Bezsenne Środy: „Pieczara Gromów” Dean Koontz – recenzja

Bombla_BesennePieczaraGromów

Łatwo wyobrazić sobie taki koszmar – wypadek, otarcie się o śmierć i co za tym idzie, kilkutygodniowa śpiączka. Nagły szok wybudzenia. W głowie biała plama i jedno pytanie – kim jestem? Wkrótce wszystko na powrót wraca na swoje miejsce i odblokowują się kolejne elementy wewnętrznej układanki. Niby kolejne badania wskazują prawidłowe wyniki. Powierzchowne rany goją się normalnie, nie dzieje się nic niepokojącego. Wewnątrz brak opuchlizny, nie było krwotoków, lekkie wstrząśnienie mózgu. To dlaczego pamięć płata figle? Dlaczego znikąd wychodzą na wierzch wspomnienia głęboko ukryte w podświadomości? Czemu nie można sobie do końca ufać i przypomnieć tego czegoś, co zdaje się, że kierowało nami do momentu wypadku?

O powrotach do przeszłości, o tajemnicy, sekretach i spiskach opowiada mroczna i niepokojąca powieść Deana Koontza z 1982 roku zatytułowana „Pieczara Gromów”.

„Starała się nie myśleć o Pieczarze Gromów i tych wszystkich straconych dniach, gdy leżała w śpiączce. Starała się nie myśleć o lukach w pamięci ani o ciągłym stanie bezradności, w jakim wtedy się znajdowała. Nie chciała myśleć o niczym, co mogłoby znów zakłócić równowagę. Chciała być wzorową pacjentką, której nie nękają żadne troski poza jedną – jak najszybciej dojść do siebie.

A jednak od czasu do czasu nieokreślone, ale wywołujące gęsią skórkę przeczucie niebezpieczeństwa pojawiało się w jej głowie; czająca się jeszcze w ukryciu zapowiedź czegoś niedobrego.”

Susan Thornton cudem wychodzi żywa z wypadku, jakiego doznała w drodze do górskiego kurortu. Teraz, wybudzona po kilku tygodniach ze śpiączki powoli przypomina sobie kim jest. Leży w niewielkim szpitalu, niemal sama na oddziale, którego pracownicy tłumaczą jej, że ledwo uszła z życiem i teraz może mieć kłopoty z pamięcią. Jednak wspomnienia zaczynają niemal atakować Susan, szczególnie to, które pragnęła zakopać głęboko w mrokach podświadomości – wspomnienie tragicznych wydarzeń sprzed lat, gdy jej chłopak został brutalnie zamordowany przez kolegów z bractwa podczas rytuału w Pieczarze Gromów. Koszmar powraca, gdy w twarzach innych pacjentów szpitala Susan zaczyna dostrzegać twarze morderców. Coś jest nie tak, jak powinno być, bo przecież zmarli nie powinni powstawać z grobów…

Okładkowy65

„Pieczara Gromów” Deana Koontza to opowieść o powrotach do przeszłości, która wciąż trzyma w swoich szponach teraźniejszość. O zwątpieniu w swoją racjonalność i narodzinach szaleństwa, którego nie potrafi się powstrzymać. Susan staje się ofiarą halucynacji, omamów, powrotu widziadeł, które zniknęły lata wcześniej, a które sama zakopała głęboko w mrokach niepamięci. To historia powrotu nieodwracalnego zła i zbrodni, za którą już odbyto karę. Dean Koontz stworzył diabelnie wciągającą opowieść o tajemnicy, o spisku i walce o utrzymanie własnej tożsamości w miejscu, które pragnie ją odebrać za wszelką cenę. To kawał porządnej grozy w najlepszym wydaniu.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo przeszłość powraca i znów patrzą się na mnie ich martwe twarze.

O.

*”Pieczara Gromów” Deana Koontza została ostatnio wznowiona nakładem wydawnictwa Albatros 🙂

**Po więcej „Pieczary Gromów” koniecznie zajrzyjcie na VLOGA:

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Pieczara Gromów” Dean Koontz – recenzja

  1. takitutaki napisał(a):

    ah kolejne ciekawe rzeczy od Koontza, a ja mam juz wznowioną wersję w ebooku.. i się też powoli przymierzam do pożarcia.. ostatnio zmarłych powstałych choć nie koniecznie z grobu to przerabiam namiętnie hehehe

  2. Roksana napisał(a):

    Oj kusisz, kusisz…. :-D. Widać, że lektura sprawiła Tobie przyjemność:-). Moja Lista Lektur rośnie:-D Dziękuję :-).

  3. tommyknocker napisał(a):

    No to można powoli planować kolejne spotkania z wczesnymi książkami Koontza – „Wizja”, „Groza”, „Maska” i „Przełęcz śmierci” ostatnio mnie kuszą..

  4. Luka Rhei napisał(a):

    Nad Koontzem miałam przysiąść już dawno, ale ciągle mi nie po drodze. Ale akurat „Pieczary” nie wpisałam na swoją koontzową listę, więc fajnie, że o niej piszesz 🙂

  5. NergoRumba napisał(a):

    Heeej! Jak ja szczerze kocham Twoje recenzje ^^ Dążę uparcie do osiągnięcia takiego poziomu, ale chyba słabo mi póki co idzie, bo tracę motywację z dnia na dzień jak nie widzę wejść na swoim nowym bo nowym blogu! Jeśli masz ochotę wejść to serdecznie zapraszam 😀 http://nergo-cyta.blogspot.com/

    • Bombeletta napisał(a):

      Hej hej 🙂 Jest mi ogromnie miło 🙂 Z tego co widzę, to dopiero zaczęłaś działać, więc wejść jeszcze pewnie długo nie będziesz miała (poza tymi minimalnymi) – głowa do góry! 🙂 Pisz, dziel się swoją pasją, a sama zobaczysz, że blog się rozkręci 🙂

  6. anna napisał(a):

    S. Kinga czyta się łatwo, milo i przyjemnie i to jest właśnie coś od czego nie można się oderwać. pieczara mecze juz kilka godzin…odkładam, wracam, odkładam i wracam bo nie lubię nie doczytać do końca książki. ale tego nie da się czytać. .jest męcząca i ciągnie się jak flaki z olejem. dialogi są bardzo proste i czasem idiotyczne.pierwsza i ostatnia pozycja tego autora

    • Bombeletta napisał(a):

      Ooo! Naprawdę? A mi się tak świetnie czytało i od razu się wciągnęłam! Ogromna szkoda… No ale czasami tak jest, że coś zupełnie nie podpada pod gust 🙂

Dodaj komentarz: