„Powrót do Whistle Stop” Fannie Flagg – recenzja

To jest najpoczciwsza, najbardziej wzruszająca, najbardziej ujmująca powieść tego roku – Fannie Flagg znów zabiera czytelników do miasteczka Whistle Stop w Alabamie, które poznaliśmy w „Smażonych, zielonych pomidorach”. Czas na „Powrót do Whistle Stop”!

POWRÓT DO WHISTLE STOP

Miasteczko Whistle Stop w Alabamie było domem galerii niezwykłych postaci. To tutaj swoją kawiarnię kolejową prowadziły nieujarzmiona Idgie i jej przyjaciółka Ruth. To tutaj szeryf Kilgore, jak i cała miejska ferajna zajadała się smażonymi, zielonymi pomidorami z patelni Sipsey. To tutaj na świat przyszedł Buddy i na tych torach stracił za dzieciaka rękę. Teraz z Whistle Stop zostały tylko śmieci, ruiny i… wspomnienia. Wspomnienia, które pielęgnują wszyscy byli mieszkańcy miasteczka z Dot Weems na czele. To ona trzyma wszystkich w garści, chociaż rozpierzchli się po Stanach i to ona dba, by nikt o sobie nie zapomniał. Tym bardziej, że nadchodzą kolejne pokolenia, dla których Whistle Stop to już tylko opowieść z przeszłości.

CUDOWNIE WZRUSZAJĄCA

„Powrót do Whistle Stop” był dla mnie niezwykle osobistą lekturą, emocjonalną do tego stopnia, że łzy wzruszenia napływały przy każdym rozdziale, a uwierzcie mi – rozdziałów w tej książce jest całkiem sporo. Fannie Flagg meandruje w czasie i przestrzeni. Czasami wraca do lat świetności Whistle Stop, przypominając wydarzenia, które znamy lub kojarzymy ze „Smażonych zielonych pomidorów”, nadając im nowego znaczenia lub poszerzając o nowe perspektywy. Po czym pokazuje przyszłość wybranych bohaterów, przedstawia ich dzieci i wnuki, by udowodnić, że przeszłość wciąż jest żywa, wspomnienia przechodzą z pokolenia na pokolenie.

Ważnym elementem prozy Fannie Flagg pozostaje motyw samodzielnej, niezależnej kobiety, która może zaistnieć w świecie nie będąc wyłącznie cieniem swojego mężczyzny. Jej książki zdają się być wypełnione takimi bohaterkami, które nawet jeśli przebywają w towarzystwie mężczyzn, to jako pełnoprawne partnerki, a przynajmniej ich pełnoprawne towarzyszki. Symbolem kobiety sukcesu jest w „Powrocie do Whistle Stop” znana ze „Smażonych, zielonych pomidorów” Evelyn Couch, która mogłaby być spokojne służyć za ikonę tej, która zaczęła wszystko od nowa w momencie, gdy wydawało się, że wszystko się kończy. Teraz znów bierze sprawy w swoje ręce, a wynik jej działań zaskoczy niejednego czytelnika.

Wydawać by się mogło, że opowieść o Whistle Stop i jego niezwykłych mieszkańcach wraz z „Powrotem do Whistle Stop” dobiega końca, a tak naprawdę – dopiero się zaczyna! Fannie Flagg od zawsze pokazywała w swoich nostalgicznych powieściach jak bardzo czas potrafi niszczyć, jak każda generacja rozmija się z kolejną i każdą, która potem następuje, a jednak wracając do Whistle Stop udowadnia, że być może wciąż jest nadzieja, bo w końcu pewne wartości pozostają nieśmiertelnie uniwersalne, bez względu na mijający czas.

„Powrót do Whistle Stop” – jak miód na serce!

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Powrót do Whistle Stop” Fannie Flagg – recenzja

  1. Spilkarza napisał(a):

    „Wzruszająca, ujmująca” – czyli już wiem, że to coś dla mnie. Lubię takie historie. Na pewno do dodania do przeczytania.
    Bardzo fajna propozycja, pozdrawiam!

    • Olga Kowalska napisał(a):

      Uwielbiam powieści Fannie Flagg (wszystkie są właśnie w tym duchu), więc mogę jedynie polecić. 🙂

Leave a Reply