Bezsenne Środy: „Miasteczko Crimson Lake” Candice Fox – kryminalny PATRONAT prosto z Australii!

Dwoje wyrzutków społeczeństwa, którzy szukają wytchnienia i przebaczenia na australijskich bagnach północy, gdzie nawet krokodyle szczekają. Ale przeszłość dogania każdego i nie daje o sobie zapomnieć w Miasteczku Crimson Lake Candice Fox.

Kiedy myślę o Australii, to przed oczami pojawia mi się przejrzyste niebo, kamienne pustynie i skwierczący upałem przesuszony busz, po którym kicają agresywne kangury. Przypominam sobie słodko-gorzką Priscillę Królową Pustyni, wypełniony okrucieństwem Wolf Creek, czy zdecydowanie niepokojące Długi weekend i wreszcie Piknik nad wiszącą skałą. To Australia bezlitosna, niezwykle ludzka, niemal cielesna. Kraina spalonej ziemi, małych azyli rozrzuconych raz na setki kilometrów, pełna miejsc, w których można się ukryć, zniknąć, zapomnieć. I chociaż Crimson Lake to na przekór wyobrażeniom bagnista, parna północ, to Australia przenikającego na wskroś deszczu, pełna krokodyli zaczajonych pośród mokradeł, to właśnie tam, w tej nieznanej ciemności wiecznej burzy, schronienia szukają zagubione dusze z południa. Czytaj dalej

„Całe miasto o tym mówi” Fannie Flagg – recenzja

Bez pamięci, bez wspomnień, bez tradycji rozdziobią nas kruki i wrony Tak w najnowszej powieści Fannie Flagg Całe miasto o tym mówi rysuje się przyszłość w słodko-gorzkiej opowieści o pokoleniach, rodzinie i małomiasteczkowej Ameryce, która powoli rozpada się w pył i znika z mapy Stanów Zjednoczonych.

O małych miasteczkach można by pisać całe eseje, wydawać kolejne tomy opiewające urocze, odosobnione światy, niewielkie wyspy, enklawy spokoju na oceanie wypełnionym po brzegi brutalizmem rozpanoszonego miejskiego zgiełku. Fannie Flagg pisze o mieścinach amerykańskiego środka, małych bijących sercach stanów rolniczych, w których lokalne społeczności tworzyły swoje równie małe, odosobnione światy. Wiele narosło o takich miejscach stereotypów, obrosły z czasem mitami, by wreszcie, kiedy nadszedł czas, i one dopasowały się do współczesnej rzeczywistości. Teraz na nowo budzie się tęsknota za tym, co od początku dziejów tworzyło ich korzenie za indywidualizmem i poszanowaniem historii. O tym jest ta opowieść. Czytaj dalej

„Latawiec z betonu” Monika Milewska – PATRONAT i recenzja

Blog_THUMBNAIL Recenzja LATAWIEC Z BETONU

Jedno z moich najwcześniejszych, wyraźnych wspomnień wczesnego dzieciństwa to pogrążony w mroku, nieskończenie długi korytarz z podłogą usianą petami i gruchającymi gołębiami gdzieś nad głową. Wokół hulający, gwiżdżący wiatr i mama niosąca jamnika pod pachą, próbująca dostać się do działającej windy w klatce obok. Do dzisiaj ten moment wraca w moich snach. Czasami to korytarz prawdziwy, czasami wyolbrzymiony monumentalny, oniryczny korytarz wieżowca, który mógłby być symbolem jednego z tym pseudo-corbusierowskich koszmarków, jakich powstawało na pęczki w tamtych utylitarnych, modernistycznych czasach. Korytarz budynku, który mam we krwi, kawałek blokowiska, w którym się wychowałam, w którym mieszkam, odprysk domu o milionach zapachów, setkach mieszkańców, dziesiątkach mniejszych i większych problemów, niezmiennych od lat.

Takim budynkiem kultowym już w niechlubnej historii polskiej architektury współczesnej jest PRL-owski mrówkowiec, drugi pod względem długości budynek mieszkalny Europy, groteskowy fenomen, który miał być jedynie tymczasowym rozwiązaniem, czyli gdański falowiec, który stał się bohaterem realistycznie-magicznej powieści Moniki Milewskiej Latawiec z betonu. Czytaj dalej

Trylogia „Slammed. Pułapka uczuć” Colleen Hoover – recenzja

Jeszcze kilka lat temu nikt nie słyszał o literaturze z gatunku new adult. Kiedy literatura młodzieżowa, przeznaczona dla młodych-dorosłych, czyli young adults, zaczęła zdobywać szczyty popularności, new adult, czyli książki przeznaczone dla młodych ludzi wkraczających w dorosłość, dopiero raczkowało na rynku. Autorzy eksplorowali nieznane szerszej publiczności terytorium, eksperymentując tematycznie, niemniej kończąc zazwyczaj na rozszerzaniu idei powieści młodzieżowych o doświadczenia seksualne i przekleństwa, na tym poprzestając. Wkrótce wydawcy przekonali się, że to nie tego szukają młodzi ludzie, ale raczej opowieści, które pozwolą im oswajać się z odpowiedzialnością, z nieustępliwymi zmianami w ich życiu, z doświadczeniami, z którymi mogliby się utożsamić. Pisarze poczuli wiatr w literackich żaglach i powoli zaczęli poruszać w swoich książkach tematy związane z dojrzewaniem emocjonalnym, seksem oraz erotyką, ze zdrowiem psychicznym, czy problemami o tematyce społecznej. Granice new adult zostały przekroczone.

To właśnie wtedy jedną z niekwestionowanych królowych gatunku została Colleen Hoover, której powieści tłumaczone są na kolejne języki i uwielbiane przez tysiące czytelników, czego dowodem jest niezwykła popularność trylogii Slammed (od poezji slamowej), na którą składają się tomy Slammed. Pułapka uczuć, Point od Retreat. Nieprzekraczalna granica oraz This Girl. Ta dziewczyna. Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Jedno z nas kłamie” Karen M. McManus – recenzja

Jest takie powiedzenie, że życie to niekończące się liceum. I coś w tym jest. Opuszczając mury szkoły spodziewamy się dorosłych problemów i dorosłych decyzji, dojrzałych emocji i relacji międzyludzkich. Wkrótce jednak można się przekonać, że bez względu na miejsce, bez względu na czas, czy podjętą pracę ludzkie związki mają to do siebie, że potrafią sprowadzać się do najprostszych uczuć i koniec końców znów będziemy przechadzać się metaforycznym korytarzem szkolnym. Plotka będzie gonić plotkę, niewielki sekret nabierze rozmiarów życiowej tajemnicy, a zawiść otoczy nas zieloną mgłą pełną nienawistnych spojrzeń. Zmieniają się epoki, zmienia się moda, zmienia technologia, ale prawa dżungli liceum nie zmieniają się wcale.

Jedno z nas kłamie Karen M. McManus to młodzieżowy kryminał obyczajowy, historia tajemnicy i zbrodni, który założeniem przypomina kultowy film Klub Winowajców, by z rozdziału na rozdział przerodzić się w opowieść o tajemnicach, które nigdy nie powinny były ujrzeć światła dziennego. Czytaj dalej

„5 sekund do Io” i „5 sekund do Io. Rebeliantka” Małgorzata Warda – recenzja

W wirtualnym świecie można się zagubić. Można zanurzyć się w nim na wiele godzin, tracąc kontakt z rzeczywistością, a czas będzie płynął, prawdziwe życie będzie mijać gdzieś obok, niezauważenie. Technologia rozwija się prężnie, intensywnie, jedynie zachęcając do wyboru krain wyobraźni, wirtualnych przestrzeni, w których można być każdym i nikim jednocześnie, przeżywać i nie doznawać za bardzo, istnieć, ale nie do końca żyć. To wciąż wybór, to pomysł na spędzanie wolnego czasu, to gra i zabawa, która jedynie czasami przeradza się w coś więcej, niosąc za sobą nieodwracalne niebezpieczeństwo. A teraz wyobraźmy sobie technologie przyszłości, która nie tylko jak dzisiejsze VR wciągnie nas w inny świat, ale pozwoli doznawać wszystko to, co w prawdziwym życiu smak, dotyk, a co za tym idzie rozkosz, ból i śmierć.

O pułapkach światów bez wyjścia i przyszłości, która być może jest bliżej niż można by się spodziewać opowiada fascynujący cykl młodzieżowy Małgorzaty Wardy 5 sekund do Io oraz 5 sekund do Io. Rebeliantka. Czytaj dalej

Ulubione pisarki na Dzień Kobiet

Moi Drodzy, Moje Drogie Kobitki, Szanowne Panie, Dziewuchy, Babeczki, Dziewczęta i Dziewczynki!

Świętujmy Międzynarodowy Dzień Kobiet! Święto kobiecości, święto dziewczęcości, święto Drugiej Płci, czyli święto jak najbardziej wyjątkowe – nasze Święto!

Dobrze jest być kobietą. Dobrze jest być kobietą w czasach, w świecie i w kulturze, w których głośno mówi się o kobiecości. W których można mówić o kobiecości. W rzeczywistości, którą kobiety mogą tworzyć i kreować, burzyć i budować od nowa. Gdzie kobiece głosy tak głośno rezonują, tętnią i dudnią odważnie, bez strachu, mówiąc o tym co najważniejsze. Te głosy towarzyszą mi od najmłodszych lat, przypominając o sile drzemiącej w każdej z nas. Tych głosów słucham i to one mnie inspirują. To im dedykuję dzisiejszy wpis. Czytaj dalej

Bezsenne Środy: „Czerwony śnieg” Ian R. MacLeod (nowy Duży Buk)

Potwór to idea, to teoria, to wiara, to coś, co dba o siebie bardziej niż o własne życie. Takim potworem jest ten, który istnieje od zawsze, a którego mit jest nieśmiertelny, ponadczasowy. Wampir. Odwieczny krwiopijca, wcielenie Antychrysta, ucieleśnienie węża, które powraca zawsze pomimo mijających stuleci i historycznych przewrotów. Łączy w sobie folklor, kulturę popularną, masową i wysoką. Łączy w sobie to, co oscyluje niebezpiecznie na styku ludyczności i elitarności. Dotyka tego co człowiekowi najbliższe, czyli śmierci, a jednocześnie tego co niedoścignione i nieuchwytne, czyli nieśmiertelności. Tradycyjny wizerunek wampira przyciąga, a jednocześnie odpycha, bo nadaje mu właściwości istoty doskonałej, naruszającej granice największego tabu. Zrobić wszystko, by przetrwać. Tylko jak przetrwać, gdy to idea staje się spotworniała i sama ciągnie ludzkość ku zagładzie?

O samotnej walce o człowieczeństwo z najgłębszą ciemnością dziejów opowiada Ian R. MacLeod w swojej fenomenalnej powieści Czerwony śnieg, która nadaje wampirycznemu mitowi kolejnych symbolicznych znaczeń. Czytaj dalej

„Koniec lata” Anders de la Motte – recenzja

Kryminały rodem ze Skandynawii charakteryzuje swoisty smutek. Naznaczone są rozpaczą, nieszczęściem, ludzkim krzykiem, który uwiera głęboko w środku, próbuje wydostać się na zewnątrz. Ciemność zdaje się towarzyszyć kolejnym bohaterom, bez względu na to, czy mowa tutaj o thrillerach polityczno-sensacyjnych, czy kameralnych opowieściach ze zbrodnią w tle. Niezależnie, czy chodzi o małą społeczność na uboczu cywilizacji, czy o północną metropolię to nie ma znaczenia smutek towarzyszy bohaterom na każdym kroku, mrok, od którego sami nie potrafią się uwolnić, a który zyskuje swoją spotworniałą reprezentację w kolejnych zbrodniach i bolesnych motywacjach.

Ten smutek odnaleźć można również w powieści Koniec lata Andersa de la Motte, który znany jest między innymi z trylogii miejskiej „[geim]”, „[buzz]” i „[bubble]”. Teraz pisarz powraca w rodzinne strony, do Skanii i małego miasteczka, które jest lustrzanym odbiciem bliskich jego sercu miejsc. Czytaj dalej

„Royce Rolls” Margaret Stohl – recenzja

Każdego dnia bombardowani jesteśmy newsami bez większego znaczenia. Wiadomościami z życia mniejszych i większych celebrytów, osób, które znane są wyłącznie z tego, że są sławne. Nie osiągnęły zbyt wiele, ale pojawiły się w momencie, kiedy był na nie popyt, sprzedały swoją prywatność, dały się wykreować i teraz wciskają każdemu, kto jest chętny dostęp do swojego niby idealnego, kolorowego życia w świetle rażących, oślepiających reflektorów. Błędem byłoby jednak zakładać, że te światła nigdy nie gasną, że blichtr, cekiny i błyskotki nigdy nie trafiają na powrót do swoich prawowitych właścicieli koncernów, które zarabiają na wypożyczaniu sztucznego życia w pigułce. To wszystko znika z końcem każdego kolejnego sezonu, czerwone dywany zwracają swoje języki w stronę kogoś innego i pozostaje oczekiwanie na słupki sprzedaży, na wyniki oglądalności. To wtedy wszystko się rozstrzyga.

W takim momencie zawieszenia wkraczamy w życie bohaterów prześmiewczej, satyrycznej powieści hollywoodzkiej twórczyni Margaret Stohl, która w Royce Rolls bierze pod lupę bohaterów reality show, by obnażyć ich pusty, cukierkowy świat i pokazać, że król i królowe tego świata bywają naprawdę nadzy. Czytaj dalej