„Nie ma tego złego” Lauren Weisberger – recenzja

Powieść leciuchna i przezabawna, miejscami prześmiewcza i przecyniczna, od autorki bestsellera „Diabeł ubiera się u Prady” – „Nie ma tego złego” Lauren Weisberger. Fani autorki będą bardzo zadowoleni.

Jeśli nie znacie powieści „Diabeł ubiera się u Prady”, nic nie szkodzi, bo po lekturze „Nie ma tego złego” możecie potraktować ją jako prequel, tym bardziej, że to zupełnie inna historia, jednak o tym samym prześmiewczym charakterze, z bohaterką, którą chcieliśmy poznać bliżej.

SEKRETNE ŻYCIE PRZEDMIEŚĆ

Emily Charlton jeszcze nigdy nie była tak cyniczna jak teraz, gdy odeszła z magazynu Runway w Nowym Jorku i przeniosła się do Hollywood, by tam chronić celebrytów przed nimi samymi. Jest konsultantką do spraw wizerunku ludzi znanych i uwielbianych, jedną z najlepszych… Do czasu. Teraz pozycja Emily w branży jest zagrożona, więc gdy nadarza się okazja, by ją odzyskać – Emily rusza do walki. Ląduje jednak u swojej dawnej przyjaciółki, na przedmieściach, pośród urokliwej społeczności miasteczka Greenwich w Connecticut, by tam wesprzeć kogoś, kto naprawdę potrzebuje jej pomocy. Okazuje się, że sielankowe życie przedmieść to jedynie pozory.

DOWCIPNIE I OSTRO

Kto lubi śledzić plotki i ploteczki prosto ze światka hollywoodzkich celebrytów i bagienka ludzi znanych – ten będzie zachwycony. Afery i aferki, pranie brudów największych i najobrzydliwszych! Lauren Weisberger wjeżdża na ostro i nie bawi się w subtelności, w zamian uderza we wszystko i wszystkich, jak leci. Wyśmiewa, wyolbrzymia, wyciąga, a robi to w sposób zadziorny i zorganizowany, co rusz puszczając oko do czytelnika. Ale to nie wszystko! Przenosząc Emily z Hollywood na przedmieścia do Greenwich Connecticut od razu bierze po lupę światek bogatych i uprzywilejowanych, którzy stworzyli sobie tam swoją oazę. Miasteczko Greenwich istnieje naprawdę i polecam obejrzeć zdjęcia w sieci – to urocze miejsce, pełnych przepychu rezydencji, malowniczych parczków i zakątków, w których można podjadać makaroniki. Idealne miejsce na intrygę, która przypomina trochę mieszankę serialu „Gotowe na wszystko” z reality show „Housewives” z powieściami w klimacie Liane Moriarty. Dzieje się dużo i dzieje się naraz. A pióro Lauren Weisberger wyostrza się tylko, im dalej jej bohaterka przemieszcza się na północ, im bardziej poznaje to jakże stereotypowe życie przedmiejskich, bogatych pań domu.

„Nie ma tego złego” można traktować jak przezabawną komedię lub jako dowcipną, kąśliwą satyrę, można też potraktować ją jako mieszankę jednego i drugiego, miejscami drapieżną i diabelnie ostrą, miejscami uroczą i sympatyczną. Warto pamiętać jednak, że prześmiewczy, miejscami okrutny ton komentarza autorki, wybrzmiewa tu od początku do samego końca. Niektóre żarty ocierają się o groteskę i mogę wydawać się nawet niesmaczne, wszystko to jednak jest celowym zabiegiem i jakże charakterystycznym wyznacznikiem prozy samej Weisberger. Z drugiej strony, to także jest opowieść o odnajdywaniu swojego miejsca i siebie samej, gdy nic nie idzie po naszej myśli. Poznajemy trzy wyjątkowe bohaterki, każda z nich mierzy się ze swoimi problemami, każda z nich musi stawić czoła swoim własnym wyzwaniom. We wspólnej przyjaźni odnajdują siłę i wsparcie, którego tak potrzebowały, by dokonać tych najlepszych dla siebie wyborów.

Kto miał szansę poznać pióro Lauren Weisberger – ten będzie więcej niż zadowolony. „Nie ma tego złego” jest zabawna, jest urzekająca, jest szczera, miejscami ocieka ironią, ale to dobrze, bo bez pewnej dawki ironii i sarkazmu trudno byłoby czasami wytrzymać. To także idealna kontynuacja losów Emily, której początki w branży modowej mieliśmy szansę poznać w „Diabeł ubiera się u Prady”. Weisberger zmienia dynamikę, przenosi swój wzrok na zupełnie inne środowisko, sprawia, że to nie kopia poprzedniej książki, ale zupełnie nowa, sprytnie poprowadzona powieść. Pozostał humor i dobra zabawa, a to u tej autorki cenimy bardzo.

O.

*We współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Leave a Reply