„Mów mi Win” Harlan Coben – recenzja

Harlan Coben to jeden z gatunkowych pisarzy pewniaków – sięgając bowiem po jego książki jestem zawsze pewna, że będę się dobrze bawić. A z „Mów mi Win” bawiłam się przednio, to jeden z tych tytułów bowiem, który ucieszy zarówno fanów prozy pisarza, jak i raczkujących w temacie.

„Mów mi Win” to nowy cykl, jednak stary dobry Coben, świetna zagadka i mroczne rodzinne tło, które chce się poznać.

MÓW MI WIN

Poznajcie Wina, a w zasadzie Windsora Horne’a Lockwooda III, dziedzica fortuny Lockwoodów, przyjaciela Myrona Bolitara, który robi co chce, z kim chce i zawsze na własnych zasadach. To dandys o mięśniach osiłka, który kocha przemoc, kocha seks, mężczyzna, który nie ma żadnych skrupułów. No chyba, że chodzi o jego rodzinę, chociażby o ukochaną kuzynkę Patricię. Teraz do rodziny Lockwoodów brudna przeszłość puka do drzwi – skradzione obrazy, zaginiona teczka, wspomnienie tragicznych wydarzeń. FBI puka do drzwi, a Win nie będzie mógł odmówić im wyjaśnień.

KREW JEST GĘSTSZA…

Krew jest gęstsza niż woda, a życie ma więcej odcieni szarości niż można by oczekiwać – to w sumie dwie najważniejsze, główne zasady, którymi kieruje się Win Lockwood. Harlan Coben wykreował fascynującego antybohatera, człowieka, którego nie sposób polubić, a jednak cenimy jego wyrachowanie, jego spryt, jego siłę. Wreszcie – jego bogactwo, którym chwali się na prawo i lewo, którego nie wstydzi się i nie ukrywa. Win nie byłby Winem, gdyby nie był nieprzyzwoicie bogaty. To właśnie pieniądze oraz koneksje rodzinne otworzyły przed nim ścieżki niedostępne dla zwykłego, szarego człowieka. Należy przecież do rodziny, która ma swoje posiadłości, swoje rodowe przywileje, a nawet rozpoznawalny herb. Nie można ot tak przestać być Lockwoodem – Lockwoodem jest się od urodzenia aż do śmierci. A dobrego nazwiska rodziny broni się, bez względu na wszystko.

To właśnie rodzinna sprawa i jego prywatne tajemnice wprowadzają czytelników do świata Wina Lockwooda. Do świata, do którego nikt z nas nigdy nie miałby dostępu. A tak, dzięki Cobenowi, możemy poczuć się uprzywilejowani, przelecieć helikopterem nad Manhattanem, naśmiewając się z maluczkich, którzy tłoczą się w korkach. Możemy zasmakować najlepszego szampana pod słońcem, poczuć miękkość najdroższych, ręcznie szytych materiałów, a nawet podziwiać największe dzieła sztuki ze ścian własnego domu. Możemy także stać się ofiarami najokropniejszych rodzinnych sekretów, które wyjawione po latach bolą tak samo, jak dawniej. I nie możemy do końca nic z tym zrobić, bo więzy rodzinne to więzy, których nie można kalać, którym nie można się przeciwstawić, bo są integralną częścią nas samych.

Kto jeszcze nigdy nie miał styczności z twórczością Harlana Cobena, ten w „Mów mi Win” odnajdzie wszystko to, co wyróżnia go na tle innych amerykańskich twórców thrillerów – wyraziści bohaterowie, charakterystyczne motywy, przewijająca się w dialogach cicha, nienaburmuszona ironia. Coben ma wyczucie pióra i dokładnie wie, kiedy podkręcić napięcie, kiedy wyciszyć akcję, kiedy znów postawić wszystko na jedną kartę. Fani prozy autora dobrze o tym wiedzą. To w końcu autor, który sprawia czytelnikowi mnóstwo frajdy, tworząc literaturę gatunkową na najwyższym, stabilnym poziomie. Co za dużo, to może byłoby niezdrowo, ale powracać do Cobena co jakiś czas to sama przyjemność lektury.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Komentarz do: “„Mów mi Win” Harlan Coben – recenzja

Dodaj komentarz: