czy cytat z książki albo filmu to dzisiaj dzielę się z Wami moim moją mantrą na ten tydzień. Cytat pochodzi z filmu The Grey:

wiersz

Ale już dość marudzenia – zapraszam Was na TYDZIEŃ BLOGOWY! Wyłowiłam same pyszności do poczytania, do oglądania i do polubienia.

Bo warto czytać.

O.

Czytaj dalej

Seria postapokaliptyczna „U4”

bombla_u4

W opowieściach o upadku świata jest coś ekscytującego. Dystopie, antyutopie, postapokaliptyczne wizje przyszłości po wielkiej klęsce mają w sobie coś urzekającego, bo kuszą nowym początkiem. Dzień zero zawsze wzbudza emocje, przyciąga obietnicą odnowienia, wizją lepszej rzeczywistości. Sen o upadku status quo, o czystej karcie dla całej ludzkości A wszystko to, gdy zakończy się chaos, upadną ostatnie bastiony starego świata, cywilizacja podda się i zdecyduje na restart. Skąd to uwielbienie dla postapokalipsy? Czy to niepewność jutra? Polityczno-społeczne zaburzenia? Bombardujące z każdej strony wiadomości o nadchodzącej klęsce? Czającym się nieuchronnym końcu wszystkiego, bo przecież on musi nadejść, prawda?

Świat, który właśnie się skończył i rzeczywistość po apokalipsie opisuje wyjątkowa seria młodzieżowa, która młodzieżową może się jedynie wydawać. Prawdziwy fenomen wydawniczy znad Sekwany, czyli U4, na który składają się cztery tomy, cztery uzupełniające się historie autorstwa czterech francuskich pisarzy Kordiwen Yves Grevet, Jules Carole Trébor, Stéphane Vincent Villeminot i Yannis Florence Hinckel.

Czytaj dalej