„Moje miejsce na ziemi” Julia Navarro – recenzja patronacka

Monumentalna opowieść o wielkiej przyjaźni, o wielkiej traumie i wielkiej historii, która osacza człowieka i nie puszcza ze swoich szponów. Piękna, choć bolesna lektura, która jak drzazga osadza się w czytelniku. „Moje miejsce na ziemi” Julii Navarro.

TAJEMNICA TROJGA

Jeden wieczór, jedno tragiczne zdarzenie, jedna decyzja, której skutki ciągną się przez kolejne lata. Catalina, Fernando i Eulogio, troje przyjaciół wchodzących w dorosłość w najgorszym możliwym momencie. II Wojna Światowa, skutki domowej wojny w Hiszpanii, rodziny podejmujące te najważniejsze życiowe wybory. Konsekwencje tych wyborów naznaczą całą trójkę, która będzie musiała uciekać. Kolejne lata, kolejne wybory, poszukiwanie swojego miejsca na ziemi.

DROGA DO DOMU

„Jeśli do Itaki wybierasz się w podróż,
niech będzie to podróż długa,
pełna przygód i nauk…”

„Moje miejsce na ziemi” to opowieść o długiej drodze do domu. Bohaterowie, niczym mityczni Odyseusze, wyruszyli w drogę, porwani przez odmęty historii. Tej wielkiej historii, historii europejskiej, ale też ich własnych, pomniejszych opowieści, które stały się ich obsesją. Latami tułali się, szukali odpowiedzi na dręczące ich pytania, poddawali nurtom dziejów, by okazało się, że być może – ich wielka podróż – nie przyniosła wcale ukojenia. Zaślepieni, pogubieni, pragnęli jedynie odnaleźć szczęście, odnaleźć przystań, przestrzeń, która będzie ich własna, bezpieczna od przeszłości i odpowiedzialności. Ta odpowiedzialność jednak jest ich największym życiowym bagażem, podobnie jak trauma, która związała ich wspólnym kokonem. Popełniali błędy, wpadali w zaułki pomyłek, a ich Itaka chowała się za kolejnym horyzontem zdarzeń. Ucieczka, ciągły ruch, stały się ich sensem życia, stały się ich życiem, częścią ich poharatanej doświadczeniami duszy.

Julia Navarro prowadzi niezwykle emocjonalną narrację, pełną dramatycznych zwrotów akcji, pełną wstrząsających wydarzeń. Kolejne wybory bohaterów oraz idące za owymi wyborami konsekwencje ukazane są w sposób rozpaczliwy, ostateczny, pełen skrajnych uczuć. Bohaterowie „Mojego miejsca na ziemi” rzuceni są na wiatr, spowici koszmarem wojennych przeżyć, osaczeni wyborami najbliższych, na które sami nie mieli wpływu. Beztroska młodość urwała się dla nich znienacka, sen prysł jak bańka mydlana, a przyszłość przyniosła jedynie krew, łzy, zagubienie. Każde z nich ucieka z innego powodu – każde z nich jest samotne ze swoimi decyzjami. Trudno jest je często zrozumieć, czytelnik zadaje pytania, na które nie otrzymuje odpowiedzi. A mimo to, czujemy sympatię, rodzi się w nas współczucie, bo rozumiemy, że można robić największe plany, a przewrotny los może szykować najgorsze niespodzianki.

Burzliwa historia Hiszpanii, wojenne szaleństwo II Wojny Światowej, a w tym wszystkim troje bohaterów, których losy Julia Navarro z rozmysłem, powoli rozpościera przed naszymi oczami. „Moje miejsce na ziemi” to monumentalna, niespieszna, dopracowana w każdym szczególe opowieść. Jedna z tych, które się smakuje, nie pożera. Poruszająca w swojej bezlitosnej sile. Przejmująco prawdziwa. Autorka pokazuje, że chociaż wchodzimy w dorosłość, mając do wyboru setki drzwi, z biegiem lat niemal wszystkie one zamykają się przed naszymi oczami. Nie ma drugich szans, nie ma powrotów – są tylko konsekwencje, z którymi zostajemy, czy tego chcemy, czy nie. A Itaka, chociaż gdzieś majaczy na horyzoncie, może pozostać nieuchwytna, jeśli nie będziemy gotowi stawić czoła temu, co zostało za nami.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Komentarze do: “„Moje miejsce na ziemi” Julia Navarro – recenzja patronacka

  1. Magdalena napisał(a):

    Choć to dość nietypowe, pierwsze co przychodzi mi na myśl o Hiszpani to poczucie pewnej nieuchwytności, ulotności chwili. W Hiszpanii nigdy nie byłam, a do momentu lektury boskiego Zafona, nawet nie chciałam się tam znaleźć. Po przeczytaniu Cmentarza Zapomnianych Książek, myśl o tym państwie pochłonęła mnie zupełnie. Chciałabym poprzechadzać się mglistymi uliczkami Barcelony, smagana zimowym wiatrem. Chciałabym spróbować hiszpańskich potraw i uraczyć kieliszeczkiem wina, przysłuchując się rozmowom osób zasiadających przy pobliskim stole. Ale przede wszystkim chciałabym odnaleźć małą lokalna księgarnię, w której – gdybym miała odpowiednio dużo szczęścia – mogłabym porozmawiać z księgarzem tak umiłowanym w czytelnictwie niczym Fermin Romero de Torres. Przy czym wszystkie te chwile chciałabym przeżyć, doceniając ich ulotność i niepowtarzalność tak jak ulotna i niepowtarzalna jest dla mnie Hiszpania.

Leave a Reply