Wywiad z Anną Dziewit-Meller

Moi Drodzy,

Dzisiaj w ramach cyklu Wielkobukowych wywiadów powrót mojej rozmówczyni sprzed roku, a to wszystko przez te DZIEWUCHY! Przed Wami:

ANNA DZIEWIT-MELLER

fot. Adrian Błachut

ANNA DZIEWIT-MELLER:

Założycielka portalu BukBuk.pl, wielbicielka i propagatorka literatury, miłośniczka Gruzji, dziennikarka, pisarka, dawniej zbuntowana rockmenka, a dzisiaj równie zbuntowana mama i żona Marcina Mellera.

Olga Kowalska: Kiedy rozmawiałyśmy w zeszłym roku po premierze pierwszego tomu Dziewuch czułam w kościach, że to jeszcze nie koniec! I miałam nosa, bo jesteśmy po premierze drugiego tomu Twojej serii „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Podróże w spódnicy”, którego bohaterkami są tym razem podróżniczki, pionierki, odkrywczynie, które przetarły światowe szlaki. Skąd pomysł na motyw podróży i eksploracji?

Anna Dziewit-Meller: A wiesz, że to dobre pytanie, bo usiłowałam sobie wczoraj na nie odpowiedzieć i nie mogłam? Tak jakbym miała wcześniej jakiś plan na tę książkę, a przecież go nie było… Ale mam poczucie, że to wszystko przez Nelly Bly o której gdzieś kiedyś przeczytałam i zafascynowałam się jej historią – młodej dzielnej dziennikarki, żyjącej na przełomie XIX i XX wieku, która nie tylko objechała świat dookoła pokonując rekord Phileasa Fogga z książki Verne’a ale również była pionierką wcieleniowego dziennikarstwa. Dała się na przykład zamknąć jako pacjentka w psychiatryku by rzetelnie opisać warunki w jakich przyszło żyć tam pacjentom. Poruszała i wstrząsała opinią publiczną i nie bała się naprawdę trudnych wyzwań. Wróciła do mnie gdy zaczynałam myśleć nad drugą książką i jakoś tak samo poszło dalej. Ja zawsze mówię, że moje książki po prostu się we mnie rodzą, postaci się zjawiają, nic nie jest pewne do końca – dla mnie samej bywa to wszystko zaskoczeniem. Nie inaczej więc jest i teraz.

Twoje bohaterki pokonują nie tylko granice geograficzne, ale także przekraczają granice konwenansów i świadomości czasów, w którym przyszło im żyć. Myślisz, że w dzisiejszych czasach kobiety-podróżniczki także spotykają na swojej drodze jakieś społeczno-kulturowe przeszkody?

Myślę, że dziś tę podróż powinnyśmy traktować bardziej jako metaforę. Oczywiste jest to, że dziś jest po prostu dużo łatwiej, bo świat się szalenie skurczył. Ale granice, które trzeba pokonywać są innej natury – często wynikają z nas samych, z ograniczeń, które w sobie hodujemy, doświadczając w życiu różnych sytuacji, także tych, które nas dyskryminują. Na pewno rzecz jasna podróżowanie kobiet w świecie na przykład konserwatywnego tradycyjnego islamu jest inną podróżą niż wyprawa rowerowa przez Austrię, ale umówmy się – podróż dziś nie jest większym kłopotem. Problemy są całkiem innej natury.

Dawno temu, w jednym z odcinków kultowych Muppetów pojawił się panel z pytaniem, które utkwiło mi na całe życie, a które zadam teraz Tobie – czy podróże kształcą? Czy aby na pewno?

Kształcą tych, którzy chcą by ich kształciły. No niestety – Muppety miały rację wątpiąc, że podróże nie kształcą – niech świadczy choćby to jak wielu z nas po otwarciu granic ruszyło w świat, ale wróciło z niego całkowicie impregnowanymi na wiedzę o świecie, wciąż nie mając pojęcia o Innych. Trudno jest dowiedzieć się czegoś o mieszkańcach Egiptu, Mykonos, czy Goa nie wyściubiając nosa z hotelu, który przecież nie jest prawdziwym światem.

Sama sporo w życiu zwiedziłaś szlaków – którą podróż wspominasz najmilej?

Każdą, naprawdę każdą – od pierwszej zagranicznej wyprawy do Czechosłowacji w 1985 roku, po 3 dniowy szalony wyjazd do Chin, gdzie prawie umarłam z powodu jetlagu. Uwielbiam podróżować, ostatni grosz jestem w stanie wydać na to by gdzieś ruszyć, zobaczyć, posmakować, dotknąć.

Twoja Dziewuchowa seria idealnie wpisuje się w rosnący trend opowieści dla dziewczynek, o dziewczynkach i dziewczynkom poświęconych, chociaż nie tylko dla dziewczynek. Myślisz, że chłopcy mają szansę odnaleźć w Twoich książkach inspiracje?

Przyznam, że czekam na świetną książkę w tym duchu napisaną dla chłopców. Ja póki co takiej nie pisze, ale słyszałam plotki, że ma taka powstać. 🙂

Muszę dopytać też o sesję zdjęciową inspirowaną „Podróżami w spódnicy”, w jakiej uczestniczyłaś wraz z Joanną Rusinek. Czy udało Ci się wcielić w swoją ulubioną podróżniczkę/odkrywczynię?

Nelly Bly podczas tej sesji była Joasia, która wyglądała po prostu wypisz wymaluj jak nasza bohaterka. Ta sesja była cudowna – obie czułyśmy się jak dzieciaki – nie co dzień przecież dwie dorosłe i poważne panie mają szansę przebierać się jak na bal maskowy. Chętnie powtórzyłabym to doświadczenie 🙂

A na koniec pytanie podstępne – domyślam się, że to dopiero początek przygody z Dziewuchami. Czy masz już pomysł, zalążek na kolejny tom?

Nie powiem ani słowa:) Na razie jadę na wakacje i tego się trzymam.

Ślicznie dziękuję za rozmowę!

A Wy Kochani koniecznie poznajcie wspaniałe bohaterki „PODRÓŻY W SPÓDNICY”!

O.

Komentarze do: “Wywiad z Anną Dziewit-Meller

  1. Teresa napisał(a):

    Haha, no właśnie moje podróże zazwyczaj zamieniane są w koszmar właśnie przez jetlag (a czasem i zatrucie), który ma tendencje do trzymania się mnie dniami, jak nie tygodniami. 😀

Dodaj komentarz