Site icon Wielki Buk

Kobiety w horrorze | Bezsenne Środy

KOBIETY W HORRORZE: czyli 9 książek, 9 bohaterek, 9 archetypów, które pojawiają się w opowieściach grozy.

„Żony ze Stepford” Ira Levin
Niewolnica.

Ostra jak brzytwa. Precyzyjna jak skalpel. Zadaje najcelniejszy cios. Satyra, w której Ira Levin bryluje. Autor „Dziecka Rosemary” czy „Chłopców z Brazylii” ma snajperskie pióro. Nie potrzebuję kilkuset przegadanych stron, ani metafor i symboli. Pisze jak jest. Rozdyma rzeczywistość do absurdu. I w tym absurdzie właśnie – mówi całą prawdę.

Joanna wraz z mężem przenosi się do idyllicznego Stepford. Mamy lata 60. XX wieku, ruch mniejszości rośnie w siłę, Joanna sama zaangażowana jest w działania na rzecz praw kobiet. Tylko że w Stepford czas jakby się zatrzymał. Przynajmniej dla kobiet. Nigdy nie mają czasu dla siebie, a jednak wymuskane i perfekcyjnie seksowne nieustannie czyszczą domy, chodzą na zakupy, opiekują się dziećmi, ale przede wszystkim – swoimi mężami. Coś dziwnego dzieje się w Stepford, a Joanna nie wie, że ma 4 miesiące, by odkryć prawdę.

Czy straszy? Lepiej powiedzcie sami, czy poczucie narastającej paranoi nie powoduje co najmniej dyskomfortu? Myślę, że tak. I to dziwne poczucie, że zaraz wydarzy się coś strasznego i będzie za późno. Ira Levin wie jak budować napięcie bez niepotrzebnych ozdobników. Czas leci, COŚ się wydarzy, i chociaż ani nasza bohaterka, ani my nie mamy pojęcia CO, to czekamy na nieuniknione. I to jest przerażające.

Ta powieść nigdy się nie zestarzeje. I to wcale nie dlatego, że teraz jest czas popularności trendu „trad wife”, czyli kobiet, które celowo wracają do tradycyjnych ról przypisywanych kobiecie. To jest tylko trend, do tego atrakcyjny wizualnie na mediach społecznościowych. Wybór, a nie przymus. Więc nie o to chodzi. Wiecie dlaczego „Żony ze Stepford” przetrwają? To ostra jak brzytwa satyra na… Mężczyzn i ich ukryte pragnienia, by „zniewolić” kobietę, zamknąć w domu i pozbawić marzeń, możliwości samorozwoju. Nie chodzi o spalone staniki, ani nawoływanie do przerysowanego feminizmu, ale o możliwość podejmowania decyzji. Możliwość samostanowienia. Pielęgnowania pasji. Stepford to pułapka, okrutna i diabelnie przerysowana, ale na tyle fascynująca, że nie oderwiemy od niej wzroku do samego końca.

Uwielbiam Levina, jego pióro, to, że potrafi wyciągnąć grozę i horror na najwyższy poziom, a jednocześnie pozostać przystępny, zrozumiały, taki, że każdy kto go przeczytać – zrozumie. Wybitne.

„Jagnię” Lucy Rose
Kanibalka.

Matka. Córka. I ta trzecia. Polują na ludzi. Jedzą ludzkie mięso. Nie mają sumienia. Nie czują żalu. Do czasu, gdy dojdzie do konieczności poświęcenia jednej z nich. Mocne bardzo i złowieszcze.

„Victorian Psycho” Virginia Feito
Psychopatka.

Gra konwencją, w której pojawiają się nawiązania, aluzje, symbole. Idźmy za postacią z żółtej tapety… w końcu żółć to kolor szaleństwa, „Victorian Psycho” to jest powieść o prawdziwym szaleństwie. Szaleństwie, które płynie we krwi. O tym, że także kobieta może urodzić się po prostu zła. I ukrywać szaleństwo w więzadłach gorsetu. Nie ma w niej nic przełomowego, ale warto zauważyć, że przełamuje wizualny koncept ugrzecznione guwernantki, która tutaj przyjmuje postać szalonej morderczyni. I nic sobie z tego nie robi.

„Misery” Stephen King
Obłąkana.

Nie wiemy do końca, co przytrafiło się Annie Wilkes, ale wiemy, jakie były tego konsekwencje. Żyjąca we własnym świecie narcystycznego sadyzmu – bierze sprawy w swoje ręce, by uwięzić ukochanego pisarza i zmusić go, by zmienił bieg swoich historii. Genialne wcielenie choroby.

„Blackwater” Michael McDowell
Potwór.

Ona jest potworem. Dosłownie. I w przenośni. Przynosi zgubę. Przynosi zgniliznę. Przynosi upadek. Elinnor w pełnym słońcu bywa zjawiskową damą, ale w cieniu przyjmuje postać potwora z rzeki. Jej postać ukazuje dwulicowość, wyrachowanie, pazury i zęby ukryte za pięknym uśmiechem i wydekoltowaną suknią. Oraz nieuchronną moc natury, której nie sposób podporządkować.

„Carmilla” Joseph Sheridan le Fanu
Wampirzyca.

Wysysa krew i szkodzi społeczeństwu. W końcu jest inna. Jest wyuzdana. Jej natura krwiopijcy pozwala jej na niezależność kosztem innych. To kobieta, to dziewczyna, to potwór. Jest w niej swoista wrażliwość, która fascynuje. Ale też blask, który hipnotyzuje i prowadzi do zguby. Kiedy znika – wydaje się jedynie koszmarnym wspomnieniem. A jednak… Tęsknotę również.

„Hex” Thomas Olde Heuvelt

Czarownica.

Z czarownicami to jest tak, że mamy dwie strony medalu. Z jednej strony, silna kobieta, która oddała duszę diabłu, demonowi, inkubowi… z drugiej, ofiara, zazwyczaj stosu i zemsty społeczności. Katherine jest taką ofiarą, ale jest też potworem. Heuvelt świetnie ukazuje dualizm i klątwę, która wraz z czarownicą i jej czynami nie ma wcale terminu ważności.

„Jedyne ocalałe” Riley Sager
Wojowniczka.

Ostatnia ocalała. Ta, która przeżyła koszmar i zdolna jest przeżyć kolejny. Wbrew wszystkim regułom. Wbrew zdrowemu rozsądkowi. Ona tworzy własny zestaw zasad, na bieżąco dopasowuje się do sytuacji. Liczy się tylko przetrwanie, a w tym jest dobra. Naprawdę dobra.

„Dziecko Rosemary” Ira Levin
Ofiara.

Biedna Rosemary. Urocza i delikatna młoda kobieta, która zamieszkuje w wymarzonej kamienicy, by przekonać się, że jej mieszkańcy (ba, nawet jej mąż!) mają ukryte zamiary wobec niej, jej duszy i ciała. Znów uderzenie z precyzją we wszystko, co święte.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Exit mobile version