Site icon Wielki Buk

Bezsenne Środy: „Niespokojni zmarli” Simon Beckett (David Hunter #5)

Liczne literackie przykłady dają czytelnikowi jasno do zrozumienia, że bogactwo, szczególnie to popkulturowe, wyobrażone rozleniwia. Nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim moralnie. Szczególnie dobrze widać to w kryminałach i w thrillerach, w których ludzie należący do wyższych sfer, arystokracji, sfery biznesu, czy polityki, gotowi są na wszystko, byle ich przeszłe i przyszłe występki nie wyszły na jaw. W podobny sposób chronią swoich najbliższych, ukrywając niewygodne prawdy, tuszując problematyczne wypadki, czy umiejętnie manipulując dowodami w sprawie. Nie cofną się przed korupcją, zastraszaniem, a nawet jeśli przyjdzie taka potrzeba przed zlikwidowaniem niewygodnego świadka. W końcu mają możliwości i środki, by tego dokonać, a skoro ich wartości opierają się na skrzywionym kodeksie moralnym, to w zasadzie wszystko może ujść im płazem. Prawda?

Sekrety pewnej wpływowej rodziny i tajemnice bagnistego wybrzeża bada David Hunter w kolejnej odsłonie serii o antropologu sądowym autorstwa Simona Becketta Niespokojni zmarli.

To miał być spokojny długi weekend w gronie znajomych. W zamian, David Hunter, obuty w wodery i szczelną pelerynę, przedziera się przez wybrzeże wyspy Mersea, by dotrzeć do ciała topielca. Miejscowa policja zdaje się znać już wszystkie odpowiedzi, a rola Huntera ma ograniczyć się do wydobycia i pobieżnych oględzin. Według śledczych pozbawiony kończyn i części twarzy trup ma należeć do Leo Villiersa, syna wpływowej miejscowej rodziny, który zniknął kilka tygodni wcześniej. Podobno pół roku wcześniej Leo zabił swoją kochankę, a teraz sam popełnił samobójstwo. Niestety jak to bywa ze śmietanką towarzyską i bogactwem nic nie będzie takie proste.

Pusty horyzont, drogi, które znikają pod morskim mułem, wyludnione połacie ziemi niczyjej. Bagniste tereny, które wciągają nieuważnych wędrowców, lodowate przypływy i odpływy, które atakują znienacka, słona woda, która potrafi zagrabić sobie większość okolicy w kilka chwil, by wypluć to, czego nie chciała ukryć. Fragmenty ciała, przypadkowe dowody unoszące się na falach i miejscowi, którzy nie są skorzy do jakiejkolwiek pomocy, bo sami mają niejedno za uszami. Do tego klaustrofobiczny brak zasięgu i poczucie, że wokół dzieje się coś, o czym wiedzą wszyscy, tylko my jesteśmy zdani na siebie. W takich warunkach przyjdzie tym razem działać Davidowi Hunterowi, który utknie w okolicach Backwaters. Osamotniony w swoich przypuszczeniach, podejrzliwy i skrajnie wyczerpany będzie musiał podjąć się walki o prawdę, nawet jeśli zagrozi ona jego życiu.

Porywający klimat Niespokojnych zmarłych oparty jest na wilgotnej, przejmującej atmosferze, która otacza Davida Huntera. Simon Beckett najpierw wykreował całe tło, by nawet czytelnik poczuł się odizolowany od świata, zamknięty pośród labiryntów bagnistych ścieżek, zagrożony wciągnięciem w grząską ziemię Backwaters. Do tego narastające poczucie zagrożenia i bycia obserwowanym, które wywołuje ciarki na plecach, a włoski na karku stają dęba. I świadomość, że wiatr niesie ze sobą czyjś zrozpaczony krzyk, że nie ma ucieczki, ale nie ma też odwrotu. Przeżyj albo giń.

Niespokojni zmarli dają o sobie znać, opętują umysł czytelnika i zapewniają pełen niepokoju wieczór, a nawet dwa, dając obietnicę, że David Hunter niebawem powróci znów.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo woda podchodzi coraz bliżej i bliżej

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca. <3

**Filmik:

Exit mobile version